Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto piernikowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto piernikowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 listopada 2023

Piernik staropolski czas nastawić

Ten piernik to kwintesencja "polskiego" Bożego Narodzenia. Ciasto dojrzewa 5-6 tygodni, upieczone może leżeć miesiąc i wciąż nabierać smaku. Kiedy się nim delektujemy - magicznie przenosi nas w krainę dzieciństwa i już jesteśmy przy pachnącej, prawdziwej choince z kawałkiem wybornego, miodowego i korzennego placka w łapce.
Przepis jest od kochanej Danusi z bloga "Co mi w duszy gra". Kiedy przyjechała do mnie oczywiście gadałyśmy o hitach naszej kuchni i szczerze poleciła ten piernik (cyt.: "To najlepszy piernik jaki jadłam"). Gdy rok temu w listopadzie zapadła decyzja, że Boże Narodzenie 2022 będziemy świętować razem ze słoweńską rodziną, postanowiłam go upiec, aby licznie reprezentowana drużyna górali też poznała smak tradycyjnych wypieków kuchni polskiej. Nie muszę dodawać, że byli zachwyceni. I my też jesteśmy nim zachwyceni.
Ciasto dojrzewające trzeba już nastawić. 
Co i jak zrobić - Danusia opisała tak dokładnie, że nie ma sensu kopiować tutaj jej przepisu. Zachęcam do lektury i oglądania zdjęć (etap 1.), a jak piec i potem przekładać jest u Danusi w części drugiej (o, tutaj!).
Ja oczywiście nie ustrzegłam się błędów. Piekłam piernik tuż przed wyjazdem do Słowenii, na tzw. spidzie, więc zamiast piec 4 osobne placki, to rozwałkowałam dwie wielkie płachty na blasze z wyposażenia piekarnika. Ogromne jak blat stolika (mam ten szerszy piekarnik) pofałdowane miodowe deszczki musiałyby być wiezione na dachu naszego poldka, więc trzęsącymi się rękami przekroiłam je na pół i wzdłuż, coby mi weszły do pojemnika. 
Efekt tego widać na zdjęciu - w jednym miejscu ciasto jest grubaśne, w innym - uchymolone niemal do grubości kartki papieru. Nic to jednak nie przeszkodziło biesiadnikom, tym bardziej, że było przełożone kremem orzechowym i pieczonymi powidłami śliwkowymi (o tymi!), a wierzch polany czekoladą i udekorowany migdałami. 
Staropolskie niebo w gębie😋
P.S. Na zdjęciu jest serwetka, którą Martik dostał od drugiej Mamy (ja też dostałam!). Idrijska koronka klockowa, ta akurat własnoręcznej roboty swatowej, jest słynna na cały świat i jest na liście UNESCO. Nazywa się po słoweńsku "čipka" i corocznie młodzi, a tępawi Polacy, zwiedzający Idrię, dopytują się w czerwcu przewodników (w tym Martusi) co to jest ten "Festival idrijske čipke" z plakatów.

 

wtorek, 13 grudnia 2022

Pierniczki doskonałe z powidłem "szliffkowym"

 

Tym razem przepis od Marzeny, ale nie Umiłowanej Przywódczyni, lecz Marzenki z bloga Bakeholic. Jak pisze autorka, są jak alpejskie, a wzorowała się na mistrzyni z "Moich wypieków". I ja muszę przyznać, że pierniczki SĄ doskonałe. Wykonanie także, bo od lat wypiekiem ciasteczek na święta zajmuje się Martusia - ostatnio w tandemie z małżonkiem. To właśnie on pomagał nadziewać powidłami szliffkowymi (dokładnie tak to brzmiało w jego ustach, gdy dzwonili w trakcie pieczenia ze Słowenii, i teraz już przylgnęło jako nazwa własna 👏).

Pierniczki są mięciutkie od razu i długo zachowują świeżość (zwłaszcza nadziane wiadomo czym). Pochlapane czekoladą są jeszcze lepsze. Zajrzyjcie na stronę Marzenki (klik!), ona tam dokładnie opisała i zilustrowała proces wypieku. 

A ja już się cieszę, że będą czekały na nas pod alpejskimi szczytami 😍


niedziela, 6 stycznia 2019

Wszystkiego smacznego w Nowym Roku!

życzy Hurma i Czereda, wszystkim przyjaciołom i znajomym (i nieznajomym też), którzy tu zaglądają. Zwłaszcza winszujemy weny w kuchni, bo "odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy", a my to zdanie podzielamy!
Tym co nie zaglądają również życzymy wszystkiego smacznego.
P.S. Wieniec z pierników wykonał własnoręcznie Martik, któren utalentowany jest i jako inżynier wiedziała, jak go skonstruować. Niestety zdjęcie wykonała już matka, oczywiście kalkulatorem :-D
Link do oryginalnego przepisu jest tutaj

niedziela, 18 listopada 2018

Lebkuchen - tradycyjne niemieckie pierniczki

Rozmawiałam "na okienku" z koleżankami o kuchni i kiedy Ela zapytała, czy nie znamy jakiegoś fajnego przepisu na pierniczki, oczywiście nie wytrzymałam, żeby nie wciąć się z moją propozycją :-D 
A właściwie z propozycją Mistrzyni Dorotusi (o tutaj klik!), nieznacznie tylko zmodyfikowaną pod gust mojej H&C
Nie jestem miłośniczką niemieckiej kuchni (miesiąc żywienia się w stołówce Fischwerku zniechęcił mnie na całe życie), ale te pierniczki (ciasteczka?) rzeczywiście są przepyszne. Odbiegają smakiem od tradycyjnych "polskich", lecz opinia pani Dorotki, którą dosłownie cytuję, jest prawdziwa: "Podobno jedne z najlepszych na świecie. Mięciutkie, rozpływające się w ustach, z wyraźną cytrusową nutą, delikatnie ciągnące się w środku, nie wymagające długiego leżakowania".  
Poniżej zamieszczam przepis szanownej mentorki. Na niebiesko moje sugestie, którymi oczywiście nikt nie musi się kierować, ale żeby nie było, żem nie umna cukiernica :-D 
 Składniki na 30 sztuk: - lepiej od razu zróbcie z podwójnej porcji, bo potem wydzierają sobie te ostatnie, nie bacząc na świąteczne deklaracje wszechogarniającej miłości bliźniego,

·         - 250 g mąki pszennej,
·         - 85 g zmielonych migdałów - warto te migdały troszkę podprażyć,
·         - 3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej) - ja dałam 3 łyżeczki kupnej (dobra jest z Kotany i Kamisa) na podwójną porcję, nie chciałam, by zdominowała smak i zapach migdałów,
·         - 1 łyżeczka zmielonego cynamonu - jeśli ktoś lubi bardziej cynamonowo,
·         - 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
·         - 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
·         - 200 ml płynnego miodu - mój miód był wielokwiatowy,
·         - 85 g masła,
·         - pół szklanki (w sumie) drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej i cytrynowej* - i tu niestety, okazało się, że H&C NIE CHCE tego składnika i przegłosowali mnie gadziny...

 Wykonanie:
Suche składniki: mąkę, migdały, proszek, sodę, przyprawy wymieszać w misce.
W garnuszku z grubym dnem umieścić masło i miód, podgrzewać, mieszając, do roztopienia masła. Zdjąć z palnika i lekko przestudzić (mieszanka ma pozostać lekko ciepła).
Do suchych składników wlać ciepłą masę maślano - miodową, dodać kandyzowane owoce i wymieszać (można mikserem), by nie było grudek. Ciasto powinno wyjść lepiące (nie dosypywać mąki). Przykryć ściereczką i odstawić do całkowitego wystudzenia (zgęstnieje).
Po tym czasie z ciasta robić kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego (powinno Wam wyjść około 30 sztuk). Układać na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia w dużych odległościach od siebie (bardzo rosną - fakt, mnie się pozlepiały, mimo dużych odległości). Każdą kulkę spłaszczyć trochę łyżką (ponieważ ciasto bardzo się klei najlepiej maczać ręce w wodzie i wtedy formować kulki; również łyżka, którą je spłaszczamy powinna być wilgotna - maczać w ciepłej wodzie).
Piec w temperaturze 180ºC przez 15 minut (nie dłużej, bo będą zbyt kruche i twarde). Lebkuchen wyciągnięte prosto z piekarnika będą bardzo miękkie, należy poczekać 2 minuty, potem przenieść je na kratkę do wystudzenia. Później ich wierzch kruszeje, by zmięknąć znów na drugi dzień, po pokryciu lukrem.
Pani Dorotka zastrzegła także, że mogą stwardnieć nie wiedzieć czemu.  U mnie właśnie tak było, ale piekłam je tydzień przed świętami, gdy Wataha Jarzębiaka była jeszcze poza domem, więc w spokoju sobie je zmiękczyłam znanym sposobem z jabłkiem (który dokładnie jest opisany tamże). 
I - jak widać - każdego lebkuszka przyozdobiłam migdałem :-)

sobota, 14 stycznia 2017

Idealne pierniki na choinkę czyli Piernikowi Twardziele Agi

Nasza choinka stoi (nieco już łysawa), a i do Gromnicznej trochę czasu, więc piernikowy wpis się jeszcze załapie. Sama szukałam najlepszego przepisu na pierniki do dekorowania - takie żeby nie wyrastały, były ciemne i tanie, bo szkoda mi było prawdziwego miodu. No i znalazłam przepis Aguni - idealny! Jak widać na załączonych obrazkach są płaskie, dziurki na sznureczek się nie zasklepiają, mają gładką powierzchnię i ładnie wyglądają jako ozdoby na ciastach (np. tutaj). Ponieważ był to nasz debiut, więc może i daleko wzorom Martika (to ona się bawiła w lukrowanie) do cudeniek oglądanych w necie, ale i tak wszyscy, co zjechali na Wigilię byli zachwyceni.
Podaję za autorką (oryginał tutaj: klik!), z połowy porcji wychodzi ich naprawdę bardzo dużo.
Składniki:
1/2 kostki margaryny np. Bielskiej,  
250g miodu sztucznego, 
mniej niż pół szklanki cukru kryształu, 
1 przyprawa do piernika (obojętnie jaka, ważne, aby była miałka), 
1 kopiata łyżka ciemnego kakao, 
0,5 kg mąki,
1 łyżeczka sody,
2 jajka.

Wykonanie:
Margarynę, miód sztuczny, cukier, kakao i przyprawę do piernika włożyć do naczynia i roztopić. Przestudzoną masę dodać do mąki wymieszanej z sodą i wbić jajka. Wyrobić ciasto na jednolitą masę. Wstawić do lodówki, aż ciasto stężeje. Wałkować dowolnie cienkie placki - bardzo dobrze się go obrabia. Piec na środkowej półce, grzanie góra i dół, w temperaturze 170 stopni ok.9 - 10 min. (temperatura pieczenia uzależniona jest od grubości pierniczków, gdy spalimy pierwszą partię, to się kapniemy, dlatego lepiej na pierwszą blaszkę nie nakładać zbyt wiele).

Do dekoracji najlepszy jest tzw. lukier królewski - można zajrzeć tutaj, do Danusi :-) 
P.S. Mimo, że tłumaczyłam, że to sztuczny miód, że są twarde itede, to i tak wiele zginęło w paszczach Watahy. Znaczy się, zjadliwe tyż są :-D
 2019 rok: A to dzieło Martika z tego roku. Co to będzie w 2030... Mistrzostwo świata pewne!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Wszystkim blogowym Przyjaciołom najlepsze życzenia spokojnych, zdrowych i smacznych (to NA PEWNO się spełni) świąt życzą:
Marzynia oraz Hurma i Czereda (podajemy wg starszeństwa, coby porządek we wsi był :-D): Jurand, Pasiu, Dorcia, Martik, Jasiek i Zuzianka.
P.S. Tego reniferka oraz przestrzenne choinki i gwiazdki wymajstrowałyśmy z Zulką jeszcze w Mikołaja, wg przepisu Danusi na superanckie do formowania ciasto (klik!). 
Jego mina i zwisający, napełniony świątecznymi przysmakami brzuch mówią wszystko!

czwartek, 25 listopada 2010

Piernik Żuczka


Ten przepis jest dla córeczki Żuczka czyli Czterolaty, a właściwie, jak pomyśleć, to dla Żuczka, bo Nieślubny, Dzidek i Czterolata będą tylko jeść, a czarną robotę wykonają rączki (odnóża?) żuczkowe*. 
Uwaga, sprostowanie: Żuczek lojalnie wyprostował, że jego hurma i czereda nie tylko je, ale także pomaga ofiarnie, nie bacząc na dewastację kuchni!
Więc moja ty pachnico dębowa, upiekłam już w poniedziałek ten piernik Barlika bez mlika, a niestety zdjęcie i opis dopiero dzisiaj, a może i dobrze, bo przynajmniej wiadomo, co dzieje się z ciastem na czwarty dzień.
Piernik jest dobry i był sukcesywnie pożerany nie tylko przez Martika (co rymuje się do mlika i Barlika więc nie ma wątpliwości, że smakowało), ale także przeze mnie, choć słodyczy nie jadam. 
Placek jest mało słodki (oczywiście można dodać więcej cukru pudru, ja dałam mniej niż w przepisie), puszysty ale nie puszek, więc robił za śniadanie; lekko pachnie miodem i kawą, nie kruszy się (dopiero dzisiaj zaczął, ale i tak był dobry, może nawet lepszy niż na świeżo). Jego wadą może być to, że jest taki ZWYCZAJNY, przeciętniak po prostu, może gdyby go przełożyć np. powidłami śliwkowymi albo masą orzechową, albo karmelową to by trochę błysnął. Ten przepis jest jeszcze z czasów komuny, z zeszytu Mamy, tam nawet miód był sztuczny w tym przepisie (dałam prawdziwy) i był sakrucko niekonkretny, ale dzielna Marzynia, jako że umna, to dała rady zdeszyfrować.
Jeśli to ma być na święta, to se kruszczyco złotawko wypróbuj wcześniej, czy ci spasuje ten przepis. Znalazłam jeszcze i taki w necie, też bez mleka czy śmietany i jeszcze zapewniają, że zawsze się udaje. Może ten będzie bardziej podchodzący?

A teraz wuala!

SKŁADNIKI:
3 szklanki mąki zwykłej, pszennej (wzięłam se od koleżanki taką zwykłą szklankę typu „restauracja geesowska”, bo nie wiedziałam, jakich mama używała),
1 szklanka cukru pudru,
pół kostki margaryny (dałam „Bielską”),
3 jaja,
szklanka mocnej kawy (zrobiłam z 3 łyżeczek rozpuszczalnej Nescafe Gold, ja wiem czy to mocna? nie chciałam przewalić, bo Martik sarkał),
większe pół szklanki miodu (dałam na oko, bo był zestalony),
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej (dałam fest czubatą),
przyprawa do piernika (u mnie 3 łyżeczki, nie lubię, gdy zbyt zajeżdża goździkami, za to sypnęłam jeszcze cukru waniliowego).

WYKONANIE:
Margarynę utrzeć z żółtkami (białka odłożyć do miseczki) i cukrem. Ucierałam mikserem, ale musiałam manewrować ręcznie, bo masy okazało się za mało, by dobrze ją ukręcić w misie obrotowej. Jednak szybko zrobiła się puszysta, bo margaryna jest miękka. 
W tym czasie rozpuściłam miód i przyprawy w gorącej kawie i wstawiłam garnek do zimnej wody, aby płyn wystygł. Ślicznie to pachniało, trzeba przyznać, zrobiło się świątecznie jakby. Następnie wlewamy miód z kawą do tej margaryny i ucieramy (tak pisało u Mamy w zeszycie, nie jest to dobry pomysł, ochlastałam se wszystko w zasięgu wzroku i już było mniej świątecznie). Myślę, że najpierw lepiej wsypać mąkę z sodą i wtedy wlać płyn, bo abstrahując od spaprania kuchni, to tłuszcz wymieszany z zimną kawą wyglądał tak nieapetycznie, że wrażliwi mogliby porzucić zamiar upieczenia piernika na tym etapie. Ja wytrwałam aż do etapu wyrobienia massy na gładko, całkiem ładnie się utarła, była konsystencji gęstego budyniu.
Następnie trzeba nastawić piekarnik na 160 stopni, góra i dół, i przygotować sobie blachę. Potrzebna jest tu blacha średniej wielkości albo 2 keksówki. Ja wzięłam moją formę silikonową na babkę, bo nie mam dwóch keksówek z silikonu, a przekonałam się już, że blaszane czy teflonowe formy nie umywają się do silikonowych. Blaszaną formę trzeba będzie wysmarować tłuszczem i oprószyć mąką krupczatką albo bułką, albo grysikiem.
Kiedy piekarnik się nagrzewa ubijamy pianę z tych białek z odrobiną soli. Następnie delikatnie łączymy z ciastem. Mama uczyła mnie, jak to robić na serniku, metodą wygarniania ciasta od spodu i wykładania na pianę aż do połączenia się, ale tutaj się tak nie bawiłam – w miarę delikatnie, ale bez pieszczenia się połączyłam masę z pianą. Wylałam do foremki i piekłam około godziny, zaglądając przez szybkę. Niesamowicie pachniało w domu, ojciec kiedy wszedł to się pytał, czy to już Boże Narodzenie. Tak z 15 minut przed końcem nakryłam go folią aluminiową, bo zaczęło za bardzo „chytać” z wierzchu.
Z foremki wyszedł idealnie, zresztą od silikonu nawet karmel się odczepia. 
Po wystygnięciu zaczęliśmy konsumpcję, czego i Wam, moje Chrabąszczowate, bzyczę! to jest: życzę!!!

czwartek, 24 grudnia 2009

Piernik z wiśniami



Przepis dostałam od koleżanki Beaty, z którą przyjaźnimy się 36 lat. Dzięki temu, że mieszkamy w jednym miasteczku, mogę wciąż spotykać się paczką z mojej klasy. Przeszliśmy wszystkie etapy życia – najpierw 12 lat razem, potem obok siebie, ale też blisko i wciąż nie znudziło się nam gadać ze sobą, mimo, że do pierwszej klasy poszliśmy w 1973 roku!
I na kogo można tu liczyć,
Gdy nieszczęście kłuje jak jeż?
Na dziewczyny z naszej ulicy,
Na chłopaków czasami też!
Nigdy nie piekłam piernika, bo wspaniały piernik piecze moja Mama. Ale Mama jest chora i słaba (i tak upiekła sernik wiedeński i orzechowiec), a dla mnie piernik jest najbardziej „bożonarodzeniowy”, więc kiedy Becia powiedziała, że ma dobry przepis, zabrałam się za robotę.
Ten placek jest bajecznie prosty do wykonania. Bardzo długo jest świeży; piekłam go we wtorek, a dzisiaj ostatnie 3 kawałki wciąż są tak dobre, jak upieczone wczoraj. Ładnie wygląda – wysoki, z tymi wiśniami w środku, z kontrastującym lukrem (ja posypałam płatkami migdałowymi, bo chciałam wykorzystać polewę, która plątała się po szafce). Mama stwierdziła, że jest mało słodki, ale ja specjalnie zmniejszyłam ilość cukru, bo u mnie nie lubią słodkiego ciasta. W ogóle mało ciasta idzie na święta, bo jeśli ma się do wyboru tyle przepysznych potraw, to rzadko ktoś zamula się plackami. Tradycyjnie ciasto je się u babci.
No dobra, a teraz przepis (na dużą blachę, ja robiłam z połowy porcji w keksówce silikonowej, to jest REWELKA, kupiłam se na Allegro, w ogóle odpada smarowanie, a ciasto samo wyskakuje z formy!):
SKŁADNIKI:
4 szklanki mąki,
półtorej szklanki cukru (ja dałam pół szklanki i dużą łychę miodu),
1 szklanka oleju,
1 szklanka mleka,
pół szklanki dżemu (Beata mówi, że wiśniowy jest najlepszy, ja z kolei miałam od Teściowej wiśnie w gęstym kompocie, takie właśnie do ciast, przepyszne!),
2 łyżeczki sody,
3 jajka (ja dałam 2 na pół porcji),
cukier waniliowy,
2 łyżki kakao,
przyprawa do piernika (dobra jest z Kamisa),
dowolne bakalie.
WYKONANIE:
Jajka zmiksowałam z cukrem na puszystą masę. Dodałam mąkę, miód, mleko, olej i pozostałe rzeczy (z wyjątkiem bakalii i wiśni). Zmiksowałam to do połączenia składników, po czym łyżką wmieszałam wiśnie. Wlałam do keksówki (ma 26 cm długości, ciasto wypełniło połowę formy) i do pieca na 160 stopni. Wyrósł ładnie do góry, oczywiście pękł na środku i miał postać wzgórza z naszych okolic, ale tak ma być. Pieczenie trwało jakieś 40 minut, kiedy był już ciemny z wierzchu i pęknięcie się „zapiekło” sprawdziłam patyczkiem, czy suchy w środku.
Bez przyprawy piernikowej można piec takie ciasto jako normalnego „Murzynka”.