środa, 22 kwietnia 2026

Uciechy stołu w niemieckim Memmingen

 

Kiedy Martik zapytała mnie, czy CZASEM nie mam ochoty wybrać się do Memmingen, byłam pewna, że stroi sobie żarty. Okazało się, że jednak, że bilety lotnicze do nikomu nieznanego miasteczka w Bawarii są po 68 (słownie: sześćdziesiąt osiem) złotych, ale jej małżonek nie wyraził ochoty szastania się od czapy po Dojczlandzie. No i matka dała się namówić, i dobrze, bo naprawdę niewiele widziałam równie uroczych miejsc. 
Nie jest to blog podróżniczy, więc pokażę tylko, co jadłyśmy przez te parę dni. Oczywiście nie wszystko, bo nie odważyłyśmy się np. robić zdjęć wybornych hotelowych śniadań. Pani nadzorczyni z obsługi - pewna, że ordnungu nie wyssałyśmy z mlekiem Mutter - tak pilnowała porządku, że wszyscy dychali tylko w jedne strone (jak mawiała Babcia Bronia). Córka mówi, że nigdy nie zapomni, jak na pierwszym śniadaniu zobaczyła scenę mojej walki z Frau Helgą. Wzięłam bowiem nieobacznie leżącą z boku dużą tacę, coby sobie nasygnować zacną porcję piętrzących się na szwedzkich stołach pyszności. Frau Helga zasypała mnie jednak gradem niemieckich słów i próbowała ją wyszarpnąć, ale nie z wyżyłowaną rolniczką z Podkarpacia takie numery! Wydobywszy z zakamarków mózgu rozpaczliwe: "Das ist mein!" walczyłam jak lwica, i byłabym postawiła na swoim, gdyby się nie okazało, że nadzorczyni zna jednak angielski. Martusia nie wytrzymała psychicznie i przyznała się, że rozumie, iż jest to SŁUŻBOWA taca Helgi i nie może znaleźć się w niepowołanych rękach😂.
Zjadłyśmy także w lokalnej gospodzie typowy niemiecki obiad. Tylko raz.
Wszystko, oprócz surówki, było wprost utopione w smalcu ze skwarkami. Nie polecamy. Ale piwo -i jasne, i ciemne - było wyborne!
 
To jasne prezentuje się szczególnie ładnie na tle gorsu Martika😉

Dlatego w czasie wycieczki do sąsiedniego Ulm, już z lekka przefutrowane bawarską kuchnią, zjadłyśmy w wietnamskim barze, uwiedzione urokiem właściciela (właścicielki?), któren sam/a naganiał klientów, gotował i podawał z niezwykłą serdecznością.
Tym razem tłem jest gors Marzyni😄

Śniadanie w śniadaniarni (w niedzielny poranek kolejka była tam aż do parkingu, oczywiście wszyscy karnie stali i nikt nie napierał na najsłabsze ogniwa w osobach Polek) było dobre, aczkolwiek w bułce, oprócz smakowitych różności, była także tarta marchewka, uduszona jak do ryby po grecku😕.
Pieczywo jest pyszne u naszych zachodnich sąsiadów, zwłaszcza precle i ciemny chleb, a największym przebojem wyjazdu były BUŁKI ZE ŚLEDZIEM. Marta wyczytała przed wyjazdem, że musowo trza skosztować tego lokalnego specjalitetu, który serwują "do łapki" na lokalnym targu.  
Nigdy nie przypuszczałabym, że nieposmarowana niczym bułka z filetem śledziowym, czerwoną cebulką i malutkim wiechetkiem pietruszki może być tak pyszna! Na targu było tak czysto, ciekawie i kolorowo, że spędziłyśmy tam wiele czasu, oglądając stoiska (tanio nie było).

Bardzo dobre są także słodkości; szarpnęłyśmy się na ciastka w kawiarni (Martik jadła ring nugatowy, a ja torcik z owocami).

Ostatniego dnia, już spłukane niemal do cna, poszłyśmy po prowiant na kolację do Aldiego (Lidla ani Biedry nie było). Ale i tak było pysznie!
Szkoda, że - dzięki staraniom naszego Umiłowanego Sojusznika - bilety lotnicze będą za chwilę tak drogie, że zapewne długo nie zabierzemy do Memmingen pozostałej części Hurmy i Czeredy...
 






  

18 komentarzy:

  1. Zazdroszczę wycieczki, ja również uwielbiam niemieckie pieczywo. Za każdym razem jak mój mąż jedzie w delegacje do Niemiec to proszę go, żeby przywiózł ze sobą jakiś fajny chlebek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co ciekawe, jakość pieczywa w sieciówkach jest niemal tak wysoka, jak w prywatnych piekarniach.

      Usuń
  2. Marzyniu!
    Rozłożyłaś mnie na łopatki swoją opowieścią. Oczyma wyobraźni widziałam Twoją walkę o tacę z Frau 🤣
    Jedzonko bardzo zacne, chociaż ja trochę kamienic czy innych zabytków też bym chętnie zobaczyła. Rzeczywiście żal by było nie skorzystać z propozycji,68 zł za bilet lotnicze to praktycznie za darmo. Nad morze z Poznania około 60 zł za bilet w jedną stronę... super że miło spędziłyście czas! Gorące uściski 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zabytki są tam i w okolicy naprawdę piękne, a samo miasteczko wprost urocze :-)

      Usuń
  3. Z takim przewodnikiem jak Ty Marzyniu, to każdy wypad, nieważne dokąd będzie najlepszym i najweselszym wspomnieniem😅
    Uśmiałam się serdecznie czytając Twoją relację ze spontanicznej wyprawy zagranicznej:) Walka o tacę, to prawdziwy hit !!!
    Okazja cenowa naprawdę nie do oddpuszczenia, a jeszcze możliwość zobaczenia tego wszystkiego, bo przecież wiem, że to nie były tylko lokale jedzeniowe i jeszcze spędzenie tego czasu z córcią...toż to same plusy dodatnie!!!
    Super, super, super!
    Buziaki gorące:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maminku, masz rację we wszystkim oprócz przewodnictwa: otóż planmistrzynią była Martika i MUSIAŁAM wręcz podążać za nią (ona pracuje jako przewodnik, więc o dyskusji - podobnie jak o tacy - nie mogło być mowy :-D). Była świetnie przygotowana, bo - mimo, że 28 lat młodsza ode mnie - nie lubi lecieć na spontana :-DDD

      Usuń
    2. Szacun dla Martika za profesjonalizm!!!
      Ale jednak.... nikt nie opowiada tak jak Ty:))

      Usuń
    3. Maminku - masz rację w 100%, że tak jak Marzynia opowiada, to nikt inny! Ma dziewczyna dar, polot i rewelacyjne poczucie humoru :-))

      Usuń
    4. Bo jak się pisze dla tak miłych czytelników, to się człowiek uskrzydla :-)

      Usuń
  4. Tak było, potwierdzam! Walki MamyMarzyni o tacę nie zapomnę nigdy, a wystarczyło że odwróciłam się jedynie na chwilę :D Zgadzam się, że pieczywo było pyszne, a buła ze śledziem wręcz wybitna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wycieczka była cudowna, bo była tak świetnie przygotowana przez Ciebie :-*

      Usuń
  5. Piękna wycieczka i jedzonko niczego sobie. Mi by nawet to danie utopione w smalcu i skwarkach smakowało w takiej scenerii. Aż wstyd się przyznać, ale ja myślałam, że Niemczech to tylko dobre piwo mają i może jeszcze golonki do tego piwa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Golonkę to byśmy chętnie zjadły, ale akurat w tej gospodzie nie było w tym dniu :-(

      Usuń
  6. Dziękujemy Marzyniu za taką fajną foto-humorystyczą-relację! Ty piszesz, a ja tam jestem :-) Pochłaniam Twoje każde słowo jak dobrą książkę :-) Co do jedzonka, to pamiętam jeden odcinek programu Makłowicza, który mówił, że w jedzenie w Bawarii przednie, ale tłuste, także nie jest to chyba Twoje subiektywne odczucie. W każdym razie fajnie jest skosztować takiej "obcej kuchni". Patrząc na bułę ze śledziem ... zrobiłam się głodna :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. zaskoczyło mnie że kanapka ze śledziem okazała sie tak pyszna. Ciekawe co serwowali na tak pyszne śniadania w hotelu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na śniadaniu był ogromny wybór dla każdego. Najlepsze było pieczywo i jajka na miękko, trzymane w ciepłym piasku (!).

      Usuń
    2. jajka na miękko, trzymane w ciepłym piasku to ciekawe. Szwedzki stół fajna sprawa bo każdy może wybrać co mu pasuje

      Usuń