niedziela, 30 grudnia 2012

Boże Narodzenie ze skansenu czyli „Bułka Babci Broni”




Przepis powinien zaczynać się tak: „Weźmisz dziewkę służebną, a bacz, by była krzepka!”. 
Ewentualnie: „Weźmisz Babcię Bronię, a wiadomo, że krzepka!”. 
W ostateczności: „Weźmisz słabowatą Hurmę i Czeredę, przykujesz za rękę lewą do dziżki (uwaga! wersja dla matek dziatek leworęcznych: za rękę prawą do dżiżki) i zagonisz do wyrabiania ciasta!”
A teraz już na poważnie: jeśli nie ma się robota do wyrabiania, to branie się za ten przepis wymaga wielkiego samozaparcia.
I pomyśleć, że Babcia ZAWSZE piekła to na święta, bo przed wojną, oprócz „syrowca” – to było jedyne ciasto, bez którego nikt we wsi nie odważyłby się świętować czy weselić. Potwierdzają to nasze Baby Glinickie, które do tej pory pieką takie bułki, pod nazwą zastrzeżoną "bułka brytfon", bo one tyż wiedzo, co to znaczy dobro bułka!
Pierwszy raz piekłam to oczywiście pod dyktando BB i wyrabiałam razem z nią. Ciasto jest bardzo gęste, chlebowe i wyrabia się ręcznie około pół godziny (a przynajmniej tyle musiałam hakować, dopóki Babunia nie powiedziała, że bedzie!). Potem, gdy Babcia umarła, piekłam rzadko, bo H&C nie chciała pomagać w ciężkiej zaiste robocie. A teraz mam dobry mikser i on poradzi sobie nawet z takim wypiekiem.
To jest nasze kultowe wielkanocne i godnie ciasto (Bronia zawsze mówiła: Godnie święta). To kwintesencja tradycji ludowego „cukiernictwa” na Pogórzu Karpackim. Ma niesamowity, drożdżowy smak, taki jakby ktoś nam dał chapnąć ciasta upieczonego na Wilijo w 1900 roku. Jest mało słodka, więc dla mnie idealna, zwarta, nie czerstwieje praktycznie wcale, dzisiaj minął tydzień jak piekłam i wciąż jest pyszna!
No i jest ogromna, trzeba mieć dużą blachę z wysokim rantem. Przypomina prostokątny bochen chleba i u nas jest jedzona na śniadanie aż do Nowego Roku, z mlekiem i dżemem (Potwory i spółka) albo z samom hyrbatom (Marzynia).
Może to zabrzmi obrazoburczo dla Blogowiczów szczycących się (i słusznie!) wspaniałymi wypiekami na święta, ale oprócz pierniczków nie upiekłam nic innego na te Gody. Martik powiedział, że sam se upiecze tort bezowy, ponieważ twardo się postawiłam, że przy takiej nawale roboty to ja nie będę jeszcze piec super-słodkiego placka, którego nawet kawałka nie zjem. No i skończyło się na tym, że najedli się placków „po chołpach”, i dobrze, bo zawsze gdy idzie się w gości, to już człowiek jest tak przesłodzony domowym ciastem, że nic nie skosztuje u wujanki czy u stryka.
Ponieważ jestem święcie przekonana, że nikt się nie będzie porywał na te bułke oprócz Martika, więc podam jej ten przepis tak, jak mi dyktowała Babcia. Ona i tak wie, o co chodzi, a wy se łyknijcie gwary podkarpacki:
- No to trza wziońść dobry monki pszynny mniwincy tyla – i tu BB nasypała do małej miedniczki kopczyk mąki. W torebce zostało z jakieś 5-10 deko.
- Co ino Marzyniu, trza sprawdzić, czy mąka nie staro i nie zatynchła sie.
Sprawdziłam. Pachniała ładnie. Przy okazji okazało się też, że na pewno w magazynie Geesu nie naszczały do niej myszy, co w kumorze na wsi (jak mi uprzytomniła BB) mogło się zdarzyć.
- Teroz robisz w ty monce dołek i tam wliwosz drożdży niecało kostke, utarto z cukrym.
- Ile tych drożdży i cukru, babciu?
- O tak se ukszyj winksze pół (pokruszyła jak na moje oko jakieś 7-8 deko), a cukru ile se dosz, ino ni mo być bardz słodko.
Tego cukru było z pół szklanki. Tej z gieesowskiej restauracji „Podkarpacka”, Martiku.
Jak drożdże wyjdo na monke, to zamiszej i wbij jaj całe dwa, a żółtków trzy, ino uwożej na zbuki!.
- Babciu, nie ma już zapartków w sklepach!
- So!
Zanurzyłam jaja w wodzie, nie wypływały. Były świeże.
Gdyby był zbuk, to trza zakopać nielubianej osobie pod przyzbom, to sie wi.
- Teroz masła mientkiego pukostki.
He, he, BB na szczęście nie kazała mi dawać pół osełki; odkąd musiała się przeprowadzić do miasta to już jej kupowałam sklepowe masło, no chyba że Szlachcino albo Stopionka przyniesły babci ze wsi.
- I kapeczke soli, i mlika ciepłego ile zabierze.
Oczywiście nie wiedziałam, ile to jest tego mlika, więc:
- To trza, dzicie, tyla, coby sie umisiło nie za wolne i nie twarde.
To „nie za twarde” było wg mnie gęste jak kit do okien, ale BB upierała się, że „takie mo być, jak chlebowe!”.
- I tero misisz, aż bedo pyncherze szły.
I zaczęło się. Conan Barbarzyńca mógłby se na tym śmiało ćwiczyć biceps. Technika babci polegała na podrywaniu ciasta jakoś tak od dołu, nasadą kciuka, że aż klapało, ale jednak Ona miała już 90 lat i gros miszenia spadło na mnie. Spocona jak mysz, po 30 minutach w końcu dopatrzyłam się jakichś bąbelków. Dzisiaj robię to robotem, a i tak trzeba wyrabiać z 15 minut, wyłączając silnik co jakiś czas, żeby się nie zatarł. Babcia doradziła mi kupić se małom dziżkę, bo w dziżce idzie lekcy
Tiaaa, w Castoramie mają w promocji. W przerwach między świętami i weselami bede se ją trzymać w salonie, jako żardinierę.
- Teroz trza dać na susznie, żeby wyrosło ze dwa razy tyla.
Z braku suszni na podoryńdziu dałam koło kaloryfera. Wyrastało z półtorej godziny, baaardzo, cała miedniczka!
- Babciu, a piekarnik jak nastawić?
Babcia zrobiła sowę, co przy Jej maleńkich, wesołych oczkach wyglądało przekomicznie.
- A jo wim? W piecu to jak na letki chleb, ino wyngielki trza pocioskiem wygarnąć, a tu? Tak jakosi na średni goronc i żeby górom nie bardz brało, ani dołem tyż. Bokami tak bardzi.
- Babciu, nie ma grzania z boku!
- Ni ma? No to jo nie wim.
Dałam grzanie góra-dół, na 190 stopni.
- Nasmaruj, dzicie, blache margarynom. Przemiszej to ciasto, żeby potym ni miało dziur i wywal równo na blache. I jeszcze trza poczkać, żeby się blacha wypełniła, a potem pic.
Gdy bułka wyrosła równo z rantem blachy, wsadziłam do piekarnika. Babcia kazała mi się przeżegnać i przy okazji włączyła się jej opcja: „zambombony”:
- A swojego czasu ni mosz? Bo cało robota na marne!
Nie, nie miałam okresu.
- A nie trzeba posmarować jajkiem?
- A po co? Wodom się obmywo, jak się upiecze, wtedy się pieknie lśkli.
Ciasto piekło się godzinę. Babcia w pewnym momencie „zyrkła bez szybke”.
- Oloboga, chyto z wirzchu! Trza nakryć "Nowinami"!
- Jakimi nowinami?!
- Gazetom! Ino lekuchno, bez jedno!
Nakryłam pojedynczą warstwą papieru do pieczenia. Pamiętam, że gdy ten przepis dawno temu opublikowałam gdzieś w sieci, to odezwał się jeden chłop spod Poznania, skąd on w Wielkopolsce weźmie „Nowiny rzeszowskie”.
Buła wyrosła ogromna. „Mokro z nerw” wyjęłam ją z blaszki. Wyglądała cudownie! Babcia fachowo sprawdziła, czy „puko” (rzeczywiście, popukana od spodu wydawała głuchy odgłos) i obmyła ręką wierzch delikatnie wodą, która natychmiast wyparowała i – o dziwo – wyśkliła skórkę.
Kroić po wystygnięciu, mo być oparto o ściane i całkiem wychłódnąć.
No i tyla.


32 komentarze:

  1. azaliż z Podkarpacia -tyz piknie! Ja sentyment do tych stron mam duży, bo korzenie Mojego Szczęścia stamtąd, mała wioseczka Siary, teraz przedmieścia Gorlic, czasami bywamy, tak więc i tym również powodowany bułkę takową upiekę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jessu, to Emcia, moja kochana przyjaciółka blogowa, jest z naszych stron! ja to czułam! Upieczcie, aczkolwiek nie wiem, czy się dorozumiecie z tego przepisu :-)

      Usuń
  2. Widzę, że z Ciebie pełną gębą szef kuchni jak się patrzy! Chciałbym tyle umieć ugotować, zrobić i nikogo nie otruć....Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie byl "Pokłon pasterzy", obraz Giorgione:)

    A Twoj przepis i opis jego wykonania: pierwsza klasa, jak zwykle zreszta:)

    Do siego roku!

    OdpowiedzUsuń
  5. Opis współpracy z Babcią Bronią sugestywny i cudowny. Ja dopiero jak przeczytałam sobie na głos ( bo ja jestem słuchowcem :o))), że "przerobisz" dżiżkę na żardinierę to zrozumiałam co zacz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam Ci ja znajomych na studiach, co w Nowinach pracowali. I chociażem z Mazowsza, periodyk ów kojarzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam Ci ja znajomych na studiach, co w Nowinach pracowali. I chociażem z Mazowsza, periodyk ów kojarzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wpis cudowny, urzekający gwarą i bardzo smakowity. Lubię tu zaglądać, atmosfera bardzo klimatyczna. Pozdrawiam, Melisa

    OdpowiedzUsuń
  9. Naj w 2013 życzy D.
    D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha!:)A ja myślałem że rąbniesz coś na kaca:):):)
    Ale i tak smakowicie wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzyniu, superowo Ci ta bułka wyszła.. A ja jak zamierzam coś opublikować to zaraz mi jakiś pierun humor popsuje.. Wczoraj mniałam piec faworki ale lekarz mnie tak wkurzył, że po wizycie wchłonełam całe opakowanie cukierków.. No niby na stres ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mamomarzyniu!
    Odkryłam Twój blog niedawno, kiedy poszukiwałam przepisu na chleb. I tak trafiłam na słynny już w moim kręgu znajomych opis Twej walki z materią chlebową:)Od tamtej pory w wolnej chwili wchodzę tu i czytam, i gęba mi się nie chce przestać uśmiechać. Bułka musi być pyszna i na pewno ją zrobię w najbliższym czasie. Pozdrawiam serdecznie, Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi miło, Edytko, że ktoś jeszcze (oprócz znajomych) chce czytać o przepisach babci Broni :-)

      Usuń
  13. Podkarpacie to moje całe życie ale od 5 lat pozostala tylko niewymowna tesknota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja już byłam wszędzie: na wsi, w mieście, byłam nawet w Budapeszcie i wszystko nic to - jak se wyjdę na górkę i zaśpiwom, to głos idzie dolinom ;-)
      Nie ma życia bez naszych klimatów...

      Usuń
  14. Przepiekny opis! Jak bym wlasna babcie slyszala, momentami, chociaz ona z radomskiego, a Podkarpacia na oczy nie widziala. Dzieki za przezabawna lekture.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepis mniej więcej chyba zrozumiałam (ot 3 lata na tej ziemi się osłuchuję tu i ówdzie :) ) aczkolwiek znalazło się pare niezrozumianych fragmentów np. 'dżiżkę na żardinierę' zabij mnie a się nie domyślę! ;)

    Ps. Ileż tu jest wpisów, których nie czytałam i nie komentowałam!! muszę to nadrobić a na naukę pieczenia takiej bułki to ja się zwyczajnie po prostu do Mamci wybiorę! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niedziela, jestem wyluzowana, bo w środę wyjeżdżam do Janowa Podlaskiego na Pokaz Koni Arabskich i siendłam sobie, żeby poczytać Twoje literackie wpisy. Marzyniu Ty powinnaś wydać książkę z Twoimi przepisami. Przecież te Twoje wstępy to jest coś wspaniałego. Czytam i się zastanawiam skąd Ci się kocą takie wspaniałe teksty. Ile razy bym do Ciebie nie weszła tyle razy opuszczam Twój blog w pełni odprężona. Zawsze u Ciebie przepona u mnie pracuje ze zdwojoną energią. Aż mnie boli ze śmiechu. No po prostu brak mi słów uznania dla Twoich wpisów. Nie znam bloga, na którym jest taka pozytywna atmosfera.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. To jest jakas rewelecja te wpisy!!!Czytam kilka razy,bo nie znam takiego jezyka polskiego i placze ze smiechu!!Chce ksiazke o Babci Broni i jej przepisach i zwyczajach!!!Pozdrawiam,Ewa z San Diego

    OdpowiedzUsuń
  18. Oczywiście te bulko-chleb upieke,bo kocham ciasta drozdzowe.Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ewo, no bardzo mi miło, że o Babci Broni ktoś aż Hamaryce przeczytał :-) Gwarą pogórzańską umiem mówić od dzieciństwa, a BB była chyba najbardziej znaczącą osobą w moim życiu. Co do przepisów ze wsi babci, to już tam Baby Glinickie wydały 2 książki (nawet 2 ich potrawy: właśnie bułka brytfon i pamuła trafiły na "listę dziedzictwa"), ale niestety nie są pisane gwarą. A szkoda...

      Usuń
  19. Podaj proszę tytul książki i autora to może uda mi się ta ksiazke kupic w księgarni wysyłkowej w NJ.Dalej bebe czytac te super wpisy!Prosze zwracaj się do mnie po imieniu!A panu z Poznania napisz,ze mam Nowiny rzeszowskie w San Diego!!Pozdrawiam.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja Mama i Tatuncio,pochodzili z Rzeszowa ale o takim jezyku nie mieli pojęcia.Pieklo się dużo ciasta drożdżowego,ktore jedliśmy na sniadanie i do tego zawsze było cacao i ja tak mam do dzisiaj.Uklony.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  21. O mamuńciu!!! Łza mi z oka kapie jako z dziurawego wiadra w studni, bom jakby dotknęła czegoś co i w mojem życiu już ścianą śmierci odgrodzone. W rodzinie mojego chłopa też się takie buły piekło a jedna z kochanych ciotek takoż Brońcia na imię miała. Mój ślubny przejął bułczaną pałeczkę i dziś on wypieka owe cuda drożdżowe a jak męską łapę w dzieżkę wrazi to ciasto jest jak marzenie :) Różnica jeno jedna że u nas rodzynek nabite jako ćwieków w goncie :) Cudny jet ten Twój blog! A na dodatek my takoż z Podkarpacia: "w Staromieściu na góreczce kościół stoi..." Pozdrawiam najcieplej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Podkarpacie rządzi! Nie na darmo mamy zarejestrowane najwięcej produktów regionalnych :-)
      Pozdrawiam serdecznie i dzięki za taki miły komentarz.
      P.S. Czy TAKIE chłopy rodzą się rzeczywiście u nas?
      Pośpiewująca "dejże Boże zdrowie, dejże Boże zdrowie kochaneczce moji" Marzynia

      Usuń
    2. Ten konkretny chłop to rdzenny staromiejszczanin... Dziś nasza wieś jest częścią Rzeszowa, ale mimo tylu lat w granicach "wielgiego miasta" tutaj wciąż czuć klimaty polskiej wsi... Pierogi robię jak teściowa i ciotka Bronka nauczyła :) I u nas też ta bułka o której piszemy, musowo na święta i na Dzień Zaduszny [taka tradycja]... Na Wielkanoc z tego samego ciasta wypiekamy "bułeckę maluchną co na oświąt do kosycka idzie"...
      Ogromnie się cieszę, że trafiłam na Twój blog, boć tu nie tylko smaki pyszne aleć i klimat jakich mało...
      Pozdrawiam gorąco - Jagienka

      Usuń
    3. Jaguś, no to mamy szczęście, żeśmy nie z wielgiego miasta (tak właśnie mówiła BB :-)). Do wielgiego miasta to woda "przyniesła g... i trzoske" - ludzi wykorzenionych, co nie mają swojego miejsca na Ziemi, bo wszystko im jedno, gdzie kupią piwo i kiełbasę na grilla...
      U nas się piecze bułkę brytfon na Godnie Święta i na Boże Ciało, aleć zawsze z "szaconkiem"...
      Napisz do mnie, jeślibyś chciała:
      bramasole@interia.pl

      Usuń
    4. Oczywiście, że chcę... :)

      Usuń
  22. Dorozumialam się i bula wyszla mniam ,mniam!Pozdrawiam.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajny przepis.Spróbuję tę bułkę upiec.Moja już nie żyjąca mama piekła taką bułkę drożdżową Święta Bożego Narodzenie i Wielkanoc.Podobny przepis miała moja mama i wszystko robiła na oko a bułka wychodziła rewelacyjna.Jak piekę bułkę,chleb czy piernik to po upieczeniu też pukam pod spodem i sprawdzam czy wydaje głuchy odgłos.A przed ukrojeniem pierwszej kromki na bułce kreśliła nożem znak krzyża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Donato, dziękuję za miły wpis, proszę koniecznie upiec tę bułkę - już tam BB dopilnuje z niebios, żeby się udała ;-)
      Znak krzyża być musi, nawet moja 22-letnia córka tak zaczyna chleb :-)

      Usuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(