piątek, 21 maja 2010

Rok 1984 czyli oldskulowe zapiekanki



-->
Był rok 1984. Kulinarne mroki Krakowa rozjaśniały nieliczne punkty gastronomiczne, do których mnie, licealistkę bez sponsoringu, stać było na wejście: kawiarnia „U Jacka i Małgosi” (prawdziwa kawa i lody w blaszanych pucharkach przypominających popielniczki), pijalnia soków na Stradomiu (o Jezu, do tej pory pamiętam baniaki z brudnawymi, mętnymi sokami z marchewki i jabłka, pyszota!) oraz punkt z zapiekankami w podcieniach obskurnej (wtedy) kamienicy na Grodzkiej. 
Przez lata bezskutecznie poszukiwałam tego smaku i równie bezskutecznie próbowałam odtworzyć go w domu. Po upływie ćwierćwiecza pogodziłam się z faktem, że to już tylko rzewne wspomnienie, coś jak chleb pieczony przez Babcię albo pomarańczowy ser z darów. 
A jednak słusznie prawił poeta: „Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje”
U pani Grabiszki, na tym blogu, znalazłam przepis, jak powrócić do tamtego dnia, kiedy z Wojtusiem odkryliśmy te zapiekanki:
Rzecz dzieje się w Krakowie, lutowym popołudniem 1984 roku. Jest niesamowicie: zabytkowo, brudno, ponuro, zaczadzono, zasiarczono, czarownie. Idziemy ulicą Grodzką, mijamy poczerniały kościół świętych Piotra i Pawła, patrzymy na okaleczone przez kwaśne deszcze figury apostołów, wdychamy mokrą, kwaśną mgłę. I nagle dobiega mych (już wtedy gastronomicznie wyczulonych) nozdrzy cudowny, charakterystyczny zapach. Tropiąc smugę jak Reksio wchodzimy w podcienia wielkiej kamienicy. Wszędzie walają się śmieci i flaszki po „Bałtyku” i "Vistuli". Po rogach podejrzane kałuże, a w nich smętnie rozmakają pety po „Popularnych” (bez filtra) i „Carmenach” (z filtrem, pewnie „panienki” z nocnej szychty tu stały). A w tym wszystkim wije się długaśna kolejka, odliczoną forsę lekko w rękach mnąc. Stajemy i my, wtedy odruch stawania w kolejce był automatyczny. Wojtuś, świeżo upieczony komunista, korzystając z niskiego wzrostu przeciska się między nogami kolejkowiczów i melduje: „Tak, to tu są te zapiekanki, a poza tym stoi tylko 121 osób, czuwaj!”.
Już po pierwszym kęsie wiemy, że przybył nam kolejny kultowy punkt na mapie szwendaczki po Krakowie.

A teraz przepis. Banalnie prosty. Dziękuję autorce bloga „Wasabi”.

SKŁADNIKI:
2 bagietki (wtedy to nie były bagietki, niestety, chyba to były solanki, zwane u nas sztanglami, ale nie miałam),
4 duże pieczarki,
10 dkg sera żółtego (wzięłam jakiś „Gouda” z przeceny, był prawie z dychę tańszy niż normalny, więc słusznie pomyślałam, że w smaku może być zbliżony do tego z czasów komuny),
sól, pieprz,
masło (nie ma już solonego, no cóż robić…).

WYKONANIE:
Bagietki przekroić, lekko wydrążyć albo uklepać miąższ. Posmarować dość szczodrze masełkiem. Surowe pieczarki zetrzeć na grubej tarce, tak samo ser. Wymieszać i tą masą napełnić bułeczki. Lekko posolić, popieprzyć. Zapiekać 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (grzanie: góra, środkowa półka). Podawać z keczupem i szczypiorkiem.

Jak pisze Grabiszka: „Sekret tkwi (…) w tym, że pieczarki nie są wcześniej podduszane. W czasie pieczenia pyszny sosik pieczarkowy miesza się z roztopionym masłem i nadaje smak bułce, ser się roztapia i jest wspaniale”.
Nic dodać, nic ująć. Mamy go! to jest ten smak!!!

26 komentarzy:

  1. I jak tam z tym zdjęciem? :) A ta potrawa wygląda po prostu zapierająco dech w piersi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia papryki widziałem :) ładnie wygląda. I następnym razem zrobię z kuskusem tak jak TY :) Idę szukać ogórkowej i ruskich :P

    OdpowiedzUsuń
  3. A to czy się nadają to ocenią głosujący :) A tak w ogóle to linkuję :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Głosującymi będziecie Wy sami i wszyscy którzy będą chcieli :) Szczegóły za tydzień :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha...Marzyniu, może mysmy gdzieś w tym Krakowie na siebie wpadły? A do Fafika nie zaglądałas?

    OdpowiedzUsuń
  6. mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm!

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurcze jakie pyszności a ja jak na razie jestem na chwilowym poście :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak! Chrupiące, gorące i pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. riverman197124 maja 2010 23:39

    mniam...takie

    OdpowiedzUsuń
  10. Ach ten smak !!! Piękne zdjęcia :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  11. mmmmmm ależ kusisz mam okropną ochotę na taką zapiekankę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pamiętam ten smak i tylko sobie myślę ,że wtedy nawet ketchup zupełnie inaczej smakował.Zapiekanki za to były świeże i baaardzo gorące.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przypominam że jutro nastąpi zakończenie pierwszego etapu konkursu kulinarnego. Czekam na zdjęcie fajnej potrawy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak pięknie wygląda z tym szczypiorkiem :):)Zawsze mówiłam , że w prostocie najwięcej smaku :):):)

    OdpowiedzUsuń
  15. Idę robić , bo żołądek się buntuje ;))))

    OdpowiedzUsuń
  16. tak tylko po cichu napomnę, iż w markecie "real" można nabyć drogą kupna solone masło ;)
    pozdrawiam
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  17. Zuzia, dzięki!
    Co prawda w moim miasteczku nie ma Reala, ale gdy będę kiedyś w Krakowie, to MUSZE se kupić...

    OdpowiedzUsuń
  18. masło solone jest z president'a bodajże, ale drogie kostka 5 zł na przecenie normalnej ceny nie pamietam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, tyle nie dam, ale dzięki za info! wtedy masło solone było z "darów" z Zachodu, rozdawanych w Domach Parafialnych.

      Usuń
  19. Legendarne zapieksy były też - i są do dziś! - na Siennej, choć sztafaż nie tak ekstremalny :) Niepowtarzalny aromat zjaranego sera, aż mi ślinka pociekła. Świetny wpis, Marzyniu, tęskno mi się zrobiło, chyba pójdę dziś na Sienną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, wszystko można odtworzyć, ale nie można już mieć 17 lat... Dobrze, że mamy takie wspomnienia :-)

      Usuń
  20. Wczoraj narobiłaś mi takiego apetytu swoim przepisem że nie powstrzymałem się :) i zrobiłem dwa rodzaje to znaczy jeden według Twojego przepisu i drugi przetwarzając pieczarki tz. na maśle obsmażyłem 1 cebulkę drobno pokrojoną doprawiłem solą pieprzem. Żona i dzieciaki zajadali się że oj oj :) lecz werdykt komisji rodzinnej był taki że lepiej smakowały dzieciom i żonie z pieczarkami przetworzonymi czyli na masełku drobno pokrojona cebulka pieczarki w talarki doprawione pieprzem i cebulą reszta jak z przepisu PYCHA Mniam mniam :) :) :) dzięki Twój przepis wszedł właśnie do kuchni mojej rodziny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Wczoraj narobiłaś mi takiego apetytu swoim przepisem że nie powstrzymałem się :) i zrobiłem dwa rodzaje to znaczy jeden według Twojego przepisu i drugi przetwarzając pieczarki tz. na maśle obsmażyłem 1 cebulkę drobno pokrojoną doprawiłem solą pieprzem. Żona i dzieciaki zajadali się że oj oj :) lecz werdykt komisji rodzinnej był taki że lepiej smakowały dzieciom i żonie z pieczarkami przetworzonymi czyli na masełku drobno pokrojona cebulka pieczarki w talarki doprawione pieprzem i cebulą reszta jak z przepisu PYCHA Mniam mniam :) :) :) dzięki Twój przepis wszedł właśnie do kuchni mojej rodziny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo dziękuję za miły wpis :-)Co do pieczarek to wiem, że są dwa obozy, ale nie zwalczające się wzajemnie, lecz smacznie dopełniające!

    OdpowiedzUsuń
  23. Marzyniu, no to pewnie zaliczyłabyś mnie do obozu p. Piotra S. :D Przesmażam pieczarki i nie dam się przekonać, o NIE!!!

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(