środa, 8 marca 2017

Domowa wędlina - karczek marynowany i długo pieczony


Jeśli jest się częścią stada mięsożerców warto przygotowywać domowe wędliny. Ja akurat mam też szynkowar, ale pieczonego mięska na kanapki nic nie zastąpi. Zwłaszcza kruchej, soczystej, odpowiednio tłustej (nośnik smaku!) i długo pieczonej karkówki.
Pieczeń z karkówki nie jest sama z siebie apetycznie różowa i warto ją zamarynować z dodatkiem soli peklowej. Oczywiście, jeśli ktoś jest uczulony w sensie dosłownym lub przenośnym na jej składniki może zrezygnować, ale warto dodać tę sól do marynaty także ze względu na większą trwałość wędliny.
Na zdjęciu widać, jak Hurma i Czereda rżnęła nożem- piłką grube plastry mięsa; dobrze, że Martik pstryknął swoją komórką zdjęcie zanim została tylko tzw. dupka :-D
SKŁADNIKI:
min. półtorakilogramowy kawałek karkówki (warto rzucić okiem na tłuszczyk, powinien być biały i taki jakby kruchy),
1-2 torebki soli peklowej (ja akurat miałam "Prymat"),
ulubione przyprawy - do wieprzowiny pasuje kminek, majeranek, liść laurowy, pieprz, można dodać paprykę, np. wędzoną czy czerwony pieprz w kulkach itd.),
dużo ząbków czosnku,
1-2 cebule,
ciut octu,
ciepła woda,
ewentualnie plastry wędzonego boczku , aby obłożyć wierzch przy pieczeniu.
WYKONANIE:
Zanim zrobimy zalewę warto sprawdzić, ile jej wejdzie do naczynia z mięsem. Powinno być przykryte, ale nie musimy marynować  w wiaderku (chyba, że zakupiliśmy 5. kilową karkówę z knura reproduktora). Za ciasne naczynie też nie jest dobre, bo mięso trzeba odwracać nie powodując fontann wyciskanej bokami wody (miałam tak raz z golonką). Najlepsze jest szklane albo kamionkowe z dobrą, gładką polewą. Można zrobić sobie zalewę z 1 torebki (pół litra), a potem ewentualnie uzupełnić z drugiej porcji. Oczywiście domieszujemy te przyprawy, ja jeszcze cyrkam troszkę octu.  Niektórzy dodają też cukier, że jakoby robi się lepsiejsza brązowa skórka, ale mojemu mięsku tam nigdy żadnej apetycznej skórki nie brakuje. 
Wystudzoną marynatą zalewamy mięso i do lodówki na 3-4 dni (podobno można dłużej, ale ja nie próbowałam). Codziennie odwracać z plecków na brzuszek i na odwyrtkę. Zamarynowane mięso osuszyć (wcale nie będzie różowe, tylko wręcz poszarzałe, ale przy obróbce cieplnej się odnieda) i piec w temperaturze 140 stopni na środkowej półce około 3 godzin. 
I tu rodzi się pytanie - w czym piec? Danusia zaleca w rękawie foliowym (patrz tu:), ale ja tym razem piekłam w starej żeliwnej rynce babcinowej, bo akuratnie miała wymiary jak ta chapa mięsa. Pod spód podścieliłam plastry boczku (takoż i wierzch obłożyłam) i wyłowiłam tę cebulę, czosnek i przyprawy z marynaty i też wtuliłam do brytfanki. Można zabezpieczyć od góry folią aluminiową, jeśli pokrywa naczynia nie jest szczelna. 
Kiedy całe mięsko będzie dobrze rumiane wyjąć i wystudzić. Gdyby okazało się, że jest jakimś cudem niedopieczone to się nie przejmować, tylko po prostu go dopiec. Przy temperaturze 180-200 stopni przyjmuje się godzinę pieczenia na kilogram mięsa, ale przy niższej trzeba wydłużyć (2 kilogramy piekłam w 140 stopniach 3 godziny). Aha, jeśli naczynie nie pozwala się pieczeni "rozwalać" na boki, to wydaje mi się, że nie trzeba sznurować, i tak trzyma formę.
Kroi się dopiero jak stężeje w lodówce, no chyba że w pobliżu grasuje Wataha Jarzębiaka i kroi już na ciepło :-D.

niedziela, 19 lutego 2017

Chrupiące serowe ciastka "na słono"

Autorka przepisu, czyli Madzia z "Wielkiej Pyszności" (kliknijcie, bo warto) zapewniała, że lepsze niźli kupny krakers i miała rację. Ciasteczka wykonał własnoręcznie Martik i onże sfotografował swoją komą (porównując ostatnie posty od razu widać, kto ma droższą komórkę, hie hie...).

SKŁADNIKI:
  • 150 g mąki zwykłej,
  • 200 g zimnego masła,
  • 150 g ostrego sera żółtego,
  • 3 ugotowane żółtka (to one robią robotę w temacie kruchości),
  • duża szczypta soli,
  • ulubione przyprawy (Martik dał trzy różne, by były trzy smaki),
  • ewentualnie na wierzch pestki słonecznika, dyni, sezamu, pokruszone orzechy - ale bez też są pyszne. Wielce pyszne.  
WYKONANIE (powtarzam za autorką):
Składniki mieszamy i wyrabiamy ciasto. Wkładamy je do lodówki, lekko rozpłaszczone na 20 minut, albo do zamrażarki na 10. Włączamy piekarnik na 180 stopni. Ciasto wyjmujemy, dzielimy na 3–4 porcje, które rozwałkowujemy w prostokąt i wykrajamy ciastka, dowolnego kształtu. Najprostsze są prostokąty nieforemne. Układamy ciastka na blaszce, na papierze do pieczenia. Jeśli mamy ziarna, to jest ten moment, żeby posmarować wierzchy ciastek białkiem i posypać ziarnami, lub ułożyć orzechy. Pieczemy około 15 minut, aż będą miały złoty kolor. W ten sam sposób traktujemy resztę ciasta. Ciastek wychodzi dość sporo, tak więc „trud” się opłaca.

Zaproszeni na imprezę koledzy - studenci Marty pochłonęli te ciastka jako pierwsze, przedkładając NAWET nad czipsy i inne składkowe trutki, więc wnosimy, że są hitem nie tylko w domu Madzi.
Matce na razie nie było dane ich skosztować, albowiem siedzi zakopana na wsi, a poza tym studia skończyła w 90 roku. 
1990 roku, dla mających wątpliwości, czy aby nie wcześniej :-D

niedziela, 29 stycznia 2017

Kasza bulgur zapiekana z warzywami

W moim domu zagnieździł się cichcem człowiek, który - nie wiedzieć po co - stale się odchudza. Ponieważ H&C sadystycznie obżera się na jego oczach np. pizzą z nadzieniem bolognese (mój ostatni wynalazek) albo frytkami, więc staram się gotować i niskokaloryczne dania. Przy okazji okazało się, że kupiona w porywie jakiegoś lewantyńskiego natchnienia kasza bulgur już prosi o gar, więc padło na danie kaszowe. I bardzo dużo warzyw. 
Najlepiej oczywiście robić taką zakiepankę (neologizm Zuzi) w lecie, ale i zimą można coś tam wpakować, by "zdrowo" nasycić snującego się po domu z boleściwą miną głodnego smużdża (któren nie wiedzieć czemu oczywiście wcale nie chudnie :-D)
SKŁADNIKI:
2 woreczki kaszy bulgur ugotowanej al dente,
dowolna ilość i rodzaj warzyw (tutaj: kapusta biała podduszona, zblanszowane brokuł i kalafior, 4 cienkie cukinie, jakaś zbłąkana marchewka), 
papryczka chili z tych mniej rzaziastych,
zeszklona na maśle cebulka,
dużo ząbków czosnku,
ulubione przyprawy,
nieco oliwy,
i do polania: sos serowy ze śmietanki wymieszanej ze startą mozzarellą, solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
WYKONANIE:
Cukinie jednak obrałam ze skórki, bo nie wiem, czym je tam w tych foliowych tunelach strzepali. Brokuły i kalafiory nauczyłam się blanszować na parze, a potem zanurzać w zimnej wodzie - rzeczywiście wyglądają lepiej (tylko trzeba je potem posolić). Zszatkowaną grubo kapustę poddusić na zeszklonej cebulce. Do kaszy dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, doprawić dość czujnie. Wysmarować formę oliwą i układać ingrediencje warstwami, poczynając od plastrów posolonej cukinii. Zalać sosem serowym i powciskać w wierzch kalafiora i brokuła; mnie jeszcze zaplątały się jakieś plasterki marchewki i chili, aby przynęcić konsumenta :-D
P.S. Zdjęcie robione komórką jest typu: Zgadnij kim jestem. Pamiętam taki program z czasów komuny, gdzie różni tacy z wierchuszki siedzieli za prześwietlonym prześcieradłem, a inni zgadywali, kto zacz. 
Ale zawsze można ponownie rzucić okiem na tytuł i zagwozdka rozwiązana :-)

sobota, 14 stycznia 2017

Idealne pierniki na choinkę czyli Piernikowi Twardziele Agi

Nasza choinka stoi (nieco już łysawa), a i do Gromnicznej trochę czasu, więc piernikowy wpis się jeszcze załapie. Sama szukałam najlepszego przepisu na pierniki do dekorowania - takie żeby nie wyrastały, były ciemne i tanie, bo szkoda mi było prawdziwego miodu. No i znalazłam przepis Aguni - idealny! Jak widać na załączonych obrazkach są płaskie, dziurki na sznureczek się nie zasklepiają, mają gładką powierzchnię i ładnie wyglądają jako ozdoby na ciastach (np. tutaj). Ponieważ był to nasz debiut, więc może i daleko wzorom Martika (to ona się bawiła w lukrowanie) do cudeniek oglądanych w necie, ale i tak wszyscy, co zjechali na Wigilię byli zachwyceni.
Podaję za autorką (oryginał tutaj: klik!), z połowy porcji wychodzi ich naprawdę bardzo dużo.
Składniki:
1/2 kostki margaryny np. Bielskiej,  
250g miodu sztucznego, 
mniej niż pół szklanki cukru kryształu, 
1 przyprawa do piernika (obojętnie jaka, ważne, aby była miałka), 
1 kopiata łyżka ciemnego kakao, 
0,5 kg mąki,
1 łyżeczka sody,
2 jajka.

Wykonanie:
Margarynę, miód sztuczny, cukier, kakao i przyprawę do piernika włożyć do naczynia i roztopić. Przestudzoną masę dodać do mąki wymieszanej z sodą i wbić jajka. Wyrobić ciasto na jednolitą masę. Wstawić do lodówki, aż ciasto stężeje. Wałkować dowolnie cienkie placki - bardzo dobrze się go obrabia. Piec na środkowej półce, grzanie góra i dół, w temperaturze 170 stopni ok.9 - 10 min. (temperatura pieczenia uzależniona jest od grubości pierniczków, gdy spalimy pierwszą partię, to się kapniemy, dlatego lepiej na pierwszą blaszkę nie nakładać zbyt wiele).

Do dekoracji najlepszy jest tzw. lukier królewski - można zajrzeć tutaj, do Danusi :-) 
P.S. Mimo, że tłumaczyłam, że to sztuczny miód, że są twarde itede, to i tak wiele zginęło w paszczach Watahy. Znaczy się, zjadliwe tyż są :-D


 .

piątek, 30 grudnia 2016

Czekoladowe ciasto z coca-colą i szczęścia w nowym roku od Hurmy i Czeredy!

W kwestii coca-coli mogę sobie podać rękę z Tuwimem (gwoli sprawiedliwości nie cierpię także pepsi). Ale pani Edyta na swoim blogu tak sugestywnie zachwalała ów wypiek, żem się dała namówić wyrodnej H&C (która - ma sie rozumieć - colę i pepsi żłopie litrami) i upiekłam. I nie żałuję, ciasto jest bardzo smaczne, aromatyczne, na Sylwestra będzie idealne. W przepisie, już zmodyfikowanym przez autorkę bloga "Przy stole", ja też pomajdrowałam, bo ilość masła i cukru wydawała mi się zbyt duża, więc ujęłam po 50 gram. Do polewy zawsze daję małą łyżeczkę masła, żeby się ładnie śkliła :-D 
Zainteresowani niech klikną w powyższy link, już tam wszystko elegancko opisano.
P.S.  Zdjęcie robił Martik, bo ja tkwiłam w garach . Mówię: "Córciu, daj jakąś świąteczną dekorację, żeby było piekniusio". Dała, a jakże. Flaszunię, kieliszek i chabłazik.
Wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2017 życzy Hurma i Czereda z Pogórza!!!

niedziela, 11 grudnia 2016

Makowiec japoński

Kiedy wygadałam się najstarszemu członkowi H&C, że znam jeszcze z dzieciństwa przepis na ciasto, w którym jest I MAK, I JABŁKA, to aż zakwiczał z radości i kazał se to upiec na Wielkanoc (co widać na załączonym obrazku) i teraz na Boże Narodzenie też. Co prawda tych jabłek nie bardzo czuć w placku, ale makowiec zwany japońskim (??, tiaaa... laski w Japonii pieką to na każde szintoistyczne święto...) wart jest polecenia. Ciasto - a właściwie jest to upieczona masa makowa - jest bardzo delikatne, wilgotne, rozpływa się w ustach. Wzorowałam się na przepisie Dorotki z "Moich wypieków", bo w zeszycie mojej Mamy go nie było, dałam tylko połowę mniej masła i dobrze zrobiłam :-) Maku nie trzeba gotować, wystarczy zalać wrzątkiem i odstawić do ostygnięcia przed zmieleniem. Te daktyle też pominęłam, a zamiast ekstraktu z migdałów poleciałam po taniości i dodałam zapach migdałowy, zakupiony w Gieesie za całe 1,50 :-) 
Na zdjęciu jest placek upieczony z 3/5 porcji (bo miałam wolną tylko silikonową keksówkę z form tzw. podchodzących). Ciasto jest ciężkie i rozdęło foremkę, co zaskutkowało wybuleniem makowca pośrodku, ale nic a nic to nie przeszkadzało.
Pozdrowionka!

poniedziałek, 14 listopada 2016

Bułeczki dyniowe

Bułeczki dyniowe zobaczyłam u Pieguska (warto zajrzeć o tu!), a ponieważ moja miła sąsiadka obdarzyła mnie kilkoma dyniami, a bułeczki (przynajmniej w wersji Piguska) były urocze - więc zrobiłam. Moje już takie urocze nie są i chyba nikt by się nie skapnął, że mają imitować małe banie, ale i tak jestem z siebie dumna :-D
Jeśli ktoś ma dużo dyni do przerobienia, to warto się zabawić, żeby chociaż troszkę uskromnić hałdy żółtego purée leżakującego w zamrażarce.  Przepis autorki bloga "Każdy ma jakiegoś bzika" jest bardzo dokładny, przystępnie opisany i zilustrowany ślicznymi zdjęciami, więc odsyłam do powyższego linku. 


czwartek, 27 października 2016

Klopsy królewieckie


Na szczęście żaden z przepisów na tę przepyszną potrawę to nie kategorische Imperativ (chociaż podejrzewam, że Kant jednak sarkałby, że nie z cielęciny), więc mogłam i ja popełnić to danie. Zainspirował mnie Okrasa, a właściwie ten gostek - kucharz, którego przepis Karolek tak zniekształcił, że Immanuel obrócił się w swym królewieckim grobie. 
Zdjęcia zrobione komórką  wyszły mi w dwóch, z lekka psychodelicznych, sosach: szaro-burym i oliwkowo-sraczkowatym z tłustym glancem (przepraszam za wulgaryzm, ale skojarzenie jest jednoznaczne). Zestawiam je ze sobą, abyście mogli zdecydować, który podziwiać wolicie :-D
SKŁADNIKI: 
Klopsy:

•    0,5 kg mięsa mielonego (wieprzowo-wołowe),
•    1 bułka namoczona w mleku i odciśnięta,
•    1 średnia cebula starta na grubej tarce,
•    5 filetów anchois,
•    2 jaja,
•    1 łyżka łagodnej musztardy,
•   
2 ząbki zmiażdżonego czosnku,
•    sól, pieprz, 1-2 szczypty gałki muszkatołowej,
•    3 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,

•    1 l rosołu (bulionu) drobiowego.
  Sos do klopsów:
•    bulion z gotowania klopsików,
•    2 łyżki masła,
•    2 łyżki mąki,
•    2 łyżki kwaśnej gęstej śmietany,
•    kilka korniszonów skrojonych w drobną kosteczkę (w oryginale 1 słoiczek kaparów, ale moje własnoręcznie robione korniszonki dały radę),
•    1 cytryna, 
•    odrobina cukru,
•    gałka muszkatołowa,
•    2 – 3 łyżki posiekanych oliwek,
•    sól, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
 Wszystkie składniki pulpetków dobrze razem wyrabiamy. Bulion, lub jak u mnie po prostu przecedzony niedzielny rosół, zagotowujemy i na wrzący wrzucamy uformowane w naolejonych łapkach kuleczki. Gotujemy wolno 10-15 minut (zależy jak są duże, moje były wielkości piłeczek golfowych, wiem, bo Jacenty przywiózł nam jako suprajz ze Stanów. Kije dostaniemy w przyszłym roku :-D). 
Sos robimy z tegoż bulionu, zaciągnąwszy go lekką zasmażką i doprawiwszy wyżej wymienionymi ingrediencjami. 
To właśnie perspektywa raczenia się wyrazistym w smaku, a delikatnym (bo gotowanym) mięsem w charakternym sosie mnie skusiła. Myślę, że nawet Albrechtowi Fryderykowi Hohenzollernowi rozwiewały się opary szaleństwa, gdy podsuwano mu półmisek takich klopsów.



wtorek, 11 października 2016

Gulasz z żołądków drobiowych

To jest kulinarny debiut blogowy kolejnego członka Hurmy i Czeredy czyli Dorci. Złapała bakcyla, a poza tym Jurand i Dorcia już są "na swoim", więc Umiłowana Przywódczyni Marzynia nie będzie już najjaśniejszą gwiazdą na kulinarnym niebie syna :-D
Wszyscy z Watahy lubią tę potrawę, a jakimś cudem nie było jej na blogu. Przebywająca u dzieci "w gościach" Mamcia wydarła więc Jurandowi, ukokoszonemu na wersalce w pozycji półleżącej jak Neron, michę gulaszu i na tejże wersalce (bał się stracić michę z oczu) zrobiła zdjęcie komórką. 
To jest najlepsiejsze zestawienie: kasza, żołądki w pysznym sosiku cebulowym z marchewką i kiszony ogórek!
Wykonanie jest banalnie proste, a potrawa bardzo tania, dla młodych na dorobku idealna - oczywiście o ile ktoś nie grymasi, że to podroby.
Na kilogram kurzych żołądków trzeba 2 duże cebule w grubą kostkę, 2 marchewki w talarkach, ulubione przyprawy (koniecznie liść laurowy i majeranek), 2 ząbki czosnku, olej do smażenia, łyżka mąki do zaciągnięcia (sos i tak jest dość gęsty od umasowanej cebuli). Cebuli nie rumienić, tylko zeszklić, a z żołądków nie ma sensu wykrawać środkowej błony, ona się po odpowiednio dłuuugim (niestety) czasie zrobi mięciutka. No chyba, że natrafimy na fragmenty tej żółtej wyściółki żołądkowej, no to trza, ale już sobie Dorcia obadała, gdzie sprzedają czyściutkie kurskie pewniaki. I wtedy tylko hopsa! na pół i do gara na cebulkę, podlewać wodą i po około 1,5 - 2 godzinach można podawać Hurmie, Czeredzie i teściowej, czekającym z łyżkami w łapach.

środa, 24 sierpnia 2016

Marchewki z ciasta francuskiego z musem z tuńczyka

Czasami i Marzynia mozolnie wspina się na szczyty kulinarnego Parnasu i serwuje H&C takie fikuśne przekąski, które gdzieś tam wpadły jej w oko. Wykonanie jest banalnie proste, tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość, więc nie jest to danko z gatunku: drugie śniadanie chłopów na budowie. Potrzebne jest:
- ciasto francuskie (kupne, ma się rozumieć),
- smarowanko z keczupu i łagodnej papryki w proszku,
- foremki do pieczenia rurek (o takie), 
- jakiś krem do nadzienia  (u mnie z tuńczyka, taki jak tu, ale może być jakikolwiek, który przejdzie przez szpryckę),
- no i jakiś chabłaź, imitujący natkę marchewki (może być natka marchewki :-D).
Ciasto pociąć w cienkie paski i zagonić któregoś z kuchennych pomagierów do nawijania na foremki (raczej nie Juranda, bo nawinie w postaci zbitej bołdy, lepszy ktoś o zgrabnych paluszkach). Trzeba nawijać tak, aby brzeżki pasków nachodziły na siebie. Upiec w temperaturze 200 stopni, aż się zezłocą, wystudzić. Ostrożnie ściągnąć rureczki, te nieudane zjeść na pniu (niestety, część się odwinie, a część zjedzie z formy, bo piekę je "na stojaka", żeby były okrągłe z każdej strony). Posmarować mieszaniną keczupu i papryki, napełnić kremem, wetknąć wiechetki. Et voilà! na przyjęcie gotowe!

czwartek, 11 sierpnia 2016

Marynowane prawdziwki i marynowane rydze



To chyba jedyne marynaty, które NIGDY nie zalegają na półkach w piwnicy, bo nie ma człowieka, żeby nie lubił grzybków w occie. Co prawda prawdziwki pojawiają się na moim stole tylko w święta, bo jak już człowiek zdybie w lesie prawdziwego, to nie wiadomo, czy wstawić go za szybkę i podziwiać, czy może jednak wydać na pastwę Hurmy i Czeredy. No chyba, że ma się znajomości wśród tubylczej ludności w pokołchoznej wsi,  gdzie chłopy na zamówienie uzbieraliby nam nawet grzybków poku i mun w rodzimej paryji, żeby tylko zarobić na flaszeczkę :-)
Gdy więc mamy już surowiec, to zamarynowanie to betka. Zalewa do różnych grzybów jest u nas - wzorem Babci Broni - uniwersalna i w zasadzie robi się ją "na czuja" (do borowików łagodniejsza), ale proporcje są mniej więcej takie:
3 szklanki wody,
1 szklanka octu 10%,
2-3 łyżki cukru,
1,5-2  łyżki soli do przetworów,
kilka kulek ziela angielskiego i pieprzu,
4 liście laurowe,
1 średnia cebula,
2 ząbki czosnku.
Składniki zalewy pogotować z 10 minut i po prostu spróbować, czy jest smaczna. Jak nam coś nie pasi, to rozcieńczyć albo podrzazować.
W tym czasie oczyszczone grzybki obgotować krótko (tak z 5 minutek maks), w małej ilości wody. Tę wodę też lekko posolić i ciutkę zakwasić, żeby borowiki pozostały bialutkie (co widać na załączonym obrazku). Wyparzone słoiczki już mieć przygotowane i od razu ładować do nich gorące grzyby i zalewać wrzącą zalewą (tutaj  przydaje się mała chocheleczka albo taki szeroki lejek). Dokładnie zakręcić i odwrócić do góry dnem. Nie trzeba pasteryzować, bo grzybki mają być jędrne, i tak słoiki chycą :-D  
Tylko w przypadku podpinek - które są, cholery, twarde - obgotowuję dłużej, żeby goście nie żuli podeszew; no chyba że poda się na stół wystarczająco dużą flaszunię ;-)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Cukinia marynowana z papryką czyli żółte wstążeczki

No niestety, w biurze World Press Photo powiedzieli, że jeszcze troszkie muszę dopracować aranż moich zdjęć, ale żebym się nie załamywała, bo jestem na dobrej drodze i oddzwonią :-D
Te bladożółte wstążki w środku to nie wyszlamowane jelita, tylko paseczki cukinii, a te drugie to papryka (takoż w paseczkach). Trudne do identyfikacji  ciemne paprochy mogą rodzić podejrzenia, czy aby Marzyni nie wpadł niedopałek do marynaty, ale jednak nie - to oregano! Przepis jest nietypowy, a smak i wygląd tej jarzynki wart jest żmudnej obróbki skrawaniem, której należy poddać cukinię. Jadłam takie kabaczki z lebiodką u znajomej i baaardzo mi smakowały, dodatek papryki jeszcze podkręca smak, no a forma wstążki podyktowana była tym, że dostałam duże i długie kabaczki, więc aż się prosiło, żeby je zestrugać. Jeśli szukacie nowych smaków w spiżarni to polecam!
SKŁADNIKI:
długie cukinie,
żółta papryka w dużych strąkach (czerwona też oszywiście może być),
Na zalewę:
cebula,
czosnek,
woda,
ocet 10%,
liście laurowe,
ziele angielskie,
gorczyca w ziarenkach,
pieprz w ziarenkach,
oregano,
sól do przetworów,
cukier.
WYKONANIE:
Paprykę pokroić w paski, cukinię obrać (w młodziutkich nie trzeba, ale starsze - z twardą skórką - są dłuższe) i obieraczką do warzyw zheblować, dopóki nie zacznie się miękisz z pestkami. Jeśli chcemy, żeby było idealnie, to trzeba paprykę najpierw z 5 minutek uparować w małej ilości wody, bo pasteryzowana razem z cukinią bez wstępnego zmiękczenia będzie twardawa, albo znowuż przy dłuższej pasteryzacji kabaczek będzie zbyt miękki (a jak komuś nie przeszkadza, to nie musi się tak certolić). W tym samym czasie nastawiamy sobie zalewę. Ciężko mi określić dokładne proporcje, bo od dawna robię po prostu "na czuja", no tak, aby zalewa była kwaśno- słodko-słona, o jakimś charakternym aromacie. Najlepiej zrobić to tak: nastawić wodę, kiedy jest ciepła posolić ją na tyle, by była wyraźnie słona (dlaczego ciepła Martiku? bo w zimnej się słabo rozpuszcza sól kamienna i można przesolić, zanim się skapniemy, że na dnie zalegają jeszcze pokłady :-D), wkroić byle jak cebulę i czosnek, dodać przyprawy i zagotować. Jak trochę wychłódnie wlać ocet i pocukrować, łapiąc smak - myślę, że tego octu to z pół szklanki na litr, cukru 4 łyżki, soli z półtorej łyżki. Następnie przecedzić, a nie zlać jak ja to zrobiłam, żeby to oregano nie pływało potem w słoiku. Znowu zagotować i wrzącą marynatą zalewać paski cukinii i papryki w słoikach, zakręcić. Pasteryzować krótko (do 10 minut), coby warzywa pozostały jędrne. Odwrócić ostrożnie do góry dnem - to odwracanie to chyba jest po to, żeby sprawdzić, czy chyciło - i zostawić do wystygnięcia. O przygotowaniu słoików i pasteryzacji - tutaj.