niedziela, 28 listopada 2010

Śniadanie bacy czyli co zrobić z bundzem?




Tydzień temu weekend spędziłam w Zakopanem, nie z ukochanem co prawda, ale z przyjaciółką, co jest w pewnym wieku więcej warte. Od przemiłej gaździny zakupiłam (po raz pierwszy w życiu) ogromną bołde świeżego bundzu (buncu?). To dziwne, że taki niby-miszczuniu jeszcze w życiu nie jadł tego sera; za to teraz już wiem: to jest mój ulubieniec wśród serów białych. Oczywiście nic nie zastąpi zwykłego sera białego, ale wśród smaków niecodziennych ten jest najlepsiejszy. Mozzarella moim skromnym zdaniem się nie umywa, nie mówiąc już o tej bezpciowej rikotcie czy serkach typu „wiejski”, co nigdy na wsi nie były. Proszę nie mieć mi za złe sponiewierania rikotty, ale de gustibus… itede.
Ja miałam wersję lekko soloną. Ser jest zwięzły, ale daje się kruszyć, świszczy w zębach, topi się idealnie, smakuje i na słodko i na słono, a z czasem jest coraz lepszy. Niestety, nie dowiedziałam się, jak smakuje zgliwiony i przesmażony, ponieważ półtora kilograma bundzu zeżarłam w tydzień sama i nie doczekał. 
Oprócz wyżerania z lodówki po kawałku solo, robiłam z nim takie rzeczy:
- makaron z suszonymi pomidorami, czosnkiem i bundzem w kostkę (analogicznie jak z mozzarellą, smakowało jeszcze lepiej),
- zapiekane jaja, które se nazwałam: śniadanie „bacy” ("jaja bacy" brzmiało jednak zbyt śmiało, uczniowie podczytują tego bloga),
- kasza gryczana z kruszonym bundzem (obiad „gaździny”),
- bundz a’ la mozzarella z pomidorami i oliwą (kolacja „frejyrki”).
Oczywiście konsumpcji dokonała osobiście i wyłącznie Marzynia.
Dzisiaj propozycja śniadaniowa. Kiedy będziecie wyganiać wiosną owce na halę - jak znalazł!

SKŁADNIKI:
3 plastry bekonu (lub boczku, jeśli hala jest powyżej tysiąca metrów),
2 jajka,
3 plastry bundzu,
sól, pieprz, ulubione przyprawy,
zdała by się jeszcze jakaś zielenina do posypania, ale miałam tylko lubczyk suszony - wskazany, gdy po drodze zamierzamy odwiedzić frejyrkę).

WYKONANIE:
Na patelni podsmażamy bekon, jeśli jest bardzo chudy, można posmarować ją jakimś tłuszczem. Ja jestem szczęśliwą posiadaczką żeliwnej patelni „cygańskiej” z odkręcaną rączką, waży chyba z dziesięć kilo, ale zarówno w gotowaniu, jak i w rozkuwaniu zakutych łbów jest niezastąpiona.
Następnie ostrożnie usadzamy na bekonie jajka, solimy i kładziemy na to kawałki sera. Wsuwamy do piekarnika, najlepiej na opcji grill, tylko nie tuż pod grzałkę, a piętro niżej. Zapiekamy aż jajka zetną się do pożądanego stanu (jeśli są świeże, np. od bacy, to żółteczka nie powinny się rozlać), a serek rozpuści. Następnie pieprzymy i dosmaczamy czym tam kto lubi.
Na trzecim zdjęciu jest coś, co wygląda jak piętka wyjątkowo udanego chlebka. Wrodzona uczciwość nie pozwala mi stwierdzić, że jest to cudowny, staropolski chleb wypieku Marzyni. Owszem, jest to wypiek Marzyni, ale z chleba z ziemniakami, który piekłam wczoraj, do spożycia nadawała się jedynie atrakcyjna wizualnie skórka. Resztę musiałam wprost WYRZUCIĆ, ponieważ nawet świnie mojego kolegi Boszczownika mogłyby konsumpcji tego ober-zakalca nie przetrzymać.

17 komentarzy:

  1. ja bundz zawsze zjadam tak solo lub na białym pieczywie i zawsze znika zbyt szybko..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam smaku tego sera, ale wierzę na słowo, że smaczny:)Może kiedyś będę miała okazję sama to sprawdzić:)
    A te jaja to już zapewne niebo w gębie:)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No po tym to bym zwyczajnie zdechła, ale sery górale robią pyszne :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak bundz świeży na szlaku ;))) I góral świeży na deser ;))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż się człowiekowi lżej na duszy robi, że nie tylko jemu chleb nie wychodzi:) Kochana ja juz jestem utuczona, teraz czas na gubienie boczków.

    OdpowiedzUsuń
  6. pojechalaś do zakopca i nic nie powiedziałaś że jedziesz???? bundza (wybacz jeżeli źle odmieniłam) nie jadlam jeszcze ale bardzo chciałabym posmakować szczególnie od gaździny takiego oryginalnego!!! a tą rybę to dam se reke uciąc że byś zjadła i jeszcze by Ci smakowała :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Marzyniu sera owego nigdy nie próbowałam nawet...ale tak apetycznie o nim piszesz, że już mi ślinka leci:) A to śniadanko bacy - cymes! Kochanie rozbawiłaś mnie tą patelnią żeliwną...też taką mam tylko bez odkręcanej łapki...ale nigdy mi do głowy nie przyszło rozprawiać się nią z "zakutymi łbami" - to było śliczne:))))Może mi przyjdzie jeszcze nią się w tym niecnym celu użyć:))) Pozdrawiam Cię cieplutko i bardzo serdecznie, buziaczki,pa.

    OdpowiedzUsuń
  8. A u nas to tylko pyry z gzikiem...

    OdpowiedzUsuń
  9. kurcze to takie śniadanie po bandzie...mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już wiem co w sobotę na śniadanko zrobię...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja to bym chętnie wpadła na takie śniadanie....

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dla mnie to rewalacja :):) Pysznie to wygląda :):)

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam bundz, co prawda najbardziej lubię pieczone oscypki, ale bundz bym tera chętnie zjadła, ja zresztą w Polsce mieszkam zaraz koło Zakopanego jakieś 50 km więc wiem jakich tam przyjemności doznałaś

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak ja bundz lubię, oj lubię. W takim bekonowym towarzystwie musi być wybornie pyszny :)

    Mamciu ściskam Cię Kochana :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  15. Bundz is the best!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. A JA PO BUNDZ JEŻDŻĘ DO RZECZKI ( DOLNOŚLĄSKIE) PRAWIE CO TYDZIEŃ. JEST PRZEPYSZNY . KROJĘ PLASTRY NA TO POMIDOR ,LISTEK BAZYLII,SKROPIC KREMEM BALSAMICZNYM, OLIWKĄ - PYCHOTKA.

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(