Pokazywanie postów oznaczonych etykietą letnie obiadki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą letnie obiadki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2025

Letnia parzybroda

 

Ku uciesze domowników zaserwowałam niedawno parzybrodę. Właściwie śmieszkowanie było z powodu nazwy, ale i uciecha z powodu smaku, bo jest to pyszna zupa. Pochodzi z Wielkopolski, jednak na Pogórzu też była gotowana, i to nawet w mojej rodzinie.  Na pewno nie zna jej rodzina Małżonka, bo kompletnie nie kojarzył parzenia brody z niczym, może oprócz tekstu ze starej piosenki Jana Kaczmarka z "Elity" ("Tam na plantach, tuż obok cmentarza, mąż żonie wrzątkiem gębę wyparza. Chyba pójdę tam ze swoją żoną, ona także gębę ma niewyparzoną"). Małżonek sugerował nawet nieśmiało, że tekst jakby pasuje do naszego życia rodzinnego, ale na moją, i to śmiałą, sugestię, czy nie chciałby mieć czasem tej kapusty na głowie, zamiast na brodzie, zamilkł i zajął się konsumpcją. Całkiem ochoczą😂.
Nazwa pochodzi od pasków kapusty, które - w czasie łapczywego spożywania - mają parzyć biesiadników w brody. U Babci Broni (jak opowiadała Mama) gotowano tę kapustę pokrojoną w szóstki albo (małe główki) nawet w ćwiartki. To się dopiero musieli chlastać po brodach! 
Ja gotuję tak, jak moja Mama, z szerokimi paskami własnej, pysznej kapusty stożkowej, która szybko dojrzewa i jest bardzo miękka. 
SKŁADNIKI (porcja na 3-4 osoby):
- mała główka białej (lub włoskiej, jak w Wielkopolsce) kapusty,
- kilka ziemniaków,
- 2-3 marchewki, 
- 1-2 kalarepy,
- seler,
- duża cebula,
- kawałek boczku wędzonego,
- przyprawy: sól, maggi, pieprz, liście laurowe, ziele angielskie, kminek, czosnek, koperek.
WYKONANIE:
Boczek skroić w dużą kostkę i podsmażyć (najlepiej od razu w naczyniu do gotowania zupy). Jeśli jest chudy i niewiele omasty się wytapia, można dodać trochę jakiegoś tłuszczu, ja dodałam łyżkę masła. Dodać pokrojoną w kostkę cebulę, poddusić. Zalać wodą, dodać liść, ziele i kminek oraz pokrojone twarde warzywa. Gdy będą półmiękkie dodać ziemniaki i paski kapusty. Pod koniec gotowania sprawdzić, ile dosolić (ewentualnie domagować), bo boczek jest słony i trzeba "chytać" smak. Doprawić jeszcze czosnkiem i koperkiem na talerzu. 
A tym pałaszującym zbyt łapczywie śliniaczki zawiązać wysoko na brodzie 😆




środa, 10 lipca 2024

Hreczniaki i gniewaki

 


Hreczniaki to nic innego jak placki (kotleciki?) z kaszy gryczanej, czyli hreczki. A gniewaki to borowiki ceglastopore, czyli pogórzańskie podciecze (chociaż właśnie nazwa "gniewaki" jest fajniejsza - jak zdradził mi Maminek kulinarny: "to dlatego, że jak je kroisz, to sinieją ze złości:))".
Zasadniczo, to kaszę gryczaną w naszym regionie częściej zwano tatarką (Babcia Bronia), ale poza Małopolską i częścią Podkarpacia nazwa ta jest nieznana, niech więc będzie hreczka 😄.
Danie zagościło na naszym stole z powodu pojawienia się podcieczy (onych gniewaków, w ilości nieopłacalnej do uruchamiania suszarki do grzybów) oraz niewykorzystania do obiadu całej kaszy gryczanej. A jeśli jeszcze macie twaróg, to już mus zrobić!
Gniewaki są (na szczęście!) grzybami niedocenianymi, a przez ziomków z mojej wsi wręcz pogardzanymi. Nie mnie, przeflancowanej z miasta "przywłoce", mierzyć się z grzybiarzami, od stuleci penetrującymi pańskie wcześniej lasy i przewracającymi ściółkę na lewą stronę, by dorwać prawdziwka. 
Gdy wataha przeorze  las, do akcji wkracza Marzynia i bierze do koszyczka wzgardzone podciecze. Nie tylko są piękne, ale naprawdę smaczne (jak ktoś słusznie zauważył: bardziej grzybowe niż prawdziwki), nie trzeba się tylko zrażać tym, że sinieją po przekrojeniu oraz pamiętać o poddaniu ich obróbce cieplnej.
Mój sos został poddany 😁
 
Hreczniaki:
ugotowana kasza tatarczana (u mnie dodatkowo była omaszczona, bo została od obiadu),
rozkruszony widelcem ser biały (kto by tam mielił!) - ile mamy-tyle styknie, ale nie powinno być go objętościowo więcej, niż kaszy,
1-2 jajka,
wsad smakowy (świeże lub suszone zioła, podsmażona cebulka, czosnek, sól, pieprz - co kto lubi),
olej do smażenia.
Składniki wymieszać, formować placuchy, smażyć na średnim oleju na rumiano.
 
Sos:
No jak zrobić sos grzybowy, to już nikomu (chyba...) tłumaczyć nie trzeba. Można jednak pokrojone gniewaki (jak ja to zrobiłam) najpierw podlać na patelni szklanką wody, a gdy się zagotują, to tę ciemną wodę odlać. A potem już smażyć z dodatkiem cebulki jak pieczarki, zaciągnąć śmietanką z odrobiną mąki, doprawić i skąpać w nim hreczniaki😋
P.S. Chyba jednak przesadziłam ze "szmalcowaniem" dekoru - to Lolek Okrasa pokazywał raz, że aby listki użyte do dekoracji ładnie wyglądały, to trzeba je namaścić jakimś tłuszczem...

 

wtorek, 22 sierpnia 2023

Letnia zapiekanka z kapusty czyli jak podejść wnuczkę :-)

 

Czasami trzeba trochę  pokombinować, aby przemycić warzywnemu niejadkowi nieco zdrowia (w postaci młodej kapusty z babcinowej grządki). Ponieważ dzieci (dorośli zresztą też, co było słychać w aprobującym pomrukiwaniu H&C, gdy danie wjechało na stół) jedzą oczami, więc wysiliłam się na podrasowanie anturażu. Wyszło z lekka koślawo, ale kolorowo, no i kapusta była zamaskowana młodymi ziemniaczkami (pracowicie całe lato "trzepanymi" ręcznie ze stonki), słodkimi pomidorkami z mojej szklarni oraz zawsze mile widzianym w zapiekankach serem 😋
Należy poddusić posiekaną kapustę, wymieszać ją z mięsem mielonym (np. z nogi kurczaka), doprawić zezłoconą cebulką, czosnkiem i ulubionymi przyprawami i wyłożyć massę na okrawki surowych ziemniaków. Ładne plasterki wykorzystamy do zrobienia dekoracji wierzchu, wcisnąwszy je w mięsno-kapuściany farsz. Smarujemy wystające kawałki kartofli roztopionym masłem i zapiekamy w 180 stopniach ok. 45 minut. 
Następnie ostrożnie (coby nam potrawa nie wylądowała w zlewie) odlewamy nagromadzony sok (u mnie warzywa puściły go zbyt dużo) i w pola między ziemniakami układamy kawałki żółtego sera i grube plastry pomidorków. I już finalnie zapiekamy na rumiano.
Do tego ulubiona surówka i zaręczam, że nikt się nie zorientuje, co jest głównym "wypełniaczem"😃  

 


wtorek, 19 lipca 2022

Rolowana tarta z cukinią

 Tarty zawsze się udają, czego by tam człowiek na to kruche ciasto nie wpakował. Ale jeśli chcemy skłonić H&C do zjedzenia warzyw, to można się zabawić w rolowanie. Takie ciasta były bardzo popularne parę lat temu i Matce się to przypomniało, kiedy stała nad grządka pełną mniej lub bardziej spasionej cukinii. Kiedy odzew na hasło "CO dzisiaj na obiad?" znowu zabrzmiał: "Coś z cukinią!" to już wiedziałam, że trzeba tak kręcić, aby zachęcić😄.
Przepis na kruche ciasto każdy zna. Należy je wcześniej podpiec, aby nadmiernie nie rozmiękło przez wylane na wierzch nadzienie. Ponieważ domownicy, ochwaceni od jedzenia cukinii, stanowczo zaprotestowali przed wypełnieniem nią całego ciasta, więc tylko w środku jest "różyczka" z cienko pociętej marchewki oraz zielonego i żółtego kabaczka. Reszta "faszeru" to 2 jajka ubełtane z serem żółtym, śmietaną, ulubionymi przyprawami, czosnkiem i skrawkami słoweńskiego przysmaku, zwanego bulą. Ta bula to skamieniały, suszony baleron, potwornie słony (autentycznie, sól krystalizuje się na nim jak na ścianach w Wieliczce), ale jednocześnie niezwykle aromatyczny i pyszny, bo z domowych, szczęśliwych świń z farmy Martika. 
Oczywiście, kto nie ma swatów ze Słowenii, wyrabiających bulę (czyli jakieś 99,9% polskich gospodyń) ten użyje dowolnej wędliny. Albo i nie, bo i tak będzie pyszne😋.
 
Dodano 20 lipca:
Ktokolwiek tu zajrzy, niech wejdzie w link podany w komentarzu Konhambos. No jest na czym oko zawiesić, cudeńko!


 



środa, 29 kwietnia 2020

Makaron z pokrzywą i serem Bursztynem

Przepis jest tak banalnie prosty, że wrzucam go tylko gwoli pokazania, że Marzynia jest trędi i pasie się na chwastowisku. Poza tym u miłej Grażynki bez przerwy  goszczą w garach jakieś dary natury (klik!), a ja tam często zaglądam, do czego i was zachęcam 😋 Zresztą mieszkańcy (tak, tak, pasę również moją H&C) naprawdę mało skażonej wsi są wprost zobligowani do dzikiej kuchni.
Przygotowanie zieleninki do makaronu polega na zebraniu górnych listków pokrzywy, podduszeniu jej na maśle z oliwą lub olejem, czosnkiem, pieprzem, solą i gałką muszkatołową oraz posypaniu na talerzu startym dojrzewającym serem. Wiechetek - dekor oczywiście nie podlega konsumpcji, chyba że przez masochistów. Kokardki czyli farfalle bardzo konweniują wizualnie, co dla estetów może mieć znaczenie, bo danie nie jest bardzo widowiskowe. Martik, chcąc zrobić lepsze zdjęcie (ja tam się nie bawię w takie fiku-miku, ale ona chce, by było piekniusio na blogu Umiłowanej Rodzicielki) wyszedł z talerzem aż przed dom, łapać światło. Co z tego wyszło widać poniżej 😆
Wujo i reszta tubylców doszli do wniosku, że miastowe dziwczęcie zwariowało i karmi koty na świątecznych talerzach. Do degustacji jednak nie doszło, bo Szpagietka do pokrzywy się nie kwapiła. 
Mąż zjadł i nawet pochwalił, że lepsze niż moje poprzednie danie z tym pożytecznym chwaścikiem. Na jego opinię mógł jednak wpłynąć fakt, iż poniższa nazwa może zniechęcić faceta...
Jaja w pokrzywach
 
 

niedziela, 26 sierpnia 2018

Rumpuć

Tyle lat babki, matki, wujny i stryjanki w mojej rodzinie gotowały tę zupę, ale dopiero niedawno odpowiednie jej dano słowo: RUMPUĆ. Ja zawsze myślałam, że to zwykła jarzynowa na kawałku jakiegoś mięsiwa dla większej pożywności. A teraz już wiem, że kwaskowata zupa z kapustą i wszystkimi warzywami, jakie mamy w ogródku, tak się superancko w Wielkopolsce nazywa. A ponieważ i Zuzię urzekła ta nazwa, i skroiła wszystkie składniki, i jej baaardzo smakowało, więc daję przepis.
Najlepiej smak tej zupy z dzieciństwa (i przepis na nią) opisał jeden pan z Poznania, o tutaj
Gdybyś Zulajdo zapomniała, to sobie zerknij, albo przyjedź do mnie i znowu zrobimy, bo właśnie teraz jest rumpuciowy czas :-D
Dodano 15.IX.
Okazało się, że ktoś jeszcze oprócz nas zainteresował się tym przepisem, zapewne z powodu nęcącej nazwy. Więc napiszę, jakie składniki były w naszym rumpuciu:
wędzone kości od schabu,
marchewka, 
pietruszka,
mała kapustka biała,
garstka kiszonej kapusty,
ziemniaki,
cebula,
fasolka szparagowa,
starte na grubej tarce pomidory,
ulubione przyprawy (kminek!),
cukier,
2 łyżki lekko zasmażonej na maśle mąki.
Jest jednocześnie lekko kwaskowata i lekko słodkawa, słona, pieprzna, pożywna, ale nie tak treściwa jak zimowy kapuśniak.




niedziela, 29 stycznia 2017

Kasza bulgur zapiekana z warzywami

W moim domu zagnieździł się cichcem człowiek, który - nie wiedzieć po co - stale się odchudza. Ponieważ H&C sadystycznie obżera się na jego oczach np. pizzą z nadzieniem bolognese (mój ostatni wynalazek) albo frytkami, więc staram się gotować i niskokaloryczne dania. Przy okazji okazało się, że kupiona w porywie jakiegoś lewantyńskiego natchnienia kasza bulgur już prosi o gar, więc padło na danie kaszowe. I bardzo dużo warzyw. 
Najlepiej oczywiście robić taką zakiepankę (neologizm Zuzi) w lecie, ale i zimą można coś tam wpakować, by "zdrowo" nasycić snującego się po domu z boleściwą miną głodnego smużdża (któren nie wiedzieć czemu oczywiście wcale nie chudnie :-D)
SKŁADNIKI:
2 woreczki kaszy bulgur ugotowanej al dente,
dowolna ilość i rodzaj warzyw (tutaj: kapusta biała podduszona, zblanszowane brokuł i kalafior, 4 cienkie cukinie, jakaś zbłąkana marchewka), 
papryczka chili z tych mniej rzaziastych,
zeszklona na maśle cebulka,
dużo ząbków czosnku,
ulubione przyprawy,
nieco oliwy,
i do polania: sos serowy ze śmietanki wymieszanej ze startą mozzarellą, solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
WYKONANIE:
Cukinie jednak obrałam ze skórki, bo nie wiem, czym je tam w tych foliowych tunelach strzepali. Brokuły i kalafiory nauczyłam się blanszować na parze, a potem zanurzać w zimnej wodzie - rzeczywiście wyglądają lepiej (tylko trzeba je potem posolić). Zszatkowaną grubo kapustę poddusić na zeszklonej cebulce. Do kaszy dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, doprawić dość czujnie. Wysmarować formę oliwą i układać ingrediencje warstwami, poczynając od plastrów posolonej cukinii. Zalać sosem serowym i powciskać w wierzch kalafiora i brokuła; mnie jeszcze zaplątały się jakieś plasterki marchewki i chili, aby przynęcić konsumenta :-D
P.S. Zdjęcie robione komórką jest typu: Zgadnij kim jestem. Pamiętam taki program z czasów komuny, gdzie różni tacy z wierchuszki siedzieli za prześwietlonym prześcieradłem, a inni zgadywali, kto zacz. 
Ale zawsze można ponownie rzucić okiem na tytuł i zagwozdka rozwiązana :-)

piątek, 1 sierpnia 2014

Tarta "Warzywny Ogródek"

W przepisie tym nie ma nic niezwykłego. Każda z nas umie zrobić kruche ciasto i poukładać na nim młode warzywa. Mogę pochwalić się tylko sposobem, który w swym móżdżku Pomysłowej Dobromiry rozkminiłam: jak postawić na sztorc kalafiora i brokuła (bo marchewka jak widać poleguje). Aha, i jeszcze na spodzie są plasterki grillowanej cukinii, którem najpierw pracowicie kroiła obierakiem do warzyw (dwie godziny obróbki skrawaniem ;-) a potem w pocie czoła, w 40 stopniach w kuchni, zgrillowałam, by stwierdzić, że przybrały postać smętnych i wiotkich wkładek do starych tenisówek. I takiż miały kolor. Więc tę cukinię wewaliłam na spód podpieczonego ciasta (przepis na słone kruche np. tutaj) i zalałam mieszaniną sporządzoną z kubka kwaśnej śmietany, 3 rozbełtanych jajek i 25 dekagramów startej mozzarelli (tej tańszej, z bloku, na bufalę mnie nie stać, ale i ta pseudo daje radę). 

Następnie znowuż się zapieka, aż massa serowa się zetnie. 
W gorącą masę wtykamy, co chcemy - stoi galanto! - i jeszcze raz siup do pieca na 190 stopni, aż się warzywka zapieką. Oczywiście były podgotowane niemal na miękko (uwaga, brokuły gotują się najszybciej, jeśli gotujemy razem z kalafiorem zalecam zabawę z podbierakiem :-D)
No to buźka baaardzo letnia!
Marzynia

środa, 11 września 2013

Pomidory niby po prowansalsku wg Smacznej Pyzy

Zdjęcie niestety, nie jest powalające (Martik robił komórką, gdzież mu tam do Smacznej Pyzy!), ale danie - i owszem, pyszniutkie :-)
Ponieważ możemy teraz obżerać się tanimi i dobrymi pomidorami (na targu są po 1,50), więc warto sobie zapodać tę chwilę warzywnej przyjemności, puszczając mimo aluzje H&C, że jeszcze lepsze byłyby nadziane mięskiem.
Jak je zrobić - odsyłam do przepisu, który mnie zainspirował :-).
Moje pomidorki są nadziane serem feta i obłożone czymś w rodzaju chrupiącej, bułczanej posypki (to chyba jest ta "prowansalskość", jeśli nie liczyć ziół prowansalskich). Nie miałam szalotki, więc dałam szczypiorek, który już prosił o zjedzenie i szkoda go było wyrzucić. 
Co do uwag technicznych - jednak lepiej wziąć dobrze czerstwe pieczywo i zrobić z niego grubą kruszonkę, na przykład w blenderze. Moja dość świeża bagietka sprężynowała, kiedy usiłowałam ją upchać w pomidorze i część wysypała się obok, co oczywiście niczemu nie przeszkadza, ale nie wygląda tak bajerancko. Same pomidory, mimo krótkiego zapiekania (15 minut) były miękkie i nie straciły kształtu, ale gdybym je obrała ze skórki, jak sugeruje pani Pyza, to by chyba skapcaniały ;-)

wtorek, 30 lipca 2013

Rozwinięte gołąbki czyli akcja „Swojski Wieprzek” trwa!



Jak niektórzy z Was przeczytali (klik!) - jestem posiadaczką połowy wiejskiego prosiaka. Kiełbasę, kiszkę, salcesony i pasztety już pożarliśmy. Nie jam je (no nie będę kitować!) przyrządzała, więc i opisywać miastowym, żeby się śliną dławili, nie było po co.
Natomiast wciąż mam kupę mięsa i – ku uciesze mojej mięsożernej Hurmy i Czeredy – przerabiam je sukcesywnie na różne sposoby.
Wpis na wspaniałym blogu „Co mi w duszy gra” tak mię zanęcił do zrobienia gołąbków z letnią kapustą, żem musiała se zrobić. Niestety, przy okazji musi się wydać, ŻEM NIGDY NIE ROBIŁA SAMA GOŁĄBKÓW! Zawsze byłam jedynie pomagierem u Mamy czy Ciotki, ponieważ praca ta wydawała mi się katorżnicza, a i tak Potwory pytały się, po co tak w ogóle w tym daniu jest ryż i kapusta.
Ale Matka lubi gołąbki i ma domową świńską mielonkę, więc puściłam sobie na czachę piłeczkę jak Pomysłowy Dobromir i wymyśliłam! (prawdopodobnie przede mną na ten pomysł wpadło tysiące kucharek, ale nie sprawdzam w necie, bo chcę mieć łechcącą świadomość wynalazku). Zrobiłam coś jakby warstwową zapiekankę, identyczną w smaku jak gołąbki, a różniącą się jedynie tym, że na talerzu wygląda, jakby gołąbki zostały rozwinięte. Tak przeważnie zjada je H&C, kiedy ze wzgardą odrzuca kapuchę. Smakują przepysznie – kapustka letnia jest słodka, a farsz pikantny. Listki były dość małe, bo i główki u Cioci były niepozorne, jakaś cholera zżarła nam dużą część kapusty, na szczęście zimowa „idzie” ładnie :-)
Zachęcam do tej metody – roboty jest nieporównanie mniej!
SKŁADNIKI:
1 – 2 główki letniej kapusty (zależy, ile ktoś lubi jej w gołąbkach),
około kilograma mięsa mielonego,
duża cebula,
1 jajko,
2 – 3 ząbki czosnku,
ulubione przyprawy (dałam kminek, majeranek, lubczyk i ostrą paprykę),
sól, pieprz, „Delikat” w płynie,
3 woreczki ryżu,
boczek w plastrach (mam swojski, ma się rozumieć),
pół i pół szklanki bulionu (ja już używam tylko tego).
WYKONANIE:
Ugotować ryż w osolonej wodzie na lekko twardo; jeżeli będzie się gotować tak długo, jak zalecają na opakowaniu („Kupiec”), to wyjdzie idealny. Piekarnik nastawić na 160 stopni.
Kapustę oczyścić, przekroić na ćwiartki, wyciąć głąby. Ponieważ nie jest zbita tak, jak zimowe odmiany, można łatwo oddzielić liście. Te większe kawałki zachować na spód i wierzch, a drobnicę wsadzić w środek.
Surowe mięso wymieszać ze startą cebulą (u mnie blender) – oczywiście kto woli, może cebulę podrumienić, ale ja lubię do mielonki na surowo. Dodać zmiażdżony czosnek, jajko, przyprawy, sól i „Delikat” oraz mniej więcej pół szklanki bulionu (może być i drobiowy z kostki czy z bulionetki, nie mam poczucia popełniania przestępstwa na organizmach mych niewinnych dziatek z powodu odrobiny glutaminianu). Wyrobić to mięsko dobrze i pomieszać z ryżem. Znaleźć „desperadosa”, który skosztuje na surowo, czy słone i pieprzne (kurde, jadłam tatara, a nawet bycze cojones w Hiszpanii, ale surowej mielonki jakoś nie mogę), ewentualnie doprawić. 
I teraz układanka w naczyniu do zapiekania (miałam dużo kapustki, więc wykorzystałam głęboki garnek ceramiczny):
Na spód plasterki wędzonego boczku,
Na to liście kapuchy grubo lub cienko, skropić magą albo lekko posolić,
Warstwa mięsno – ryżowa,
I tak jeścio mnoga mnoga raz czyli do wyczerpania składników. Na wierzchu ma być oczywiście kapucha.
Następnie bierzemy mątewkę po Babci Broni (patrz tu), albo cóś co ma cienki trzonek, i przebijamy te warstwy do dna. Po czem skrapiamy połową szklanki bulionu i szczelnie przykrywamy. 
Dusimy do miękkości kapusty (u mnie około 1 godz. 15 minut)
A do tego można sos pieczarkowy albo pomidorowy.
Niestety, nie mam zdjęcia „wnętrza”, bo mi strasznie poropotali nabierając dokładki.
Najlepszą reklamą tej potrawy są słowa okresowego członka mojej Watahy Jarzębiaka, czyli Kuby (syna siostry):
- Ciociu, czy w ramach deseru (Jurand i Martik jedli arbuza) mógłbym dostać jeszcze jedną porcję tych gołąbków?!

wtorek, 23 lipca 2013

Placki z cukinii, młodej marchewki i ziemniaczków... czyli lato na talerzu!

Wieś, na której będę mieszkać, pomału odkrywa mi swoje uroki. Jednym z nich jest możliwość wyjścia na pole i zebrania sobie obiadu z grządki. Podkopane ziemniaczki, młoda cukinia i marcheweczki, którem wydarła przy przerywaniu marchewki, znalazły się na talerzu :-)
A Ciocia miała jeszcze swojski ser, bo krowa "bardz zdało" doi się trzy razy dziennie. Tylko bazylia w serze to nie są pogórzańskie klimaty.
Chyba nie trzeba opisywać, jakie to było letnie niebo w gębach...
SKŁADNIKI:
Duża cukinia,
kilka młodych marcheweczek,
4 młode ziemniaczki,
jajko,
łyżka kwaśnej śmietany,
pół łyżeczki proszku do pieczenia,
kilka łyżek mąki pszennej,
ząbek czosnku,
pół cebuli (młodej, a jakże!),
sól i pieprz,
ciutka soku z cytryny,
olej do smażenia
WYKONANIE:
Cukinię obrać (jeśli ma się bardzo młode, to nie trzeba) i ewentualnie wyciąć gąbczasty miąższ z pestkami. Można zetrzeć na grubej tarce, ale od czego blender? W takiej przystawce z nożami zesiekałam tę cukinię na grube wiórki, podobnie zrobiłam z marchewką i ziemniakami. Cebulę i czosnek zaś zmutowałam (czyli zrobiłam z niej tzw. muto; właściwie to jest "młóto" czyli taki zacier browarniany, ale u nas zawsze mówi się: muto i jest to synonimem jakiejś papki, ciapary). Ziemniaki skropiłam nieco cytryną, żeby mi nie sczerniały, a cukinię posoliłam i potem odcisnęłam na sicie - puściła mnóstwo soku, trzeba byłoby dowalić za dużo mąki.
Wszystkie składniki placków wymieszać i dosypywać tyle mąki, żeby powstała masa o konsystencji gęstej śmietany. Smażyłam na patelni do placków, dlatego wyszły mi takie równiutkie, ma się to sprzęcicho, hie hie ;-)
Ser urobiłam z pomidorami suszonymi w piórkach, bazylią i czosnkiem, ponieważ jesteśmy już lekko ochwaceni od cybuchów i koperku (na marginesie: ochwacenie to zapalenie kopyt u koni od niewłaściwego żywienia; w naszej gwarze to synonim przesytu jednostajnym jedzeniem). 
I po tym wykładzie z gwary miast i wsi Pogórza Karpackiego lecę do kuchni dosmażyć se resztę placków! 

środa, 11 lipca 2012

Młoda kapusta z pomidorami


Martik i Pasiunia zostali dziś wykorzystani do przydźwigania z miasta siaty ziemniaków i wielkiej głowy młodej kapusty. Posiadanie dzieci czasami jest przydatne, zwłaszcza, że młodsze dziecię, jak wiadomo, zwabiło swem urokiem (odziedziczonym po mamusi oczywiście) przydatnego „zięcia”, któren jest chłopok jak piniondz i robotny. I żyrny też. Jego Mama gotuje bardzo dobrze, ale jak się ma niewiele ponad 20 lat, 186 cm wzrostu i na oko z 65 kg wagi, to można sobie pozwolić na obiady i u Mamy, i u Teściowej.
Więc dzisiaj na obiad Czereda pożarła kapustkę z pomidorami.
Zasadniczo robi się ją tak, jak w tym przepisie (klik), tylko pominęłam etap nasalania i odciskania, ponieważ kapucha była z pewnego źródła. Po poszatkowaniu od razu wrzuciłam na cebulkę, podlałam połową szklanki wody i podgotowałam do półmiękkości. Wtedy wkroiłam 2 duże pomidory, a ponieważ niestety były mało pomidorowe, więc dorzuciłam jeszcze łyżeczkę przecieru pomidorowego. 
I już dalej jak w przepisie - lekko dokwasić, zaprawić śmietaną i dodać koperku.
Takie danie, z ziemniaczkami polanymi usmażoną na masełku cebulką, smakuje tak, jakby się lato łyżkami jadło.

piątek, 15 lipca 2011

Chłodnik z kalarepki z pieczonymi ziemiaczkami



Wczoraj było okrutnie gorąco, zresztą sami wiecie. Jednak Marzyni chciało się włączyć piekarnik, bo umyśliłam sobie na letni obiadek chłodnik z kalarepy (ogródek Ewuni) z młodymi ziemniakami, pieczonymi.

Oprócz ziemniaków z ogniska to chyba najlepsze ziemiaczki, jakie jadam. Smakowe!



SKŁADNIKI:

Na chłodnik:

duży kubek jogurtu w typie greckim,

mały kubek śmietany,

2 młode kalarepy,

2 ogórki,

3 ząbki czosnku,

koperek,

sól i pieprz.

Ziemniaczki:

młode ziemniaki, mniej więcej równej wielkości (duże przekroić),

olej i masło do opiekania,

sól i pieprz,

czosnek,

ulubione przyprawy (ja dałam rozmaryn, kminek, tymianek, lubczyk).


WYKONANIE:

Ziemniaki wyszorować szczoteczką, nie obierać. Podgotować 20 minut w osolonej wodzie. Następnie na łyżce drewnianej ponacinać w paski, pochlapać olejem, posolić wg uznania (trzeba skosztować, żeby nie przedobrzyć, bo były przecież solone w wodzie) i wyłożyć na blaszkę. Dałam 180 stopni góra i dół, środkowa półka w piekarniku. Jednak teraz już wiem, że najpierw trzeba ułożyć wierzchami do dołu, bo od spodu się ładniej przyrumieniły. Kiedy są już fajnie chycone od dołu, przekręcić, polać masłem, posypać wyciśniętym czosnkiem i przyprawami i dopiec na rumianiutko.

W czasie gdy kartofelki się pieką, przygotować chłodnik. Kalarepę starłam na grubej tarce, takoż ogórki. Lekko nasoliłam, odcisnęłam nadmiar soku. Zalałam rozbełtanym ze śmietaną jogurtem.  Doprawiłam solą, pieprzem, czosnkiem, koperkiem i zawołałam napierająca falami na kuchnię hurmę i czeredę. Trzeba było ich widzieć!


piątek, 8 lipca 2011

Jajka w sosie koperkowym


Jasio i Zunia są u mnie na wakacjach, a więc H&C zasiada do stołu w pełnym składzie. Nie zawsze jednak są wypaśne frykasy, czasami nawet nie ma czasu na sterczenie przy kuchni. Więc w kategorii "letnie obiadki" pojawiło się danie, które pamiętam z dzieciństwa i które wciąż jest jednym z przebojów szkolnej stołówki (to zdumiewające, jakimi drogami chodzą gusta dzieci...).
 Aby uatrakcyjnić wizualnie owe jajeczka wysiliłam się na aranż jak dla niejadków. Oczywiście na talerzach zamiast tej papryki pojawiła się potem solidna bołdka ziemniaczków i po kupce surówki z młodej kapusty, ale pierwsze wrażenie było pozytywne.
Jak ugotować jajka sie wi, a gdyby ktoś chciał taki sosik, to wuala:
SKŁADNIKI:
bulion drobiowy (miałam nawet rosołek z PRAWDZIWEJ kury),
2 łyżki mąki na zasmażkę (lub więcej, zależy ile tego rosołu),
2 łyżki masła,
2 łyżki śmietany,
2 łyżki koperku posiekanego,
sól, pieprz, trochę soku z cytryny.
Zrobić jasną zasmażkę z masła i mąki, rozprowadzić zimnym rosołem, zagotować. Wsypać koperek, doprawić, chwilkę pogotować. Zaciągnąć śmietaną lub śmietanką. I tyle. 
Nie licząc gotowania ziemniaków - minutka roboty!
 

czwartek, 23 czerwca 2011

Kalafior z wody z rumianą bułeczką tartą

Letnie obiadki pozwalają nieco odetchnąć od stania przy kuchni. Wystarczy (na jakieś dwie godzinki, niestety) zatkać pysiaki kalafiorem na ten przykład. 
Burza mózgów i móżdżków na temat, jak go przyrządzić zaowocowała sposobem mięszanym: czyli i z bułeczką rumieniona na masełeczku - sposób polski (?), jak i z czosnkiem i pietruszką - sposób włoski (?!, nie mam bladego pojęcia, skąd ta nazwa, Mama tak mówiła na warzywa podawane z masłem czosnkowym i natką, więc zostało).
Trzeba przyznać, że nawet wizualnie taka polewka jest pyszna. 
2 łyżki masła trzeba zrumienić na złoto z bułką tartą, pod koniec smażenia dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, ile kto lubi (sugeruję dużo), tylko uważać, żeby go nie spalić.
Pachnącą massę potraktować "Delikatem" w płynie Knorra, wiem, że niezdrowo, ale ja jestem amatorką polewania gotowanych warzyw magą), wyłożyć na gorący kalafior, popieprzyć, posypać natka pietruszki (niestety, miałam w tym momencie tylko suszoną, ale tyz piknie).
Aha, kalafior gotuję w osolonej wodzie, do której dodaję (i znowu nie wiem, czemu, za panią Matką) trochę cukru i kwasku cytrynowego. Ten kwasek to żeby nie sczerniał, czy cóś, a cukier na smaka.

wtorek, 13 lipca 2010

Chłodnik litewski czyli Król Lata




U Ewuni na działce buraczki, sponiewierane przez ulewy, wreszcie osiągnęły wymaganą wielkość jaj perkoza dwuczubego. Można było zrobić botwinkę. Kiedy już przygotowałam podstawę, czyli ugotowaną botwinkę, okazała się tak pyszna, żem pomyślała: nie cza psuć! 
I chłodnik był żadnymi tam dodatkami warzywnymi nieskażony, po prostu czyste buraki, koperek, czosnek i jajka. Samo lato w talerzu!
I do tego ziemiaczki, ziemiaczki! podsmażone na rumiano z koperkiem (na masełeczku, ma się rozumieć, tradycyjny ukłon w stronę Mistrzunia Russaka).
Podaję przepis uproszczony, resztę każdy se znajdzie w necie, albo i u Marzyni - o tu! tużem napisała dziewczynkom, jak botwinke zrobić...
Aha, jeśli ktoś nie lubi tłusto na upale, to to masełko do podduszania buraczków można pominąć, można...

SKŁADNIKI:
pęczek botwinki, tak żeby było chociaż z pińć buraczków większych, niż przepiórcze jajo,
kubek (250 ml) kwaśnego mleka,
taki sam kubek śmietany 18 procent, mocno kwaśnej (lubimy tłusto i kwaśno, lubimy...)
pęczek koperku,
3 ząbki czosnku,
płaska łyżeczka cukru,
chlust lub dwa octu winnego,
sól, pieprz,
po gotowanym jajku na osobę,
podsmażone ziemiaczki (uwzględnić apetyt Czesiów)

WYKONANIE:
Botwinkę oczyścić, nie zapominając o podstępnych ślimakach (patrz tu). 
Przygotować wg tego, gdzieście już, mam nadzieje, zajrzeli. 
Zimne buraczki wymieszać z kwaśnym mlekiem i śmietaną, oczywiście można użyć jogurtu greckiego albo maślanki. Doprawić koperkiem, czosnkiem, solą, pieprzem, ewentualnie jeszcze octem - to ma być wyrazisty smak. 
Schłodzić i podawać ze smażonymi ziemniakami pod bokiem. 
Je się łyżką, oj, żeby to drewnianą z dwojaków (jak u Pieguska), pod szczepem u Babci Broni na paryi (patrz tu).
Nie ma człowieka, żeby nie wymiękł, no chyba, że jesteśmy Włoszkami z Bagnacavallo, które dostawszy u nas barszczyk czerwony z uszkami grzybowymi wydziubały widelcami (!) uszka, a cały przepyszny barszczyk oddały, bo one zupy o kolorze krwi nie jadają (tak powiedziały, mogły jeszcze dodać, że matka siedzi z tyłu). 
I myślałby kto, że to nie oni pożerają risotto sanguino, czy cóś, w każdym razie z żywą krwią zaparzoną ryżem. Jedliśmy to u Baniaków, ohyda!
A chłodnik - niebo w gębie, czysty smak polskich buraczków, może akurat tak i na Litwie jadali?

niedziela, 11 lipca 2010

Szparagówka z czosnkiem i pietruszką



-->
Fasolkę szparagową robię właściwie na dwa sposoby: tradycyjnie, z rumienioną tartą bułeczką i z masłem i właśnie tak: z natką pietruszki i z czosnkiem. Mama nazywała to danie: „szparagówka po włosku” i robiła na bazie oliwy (rzeczywiście, to już zalatuje włoszczyzną), ale mnie najbardziej smakuje, gdy czosnek udusi się na masełeczku…

SKŁADNIKI:
fasolka szparagowa (u mnie po 20 dkg na osobę, ale może nie każdy karmi H&C),
natka pietruszki wg uznania,
ząbek czosnku na osobę,
po łyżce masła z odrobiną oliwy lub oleju (ja na 5 osób dałam pół kostki, ale nie maściłam już ziemniaków),
przyprawa „Delikat” w płynie,
sól, pieprz,
płaska łyżeczka cukru i odrobina octu winnego.
WYKONANIE:
Odciąć końcówki fasolki, oczywiście umyć. Jeśli strączki są bardzo długie, można je przepołowić. Ugotować, wrzucając na gorącą, osoloną, ocukrzoną i ciut zakwaszoną wodą (nie wiem, dlaczego ten cukier i ocet, Mama tak robiła i szparaga jest znakomita, może to tak, jak z kalafiorem?).
W międzyczasie przygotować polewkę: masło stopić i chwilkę podsmażyć, wcisnąć czosnek, udusić go nie rumieniąc, dodać natkę i przyprawy. Ugotowaną do pożądanej miękkości fasolkę polać obficie maślaną polewką. Do tego tylko młode ziemniaki i jajko sadzone - i obiad godny nawet stołu Sforzów gotowy!

czwartek, 1 lipca 2010

Szakszuka



Dawno, dawno temu, gdy Marzynia posiadała jeszcze banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski w ilości pozwalającej na zakupy, kupiłam se na Allegro takie fajne naczynka do zapiekanek, jednoosobowe, że się tak wyrażę. One chyba nawet mają specjalną nazwę (której nie znam) i bardzo fajnie prezentują się na stole. 

Niestety, na moim stole nie miały okazji się prezentować aż do tej pory, ponieważ gotując gargantuiczne ilości żarcia nie miałam czasu i ochoty bawić się w pojedyncze porcyjki. Ale…
Ale są wakacje… A hurma i czereda śpi jak zabita…
Nie, nie jestem aż TAKĄ świnią, budziłam, a jakże! 
I lojalnie ostrzegłam, że zeżrę sama, jeśli nie pomogą mi w kuchni. I nie była to godzina szósta rano, lecz wpół do dziewiątej. Nie wstali, nie pomogli, nie jedli. Amen!
A to, co Mamcia sobie zrobiła na śniadanko (i dojadła na obiadek, bo było więcej) nazywa się szakszuka. Na blogach ludzie piszą to shakshuka (nie wiedzieć czemu, skoro to potrawa żydowska, przejęta podobno od Arabów). Kiedy zobaczyłam, jak to cudnie wygląda na blogu u pani „Makagigi i 55 pierników” od razu pomyślałam o moich paterkach do zapiekania.
Wersji tej szakszuki jest mnóstwo i pozwala na dowolne kombinacje. Podobno tylko trzy składniki są niezmienne: oliwa, pomidory i jajka. Więc ja zrobiłam po swojemu i wyszło przepyszne, o ile ktoś lubi „arabskie” smaki, bo dodatek orientalnych przypraw zupełnie odmienił charakter tej „leczowatej” potrawy. Jedzonko jest rozgrzewające, dlatego w te gorące dni lepiej nadaje się na poranną porcję energii, jeszcze po chłodzie. No chyba, że ktoś potrzebuje dopalacza na upojny wieczór…

SKŁADNIKI (wychodzi porcja dla 2 osób głodnych lub trzech, które by coś przetrąciły):
1 kartonik lub puszka pomidorów, które widziały słońce  (nasze się jeszcze nie nadają),
2 małe czerwone papryki,
1 cebula,
3 ząbki czosnku,
1/3 łyżeczki kminu rzymskiego (to on robi ten odmienny smak),
1/3 łyżeczki przyprawy orientalnej (niestety, nie wiem, co w niej było, ja swoją kupiłam przy okazji zakupu mąki w sklepie Bogutyn, chyba jest sypana z jakiegoś większego wora, ale mnie bardzo smakuje),
chili lub pieprzu cayenne wg uznania,
sól, pieprz,
oliwa z oliwek,
natka pietruszki do posypania (w oryginale jest kolendra, ale i nie mam, i nie lubię)
po 1-2 jajka na osobę.

WYKONANIE:
Na głęboką patelnię wlać dość dużo oliwy. Dodać skrojoną w długie pióra cebulę i 2 ząbki czosnku, zeszklić (nie rumienić). Pod koniec szklenia dodać zmiażdżony (ja w moździerzu z Ziem Odzyskanych, pamiątka z szabru) kumin i jeszcze chwilę dusić na oliwie. Tej orientalnej przyprawy nie chciałam smażyć, bo mogła mieć paprykę w składzie, a wtedy potrawa gorzknieje. Wlać pomidory i odparowywać, aż sos uczyni się dość gęsty. Wtedy dodać paprykę skrojoną w paseczki, posolić i dusić prawie do miękkości papryki. Doprawić pieprzem, ostrą papryką i jakąś lewantyńską mieszanką przypraw. Ja lubię smak świeżego czosnku, więc trzeci ząbek wdusiłam do potrawy tuż przed zapiekaniem.
Pachnie wspaniale, nie wiem, jak H&C wytrzymała w łóżkach.
Następnie tę massę warzywną przekładamy do czegoś, w czym będziemy to zapiekać. Aha, wcześniej trzeba se włączyć piekarnik, na 180 stopni, ja dałam grzanie góra i dół, bo lubię jajka mocniej ścięte. W cudownie czerwonej paciarze robimy dołeczki, tyle ile ma być jajek. Ponieważ ja biesiadowałam sama, więc wzięłam jedno naczynko i 1 jajo, i porządnie odgarnęłam massę z dna paterki, jako że chciałam mieć jajko lepiej usadzone, a nie larowate. Tam napłynęła oliwa i jajko mi się upiekło do ulubionego stadium, zwanego światowo molet (białko dobrze ścięte, żółtko półpłynne). Jajeczko posolić i zapiec do pożądanego stanu. Posypać natką pietruszki lub kolendry i delektować się potrawą, która jest oryginalna, zdrowa i jeszcze cieszy oko.
P.S. I jeszcze wygrała konkurs kulinarny u Bryssski na potrawę z pomidorami!