poniedziałek, 23 listopada 2009

Knedle serowe z morelami

29 lipca 2009 r.
Przepis ten znalazłam w necie w kilku klonach, ale wydaje mi się, że pierwsza podała go Bajaderka (http://www.cincin.cc/index.php?showtopic=3850).
Jej przepis brzmi tak:
SKŁADNIKI:
250g białego sera
1 jajko
szczypta soli
3/4 szklanki maki, mniej więcej
2 łyżki roztopionego masła
12 małych, słodkich moreli
WYKONANIE:
Ser zmielić lub po prostu dobrze rozgnieść widelcem. Dodać sól, jajko i stopniowo dodawać mąkę. Jeżeli ser jest wilgotny, dodać trochę więcej maki (ciasto powinno mieć konsystencje ciasta ziemniaczanego). Dodać roztopione masło i dobrze wymieszać. Zawinąć w folie i schłodzić przez około 2 godziny, można je zostawić w lodowce na cala noc.
Nastawić lekko osoloną wodę do gotowania knedli w dużym, szerokim rondlu.
Morele umyć, naciąć i usunąć pestki i w ich miejsce włożyć kostkę cukru.
Ciasto podzielić na 12 części, z każdej uformować cienki placuszek i otoczyć nim morele dobrze sklejając brzegi. Układać na lekko oproszonej mąką stolnicy.
Delikatnie włożyć knedle do gotującej się wody i zagotować na dużym ogniu. Kiedy knedle wypłyną na powierzchnie, obniżyć ogień i gotować 8-10 minut, aż morele będą miękkie. Delikatnie wyjąć knedle łyżką cedzakowa.
Podawać gorące, polane masłem ze zrumienioną bułeczką i posypane cukrem, można też posypać je lekko cynamonem.
Zamiast moreli można użyć dowolnych owoców - pyszne ze śliwkami.


Przepis jest dobry, ale mam kilka uwag, po przygotowaniu swoich knedelków:

1. Do ciasta dałam 2 łyżeczki cukru, a do wody 2 kopiate łyżki (nie wyobrażam sobie, jak można wsadzić do moreli kostkę cukru i jeszcze zlepić knedla).
2. Najpierw umieszałam widelcem ser z rozbełtanym jajkiem i masłem, a potem dosypywałam mąkę (wyszła mi pełna szklanka).
3. Morele obrałam ze skórki, bo w skórze jest najwięcej kwasu, a poza tym bałam się, że skórka będzie twarda i będzie się oddzielać (miałam rację, to był dobry pomysł).
4. Niektóre morele pękły mi całkowicie na pół, więc najpierw ugotowałam te 8 knedelków „połowicznych” razem, a te wielkie „całościowe” na drugi rzut.
5. Nie ma sensu wyciągać stolnicy. Ciasto po stężeniu w lodówce jest elastyczne, świetnie się wałkuje na cienko, pod tym względem przewyższa ciasto ziemniaczane, a jest równie smaczne. Dlatego z powodzeniem można wałkować na blacie kuchennym, w rękach na upartego też można lepić.
6. Nie wykrawajcie krążków! Krążki ciasta po otoczeniu nim moreli zamieniają się w takie mieszki, jak sakiewki i trzeba obrywać zbędne kawałki. Wyczaiłam, że najlepszy kształt to prostokąty o długości pi razy oko obwodu moreli. Zlepiamy jak pieroga krojonego z kwadratu i toczymy w rękach. Nie ma zbędnego i niepotrzebnie pogrubiającego knedelka ciasta.
7. Jeśli nawet okaże się, że gdzieś jest dziurka w cieście, to w gotowaniu NIC SIĘ NIE DZIEJE! To nie są pierogi, że nam farsz wypłynie. Super się gotują, tylko rzeczywiście trzeba uważać na wodę: wrzucać do gotującej się kłębem wody, przemieszać i kiedy znowu zawrze, zmniejszyć gaz. Ja gotowałam po wypłynięciu jakieś 5 minut, najlepiej sobie wyjąć jedną i sprawdzić.
8. No i ta bułeczka, to jest przepyszne połączenie smakowe, nawet się nie spodziewałam! Nawet Zunia wolała z bułeczką, niż ze śmietaną, chociaż ona jest bardzo śmietanowa i twierdziła, że nie lubi tartej bułki. A najlepiej posypkę zrobić ją tak: 3 łyżki suchej bułki uprażyć na rumiano w suchym rondelku o grubym dnie (najlepiej stalowym). Kiedy jest brązowawa, wymieszać ze zrumienionym masełkiem i nałożyć na knedelki po czapeczce z bułeczki. No pycha!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(