niedziela, 17 kwietnia 2016

Żydowski kawior

W Dzień Judaizmu w naszym miasteczku od lat przygotowujemy imprezy związane z Żydami mieszkającymi przed wojną razem z nami. Przy okazji muszą być przekąski, więc wspólnie z młodzieżą i Stowarzyszeniem Kobiet Wiejskich szykujemy żydowskie przysmaki. Właśnie ten (no i dla lubiących na słodko kugiel z migdałami) okazał się największym przebojem i wszedł także do mojej kuchni, chociażem nie starozakonna. Żydzi z Galicji podawali ten "kawior" w dzień szabatu, a ja np. na Wielkanoc. Jest to rodzaj pasty lub delikatnego pasztetu, pysznie smakującego na pszennym pieczywie.
SKŁADNIKI:
50 dekagramów wątróbki drobiowej,
3-4 jajka na twardo,

duża cebula,
2 ząbki czosnku,
2 łyżki masła,
olej do smażenia (ale jeszcze lepiej gęsi smalec),
sól, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
Wątróbkę usmażyć na oleju, nie może być krwista. Posolić dopiero pod koniec smażenia. Cebulkę skroić, lekko zezłocić na maśle. Wątrobę, jajka, cebulę razem z masłem i zmiażdżonym czosnkiem zmielić w maszynce (przez grube sitko) i doprawić na pikantnie. Kto nie przepada za wyrazistym smakiem czosnku, może go wcześniej zeszklić razem z cebulą.

Ponieważ  kolor mielonej wątróbki jest taki jakiś brudnoszary, najlepiej ugnieść go w natłuszczonej miseczce, a potem ten kopczyk wysmarować majonezem i udekorować wedle gustu :-)

piątek, 25 marca 2016

Wesołych Świąt od naszej czeredy!

W śliczny, słoneczny dzień najlepsze życzenia świąteczne składa  Wataha Jarzębiaka oraz Umiłowana Przywódczyni Marzynia :-D

wtorek, 15 marca 2016

Sałatka lwowska wg Magdy Gessler - idealna na wielkanocny stół!



Co prawda na podstawie powyższego zdjęcia trudno domyślić się, co to za sałatka, ale po pierwsze fotografowaliśmy stół ZANIM wataha rzuciła się do konsumpcji, a po drugie już taka „rozbabrana” nie wygląda tak ładnie (buraki ze śledziami i majonezem nie są bardzo dekoracyjne, ale smak znakomicie wynagradza wizualne niedostatki). Ta sałatka wspaniale łączy składniki, pożądane przez tradycjonalistów na wielkanocnym stole: buraczki, śledź, kwaśne ogórki, grzybki… 
Jak pisze p. Gessler: Sałatka lwowska podawana jest z sosem śmietanowo-musztardowym, który nie tylko dodaje pikanterii potrawie, ale wprowadza do niej również nutkę słodyczy. Wszystkie smaki (…) tworzą niezwykły zestaw aromatów i konsystencji. Nie do pobicia!”.

Z podanych niżej produktów wychodzi naprawdę duża porcja
Sałatka lwowska M. Gessler (podaję za autorką, przepis oryginalny jest tutaj)

  • SKŁADNIKI:
  • ·         8 filetów śledziowych w oleju,
  • ·         8 buraków,
  • ·         4 ziemniaki,
  • ·         1 seler,
  • ·         8 ogórków kiszonych,
  • ·         4 jabłka,
  • ·         4 marchewki,
  • ·         1 cebula,
  • ·         1 mały słoik marynowanych grzybków,
  • ·         1 mały słoik kaparów (nie dawałam, Martik nie lubi),
  • ·         szczypior,
  • ·         sok z cytryny,

Na sos musztardowo-śmietanowy: 
2 szklanki kwaśnej śmietany - wymieszałam pół na pół z majonezem, 
 pół słoiczka ostrej musztardy – ja zrezygnowałam z sugerowanej rosyjskiej, dałam zwykłą „saperską”, bo i tak potrawa jest charakterna,  
sól, pieprz, cukier.
WYKONANIE:
Ziemniaki, buraki, marchew i selera ugotować bez obierania. Następnie obrać i pokroić w kostkę. Ogórki i jabłka obrać i również pokroić w kostkę. Śledzie pokroić w paseczki. Cebulę posiekać. Grzyby odsączyć i również pokroić w kostkę. Pokrojone składniki - oprócz ziemniaków i śledzi - wymieszać. Na końcu dodać te ostatnie. Skropić sokiem z cytryny. Odstawić, żeby smaki "przegryzły się". Następnie śmietanę wymieszać z musztardą, doprawić solą, pieprzem i cukrem. Dodać do sałatki i delikatnie wymieszać. Na koniec posypać szczypiorem.

Albo jeszcze jajeczkiem, jak u mnie, żeby było piknie i na bogato :-D

piątek, 19 lutego 2016

Wesołe śniadanie Hurmy i Czeredy

Wiem, długo nie pisałam. Niestety, przez ostatni miesiąc zajmowałam się głównie wytwarzaniem, podpisywaniem i pieczątkowaniem (tu cienką aluzją podkreślam, że jestem BWO*) stosów papierów, które sobie teraz gdzieś krążą w obiegu na jakichś Wyspach Nonsensu. Swoją drogą ani Papcio Chmiel, ani Wojtyszko chyba się nie spodziewali, że Pieczątkowcy opanują także naszą rzeczywistość...
Dopiero gdy na ferie przyjechał młodszy zastęp H&C, czyli Jasiek i Zuźka, zmobilizowaliśmy się do jakiejś bardziej kreatywnej kuchni (tiritonga i parura muszą iść w odstawkę :-D)
To jest plon porannej sesji z Dżonym i Zuńką. Jak zawsze w takich wypadkach namanił się też Jurand, wiedziony szóstym zmysłem, że u Matki będą jakoweś wypasy (Martik był poza lokalem - znowu potem będzie kwasiła, że myśmy się obżerali, a ona się nie załapała...) . Oczywiście żadne z nich nie jest niejadkiem i nawet gdy byli mali nie musiałam się uciekać do takich "chłytów", żeby zjedli śniadanie. Ale może ktoś się zainspiruje?
Trzeba tylko uważać, żeby małe dziecko nie widziało, co potem należy uczynić z pasażerami autka - Wataha Jarzębiaka miała dużo radości, kiedy zezłomowałam limuzyny, a pasażerom wydłubałam oczy (pieprz) i wrzuciłam do wrzątku :-/
W takim wypadku lepiej działać na ugotowanych paróweczkach.
P.S. Pomysł oczywiście nie jest mój, tylkom gdzieś doślipła w sieci, ale nie pomnę gdzie :-)

 *BWO - Bardzo Ważna Osoba :-D

środa, 30 grudnia 2015

Śledzie w suszonych pomidorach i ajvarze i życzenia noworoczne :-)

Śledzie z tego przepisu są znakomite i można nimi zaszpanować na sylwestrowym przyjęciu (nawet Jasiek je wchłonął, co ino pieczołowicie wygrzebał cebulę, nie wiedzieć czemu...). Inspirację wzięłam od Kubeczka i Danusi; już wcześniej je obadały organoleptycznie i poleciły, więc zrobiłam :-)
I nie żałuję, to kolejna odsłona śledzi, którą wszyscy śledziożercy polubią.
Trudno podać proporcje, po prostu trzeba dostosować ilość tej pomidorowo - paprykowej marynaty do liczby i apetytów potencjalnych biesiadników, a także do ilości wysokoprocentowych trunków (zakładam, że nie szykujemy tej przekąski na kinderbal), bo do wódeczki są bardz podchodzące :-D 
Do wiadomości przeczesujących Internet w poszukiwaniu patologii w polskich rodzinach: Jasiek zapijał je herbatą.
SKŁADNIKI (ilość wg upodobania):
śledzie w typie matias,
pasta ajvar,
suszone pomidory (ja je niedbale zmiksowałam z ajvarem, tak, aby można było wyczuć kawałki),
białe cebule czosnkowe (zwykłe też oblecą),
liście laurowe,
kuleczki ziela angielskiego,
ocet winny do smaku,
brązowy cukier do smaku,
dobry olej lub oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Podaję za Bożenką:
Śledzie namoczyć w zimnej wodzie, aż będą dostatecznie słone (nie moczyłam, bo u nas wszyscy lubią charakterne smaki). Wysuszyć ręcznikiem kuchennym, pokroić w ukośne kawałki szerokości 3-4 cm.
Cebulę pokroić w szeroką kostkę.
Na patelni rozgrzać 3 łyżki oliwy, dodać cebulę, chwilę poddusić (musi pozostać jędrna), dodać ze 2 łyżki octu, jeszcze dusić z 5 minut. Dodać resztę składników, mocno podgrzać 2 minuty, skosztować czy już pyszne, potem wystudzić.
Układać w słoiku naprzemiennie ze śledziami.
Odstawić słoik ze śledziami do lodówki (za sałatę, bo znajdą i wyżrą cichcem w nocy).

Jeśli wytrzymamy, to po 24 godzinach są gotowe do jedzenia, z czasem nabierają jeszcze lepszego smaku.
*****
A na koniec życzę moim blogowym przyjaciołom i czytelnikom (może tam jacyś się zapędzą przypadkiem) wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku 2016!

niedziela, 15 listopada 2015

Ser "zależok" z wędzoną papryką i sumakiem

Robi się ze mnie "kulinarny bałur" (tym wdzięcznym mianem określano u nas bogatego chłopa, czyli "bauera"), albowiem lodówka ma obfituje w swojskie jaja, ser od krowy, a Podenko i Bicenko, czyli dwa nasze wieprzki, już czekają na swój Jom Kipur :-( 
Oczywiście nie ja harowałam, by te płody obory, chlewu i kurnika zasilały nasz stół, lecz kochana Ciocia, ale kto odmówi, gdy mu się podtyka twaróg rozpływający się w ustach czy pachnące mleczko do kawy?!
I właśnie z syrka od cioci namiętnie wytwarzam tzw. zależok, zwany też zgliwialcem, który w naszej rodzinie cieszy się zasłużoną estymą, chociaż są podobno dziwoki, co go za nic nie skosztują. Owszem, w procesie produkcji trzeba tłumaczyć gościom, niespokojnie węszącym, że nie mamy pod stołem w kuchni składu strzeleckich onuc po długim i mokrym poligonie, lecz że to dojrzewa twaróg na zależoka :-D
Sama technologia wytwarzania tego specjału już była opisywana, ale teraz wyprodukowałam tak pyszną wersję, że muszę się nią podzielić :-)
Otóż do stopionej serowej massy trzeba domieszać  (oprócz soli, pieprzu, kminku i ciutki czosnku w proszku) wędzonej papryki wg upodobania i - uwaga! - łyżeczkę sumaku. Każdy wie, że jestem odjechana na punkcie kwasów, ale serek wcale nie robi się octowaty, tylko dostaje takiego kwaśnego muśnięcia, które dopełnia jego smak. I koniecznie potrzepać po wierszchu tą wędzoną papryką!

poniedziałek, 12 października 2015

Śledzie w musztardzie francuskiej

Bardzo lubię śledzie. W każdej postaci, chociaż nie dane mi było skosztować tych, o których opowiadała prababcia, że trzeba je było o buta (!) z soli otrzepać i przepić wódką, żeby w ogóle weszły. W sosie musztardowym są bardzo smaczne, a ziarenka gorczycy fajnie "strzelają" na podniebieniu :-)
SKŁADNIKI:
opakowanie matiasów w oleju (a właściwie "alamatiasów", dobryńkie, nie trzeba było wcale moczyć),
duża cebula, 
mały ząbek czosnku,
musztarda francuska,
musztarda dijon,
gęsta śmietana 18%,
majonez,
oliwa,
sól, cukier, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
Ryby pokroić w sznytki na raz do gęby podchodzące, cebulkę drobniutko posiekać i sparzyć (dobrze odcisnąć!), czosnek przecisnąć przez praskę. Umiszać sobie wg gustu te musztardy ze śmietaną, majonezem, oliwą i przyprawami (ja zrobiłam dość ostry, a więc i kwaskowy, bo chlastło mi się dużo musztardy). Bardzo spasowały jajeczka na twardo - ich łagodny smak wyśmienicie korespondował (tu Marzynia podkreśla, że zna nie tylko gwarę, hie hie hie) z rzazowatym sosikiem.
Polecamy z pełnym przekonaniem, nawet na świąteczne stoły :-D 

niedziela, 6 września 2015

Pieczone ziemniaki z serem długodojrzewającym i wędzoną rybą wg Okrasy

Myślę, że to najpyszniejsza wersja "pyr z gzikiem", jaką jadłam w życiu. Od razu, gdy obejrzałam program Okrasy, poleciałam po składniki. Najlepsze są młode ziemniaczki, ale i stara skórka upiecze się na chrupko, jeśli dokładnie posmaruje się każdy plasterek masłem. I ten ser dojrzewający robi robotę - masa serowa jest ostrzejsza w smaku, wspaniale uzupełnia się z rybą na neutralnym, ale za to chrupiącym ziemniaczku. Najlepiej jest uchycić takie stadium, kiedy pyrka jest gorąca, a ser zimny.
SKŁADNIKI:
Ziemniaki w mundurkach, podgotowane uprzednio (żeby piekarnik nie hulał godzinę),
ser biały,
jakiś  twardy ser długodojrzewający, ja miałam polski Bursztyn,
cebulki i czosnku ile kto lubi,
śmietana,
kawałki wędzonej ryby (Okrasa dawał pstrąga, ale i makrela daje radę),
sól i pieprz,
masło z olejem lub oliwą do posmarowania.
WYKONANIE:
Uwaga H&C: ziemniaki w mundurkach trzeba dobrze wyszorować szczoteczką i wyciąć wżery i grube oczka.  
Ugotować ziemniaki na półtwardo i pokroić w grube plastry. Wyszmalcować jakimś tłuszczem (stopione masełko najlepsze, tylko cyrknąć do niego kapeczkę oleju) i upiec na rumiano w piekarniku. W tzw. międzyczasie umiszać syrek (u nas się zawsze mówiło: "syrek umiszany") - biały ze startym na grubych oczkach żółtym, śmietaną, cebulką w drobną kosteczkę i przeciśniętym czosnkiem. Doprawić. Rybkę obrać ze skórki i ości i wybrać ładne kawałki. 
I robimy piramidkę taką na raz do paszczy :-D
Myślę, że ta pasta będzie też znakomita do kartofelków z ogniska.


niedziela, 16 sierpnia 2015

Barszcz zabielany Babci Broni na maślance z tłuczonymi ziemniaczkami



Aż dziw, że ten przepis jeszcze nie doczekał się publikacji. Powodem jest konieczność oderwania Watahy od talerzy, żeby zrobić zdjęcie, a ta zupa jest tak pyszna, że mnie też nie chciało się majdrować z aparatem, gdy micha stygła. Jest najprostszy z możliwych – nic w nim nie ma, oprócz barszczu, ale zawartość boszczyku w tym boszczyku wynosi jakieś 200%. 
Jest zupełnie czysty, aksamitny, esencjonalny, nie za bardzo kwaśny, barrrdzo buraczany. Kopczyk ziemniaczków usadzony pośrodku (najlepsze takie żółciutkie, sypkie, wykłócone gładziutko) powoli nim nasiąka i podbiera się go łyżką od brzegów. Oczywiście normalnie to się nawala cały kopiec kartofelków, a nie taką samotną wysepkę wykulaną łyżką od lodów, ale chciałam, żeby już było śliczniusio… 
Aha, i nie podbija się go śmietaną, tylko maślanką, bo śmietanę składała Babcia na masło, a maślanki było dość. I nie dawało się tam jajka (pewnie też były składane „na przedaj” :-D)
SKŁADNIKI: 
dużo buraków, musi być ich tyle, żeby razem z innymi warzywami wypełniły garnek, 
2-3 marchewki, 
2 pietruszki, 
średni seler, 
cebula, 
3 ząbki czosnku, 
3 liście bobkowe, 
kilka kuleczek ziela, 
wody tyle, żeby przykryć jarzyny, 
garnuszek maślanki i 2 łyżki mąki pszennej do zaciągnięcia zupy, 
masło do usmażenia cebulki, 
koperek do posypania, 
ziemniaczki smakowe z cebulką przyrumienioną, 
sól, pieprz, cukier, 
ocet zwykły (balsamiczny czy jakiś owocowy nie będzie, jak ma być babcinowy). 
WYKONANIE: 
cebulkę skroić i w garnku, w którym będzie się gotował barszcz (warto wziąć taki z grubszym dnem) lekko ją zrumienić. Warzywa obrać, pokroić byle jak (i tak się je odcedza), wrzucić do gara i zalać zimną wodą, aby tylko je zakryła. Dodać przyprawy, nieco soli i wolno gotować (nie kłębem!) aż będą miękkie. Wtedy odcedzić wszystko przez sito i zaprawić zupę: dodać soli, cukru, pieprzu, wcisnąć czosnek i cyrkać po trochu octu, aż do pożądanej kwaśności. Teraz trzeba go odstawić - odzyska piękny rubinowy kolor, chociaż przed zakwaszaniem był taki raczej ceglasty. Następnie zaciągnąć mąką rozbełtaną dokładnie w maślance i króciuteńko zagotować, aby tylko mąka straciła smak surowizny. 
Podawać w dużych miskach, nie w takim paradnym płaskim pizdryku, bo musi się zmieścić dużo omaszczonych ziemniaczków :-D

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Marynowana pieczona papryka wg Mysi Baranowskiej


Ta papryka to Królowa Lata w mojej komorze. No cóż, przetwory z Mysinej komory (klik!) biją moje na głowę, ale z tą papryką i ja nie byłabym ostatnia w rankingu Konserwatorów Żywności na Zimę. W suszeniu pomidorów i ajvarze też jestem niezła… Ten smakołyk robię jednak nieco inaczej niż Mysia, zmiany nie są wielkie, ale obadałam organoleptycznie, że taka mi lepiej pasuje. 
Dlaczego wytwarzam właśnie tę i tylko tę? 
Bo nie jest gotowana w zalewie, tylko pieczona w piekarniku. Bo nie ma skórki. Bo ma cudowny posmak przypieczenia, czosnku i przypraw. I zanurzona nie jest w wodzie, lecz we własnym sosie, oliwie i occie balsamicznym. Można jeść samą z kawałkiem pieczywa, jest WSPANIAŁA w sałatkach, Czeredzie najbardziej smakuje na pizzy albo z kebabem. Teraz jest sezon na paprykę – wypróbujcie! 
A dla Myszki – tradycyjne i nieustające caUski!!! SKŁADNIKI: 
2 kg papryki (ja robię tylko z czerwonej, ten kolor…), 
sok, który wycieknie z upieczonej papryki przy obieraniu (nie wylewać!!!), 
ocet balsamiczny (ilość „chytamy na czuja”), 
pół szklanki oliwy, 
po 2 ząbki czosnku na słoiczek, 
łyżka soli morskiej, 
łyżka cukru, 
ulubione przyprawy (dawałam różnie: tymianek jak Mysia, liść laurowy, chili, a nawet ziarenka kolendry – pycha!). WYKONANIE: 
paprykę umyć, obrać, wykroić to białawe ze środka i rozplaszczyć (połamie się, ale to nic, powinna być płasko rozłożona, jeżeli się opieka pod grillem, jak ja) na blasze skórką do góry. Podłożyć papier do pieczenia albo folię, bo słodki sok z papryki na stówę przywrze do blaszki. Nastawić piekarnik na opcję grill z termoobiegiem na 220 stopni. Mysia piekła normalnie i dużo dłużej, ale mnie bardziej pasuje taka jędrniejsza – co prawda w tym wariancie można opiekać tylko jedną warstwę i proces nam się wydłuża. Trzeba zjarać ją mocno – nie ma obawy, czarne bąble na skórce nie zaszkodzą, a inaczej ona nie zejdzie. 
Gorącą paprykę wkładamy do dużego gara i szczelnie przykrywamy pokrywką, po wystygnięciu obiera się dużo łatwiej. Skórujemy nad tym garnkiem, bo trzeba łapać wyciekający sok. Następnie przygotowujemy zalewę: do soku dodajemy ocet balsamiczny wg uznania (ja oczywiście na dosyć kwaśno), sól i cukier, bełtamy trzepaczką do rozpuszczenia, a potem dolewamy oliwę i utrzepujemy na taką jakby emulsję. Podgrzewamy i gorącą marynatą zalewamy papryczkę, upakowaną wraz z przyprawami i czosnkiem w wysterylizowane słoiki. Trzeba zostawić ze 2 centy od góry miejsca, soku zrobi się więcej, papryka "siądzie", a bulgocąca oliwa mogłaby rozszczelnić słoik.
Najlepiej ładować to wszystko przez taki wielki lej z szerokim otworem – odpada wtedy zabawa z wycieraniem brzeżków słoika (Teściowa mówiła zawsze, że brzeg słoika musi być idealnie suchy i czysty, zwłaszcza przy zalewie z olejem, bo inaczej nie chyci). 
Jak pasteryzować – tu już każdy ma swoją metodę. Od kilku lat stosuję metodę „na sucho”, do której przekonała mnie pani Bea, tylko nie sterylizuję w temperaturze 130., a 100. stopni, bo jednak nakrętki się niszczą, gdy jest zbyt gorąco i chyba nie ma takiej potrzeby, żeby hajczyć warzywa czy owoce aż na 130 stopniach. O wygodzie pasteryzacji na sucho – tutaj. Ja swoją paprykę zapiekam w słoiczkach 20 minut (wkładam do gorącego piekarnika na dużej blasze) i zastawiam w uchylonym na noc do wychłódnięcia, uważając, czy Potwory cichcem nie wyżerają pod płaszczykiem lunatykowania :-D
Uwaga!
Co robić, gdy z 2 kg papryki soku jest jak na lekarstwo?
Jest kilka opcji:
1. Przyłatwić sobie klimatyzowany kombinezon hutnika i upiec od razu (jak ja) 6 kg - bo jednocześnie robimy ajvar.
2. Piec paprykę w całości, odwracając ostrożnie, żeby nie wybuchła.
3. Dolać czystego soku pomidorowego (robiłam i tak).
4. Po prostu dolać przegotowanej wody.
5. Zeżreć zamarynowaną paprykę na bieżąco :-D

środa, 29 lipca 2015

Joojeh kebab (perski kebab z kurczaka) czyli Lewantyńczyk spolegliwy


Wiem, wiem, Persja to już nie Lewant, ale uczepił mi się w trakcie gotowania ten wierszyk z Henrego Kuttnera (na marginesie polecam, świetny pisarz). Chciałam zrobić jakąś kulinarną odskocznię od boszczyków i małosolnych, więc padło na kebab. Dodatkowym asumptem jest fakt, że Jurand czasami „robi w kebabie” – niesamowite: w naszym maleńkim miasteczku są aż dwa lokale z kebabami (a pierogarni żadnej, ot, znak czasu…). 
Z czystym sumieniem mogę polecić ten przysmak kuchni irańskiej, oddając głos autorce przepisu, pani Aleksandrze: „Marynowany w aromatycznych przyprawach i jogurcie jest mięsem delikatnym i rozpływającym się w ustach. Aby dopełnić pełnego obrazu irańskiego obiadu polecam podać kebab z ryżem z szafranem i ziemniakami”. Mnie niestety, nie chciało się przygotowywać ryżu tak, jak nauczyła panią Alę jej znajoma Iranka (obejrzycie i przeczytajcie, warto!), alem się wysadziła na basmati i to była słuszna słuszność. 
Co i jak robić jest napisane na blogu „Przepisy Aleksandry i jej Mamy” krok po kroku. 
Moja zmiana to zwykła cebula zamiast czerwonej (akurat nie miałam na podorędziu), więcej czosnku, no i nieco inny aranż potrawy. Dekor walnął mi zaprzyjaźniony malarz – fowista, daje po oczach, nie?

piątek, 17 lipca 2015

Barszcz chrzanowy na wodzie z ogórków małosolnych



Było ostatnio kilka chłodniejszych dni, więc chłopy na budowie dostały zupkę regeneracyjną w postaci barszczu chrzanowego. Chciałam odmienić jakoś nieśmiertelny, aczkolwiek lubiany barszcz biały (ostatnio wyczaiłam bardzo dobry brzeźnicki na owsianym zakwasie i jadę przeważnie na tym), a że wyrabiam hurtowo ogórki małosolne, więc postanowiłam zrobić taki miks.
I to był dobry pomysł, albowiem zregenerowanym i podkręconym chrzanem robotnikom łopaty ino furczały w rękach :-D 
SKŁADNIKI: 
2 litry wody, 
warzywa jak na rosół (część marchewki i pietruszki starłam, ale niepotrzebnie w sumie, byłam po prostu w amoku tarcia, o czym zaraz), 
przyprawy rosołowe (ostrożnie z solą, woda z ogórków jest słona, lepiej dosolić na końcu), 
kilka suszonych grzybków, 
zmiażdżone w łupinach 2-3 ząbki młodego czosnku, 
duża cebula, 
10-15 dkg wędzonej słoniny lub boczku (miałam swoją słoninkę), 
4 białe kiełbasy (bardzo dobra jest biała z szynki), 
olej do smażenia kiełbasy, 
2 łyżki mąki pszennej, 
woda z ogórków kiszonych do smaku, 
tarty chrzan do smaku, 
pół kubka kwaśnej śmietany, 
majeranek, 
jajka na twardo. 
WYKONANIE: 
Ugotować bulion warzywny, jak ktoś nie ma obsesji glutaminianu może być i z kostki warzywnej. W tym czasie stopić boczek/słoninę i podsmażyć na nim drobno skrojoną cebulkę. Posypać mąką i zasmażyć na lekko złoto – zrobi się zasmażka. 
Do bulionu wrzucić ponacinaną białą kiełbaskę i zmniejszyć ogień (niech pyka), po 15 minutach wyjąć wędlinę i podsmażyć na oleju na rumiano – będzie bardziej apetyczna – i znowu wrzucić do zupy (można pokroić, a można też takie sztyle wsadzić). W tej z szynki skórka była bardzo cienka i zmiękła w gotowaniu, nie było potrzeby obierania. 
Następnie dodać cebulę, skwarki i mąkę rozbełtane z wodą, chwilkę pogotować, by oddały smak. Doprawić zupę pieprzem, majerankiem, tartym chrzanem i wodą z ogórków tak, by miała wyrazisty, ostro – kwaśny smak. Na koniec zaciągnąć śmietaną. 
Ja oczywiście zrobiłam dość kwaśną i „czujną”, zresztą miałam laskę chrzanu od ogórków, więc ambitnie wyjęłam tarkę i dodałam świeżego. 
Mogłam oszczędzić sobie wypłynięcia z morzem łez gałek ocznych oraz utarcia wraz z cholernie twardym chrzanem dłoni po napięstki, albowiem i tak na drugi dzień musiałam dodać chrzanu ze słoiczka, bo smak sczezł był niestety. 
Kolega z warzywniaka, o wdzięcznym pseudo: Szakal, polecił mi  dobry kupny i dopiero jak dowaliłam tego ze słoiczka (odciśniętego, żeby zupa za bardzo nie skwaśniała) to barszcz dostał rzazu. 
Do tego jajeczko na twardo, potem po szklanie i na rusztowanie!!!
P.S. Sądzę, że walory dekoru w postaci wiechcia kopru od kiszenia ogórków też zostaną docenione. Oczywiście budowlańcy nie jedli w białych miseczkach i na poszewce z Ikei, co robiła za serwetę :-D