środa, 29 lipca 2015

Joojeh kebab (perski kebab z kurczaka) czyli Lewantyńczyk spolegliwy


Wiem, wiem, Persja to już nie Lewant, ale uczepił mi się w trakcie gotowania ten wierszyk z Henrego Kuttnera (na marginesie polecam, świetny pisarz). Chciałam zrobić jakąś kulinarną odskocznię od boszczyków i małosolnych, więc padło na kebab. Dodatkowym asumptem jest fakt, że Jurand czasami „robi w kebabie” – niesamowite: w naszym maleńkim miasteczku są aż dwa lokale z kebabami (a pierogarni żadnej, ot, znak czasu…). 
Z czystym sumieniem mogę polecić ten przysmak kuchni irańskiej, oddając głos autorce przepisu, pani Aleksandrze: „Marynowany w aromatycznych przyprawach i jogurcie jest mięsem delikatnym i rozpływającym się w ustach. Aby dopełnić pełnego obrazu irańskiego obiadu polecam podać kebab z ryżem z szafranem i ziemniakami”. Mnie niestety, nie chciało się przygotowywać ryżu tak, jak nauczyła panią Alę jej znajoma Iranka (obejrzycie i przeczytajcie, warto!), alem się wysadziła na basmati i to była słuszna słuszność. 
Co i jak robić jest napisane na blogu „Przepisy Aleksandry i jej Mamy” krok po kroku. 
Moja zmiana to zwykła cebula zamiast czerwonej (akurat nie miałam na podorędziu), więcej czosnku, no i nieco inny aranż potrawy. Dekor walnął mi zaprzyjaźniony malarz – fowista, daje po oczach, nie?

piątek, 17 lipca 2015

Barszcz chrzanowy na wodzie z ogórków małosolnych



Było ostatnio kilka chłodniejszych dni, więc chłopy na budowie dostały zupkę regeneracyjną w postaci barszczu chrzanowego. Chciałam odmienić jakoś nieśmiertelny, aczkolwiek lubiany barszcz biały (ostatnio wyczaiłam bardzo dobry brzeźnicki na owsianym zakwasie i jadę przeważnie na tym), a że wyrabiam hurtowo ogórki małosolne, więc postanowiłam zrobić taki miks.
I to był dobry pomysł, albowiem zregenerowanym i podkręconym chrzanem robotnikom łopaty ino furczały w rękach :-D 
SKŁADNIKI: 
2 litry wody, 
warzywa jak na rosół (część marchewki i pietruszki starłam, ale niepotrzebnie w sumie, byłam po prostu w amoku tarcia, o czym zaraz), 
przyprawy rosołowe (ostrożnie z solą, woda z ogórków jest słona, lepiej dosolić na końcu), 
kilka suszonych grzybków, 
zmiażdżone w łupinach 2-3 ząbki młodego czosnku, 
duża cebula, 
10-15 dkg wędzonej słoniny lub boczku (miałam swoją słoninkę), 
4 białe kiełbasy (bardzo dobra jest biała z szynki), 
olej do smażenia kiełbasy, 
2 łyżki mąki pszennej, 
woda z ogórków kiszonych do smaku, 
tarty chrzan do smaku, 
pół kubka kwaśnej śmietany, 
majeranek, 
jajka na twardo. 
WYKONANIE: 
Ugotować bulion warzywny, jak ktoś nie ma obsesji glutaminianu może być i z kostki warzywnej. W tym czasie stopić boczek/słoninę i podsmażyć na nim drobno skrojoną cebulkę. Posypać mąką i zasmażyć na lekko złoto – zrobi się zasmażka. 
Do bulionu wrzucić ponacinaną białą kiełbaskę i zmniejszyć ogień (niech pyka), po 15 minutach wyjąć wędlinę i podsmażyć na oleju na rumiano – będzie bardziej apetyczna – i znowu wrzucić do zupy (można pokroić, a można też takie sztyle wsadzić). W tej z szynki skórka była bardzo cienka i zmiękła w gotowaniu, nie było potrzeby obierania. 
Następnie dodać cebulę, skwarki i mąkę rozbełtane z wodą, chwilkę pogotować, by oddały smak. Doprawić zupę pieprzem, majerankiem, tartym chrzanem i wodą z ogórków tak, by miała wyrazisty, ostro – kwaśny smak. Na koniec zaciągnąć śmietaną. 
Ja oczywiście zrobiłam dość kwaśną i „czujną”, zresztą miałam laskę chrzanu od ogórków, więc ambitnie wyjęłam tarkę i dodałam świeżego. 
Mogłam oszczędzić sobie wypłynięcia z morzem łez gałek ocznych oraz utarcia wraz z cholernie twardym chrzanem dłoni po napięstki, albowiem i tak na drugi dzień musiałam dodać chrzanu ze słoiczka, bo smak sczezł był niestety. 
Kolega z warzywniaka, o wdzięcznym pseudo: Szakal, polecił mi  dobry kupny i dopiero jak dowaliłam tego ze słoiczka (odciśniętego, żeby zupa za bardzo nie skwaśniała) to barszcz dostał rzazu. 
Do tego jajeczko na twardo, potem po szklanie i na rusztowanie!!!
P.S. Sądzę, że walory dekoru w postaci wiechcia kopru od kiszenia ogórków też zostaną docenione. Oczywiście budowlańcy nie jedli w białych miseczkach i na poszewce z Ikei, co robiła za serwetę :-D

środa, 1 lipca 2015

Słone babeczki z musem tuńczykowym

No jezdem. 
Jednak nie wyciągnęłam kopytek i dociorałam jakoś do końca roku szkolnego. No, ale jeśli się chce być ważnym jak świnia w taksówce (te prezesury, chorążostwa, tiaaa...) to trzeba tyrać. Wdzięczne społeczeństwo obrzuci mój grób papierami, którem wyprodukowała w ilość miliona sztuk i krążą se teraz po świecie. I pomyśleć, że za komuny narzekano na biurokrację...
Ale dość już o tem - to co widzicie na tym krasym jak ślak zdjęciu (mistrzostwo aranżu to to nie jest) to pyszne kruche babeczki, z takim kremikiem czy też musem z tuńczyka. Jak zrobić kruche ciasto to sie wi (ew. zaglądamy tu albo tu). Massa do nadziania jest banalnie prosta: najpierw miksujemy 2-3 łyżki majonezu z małą cebulką, ząbkiem czosnku i 2 żółtkami na twardo, a potem dodajemy dobrze odciśniętego z zalewy tuńczyka z puszki i biały pieprz. I blendujemy, aż się zrobi puszysty krem.
Warto upiec więcej babeczek z neutralnego w smaku ciasta, to jeszcze będzie i deser. Polecam truskawkowy curd - jest równie smaczny, co lemon curd, co ino mało atrakcyjny wizualnie (a dobra, wrzucę zdjęcie, i tak mnie nie chcą do Word Press Photo :-D)


niedziela, 17 maja 2015

Sałatka "Grzybowa polana"

W tej sałatce istotny jest nie tyle dobór składników, co sposób jej podania. Już dawno wpadła mi w oko u Broni (ach ta Bronia, czegóż ta dziewczyna nie wymyśli! no i to imię, kultowe w mojej kuchni!) 
Od siebie mogę dodać tylko tyle, że trzeba dobrze ubijać warstwy i dobrze schłodzić w lodówce, żeby "związało". 
No i jest bardzo syta (przez kurczaka i ziemniaki), zupełnie wystarcza jako królowa stołu. 
Można zabłysnąć przed Mamą lub Teściową 26 maja :-)
Ta marchewka na zdjęciu była w pieczarkach, już taka skrojona w falki, więc żem ją wetknęła po bokach, bo tej krojonej w kostkę wg przepisu nie było widać. Jeno trzeba zrobić lepsze smarowanko, coby się nie omskła na półmisek (jak na załączonym obrazku) :-D
Wszystkie pomysły Broni (tak naprawdę Bożenki, ale Jej mówią Bronia i słusznie) podobają mi się, zajrzyjcie którzyście jeszcze nie byli! (klik!

środa, 6 maja 2015

Szynka wieprzowa z piersią kurczaka z szynkowaru

Wszystko zaczęło się od oblizania ekranu na widok domowych wędlin u Danusi z "Co mi w duszy gra". To już rodzaj uzależnienia, to włażenie do Niej i wyobrażanie sobie smaku tego, co przyrządziła. Więc żeby już nie słuchać żmędolenia H&C (Maaamuś, a inne mamcie to robią dzieciom PRAWDZIWE wędlinyyy...) no i zważywszy na fakt, że mam przecież domową świninę - doszłam do wniosku, że czas zakupić szynkowar.
I zrobić rodzince na święta taki przysmak.  
No i wizja zaszpanowania przed żeńską częścią zaproszonych gości (taaak, tak, sama robiłam szyneczkę, sama, proszę, częstujcie się, JEST DUŻO) była bardzo nęcąca.
Jak przygotować tę wędlinkę odsyłam na stronę Danusi, już tam Ona wytłumaczyła najlepiej. 
Ponieważ chciałam, by w przekroju był ładny wzorek (w sumie to nie wiem, czy ładny wyszedł, hmmm...) więc pierś kurczaka pokroiłam w długie paski. Miętoliłam je przed marynowaniem, coby się potem połączyły z massą wieprzową, ale i tak mi troszkie odchodziło od lewej (wyrobienie mięsa to ważne!). 
No i dałam za mało żelatyny, więc galaretka była taka lelawa. Niemniej była to prawdziwa ozdoba stołu i siedziałam przy nim mocno opuchnięta. 
Z dumy i obżarstwa :-D

niedziela, 12 kwietnia 2015

Tarta Szpinakowy Słonecznik



Trudno, żeby taki słonecznik ze szpinakiem nie wpadł w oko, gdy się łazi po blogach. I jest to świetna okazja, aby zaszpanować zapraszając na przykład koleżanki :-D
H&C stwierdziła, że idę w efekciarstwo, ale w czasie degustacji przyznali, pomrukując z zadowolenia, że jest to jednak pyszne małe co nieco...
No i roboty z tym niewiele, bo kupiłam gotowe ciasto francuskie. Płatki słonecznika odrywają się, co pozwala zaoszczędzić na myciu naczyń, bo każdy sobie urwie kawałek do łapki. A środek, kopiato wypełniony naszym ulubionym nadzieniem, przypada oczywiście Matce Kreatorce. 
Co i jak robić, opisała dokładnie pani Marghe, o tutaj
Ja korzystałam z ciasta francuskiego XXL, które po złożeniu akuracik dało kwadrat o symetralnej boku (hie, hie, ale Marzynia zna uczone termina!) równej mojemu dużemu talerzowi, więc tylko przyłożyłam i obkroiłam prawie bez strat ciasta. 
Nadzienie jest z przesmażonego mielonego szpinaku wymieszanego z serem feta, czosnkiem, pieprzem i gałką muszkatołową (ostrożnie z solą), bez żadnego jajka. Rozbełtanym z mlekiem jajkiem posmarowałam tylko ciasto przed krojeniem. 
Troszkę bawienia się jest z odwracaniem płatków, bo ciasto mięknie, dlatego trzeba to robić dość szybko i pamiętać o odwracaniu w jedną stronę. Nie ma sensu wyznaczać punktów przecinania, jak u pani Marghe, po prostu kroi się „na godzinę 12, 15, 18 i 22”,  a potem na pół i znów na pół i wychodzi rychtyk 16 płatków. 
I jeszcze jedna uwaga: trzeba od razu robić to na pergaminie na blaszce, na której tarta będzie pieczona, bo potem bardzo ciężko ją przenieść. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Najlepsze życzenia świąteczne składa Marzynia, Hurma i Czereda. I majonez :-D

Kochani! Możecie wierzyć lub nie, ale otwierając dzisiaj majonez, by zaprawić sałatkę, ZOBACZYŁAM TO!!! Oniemiałam. 
Majonez uśmiechał się do mnie ciepło, z minką jak ten słodki Kocyk z "Małego dzielnego tostera" (kto oglądał, ten wie). Zdjęcie zrobił Martik komórką, bo aparat "wyszedł". Szkoda, że nie kazałam jej zrobić zdjęcia pokrywki na dowód, że nie bujam (wszak dziś Wielki Piątek, nawet bym nie śmiała...). 
Ale jeżeli w fabryce nalewają milion majonezów, to i coś takiego może się zdarzyć.
Jak widać jajcarz ciągnie do jajcarza na te jajeczne święta :-D

środa, 1 kwietnia 2015

Sos tatarski świąteczny



Sos tatarski jest NA PEWNO ulubionym sosem na zimno w naszym domu. Niestety, robiony jest tylko na tzw. okazje, czyli święta i imprezy „okolicznościowe”, bo trzeba do niego prawdziwe grzybki marynowane (kupne pieczarki to już nie to). 
No i zawsze jest problem, kto dokona katorżniczej pracy skrojenia składników w drobniutką kostkę. Gdy Potwory były mniejsze można było przykuć za kostkę do kaloryfera i albo kroili, albo mogli odgryźć sobie nogę. A teraz są już silniejsi ode mnie i działają jako wataha, więc wariant siłowy odpada i pozostaje przekupstwo :-D
Trzeba skroić: 
2 słoiczki grzybów marynowanych (najlepsze prawdziwki, tu przydaje się Teściu grzybiarz), 
duży słoik ogórków kiszonych (niektórzy robią z korniszonów, ale z kiszonymi lepsze), 
6 jajek, 
1 cebulę (tutaj ilość cebuli trzeba sobie samemu wyregulować do smaku) 
i pęczek szczypiorku. 
Mieszamy to z majonezem i gęstą, kwaśną śmietaną. 
Sól, pieprz i cukier. 
Ma być gęsty, jak rzadka sałatka. 
No po prostu pokrojone niebo w gębie!

A tu z tegorocznych świąt, nieco gęściejszy.

środa, 18 marca 2015

Kotlety z kaszanki gryczanej z serem i pieczarkami - czyli akcja: Swojski wieprzek powraca!

I znowu nastał czas apokalipsy dla dwóch wesołych knurów cioci Zosi... Na szczęście ja na to nie musiałam patrzeć, a i wcześniej starałam się nie odwiedzać tych tłuściochów, żeby potem móc coś przełknąć. Hurma i Czereda zaś nie miała okazji poznać żywca "na żywca", więc opychają się bez moralnych dylematów :-)
Ponieważ sezon na budowie też się zaczął, i różnej maści i różnego pokrewieństwa robotnikom trzeba coś rzucić na talerz, więc bardzo się ucieszyłam z poddanej przez Danusię propozycji (klik!). I nie zawiodłam się - są zaskakująco smaczne, o chrupiącej skórce (dzięki dodatkowi mozzarelli) i soczystym wnętrzu. W mojej kiszce jest bardzo dużo kaszy (2/3 gryczanej, 1/3 jęczmiennej), więc sądzę, że te sznycelki mają jeszcze dodatkowy plus, bo nie zapychają kiszek hie hie... 
SKŁADNIKI:
Pół kilo kiszki,
1 jajko,
15 dkg startej na grubych oczkach mozzarelli,
 3 łyżki mąki,
1 surowa, starta cebula,
3 ząbki czosnku,
ulubione przyprawy ziołowe,
bułka tarta do obtaczania,
tłuszcz do smażenia (zgadnijcie, na czym ja smażyłam? tak! macie rację! na swojskim smalcu! :-D)
WYKONANIE:
Wszystkie składniki wyrobić łapką, formować sznycelki i obturlać w bułce. Usmażone na rumiano dobrze czują się w towarzystwie usmażonych pieczarek, kłóconych ziemniaczków i surówki. Ja sobie jeszcze skropiłam sokiem z cytryny.

piątek, 13 marca 2015

Barszcz białostocki

Czerwony barszcz jest jedną z ulubionych zup w naszym domu (nie bez kozery blog tak się nazywa; mam nadzieję, że pani Tessa Capponi się nie obraziła za tę buraczaną trawestację :-)). 
Więc kiedy wpadł mi w oko ten przepis, postanowiłam go wypróbować. Jest nieco inny, dzięki tym jabłkom i goździkowi, ale bardzo smaczny. Musiałam tylko osobno podsmażyć troszkię kiełbaski dla mojej Bandy Mięsożerców, bo sarkali, że straszne pośnisko... 
Przepis wlepiam w (niemal) oryginalnym brzmieniu; i tak sobie każdy, kto zechciałby go ugotować, przerobi na swój strój :-D
Składniki:
  • 4-5 jabłek
  • 4-5 czerwonych buraków
  • 1,5 litra wywaru z kości i włoszczyzny
  • 1 łyżka masła
  • łyżka mąki
  • listek laurowy
  • filiżanka śmietany
  • kieliszek czerwonego wina
  • 1- 2 goździki
  • sól
  • cukier
Przyrządzenie:
Umyte i obrane buraki i jabłka zetrzeć na tarce, poddusić na maśle, oprószyć mąką, zalać wywarem, dodać przyprawy i gotować, aż będą miękkie.
Wlać czerwone wino, podprawić śmietaną.
Podawać:
Z ziemniakami posypanymi koperkiem.

niedziela, 22 lutego 2015

Frykando Jane Austen



Zawsze lubiłam czytać książki Jane Austen. No i oglądać ekranizacje jej powieści. Najbardziej wrył mi się pamięć (nie wiedzieć czemu, chyba byłam wtedy zakochana) serial „Mansfield Park” z miłą aktorką o końskiej twarzy i jej ukochanym, który wyglądał, jakby miał wrażony kij od szczotki… poprawka: kij od polo. 
I jak to w wyższych sferach, oni tam ciągle jedzą przy ogromnych stołach, a lokaje w liberiach i pudrowanych perukach bezszelestnie zmieniają półmiski. Dlatego gdy zobaczyłam zupełnie przypadkiem (tu) przepis na frykando Jane Austen WIEDZIAŁAM, że muszę to ugotować. Już sama nazwa kojarzy się z czymś pysznym, co się fryga aż uszy się trzęsą. Jest książka kucharska na podstawie powieści Austen i jeśli tylko nie zrujnuje mi budżetu to kupię. 
Zapewniam, że danie jest pyszne, składniki można zstąpić zbliżonymi w smaku, chociaż wydaje mi się, że nie można pominąć sardeli (fileciki z sardeli, czyli anchois bez problemu można kupić). 
Ze smardzami, truflami i karczochami może być kłopot (umyślny z Włoch nie dotarł do mnie na czas), ale i bez tych ingrediencji frykando jest znakomite! 
Przepis oryginalny: 
Weź udziec cielęcy, wytnij z części grubej plastry na pół cala grube i sześć cali długie. Obłóż łodygami młodych karczochów i oprósz mąką. Piecz na ogniu, aż nabiorą jasnobrązowego koloru, po czym przełóż do wielkiego rondla, dodaj kwartę sosu i duś przez pół godziny. Dołóż plasterek cytryny, nieco sardeli, dwie łyżeczki pikli cytrynowych, pokaźną łyżkę przecieru orzechowego, takąż smażeniny, trochę pieprzu kajeńskiego, kilka smardzów i trufli. Kiedy frykando miękkim się stanie, wyjmij je, a sos zagęść masłem i mąką. Przecedź, wyłóż mięso na półmisek i polej dobrze sosem, obłóż cytryną i berberysem. Niektórzy dekorują pulpecikami albo kulkami zawijanymi w cielęcą kiszkę, albo żółtkami jaj na twardo gotowanych, co mile cieszy oko. 
Przepis uwspółcześniony: 
6 plastrów cielęciny grubych na centymetr, 
kilka gałązek świeżego rozmarynu (użyłam suszonego), 
sól i pieprz, ew. pieprz cayenne, 
olej lub masło do smażenia, 
1/2 litra rosołu, 
1 łyżka soku z cytryny, 
1 łyżka pasty z sardeli (anchois) – dałam 3 fileciki drobno pokrojone; same rozpadły się w sosie, 
2 lub 3 łyżki przecieru grzybowego – wystarczy po prostu łyżka sproszkowanych grzybów suszonych,

można dodać łyżkę dobrego przecieru pomidorowego, najlepiej takiego własnej produkcji,
15 dag grubo pokrojonych pieczarek, 
beurre maniè zrobione z 2,5 dag miękkiego masła i tej samej ilości mąki, 
do dekoracji: plasterki cytryny (jakoś mi to kruszone jajo nie konweniowało, chociaż być może mile cieszy oko :-D)
Wykonanie (wg pani Makellby):
Pokrój cielęcinę lub wołowinę w niezbyt cienkie paseczki i usmaż na oleju z masłem, tak by lekko się przyrumieniła z obu stron. Przełóż do rondla, dodaj rosół, sok z cytryny, rozmaryn, przecier z sardeli i grzybowy, pieczarki i szczyptę pieprzu cayenne. Duś, aż mięso zrobi się miękkie. Zdejmij rondel z ognia, wrób w sos małe kawałeczki beurre maniè, ponownie podgrzej i zagęść sos do konsystencji, jaka wyda ci się odpowiednia. Udekoruj cytryną, żurawiną lub owym żółteczkiem. 
Zaproś Mamę lub (lepiej) Teściową, a potem idź do biblioteki po książkę Jane Austen.


wtorek, 10 lutego 2015

Chrupki z ciecierzycy

Buszując w zbożu... eee... wróć!: buszując na blogu u Kubeczka natknęłam się na coś, co Bożenka nazwała "grzankami z ciecierzycy". Z tych rzeczy to ja tylko grzaniec, ale mam w domu takiego smużdża, co się odchudza, a potem chodzi i smędzi, bo wszystko co dobre jest tuczące. A tu jeszcze Hurma i Czereda sadystycznie na jego oczach obżera się czipsami i batonami, zapijając kolą. 
A że mam mientkie serce, a i staram się jakoś podchlibić i ulżyć w niedoli diety, więc żem się porwała na te chrupeczki. 
Jezusie Nazaryński królu żydoski!!! (cytat z klasyka, wiadomo kogo). 
Jakbym wiedziała, ile to roboty, to sama bym się nie brała za to. Na szczęście namanił się Martik, któren chciał wysępić doładowanie przez internet, więc go zaprzęgłam do łuskania. Sarkała, że przebieranie grochu i soczewicy (cieciorki??) z popiołu było lepsze, ale obierała. Bo każde ziarenko ugotowanej ciecierzycy trzeba obrać ze skórki ha!
Jakieś inne kobitki z blogów twierdzą, że nie trza, ale ja tam wierzę Kubeczkowi. 
Jeżeli nie macie w domu Kopciuszka, to nie przygotowujcie jak ja z całej torebki. No chyba, że odsiadujecie dożywocie za zamordowanie męża, który domagał się tych PRZEPYSZNYCH chrupeczek codziennie :-D
Co i jak trzeba zrobić, już tam Bożenka opisała dokładnie (klik!). Ja nie mroziłam ugotowanej, tylko po odcedzeniu zalałam lodowatą wodą i skórka nawet fajnie schodziła z ziarenek. I dodałam jakiejś indyjskiej przyprawy (masala coś tam), połączonej z suszonym czosnkiem i słodką papryką dla koloru.
Ta przekąska jest świetna. Naprawdę chrupie galanto i można przygotować kilka wersji smakowych. No i odpadają wyrzuty sumienia podczas podjadania przy kompie :-D

czwartek, 5 lutego 2015

Dwukolorowa roladka drobiowa z mielonej piersi kurczaka



Kapeczke blada ta moja roladka, dzie ta jej kolorami do oryginału!Ale smakiem NA PEWNO  nie ustępuje tej, którą znalazłam u pani Madzi na blogu „Smak Zdrowia”. 
A jak wygląda w wersji Bożenki ze "Smakowych kubków" to macie tutaj :-)
Jest soczysta i delikatna, posmak groszku w zielonej warstwie jest ledwo wyczuwalny (groszek dlatego, że zalegał w zamrażarce, szpinak dałby bardziej kontrastowy efekt kolorystyczny), ale za to warstwa pieczarkowa ma dość wyraźny aromat podsmażonych grzybków. Gdy się ma blender, to roboty nie jest wcale tak dużo. 
I niezaprzeczalna zaleta: z dwóch podwójnych piersi wyszła mi rolada długości 34 (zmierzyłam!) centymetrów, o fi jak mortadela z „Sokołowa”, wiecie o co chodzi, tiaaa... :-D
SKŁADNIKI: 
2 podwójne piersi z kurczaka, 
40 dkg pieczarek, 
pół torebki mrożonego groszku, 
masło i olej do smażenia, 
ulubione przyprawy (oprócz soli i pieprzu dałam tylko trochę tymianku i sproszkowanej suszonej cebuli do części pieczarkowej, a mielonego suszonego czosnku i gałki muszkatołowej do warstwy groszkowej, bo nie chciałam zagłuszyć smaku mięsa), 
2 jajka. 
Żadnej bułki. 
WYKONANIE: 
Pieczarki usmażyć na masełku z odrobiną oleju. 
Mrożony groszek ugotować (uwaga, trwa to bardzo krótko!) w osolonej i lekko pocukrzonej wodzie. Odłożyć ze dwie łyżki, a resztę przetrzeć przez rzadkie sitko (można ten etap pominąć, ale jednak trochę będzie czuć te łupki). 
Pierś pokroić na kawałki i połowę zblendować (ale nie na muto!) z pieczarkami, a połowę solo i dodać pulpę z groszku. Można oczywiście przemielić w maszynce, ale komu się chce myć maszynkę...
Wyrobić dokładnie z jajkiem (każdą warstwę osobno, ma się rozumieć, to dopisek dla nowicjuszy). Doprawić. 
No i teraz chwilka zabawy z formowaniem, ale gdy się przestudiuje tę instrukcję, to nie może nie wyjść. 
Można zrobić oczko, można zrobić ślimaka. 
Jeśli będziecie ją piec, a nie gotować, to trzeba wziąć papier do pieczenia lub pergamin zamiast folii. Ja polecam pieczenie (jakieś pół godziny do 40 minut w 180 stopni), bo w połowie można rozciąć papier i ślicznie ją zarumienić z wierzchu. Wcale nie wyschnie. 
No i za późno się skapczyłam, że trzeba było sobie odłożyć nieco groszku w całości, te dwa smętne groszki, które widać na zdjęciu znalazły się w massie przypadkiem, bo mi się gibło sitko w czasie przecierania i nie wygrzebałam. A z zielonymi kuleczkami byłoby ładniej!

niedziela, 25 stycznia 2015

Jedz, módl się (o zaliczenie) i kochaj (wykładowców swoich) - czyli Martik gotuje!!!

(to ja pisałem, Jarząbek Martik!)

Studiującą część Hurmy i Czeredy ogarnęła czarna rozpacz. Tydzień do sesji, codziennie jakieś zaliczenia, a Politechnika nie wybacza porażek. Martik i Paś, w składzie poszerzonym o przyjaciółko-współlokatorkę Agę, łapie się wszelkich zajęć byleby przetrwać. I tak po wysprzątaniu mieszkania, przeglądnięciu całego Internetu i odrobieniu zaległości w serialach naszło nas na gotowanie. Szczęśliwym trafem w Biedronce rozpoczęła się edycja włoska i wśród ulotek promocyjnych znaleźć można gazetkę z przepisami na włoskie dania. I tym oto sposobem biedni studenci, odmawiając sobie niezbędnych do praktycznej nauki mechaniki płynów środków, szarpnęli się na gnocchi na szpinaku. Danie, delikatnie zmodyfikowane, okazało się pyszne i nawet Paś nie marudził zbyt długo, że nie ma w nim mięsa. Po takim obiedzie nie straszna nam nauka - jutro dziewczyny zaliczają mechanikę gruntów, a Pasiu konstrukcje sprężone. Trzymajcie kciuki! :)

SKŁADNIKI:

4 ząbki czosnku (wersja hardcorowa)

mała cebula

łyżka masła

starty ser grana padano (od biedy ujdzie też żółty)

chlust oliwy - mieliśmy o smaku papryki i czosnku z Biedro

świeży szpinak (większość opakowania)

pomidory podsuszane również z Biedro - daliśmy całe opakowanie

gotowe gnocchi nadziewane mozzarellą i pomidorem, o dziwo bardzo smaczne (Biedro)

śmietanka 30%

przyprawy: pieprz, sól, można dać bazylię lub oregano

WYKONANIE:

Na oliwie i połowie masła zrumienić drobno pokrojoną cebulkę. Dodać pokrojone pomidory, podsmażyć. Czosnek wycisnąć lub pokroić drobno (tę katorżniczą robotę wykonała Aga - a co, jest nowa w H&C, to niech się przysłuży) i też na patelnię. Od szpinaku oderwać ogonki (Mamamarzynia nauczyła) i wrzucić na patelnię, smażyć aż zmięknie. Zalać to śmietanką, która po połączeniu z tymi wszystkimi smakami daje pyszny sosik. Na drugiej patelni podsmażyć gnocchi, są gotowe dosłownie w 5 minut. Na talerz nałożyć szpinakową breję, na to gnocchi i wszystko posypać startym serem - my mieliśmy żółty, studentów nie stać na grana padano...

Na zdjęciu widać, że pod swoją porcję Paś położył jeszcze świeży szpinak, który nam został - i też było pycha!

sobota, 3 stycznia 2015

Parówki w szlafroczkach albo Zgrzybiali Beduini


 Nasz ostatni wytwór, hie hie... 
Dżordżyk, Jasiek, Zuźka i Umiłowana Przywódczyni zrobili se na śniadanie paróweczki, ale żeby nie było już tak grzybowo-kapustno-pierożaśnie jak przez ostatnie  2 tygodnie, to wyzawijaliśmy parówki w burnusy i kefije na głowy z ciasta francuskiego. Widziałam to gdzieś w necie jako "Parówkowych sułtanów".
Nie wiemy, dlaczego się z letka skiepścili - pewnie te szaty trzeba było posmarować białkiem, coby się nie rozwijały. No i kiedy wyjmowałam ich z piekarnika jeszcze mieli godny wygląd, wręcz tryskali optymizmem i tłuszczem z pulchnych obliczy. Niestety, po wystygnięciu zaczęli się kurczyć w oczach i w końcu wyglądali jak Idrys, Gebhr i Chamis mocno nadżarci trądem. No zobaczcie sami :-D
P.S. Zdjęcie komórką Jaśka, może i lepiej, bo kulinarnego szału nima...