poniedziałek, 23 listopada 2009

Barszcz czerwony z sokiem buraczano - jabłkowym

30 lipca 2009 r.
Wczoraj wieczorem ugotowałam wreszcie barszcz (czerwony, tzw.lekko zabielany). Najlepszy jest na drugi dzień, kiedy "dojdzie". Opis przygotowania po południu :-)
******
Z popołudnia zrobiły się prawie dwa tygodnie, ale człowiek musi czasem wyjechać odpocząć od gotowania, tym bardziej, że w Rymanowie w "Zaciszu" jest przepyszne jedzenie, podane pod nos (i nie trzeba zmywać...).
No to jade z tym koksem!:
Barszcze czerwone gotuję na 3 sposoby, w zależności od pory roku.
W lecie, kiedy człowiek nie musi „futrować” po grdykę, bo i tak traci mało energii (no chyba, że się gotuje dla młócących cały dzień cepami), gotuję lekki barszcz - taki jarski, z samymi warzywami i jajkiem.
Wersja druga, nazwijmy ją umownie: jesienno – wiosenna, to ta na zdjęciu, wzbogacona kiełbasą (musiałam dosmażyć, bo syniu zaryczał, że on nie jest wegetarianinem i dlaczego nie ma kiełbaski).
No i wersja „full wypas”, powiedzmy na mroźne dni; wtedy tę zupę podaję w towarzystwie misek z podsmażoną kiełbachą, jajkami, fasolą - jaśkiem i ziemniakami z cebulką. Taki zestaw jest w stanie rozłożyć każdego - Zbyszko i Maćko z Bogdańca mogliby to śmiało wtrynić przed bitwą pod Grunwaldem.
Ponieważ jest to jedna z ulubionych zup domowników, gotuję go w garnku 4-litrowym. A jak jeszcze wpadnie któryś z chłopaków, to na drugi dzień niewiele zostaje, chociaż jest jeszcze smaczniejszy.
SKŁADNIKI:
 6 średnich buraczków ćwikłowych,
2 duże marchewki,
2 średnie pietruszki,
mały seler,
cebula,
pół pęczka koperku,
4-5 ząbków czosnku,
1/3 kostki masła + ciut zwykłego oleju,
zwykła mąka do podbicia (ja daję 3-4 łyżki),
pół kubka śmietany,
ocet zwykły (tak, tak!) lub winny (sok z cytryny to nie ta bajka), 

„Delikat” Knorra (maga),
sól, pieprz, łyżeczka cukru,
karton „Barszczu czerwonego” Hortexu lub Krakusa.
WYKONANIE:
Warzywa ( w tym 3 buraczki) obrać i zetrzeć na grubej tarce. Jeśli jest to dzień przed zaręczynami, włożyć do tarcia buraków rękawiczki, chyba że zełgamy narzeczonemu, że ręce odmroziłyśmy zdobywając K-2 zimą.
Następnie jarzyny trzeba poddusić na małym ogniu (na połowie masła z olejem) z jakieś 10 minut, w razie konieczności podlewając odrobiną wody. Ja to robię w tym garnku, co i gotuję, przydaje się tu grube, stalowe dno. Nie musimy się przejmować, że buraki stracą kolor i wyjdzie nam zupa blada – to załatwia na końcu sok buraczany.
W tym czasie na drugiej połowie masła dusimy pod przykryciem na miękko drobno pokrojoną cebulkę (nie rumienić zbyt mocno, musi być malutki ogieniek), którą następnie wlewamy do gara-bazy. 

Pozostałe buraki kroimy na grube kawały i też do gara - potem się je wyłowi, gdy oddadzą smak.
Zagotować sobie w czajniku wodę i gorącą zalać warzywa (ja dopełniam tak do połowy). Posolić umiarkowanie, dodać płaską łyżeczkę cukru. Gotować do stadium prawie miękkich jarzyn.
Nie lubię barszczu zagęszczanego zbyt mocno, ale całkiem czysty to inna bajka (taki do picia w kubku na/po imprezie). Można go zaciągnąć mąką rozbełtaną w śmietanie albo tę mąkę „na sucho” podprażyć na lekko rumiano i zrobić zasmażkę bez tłuszczu.
Kiedy zupa z mąką się zagotuje wyłączamy gaz i przystępujemy do „wykończania” barszczyku – wszak finis coronat opus

Najpierw wciskamy czosnek i sprawdzamy, czy go czuć w zupie. 
Następnie wlewamy sok buraczany (ten barszczyk z kartonu, jego nie wolno gotować) i łapiemy smak, doprawiając octem, solą, magą, pieprzem. Jeśli nie korzystamy z tego soku kartonowego (niektórzy mają uprzedzenie - niepotrzebnie, to czysty sok buraczano - jabłkowy, on robi cudowny rubinowy kolor), to trzeba wziąć więcej buraków w kawałkach.
Potem bełtamy pół kubka śmietany, dodając stopniowo po trochę barszczyku i napawając się cudnym kolorem, jaki powstaje w miseczce – aż żal wlewać do gara. Na koniec wsypujemy posiekany koperek (musi być koperek, on jest „przypisany” do barszczu czerwonego).
Do barszczu, który ma być zupą, a nie przepitką, nie dodaję żadnych przypraw typu: ziele, listek bobkowy czy majeranek. Bardzo pasuje nam jego czysty, warzywny smak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(