czwartek, 14 stycznia 2010

Kawowa pianka z wiśniami

Ten deser jest najprostszy z możliwych, a jest przepyszny.

Niestety, Mamcia przedobrzyła z wykończeniem dzieła (bo chytrość na kąplimęty ją zaślepiła) i zamiast nałożyć piankę normalnie łyżką, to sie wysiliła na wyciskanie przez rękawek cukierniczy, od którego się zgubiły ozdobne końcówki. W rezultacie wierzch deseru przypomina poukładane w zwoje jelita cienkie, wyszlamowane i czekające (jak przypominam sobie z pamiętnego świniobicia u wujka Szczepana) na wypełnienie kiełbasianym farszem.
Więc Davuniu, jedyne co radzę wycisnąć, to trochu grosza na dobre wino (białe), bo reszta kolacji jest niedroga i smaczna.
Przepis jutro :-)


No to już jest jutro!


SKŁADNIKI:
woreczek wiśni mrożonych, drylowanych (np. Hortex),
kopiata łyżka cukru,
płaska łyżeczka żelatyny,
mała śmietanka (200 ml) do ubijania, czyli 30% lub 36% (ja zawsze kupuję "Łaciatą"),
łyżeczka cukru waniliowego,
łyżeczka lub dwie kawy rozpuszczalnej liofilizowanej (czyli w łatwo rozpuszczalnym proszku lub granulkach),
zagęstnik do bitej śmietany Oetkera (są w każdym markecie).


WYKONANIE:
Ponieważ na 2 osoby spokojnie wystarczy pół woreczka wiśni, więc przesypujemy żądaną ilość do rondelka, cyrkamy ciutke wody i posypujemy cukrem. Na malutkim ogieńku gotujemy dotąd, aż wiśnie stracą smak surowizny, ale się nie rozgotują (to trwa niedługo, ale sorry, nie "chytałam" czasu). Gorące posypujemy żelatyną, dokładnie mieszamy, kiedy wystygną powstanie taka jakby gęsta konfitura z wiśni, ale z posmakiem świeżego owocu.
Śmietankę warto przed ubijaniem wstawić na 15 minut do zamrażalnika, bo zimna się lepiej ubije. Następnie miksujemy mikserem na wolnych obrotach lub tradycyjnie trzepaczką (lub, jak Pascal, ciepaćkom). Gdy sie trochę spieni, wsypujemy cukier i ubijamy, aż prawie zgęstnieje. Wtedy dowalamy zagęstnik Oetkera i na pewno stanie na sztywno. Dosypujemy kawę i trzepiemy, aż się rozpuści, ale nie jedziemy na maksa, by nie wyszło nam masło kawowe. Chociaż... przy kolacji we dwoje... nacieranie się masełkiem kawowym... skoro ludzie się do opalania smarują kakaowym... a przecież jak już bejbi zrobi kaman i rozpali ten fajer...










8 komentarzy:

  1. Jak zwał tak zwał...że wygląda...no na pewno smakuje cud miód malina...

    OdpowiedzUsuń
  2. E zaraz jelito. Taki ogonek mopsika zwinięty w precelek :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby tam jeszcze kotlet na wierzch wrzucić....

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja niedeserowy.Ale czytam z uwagą.Bo Małe deserowe bardzo.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi slinka po brodzie cieknie ... łooooooo matko chyba coś sobie słodkiego skręcę :):):):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki ja dziś placuszek drożdżowy z kruszonką i jabłkami z dodatkiem cynamonu upiekłam...mmmmmm

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja pichciłam biszkopcik z jabłkami wg przepisu Mamymarzyni, ino mi się ździebełko pokiełboliło i zamiast te jabłuszka cynamonem sypnąć, to żem je curry potraktowała:)

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(