środa, 30 grudnia 2015

Śledzie w suszonych pomidorach i ajvarze i życzenia noworoczne :-)

Śledzie z tego przepisu są znakomite i można nimi zaszpanować na sylwestrowym przyjęciu (nawet Jasiek je wchłonął, co ino pieczołowicie wygrzebał cebulę, nie wiedzieć czemu...). Inspirację wzięłam od Kubeczka i Danusi; już wcześniej je obadały organoleptycznie i poleciły, więc zrobiłam :-)
I nie żałuję, to kolejna odsłona śledzi, którą wszyscy śledziożercy polubią.
Trudno podać proporcje, po prostu trzeba dostosować ilość tej pomidorowo - paprykowej marynaty do liczby i apetytów potencjalnych biesiadników, a także do ilości wysokoprocentowych trunków (zakładam, że nie szykujemy tej przekąski na kinderbal), bo do wódeczki są bardz podchodzące :-D 
Do wiadomości przeczesujących Internet w poszukiwaniu patologii w polskich rodzinach: Jasiek zapijał je herbatą.
SKŁADNIKI (ilość wg upodobania):
śledzie w typie matias,
pasta ajvar,
suszone pomidory (ja je niedbale zmiksowałam z ajvarem, tak, aby można było wyczuć kawałki),
białe cebule czosnkowe (zwykłe też oblecą),
liście laurowe,
kuleczki ziela angielskiego,
ocet winny do smaku,
brązowy cukier do smaku,
dobry olej lub oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Podaję za Bożenką:
Śledzie namoczyć w zimnej wodzie, aż będą dostatecznie słone (nie moczyłam, bo u nas wszyscy lubią charakterne smaki). Wysuszyć ręcznikiem kuchennym, pokroić w ukośne kawałki szerokości 3-4 cm.
Cebulę pokroić w szeroką kostkę.
Na patelni rozgrzać 3 łyżki oliwy, dodać cebulę, chwilę poddusić (musi pozostać jędrna), dodać ze 2 łyżki octu, jeszcze dusić z 5 minut. Dodać resztę składników, mocno podgrzać 2 minuty, skosztować czy już pyszne, potem wystudzić.
Układać w słoiku naprzemiennie ze śledziami.
Odstawić słoik ze śledziami do lodówki (za sałatę, bo znajdą i wyżrą cichcem w nocy).

Jeśli wytrzymamy, to po 24 godzinach są gotowe do jedzenia, z czasem nabierają jeszcze lepszego smaku.
*****
A na koniec życzę moim blogowym przyjaciołom i czytelnikom (może tam jacyś się zapędzą przypadkiem) wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku 2016!

niedziela, 15 listopada 2015

Ser "zależok" z wędzoną papryką i sumakiem

Robi się ze mnie "kulinarny bałur" (tym wdzięcznym mianem określano u nas bogatego chłopa, czyli "bauera"), albowiem lodówka ma obfituje w swojskie jaja, ser od krowy, a Podenko i Bicenko, czyli dwa nasze wieprzki, już czekają na swój Jom Kipur :-( 
Oczywiście nie ja harowałam, by te płody obory, chlewu i kurnika zasilały nasz stół, lecz kochana Ciocia, ale kto odmówi, gdy mu się podtyka twaróg rozpływający się w ustach czy pachnące mleczko do kawy?!
I właśnie z syrka od cioci namiętnie wytwarzam tzw. zależok, zwany też zgliwialcem, który w naszej rodzinie cieszy się zasłużoną estymą, chociaż są podobno dziwoki, co go za nic nie skosztują. Owszem, w procesie produkcji trzeba tłumaczyć gościom, niespokojnie węszącym, że nie mamy pod stołem w kuchni składu strzeleckich onuc po długim i mokrym poligonie, lecz że to dojrzewa twaróg na zależoka :-D
Sama technologia wytwarzania tego specjału już była opisywana, ale teraz wyprodukowałam tak pyszną wersję, że muszę się nią podzielić :-)
Otóż do stopionej serowej massy trzeba domieszać  (oprócz soli, pieprzu, kminku i ciutki czosnku w proszku) wędzonej papryki wg upodobania i - uwaga! - łyżeczkę sumaku. Każdy wie, że jestem odjechana na punkcie kwasów, ale serek wcale nie robi się octowaty, tylko dostaje takiego kwaśnego muśnięcia, które dopełnia jego smak. I koniecznie potrzepać po wierszchu tą wędzoną papryką!

poniedziałek, 12 października 2015

Śledzie w musztardzie francuskiej

Bardzo lubię śledzie. W każdej postaci, chociaż nie dane mi było skosztować tych, o których opowiadała prababcia, że trzeba je było o buta (!) z soli otrzepać i przepić wódką, żeby w ogóle weszły. W sosie musztardowym są bardzo smaczne, a ziarenka gorczycy fajnie "strzelają" na podniebieniu :-)
SKŁADNIKI:
opakowanie matiasów w oleju (a właściwie "alamatiasów", dobryńkie, nie trzeba było wcale moczyć),
duża cebula, 
mały ząbek czosnku,
musztarda francuska,
musztarda dijon,
gęsta śmietana 18%,
majonez,
oliwa,
sól, cukier, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
Ryby pokroić w sznytki na raz do gęby podchodzące, cebulkę drobniutko posiekać i sparzyć (dobrze odcisnąć!), czosnek przecisnąć przez praskę. Umiszać sobie wg gustu te musztardy ze śmietaną, majonezem, oliwą i przyprawami (ja zrobiłam dość ostry, a więc i kwaskowy, bo chlastło mi się dużo musztardy). Bardzo spasowały jajeczka na twardo - ich łagodny smak wyśmienicie korespondował (tu Marzynia podkreśla, że zna nie tylko gwarę, hie hie hie) z rzazowatym sosikiem.
Polecamy z pełnym przekonaniem, nawet na świąteczne stoły :-D 

niedziela, 6 września 2015

Pieczone ziemniaki z serem długodojrzewającym i wędzoną rybą wg Okrasy

Myślę, że to najpyszniejsza wersja "pyr z gzikiem", jaką jadłam w życiu. Od razu, gdy obejrzałam program Okrasy, poleciałam po składniki. Najlepsze są młode ziemniaczki, ale i stara skórka upiecze się na chrupko, jeśli dokładnie posmaruje się każdy plasterek masłem. I ten ser dojrzewający robi robotę - masa serowa jest ostrzejsza w smaku, wspaniale uzupełnia się z rybą na neutralnym, ale za to chrupiącym ziemniaczku. Najlepiej jest uchycić takie stadium, kiedy pyrka jest gorąca, a ser zimny.
SKŁADNIKI:
Ziemniaki w mundurkach, podgotowane uprzednio (żeby piekarnik nie hulał godzinę),
ser biały,
jakiś  twardy ser długodojrzewający, ja miałam polski Bursztyn,
cebulki i czosnku ile kto lubi,
śmietana,
kawałki wędzonej ryby (Okrasa dawał pstrąga, ale i makrela daje radę),
sól i pieprz,
masło z olejem lub oliwą do posmarowania.
WYKONANIE:
Uwaga H&C: ziemniaki w mundurkach trzeba dobrze wyszorować szczoteczką i wyciąć wżery i grube oczka.  
Ugotować ziemniaki na półtwardo i pokroić w grube plastry. Wyszmalcować jakimś tłuszczem (stopione masełko najlepsze, tylko cyrknąć do niego kapeczkę oleju) i upiec na rumiano w piekarniku. W tzw. międzyczasie umiszać syrek (u nas się zawsze mówiło: "syrek umiszany") - biały ze startym na grubych oczkach żółtym, śmietaną, cebulką w drobną kosteczkę i przeciśniętym czosnkiem. Doprawić. Rybkę obrać ze skórki i ości i wybrać ładne kawałki. 
I robimy piramidkę taką na raz do paszczy :-D
Myślę, że ta pasta będzie też znakomita do kartofelków z ogniska.


niedziela, 16 sierpnia 2015

Barszcz zabielany Babci Broni na maślance z tłuczonymi ziemniaczkami



Aż dziw, że ten przepis jeszcze nie doczekał się publikacji. Powodem jest konieczność oderwania Watahy od talerzy, żeby zrobić zdjęcie, a ta zupa jest tak pyszna, że mnie też nie chciało się majdrować z aparatem, gdy micha stygła. Jest najprostszy z możliwych – nic w nim nie ma, oprócz barszczu, ale zawartość boszczyku w tym boszczyku wynosi jakieś 200%. 
Jest zupełnie czysty, aksamitny, esencjonalny, nie za bardzo kwaśny, barrrdzo buraczany. Kopczyk ziemniaczków usadzony pośrodku (najlepsze takie żółciutkie, sypkie, wykłócone gładziutko) powoli nim nasiąka i podbiera się go łyżką od brzegów. Oczywiście normalnie to się nawala cały kopiec kartofelków, a nie taką samotną wysepkę wykulaną łyżką od lodów, ale chciałam, żeby już było śliczniusio… 
Aha, i nie podbija się go śmietaną, tylko maślanką, bo śmietanę składała Babcia na masło, a maślanki było dość. I nie dawało się tam jajka (pewnie też były składane „na przedaj” :-D)
SKŁADNIKI: 
dużo buraków, musi być ich tyle, żeby razem z innymi warzywami wypełniły garnek, 
2-3 marchewki, 
2 pietruszki, 
średni seler, 
cebula, 
3 ząbki czosnku, 
3 liście bobkowe, 
kilka kuleczek ziela, 
wody tyle, żeby przykryć jarzyny, 
garnuszek maślanki i 2 łyżki mąki pszennej do zaciągnięcia zupy, 
masło do usmażenia cebulki, 
koperek do posypania, 
ziemniaczki smakowe z cebulką przyrumienioną, 
sól, pieprz, cukier, 
ocet zwykły (balsamiczny czy jakiś owocowy nie będzie, jak ma być babcinowy). 
WYKONANIE: 
cebulkę skroić i w garnku, w którym będzie się gotował barszcz (warto wziąć taki z grubszym dnem) lekko ją zrumienić. Warzywa obrać, pokroić byle jak (i tak się je odcedza), wrzucić do gara i zalać zimną wodą, aby tylko je zakryła. Dodać przyprawy, nieco soli i wolno gotować (nie kłębem!) aż będą miękkie. Wtedy odcedzić wszystko przez sito i zaprawić zupę: dodać soli, cukru, pieprzu, wcisnąć czosnek i cyrkać po trochu octu, aż do pożądanej kwaśności. Teraz trzeba go odstawić - odzyska piękny rubinowy kolor, chociaż przed zakwaszaniem był taki raczej ceglasty. Następnie zaciągnąć mąką rozbełtaną dokładnie w maślance i króciuteńko zagotować, aby tylko mąka straciła smak surowizny. 
Podawać w dużych miskach, nie w takim paradnym płaskim pizdryku, bo musi się zmieścić dużo omaszczonych ziemniaczków :-D

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Marynowana pieczona papryka wg Mysi Baranowskiej


Ta papryka to Królowa Lata w mojej komorze. No cóż, przetwory z Mysinej komory (klik!) biją moje na głowę, ale z tą papryką i ja nie byłabym ostatnia w rankingu Konserwatorów Żywności na Zimę. W suszeniu pomidorów i ajvarze też jestem niezła… Ten smakołyk robię jednak nieco inaczej niż Mysia, zmiany nie są wielkie, ale obadałam organoleptycznie, że taka mi lepiej pasuje. 
Dlaczego wytwarzam właśnie tę i tylko tę? 
Bo nie jest gotowana w zalewie, tylko pieczona w piekarniku. Bo nie ma skórki. Bo ma cudowny posmak przypieczenia, czosnku i przypraw. I zanurzona nie jest w wodzie, lecz we własnym sosie, oliwie i occie balsamicznym. Można jeść samą z kawałkiem pieczywa, jest WSPANIAŁA w sałatkach, Czeredzie najbardziej smakuje na pizzy albo z kebabem. Teraz jest sezon na paprykę – wypróbujcie! 
A dla Myszki – tradycyjne i nieustające caUski!!! SKŁADNIKI: 
2 kg papryki (ja robię tylko z czerwonej, ten kolor…), 
sok, który wycieknie z upieczonej papryki przy obieraniu (nie wylewać!!!), 
ocet balsamiczny (ilość „chytamy na czuja”), 
pół szklanki oliwy, 
po 2 ząbki czosnku na słoiczek, 
łyżka soli morskiej, 
łyżka cukru, 
ulubione przyprawy (dawałam różnie: tymianek jak Mysia, liść laurowy, chili, a nawet ziarenka kolendry – pycha!). WYKONANIE: 
paprykę umyć, obrać, wykroić to białawe ze środka i rozplaszczyć (połamie się, ale to nic, powinna być płasko rozłożona, jeżeli się opieka pod grillem, jak ja) na blasze skórką do góry. Podłożyć papier do pieczenia albo folię, bo słodki sok z papryki na stówę przywrze do blaszki. Nastawić piekarnik na opcję grill z termoobiegiem na 220 stopni. Mysia piekła normalnie i dużo dłużej, ale mnie bardziej pasuje taka jędrniejsza – co prawda w tym wariancie można opiekać tylko jedną warstwę i proces nam się wydłuża. Trzeba zjarać ją mocno – nie ma obawy, czarne bąble na skórce nie zaszkodzą, a inaczej ona nie zejdzie. 
Gorącą paprykę wkładamy do dużego gara i szczelnie przykrywamy pokrywką, po wystygnięciu obiera się dużo łatwiej. Skórujemy nad tym garnkiem, bo trzeba łapać wyciekający sok. Następnie przygotowujemy zalewę: do soku dodajemy ocet balsamiczny wg uznania (ja oczywiście na dosyć kwaśno), sól i cukier, bełtamy trzepaczką do rozpuszczenia, a potem dolewamy oliwę i utrzepujemy na taką jakby emulsję. Podgrzewamy i gorącą marynatą zalewamy papryczkę, upakowaną wraz z przyprawami i czosnkiem w wysterylizowane słoiki. Trzeba zostawić ze 2 centy od góry miejsca, soku zrobi się więcej, papryka "siądzie", a bulgocąca oliwa mogłaby rozszczelnić słoik.
Najlepiej ładować to wszystko przez taki wielki lej z szerokim otworem – odpada wtedy zabawa z wycieraniem brzeżków słoika (Teściowa mówiła zawsze, że brzeg słoika musi być idealnie suchy i czysty, zwłaszcza przy zalewie z olejem, bo inaczej nie chyci). 
Jak pasteryzować – tu już każdy ma swoją metodę. Od kilku lat stosuję metodę „na sucho”, do której przekonała mnie pani Bea, tylko nie sterylizuję w temperaturze 130., a 100. stopni, bo jednak nakrętki się niszczą, gdy jest zbyt gorąco i chyba nie ma takiej potrzeby, żeby hajczyć warzywa czy owoce aż na 130 stopniach. O wygodzie pasteryzacji na sucho – tutaj. Ja swoją paprykę zapiekam w słoiczkach 20 minut (wkładam do gorącego piekarnika na dużej blasze) i zastawiam w uchylonym na noc do wychłódnięcia, uważając, czy Potwory cichcem nie wyżerają pod płaszczykiem lunatykowania :-D
Uwaga!
Co robić, gdy z 2 kg papryki soku jest jak na lekarstwo?
Jest kilka opcji:
1. Przyłatwić sobie klimatyzowany kombinezon hutnika i upiec od razu (jak ja) 6 kg - bo jednocześnie robimy ajvar.
2. Piec paprykę w całości, odwracając ostrożnie, żeby nie wybuchła.
3. Dolać czystego soku pomidorowego (robiłam i tak).
4. Po prostu dolać przegotowanej wody.
5. Zeżreć zamarynowaną paprykę na bieżąco :-D

środa, 29 lipca 2015

Joojeh kebab (perski kebab z kurczaka) czyli Lewantyńczyk spolegliwy


Wiem, wiem, Persja to już nie Lewant, ale uczepił mi się w trakcie gotowania ten wierszyk z Henrego Kuttnera (na marginesie polecam, świetny pisarz). Chciałam zrobić jakąś kulinarną odskocznię od boszczyków i małosolnych, więc padło na kebab. Dodatkowym asumptem jest fakt, że Jurand czasami „robi w kebabie” – niesamowite: w naszym maleńkim miasteczku są aż dwa lokale z kebabami (a pierogarni żadnej, ot, znak czasu…). 
Z czystym sumieniem mogę polecić ten przysmak kuchni irańskiej, oddając głos autorce przepisu, pani Aleksandrze: „Marynowany w aromatycznych przyprawach i jogurcie jest mięsem delikatnym i rozpływającym się w ustach. Aby dopełnić pełnego obrazu irańskiego obiadu polecam podać kebab z ryżem z szafranem i ziemniakami”. Mnie niestety, nie chciało się przygotowywać ryżu tak, jak nauczyła panią Alę jej znajoma Iranka (obejrzycie i przeczytajcie, warto!), alem się wysadziła na basmati i to była słuszna słuszność. 
Co i jak robić jest napisane na blogu „Przepisy Aleksandry i jej Mamy” krok po kroku. 
Moja zmiana to zwykła cebula zamiast czerwonej (akurat nie miałam na podorędziu), więcej czosnku, no i nieco inny aranż potrawy. Dekor walnął mi zaprzyjaźniony malarz – fowista, daje po oczach, nie?

piątek, 17 lipca 2015

Barszcz chrzanowy na wodzie z ogórków małosolnych



Było ostatnio kilka chłodniejszych dni, więc chłopy na budowie dostały zupkę regeneracyjną w postaci barszczu chrzanowego. Chciałam odmienić jakoś nieśmiertelny, aczkolwiek lubiany barszcz biały (ostatnio wyczaiłam bardzo dobry brzeźnicki na owsianym zakwasie i jadę przeważnie na tym), a że wyrabiam hurtowo ogórki małosolne, więc postanowiłam zrobić taki miks.
I to był dobry pomysł, albowiem zregenerowanym i podkręconym chrzanem robotnikom łopaty ino furczały w rękach :-D 
SKŁADNIKI: 
2 litry wody, 
warzywa jak na rosół (część marchewki i pietruszki starłam, ale niepotrzebnie w sumie, byłam po prostu w amoku tarcia, o czym zaraz), 
przyprawy rosołowe (ostrożnie z solą, woda z ogórków jest słona, lepiej dosolić na końcu), 
kilka suszonych grzybków, 
zmiażdżone w łupinach 2-3 ząbki młodego czosnku, 
duża cebula, 
10-15 dkg wędzonej słoniny lub boczku (miałam swoją słoninkę), 
4 białe kiełbasy (bardzo dobra jest biała z szynki), 
olej do smażenia kiełbasy, 
2 łyżki mąki pszennej, 
woda z ogórków kiszonych do smaku, 
tarty chrzan do smaku, 
pół kubka kwaśnej śmietany, 
majeranek, 
jajka na twardo. 
WYKONANIE: 
Ugotować bulion warzywny, jak ktoś nie ma obsesji glutaminianu może być i z kostki warzywnej. W tym czasie stopić boczek/słoninę i podsmażyć na nim drobno skrojoną cebulkę. Posypać mąką i zasmażyć na lekko złoto – zrobi się zasmażka. 
Do bulionu wrzucić ponacinaną białą kiełbaskę i zmniejszyć ogień (niech pyka), po 15 minutach wyjąć wędlinę i podsmażyć na oleju na rumiano – będzie bardziej apetyczna – i znowu wrzucić do zupy (można pokroić, a można też takie sztyle wsadzić). W tej z szynki skórka była bardzo cienka i zmiękła w gotowaniu, nie było potrzeby obierania. 
Następnie dodać cebulę, skwarki i mąkę rozbełtane z wodą, chwilkę pogotować, by oddały smak. Doprawić zupę pieprzem, majerankiem, tartym chrzanem i wodą z ogórków tak, by miała wyrazisty, ostro – kwaśny smak. Na koniec zaciągnąć śmietaną. 
Ja oczywiście zrobiłam dość kwaśną i „czujną”, zresztą miałam laskę chrzanu od ogórków, więc ambitnie wyjęłam tarkę i dodałam świeżego. 
Mogłam oszczędzić sobie wypłynięcia z morzem łez gałek ocznych oraz utarcia wraz z cholernie twardym chrzanem dłoni po napięstki, albowiem i tak na drugi dzień musiałam dodać chrzanu ze słoiczka, bo smak sczezł był niestety. 
Kolega z warzywniaka, o wdzięcznym pseudo: Szakal, polecił mi  dobry kupny i dopiero jak dowaliłam tego ze słoiczka (odciśniętego, żeby zupa za bardzo nie skwaśniała) to barszcz dostał rzazu. 
Do tego jajeczko na twardo, potem po szklanie i na rusztowanie!!!
P.S. Sądzę, że walory dekoru w postaci wiechcia kopru od kiszenia ogórków też zostaną docenione. Oczywiście budowlańcy nie jedli w białych miseczkach i na poszewce z Ikei, co robiła za serwetę :-D

środa, 1 lipca 2015

Słone babeczki z musem tuńczykowym

No jezdem. 
Jednak nie wyciągnęłam kopytek i dociorałam jakoś do końca roku szkolnego. No, ale jeśli się chce być ważnym jak świnia w taksówce (te prezesury, chorążostwa, tiaaa...) to trzeba tyrać. Wdzięczne społeczeństwo obrzuci mój grób papierami, którem wyprodukowała w ilość miliona sztuk i krążą se teraz po świecie. I pomyśleć, że za komuny narzekano na biurokrację...
Ale dość już o tem - to co widzicie na tym krasym jak ślak zdjęciu (mistrzostwo aranżu to to nie jest) to pyszne kruche babeczki, z takim kremikiem czy też musem z tuńczyka. Jak zrobić kruche ciasto to sie wi (ew. zaglądamy tu albo tu). Massa do nadziania jest banalnie prosta: najpierw miksujemy 2-3 łyżki majonezu z małą cebulką, ząbkiem czosnku i 2 żółtkami na twardo, a potem dodajemy dobrze odciśniętego z zalewy tuńczyka z puszki i biały pieprz. I blendujemy, aż się zrobi puszysty krem.
Warto upiec więcej babeczek z neutralnego w smaku ciasta, to jeszcze będzie i deser. Polecam truskawkowy curd - jest równie smaczny, co lemon curd, co ino mało atrakcyjny wizualnie (a dobra, wrzucę zdjęcie, i tak mnie nie chcą do Word Press Photo :-D)


niedziela, 17 maja 2015

Sałatka "Grzybowa polana"

W tej sałatce istotny jest nie tyle dobór składników, co sposób jej podania. Już dawno wpadła mi w oko u Broni (ach ta Bronia, czegóż ta dziewczyna nie wymyśli! no i to imię, kultowe w mojej kuchni!) 
Od siebie mogę dodać tylko tyle, że trzeba dobrze ubijać warstwy i dobrze schłodzić w lodówce, żeby "związało". 
No i jest bardzo syta (przez kurczaka i ziemniaki), zupełnie wystarcza jako królowa stołu. 
Można zabłysnąć przed Mamą lub Teściową 26 maja :-)
Ta marchewka na zdjęciu była w pieczarkach, już taka skrojona w falki, więc żem ją wetknęła po bokach, bo tej krojonej w kostkę wg przepisu nie było widać. Jeno trzeba zrobić lepsze smarowanko, coby się nie omskła na półmisek (jak na załączonym obrazku) :-D
Wszystkie pomysły Broni (tak naprawdę Bożenki, ale Jej mówią Bronia i słusznie) podobają mi się, zajrzyjcie którzyście jeszcze nie byli! (klik!

środa, 6 maja 2015

Szynka wieprzowa z piersią kurczaka z szynkowaru

Wszystko zaczęło się od oblizania ekranu na widok domowych wędlin u Danusi z "Co mi w duszy gra". To już rodzaj uzależnienia, to włażenie do Niej i wyobrażanie sobie smaku tego, co przyrządziła. Więc żeby już nie słuchać żmędolenia H&C (Maaamuś, a inne mamcie to robią dzieciom PRAWDZIWE wędlinyyy...) no i zważywszy na fakt, że mam przecież domową świninę - doszłam do wniosku, że czas zakupić szynkowar.
I zrobić rodzince na święta taki przysmak.  
No i wizja zaszpanowania przed żeńską częścią zaproszonych gości (taaak, tak, sama robiłam szyneczkę, sama, proszę, częstujcie się, JEST DUŻO) była bardzo nęcąca.
Jak przygotować tę wędlinkę odsyłam na stronę Danusi, już tam Ona wytłumaczyła najlepiej. 
Ponieważ chciałam, by w przekroju był ładny wzorek (w sumie to nie wiem, czy ładny wyszedł, hmmm...) więc pierś kurczaka pokroiłam w długie paski. Miętoliłam je przed marynowaniem, coby się potem połączyły z massą wieprzową, ale i tak mi troszkie odchodziło od lewej (wyrobienie mięsa to ważne!). 
No i dałam za mało żelatyny, więc galaretka była taka lelawa. Niemniej była to prawdziwa ozdoba stołu i siedziałam przy nim mocno opuchnięta. 
Z dumy i obżarstwa :-D

niedziela, 12 kwietnia 2015

Tarta Szpinakowy Słonecznik



Trudno, żeby taki słonecznik ze szpinakiem nie wpadł w oko, gdy się łazi po blogach. I jest to świetna okazja, aby zaszpanować zapraszając na przykład koleżanki :-D
H&C stwierdziła, że idę w efekciarstwo, ale w czasie degustacji przyznali, pomrukując z zadowolenia, że jest to jednak pyszne małe co nieco...
No i roboty z tym niewiele, bo kupiłam gotowe ciasto francuskie. Płatki słonecznika odrywają się, co pozwala zaoszczędzić na myciu naczyń, bo każdy sobie urwie kawałek do łapki. A środek, kopiato wypełniony naszym ulubionym nadzieniem, przypada oczywiście Matce Kreatorce. 
Co i jak robić, opisała dokładnie pani Marghe, o tutaj
Ja korzystałam z ciasta francuskiego XXL, które po złożeniu akuracik dało kwadrat o symetralnej boku (hie, hie, ale Marzynia zna uczone termina!) równej mojemu dużemu talerzowi, więc tylko przyłożyłam i obkroiłam prawie bez strat ciasta. 
Nadzienie jest z przesmażonego mielonego szpinaku wymieszanego z serem feta, czosnkiem, pieprzem i gałką muszkatołową (ostrożnie z solą), bez żadnego jajka. Rozbełtanym z mlekiem jajkiem posmarowałam tylko ciasto przed krojeniem. 
Troszkę bawienia się jest z odwracaniem płatków, bo ciasto mięknie, dlatego trzeba to robić dość szybko i pamiętać o odwracaniu w jedną stronę. Nie ma sensu wyznaczać punktów przecinania, jak u pani Marghe, po prostu kroi się „na godzinę 12, 15, 18 i 22”,  a potem na pół i znów na pół i wychodzi rychtyk 16 płatków. 
I jeszcze jedna uwaga: trzeba od razu robić to na pergaminie na blaszce, na której tarta będzie pieczona, bo potem bardzo ciężko ją przenieść. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Najlepsze życzenia świąteczne składa Marzynia, Hurma i Czereda. I majonez :-D

Kochani! Możecie wierzyć lub nie, ale otwierając dzisiaj majonez, by zaprawić sałatkę, ZOBACZYŁAM TO!!! Oniemiałam. 
Majonez uśmiechał się do mnie ciepło, z minką jak ten słodki Kocyk z "Małego dzielnego tostera" (kto oglądał, ten wie). Zdjęcie zrobił Martik komórką, bo aparat "wyszedł". Szkoda, że nie kazałam jej zrobić zdjęcia pokrywki na dowód, że nie bujam (wszak dziś Wielki Piątek, nawet bym nie śmiała...). 
Ale jeżeli w fabryce nalewają milion majonezów, to i coś takiego może się zdarzyć.
Jak widać jajcarz ciągnie do jajcarza na te jajeczne święta :-D

środa, 1 kwietnia 2015

Sos tatarski świąteczny



Sos tatarski jest NA PEWNO ulubionym sosem na zimno w naszym domu. Niestety, robiony jest tylko na tzw. okazje, czyli święta i imprezy „okolicznościowe”, bo trzeba do niego prawdziwe grzybki marynowane (kupne pieczarki to już nie to). 
No i zawsze jest problem, kto dokona katorżniczej pracy skrojenia składników w drobniutką kostkę. Gdy Potwory były mniejsze można było przykuć za kostkę do kaloryfera i albo kroili, albo mogli odgryźć sobie nogę. A teraz są już silniejsi ode mnie i działają jako wataha, więc wariant siłowy odpada i pozostaje przekupstwo :-D
Trzeba skroić: 
2 słoiczki grzybów marynowanych (najlepsze prawdziwki, tu przydaje się Teściu grzybiarz), 
duży słoik ogórków kiszonych (niektórzy robią z korniszonów, ale z kiszonymi lepsze), 
6 jajek, 
1 cebulę (tutaj ilość cebuli trzeba sobie samemu wyregulować do smaku) 
i pęczek szczypiorku. 
Mieszamy to z majonezem i gęstą, kwaśną śmietaną. 
Sól, pieprz i cukier. 
Ma być gęsty, jak rzadka sałatka. 
No po prostu pokrojone niebo w gębie!

A tu z tegorocznych świąt, nieco gęściejszy.