niedziela, 22 listopada 2009

Chłodnik na botwince z rzodkiewką


2009-06-26
Dawno nie jadałam chłodnika, a tu takie gorąco… Pogoda chyba nas wykończy – burze przeplatają się z falami dusznego upału, niczym w tropikach. Więc coby choć trochę rozproszyć smutek tych tropików, postanowiłam zrobić chłodnik.
Najpierw musiałam zdobyć botwinkę. Wysłani zwiadowcy w osobach potomków stwierdzili, że „na mieście” nie ma dobrej botwinki, są tylko wiechcie botwinkopodobne. Wobec tego trzeba było cichcem zakosić Babci Myszce parę buraczków z liśćmi (z duszą na ramieniu, bo za gęste i za duże to one jeszcze nie są i babcia na pewno się skapnie…). Koperek też miałam od Babci, ale już legalnie zdobyty. Inne składniki były dostępne normalnie w sklepie, pozostawał tylko jeszcze wybór „nośnika smaku”.
No właśnie, co? Różne przepisy zalecają różne bazy: jogurt, kefir, śmietanę, maślankę, kwaśne mleko, a nawet serwatkę. Myślę, że najpyszniejszy jest z kwaśnego mleka (pamiętam to mleko u Babci, dawało się kroić w kawałki), ale nie chciałam ryzykować z kupnym. Sama maślanka wydawała mi się za rzadka, więc wzmocniłam ją kefirem i kwaśną śmietaną, żeby nie było już takie straszne jałowisko. Jogurt jest za mało kwaśny i jakiś taki niepolski i nielitewski… A ja przecież chciałam „chołodziec litewski milcząc żwawo jeść”, a nie jakiś tam tarator.
Składniki:
½ litra maślanki,
½ litra kefiru,
kubek śmietany (12% lub 18%, gęstej),
pęczek botwinki (uwaga, dziewczynki: botwinka jest dopóty, dopóki buraczki nie są większe niż jajka perkoza dwuczubego - nie, no sorry, żartowałam – niż małe kurze jajka, a listki są zielone i jędrne; potem to już są buraki i już się łodyżek i listków nie gotuje),
3-4 rzodkiewki (uwaga, mocno zaostrzają smak!),
3 ogórki,
3 ząbki czosnku,
2 łyżki posiekanego koperku,
po 1 jajku na „osoboporcję”,
opcjonalnie parę plastrów dobrej szynki (ja dałam),
łyżeczka masła,
sól, pieprz, cukier, maga,
ocet winny (jak ktoś chce, to sok z cytryny, ale to już nie to).

Botwinkę przebrać i dobrze umyć (uwaga na „obślimaczone” liście, to trzeba wyrzucić, bo po tych francowatych ślimakach–mutantach liść się nie domyje!) Pokroić tak: buraczki w cienkie plasterki, półplasterki lub ćwierćplasterki (zależy od wielkości buraczka, moje były malutkie, więc poszły w talarki). Łodyżki pokroić w półcentymetrowe kawałki. Listki w paski szerokości centymetra.
W rondelku lub na wyższej patelni roztopić masełko (w żadnym przepisie nie było o tym mowy, ale masełko niesłychanie podkreśla smak duszonych warzyw, więc nie mogłam się oprzeć), wrzucić plasterki i łodyżki, cyrknąć trochę wody, zakropić paroma kroplami octu (musowo, bo straci kolor) i dusić ze 3 minuty. Następnie wrzucić listki, posolić, pomagować trochę, dokwasić octem, popieprzyć i posłodzić (tak z płaską łyżeczkę, ta botwinka powinna być wyrazista w smaku, taka słodko – kwaśno – słona). Dodusić do prawie całkowitej miękkości, potem przyjemnie w tym chłodniku „coś rozgryźć”. Nie powinno być w niej prawie wcale wody, bo zbytnio rozrzedzi nam zupkę.
Odstawić botwinkę do wystygnięcia.
W tym czasie obrać ogórki, ewentualnie usunąć im pestki, jeśli są zbyt duże i zetrzeć na grubej tarce. Nasolić, odstawić, potem odcisnąć. Rzodkiewki zetrzeć też na grubej tarce, czosnek przecisnąć przez wyciskarkę. Kefir, maślankę i śmietanę połączyć w dużej misce. Dodać botwinkę i pozostałe warzywa. Dosolić, ew. dopieprzyć, dokoperkować i doczosnkować.
Teraz zupka musi postać w lodówce minimum 2 godziny, żeby smaki się połączyły (czyli „przegryzły). W tym czasie gotujemy sobie jajeczka, kroimy na paseczki szynkę i udajemy się na zasłużony odpoczynek. Po drzemce czas na oczekiwane ochłodzenie: do miseczek nałożyć szynki, zalać chłodnikiem i na wierzch pokroić jajko. Myśmy to jedli z bułeczką. Rewelacja!

2 komentarze:

  1. mamaNiuni (gość) 2009-06-29
    Moje cudne! Ja już nie wspomnę o pysznej potrawie - ja smakuję polot i swadę pisania! ZAWSZE odpoczynek przy komputerze rozpoczynam od Twojego bloga.
    Wydało się coś, o czym nie wiedziałam, że moje dziecko przeżyło "syndrom boba". Czy ja kiedykolwiek mówiłam; "Nie choć tam, bo cię bobo zje?"
    mamamarzynia 2009-06-29
    Mamuś, to chodzi o te babe, coś się jej zapytała, co to jest "bobo" i się okazało, że jej chodzi o raka. Ludzie gadajo, że nawet chińskie latarki są rakotwórcze (chyba, jak się nimi naświetla hehehe...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ten chłodnik:)

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(