piątek, 26 lutego 2010

Zupa ogórkowa Babci Broni (a właściwie: ugórkowa!)

 
-->
Aby zrobić dobrą zupę ogórkową, trzeba mieć dobre ogórki. Aby mieć dobre ogórki, trzeba mieć dobrą ciocię Ewę. Bo bez cioci nie ma ogórków, bez ogórków nie ma zupy, a bez zupy – nie ma zupy. Tę myśl mam wyhaftowaną na kuchennej makatce, zaraz obok: „Dobra gospodyni dom wesołym czyni” i „Dobra żona – męża korona” (cierniowa).
Jeśli więc dysponujecie domowymi ogórkami kiszonymi, można zrobić przepyszną ogórkową.
Nota bene dopiero gdzieś koło 90-tki (babcinej) zorientowałam się, że babcia Bronia mówi: „ugórki”. Babcia używała wielu cudownych, gwarowych słów, ale te ugórki mnie całkiem rozwaliły, Ona też była zdziwiona, że ją poprawiam na „o”. Dzisiaj i ja mówię „ugórki” i cieszę się wspomnieniem z lekka niedowierzającej miny Babci.

SKŁADNIKI:
Co najmniej litrowy słoik ogórków (ja robię z dużego i małego słoiczka),
5-6 skrzydełek kurczaka,
2-3 marchewki,
1 pietruszka,
1 por,
połówka selera,
3-4 ząbki czosnku,
2 łyżki masła,
3 łyżki śmietany kwaśnej,
2 kopiate łyżki mąki,
kosteczka cebulowa Knorra,
vegeta lub „Delikat” Knorra,
sól, pieprz do smaku, 
szczypta cukru dla złamania kwaśności,
świeży koperek (w ostateczności suszony),
ryż w torebkach (w torebkach u nas schodzi mniej więcej po torebce na półtora litra zupy, ja gotuję od razu około 4 litrów, bo „ugórkowa” cieszy się wielkim powodzeniem).
WYKONANIE:
Skrzydełka obgotować, odlać pierwszą wodę, zalać zimną wodą, dodając przepołowionego pora (biała część z małym marginesem zielonego). Skrzydełka lepiej odgotować „z pierwszego”, wydaje mi się, że wtedy chociaż część ubocznych efektów fabrycznego tuczu kurczaków zostanie wyeliminowana, a poza tym często mają resztki piór i wtedy łatwo je wyskubać. Pora się przepoławia, aby zobaczyć, co ma w środku – raz miałam niespodziankę w postaci zgnitego rdzenia, może być też uziemiony.
Ugórki ocenić pod względem gruboskórności – jeżeli nie jest to skórka typu podeszwa, nie trzeba obierać. Czasami jednak zdarza się gruba i twarda skóra, wtedy trzeba je cienko obrać, bo taka derma nie ugotowałaby się za Chiny ludowe i wtedy kogoś mógłby rozboleć brzuszek (np. Zuziankę albo Davunia…). Ogórki ucieramy na dużych oczkach tarki, zmechanizowani mogą użyć oczywiście malaksera. Na tarce trzeba zetrzeć także marchew, pietruszkę i selera.
Kiedy lekki rosołek się pogotuje jakieś 15 minut, zdejmujemy z niego ewentualną pianę, dodajemy starte warzywa, sól i vegetę. Na maśle dusimy zaś utarte ogórki, dopóki nie zrobią się takie lekko szkliste, nie wiem dlaczego, ale wtedy zupa smakuje lepiej. Podduszone dodajemy do zupy.
Po jakimś czasie sprawdzamy, czy skrzydełka są już miękkie, jeżeli tak, trzeba je wyjąć i pracowicie oskubać z mięska, które wraca do zupy.
Mąkę prażymy na suchej patelni (w rondeleczku), aż straci zapach surowizny i zrobi się leciutko rumiana. Rozprowadzamy zimną wodą, energicznie mieszając trzepakiem i wlewamy przez sitko do zupy. Doprawiamy kostką cebulową Knorra, można oczywiście też dodać prawdziwą lekko zezłoconą cebulkę, ale z kosteczką też wychodzi pyszna. Jeżeli warzywa są już miękkie (ale nie rozgotowane) to jesteśmy na finiszu. Wyciskamy czosnek do zupki, wyłączamy gaz, dodajemy zahartowaną paroma łyżkami gorącej zupy śmietanę. Sprawdzamy smak, doprawiając pieprzem czy magą. Koperek drobniutko kroimy, jest NIEZBĘDNY, to tak jak pomidorowa nie smakuje bez pietruszki, tak ogórkowa musi mieć koperek.
Podajemy z osobno ugotowanym ryżem, nie gotuje się go w zupie, bo staje się ona nieapetycznie mętna, a poza tym ryż potem namaka i namaka tą zupą, aż staje się taką wodnistą ciaparą. Ja zawsze dodaję już ugotowany ryż. Najlepiej lubimy właśnie z nim, a nie ziemniakami. O ugórkowej z makaronem to nawet nigdy nie słyszałam.
P.S. Do postu o zupie bardzo pasuje kawał, który podrzucił mi Riverman:
„Kelnerka przynosi zamówione pączki. Siedzący przy stoliku dziękuje: „Całuję rączki za te dwa pączki”.
Po chwili kelnerka przynosi ciastka i słyszy od uprzejmego klienta: „Za te ciasteczka całuję w usteczka”.
Słysząc to, jego towarzysz podpowiada: „Zamów jeszcze zupę, zamów zupę...”


12 komentarzy:

  1. Uwielbiam zupska ale o takim robieniu Ugórkowej pierwsze słyszę! I z kurą, i tak mąka prażona...

    OdpowiedzUsuń
  2. davuniu łoczywiście27 lutego 2010 09:23

    Aleś mi Mamciu narobiła smaka na kiszonego ugorka - ale takiego porządnego, ugorasa, "twardziuśkiego a nie takiego PIZDRYKA sklepowego" ;)) (hahaha, cytat ze Świata wg Kiepskich). Ja znam jeszcze "ŁOGORKI" ale w naszych stronach do wszystkiego co sie zaczyna na "o" dodaje się "ł". ŁO.K., zupa łokrutnie apetyczna, na romantyczny łobiad jak znalas ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mojej babci były też makatki haftowane. Pamiętam łabądka z hasłem: "Zimna woda zdrowia doda". Gdzie jest ta makatka, ja się pytam?

    Załamliście mnie, bo mnie pozostały jedynie "pizdryki"sklepowe, ale ugóry kiszone pożeram pasjami i zupę uwielbiam. Takiej wykwintnej wersji nie znałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam wszelkie regionalne powiedzonka, to one świadczą o naszej tożsamości, o naszych korzeniach. Moja mama pochodzi z poznańskiego i strasznie mnie zawsze rozbrajały słowa nie znane w tzw. literackim języku: ryczka (taboret), pyrki (ziemniaki), kuszka (koszyk)było ich o wiele więcej ale już nie pamiętam. Zupa palce lizać - przepadam za ogórkową a Twój przepis jakby nowy, inny - człowiek się całe życie uczy - spróbuję i ja czegoś nowego.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ogórkową:):):):
    Swoją szczególnie:):):)

    OdpowiedzUsuń
  6. No proszę, i kto by się spodziewał, że ugórkowa znajdzie takie uznanie. Awek plezir, drodzy przyjaciele :-)
    A jaka jest pyszna na kaca, zaraz po żureczku.
    Davuniu, pamiętasz, jak Każmirz Bartoszko kazał: "won mi te PIZDRYKI!"?
    U nas z kolei często mówi się "u" tam, gdzie po pańsku się mówi: "o" (np. kuń, dum, kulega).

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamarzyniu jak miesie kce ugórkowy!

    OdpowiedzUsuń
  8. aleś mnie zaskoczyła mamamarzyniu nawet dwukrotnie po pierwsze pierwsze słyszę o ugórkowej z ryżem, po drugie z zasmażką i po trzecie tym, że ugórki smażymy (wyszło mi trzykrotnie ha ha ha) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. A z czym Wy jecie ugórkową? No chyba nie z makaronem? Pewnie z ziemniakami, tyż można, ale najlepsiejsza jest z ryżem, na sakrucko kwaśno i czostkowo.
    Zasmażka jest tylko z 2 łyżek mąki na 4 litry zupy, to tylko takie muśnięcie wykończeniowe.

    OdpowiedzUsuń
  10. A smażenie to jest mój mały patencio, który wydobywa z ugórków Ewuni całą głębię smaku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. wiadomo, że jo to żem napisoł28 lutego 2010 02:00

    Mamciu, dum, kuń to normalka, poza tym mamy jeszcze cudne "e" tam gdzie jaśniepaństwo np. ze stolycy (nie żebym do Mażęty pił, bo znow powie że bieszczadzka żmija na memłonie..;P ) mają "a", np. czekEj, dawEj, albo "o" zamiast "a" - pokOż, naprOw..;)))) jest troche tych kwiOtków;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A tutaj:)
    A do ogórkowej i żurku dopiero teściowa mnie przekonała:)

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(