poniedziałek, 23 listopada 2009

Makaron ze słonecznikowym pesto


22 lipca 2009 r.
Bardzo letnie danie, które zrobiłam z dwóch powodów:
a) kupiłam sobie na Allegro za 29,90 taki stojący mikseroblender (identiko jak w Telezakupach) no i MUSIAŁAM coś w nim zmiksować,
b) zaczął mi padać krzaczek bazylii.

a+b dało sos do makaronu, który niby miał być pestem, ale wyszedł taką szaro-zieloną ciapką. Na marginesie dodam, że pyszną! I tanią, a oryginalną, śmiało można sobie taki sosik zrobić.
SKŁADNIKI:
2 garście liści bazylii; na pewno powinno być więcej, żeby wyszło zieloniutkie
, ale niestety, tyle tylko miałam,
"większe pół" szklanki oliwy,
mała torebka łuskanego słonecznika (tam były ze 3 kopiate łyżki stołowe),
3-4 ząbki czosnku (ja lubię bardzo czosnkowo),
sól, pieprz,
ser do posypania.
WYKONANIE:
Wszystkie składniki wrzucić razem do pojemnika blendera lub naczynia, w którym będą miksowane. Ja wiedziałam, że coś z solą trzeba zrobić, żeby bazylia nie ściemniała, ale nie chciało mi się szukać przepisu i zrobiłam odwrotnie (ściemniała, ma się rozumieć, sól trzeba dodać od razu). Rozdrabniać aż powstanie taki sosik. Czuć tam bardzo delikatnie grudki słonecznika, ale one są miękkie.
Makaron kokardki (najlepsze z Lubelli) ugotować wg przepisu na opakowaniu.
Dygresja: z książek mistrza Thisa dowiedziałam się, dlaczego miękł mi makaron ugotowany "w punkt". Otóż jeśli chcemy mieć makaron al dente, to po ugotowaniu trzeba przelać go zimną wodą, aby przerwać proces gotowania, który trwa w gorącym makaronie mimo odcedzenia go! Jeśli przepis mówi, żeby nie przelewać (Włosi nie przelewają zasadniczo, ja też nie), to trzeba odcedzić go chwilę wcześniej, zanim osiągnie pożądaną twardość. I na to już nie ma przepisu, to trzeba samemu "wyczuć moment", stercząc nad garnkiem z widelcem i parząc się kosztowanym makaronem.
Gdy więc nasz makaron jest już idealnie ugotowany, wykładamy na talerz, polewamy sosikiem i posypujemy jakimś serem, który powinien być parmezanem, albo przynajmniej wyrobem parmezanopodobnym. Na szczęście w moim mieście jest ser, który nazywa się "Corregio" i coś tam Włochami zalatuje, więc najczęściej używam jego.
P.S. Patrząc na moje dzisiejsze zdjęcia można zabawić się w "Wytęż wzrok i znajdź sos na makaronie". Zapewniam, że tam jest i był znakomity :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(