wtorek, 24 listopada 2009

Paprykarz z kurczaka

2009-08-26
Kiedy byłam „piękna i młoda” (teraz już tylko uroda została…), czyli w latach 80-tych UBIEGŁEGO wieku (hehehe), wystawałam nieraz w Krakowie na Grodzkiej przed wejściem do restauracji „Balaton”. Łowiliśmy z Wojtusiem dobiegające stamtąd oszałamiające zapachy i podglądaliśmy ludzi, zajadających się nieznanymi potrawami. Kuchnie egzotyczne typu: chińska czy indyjska w ogóle nie były znane, przynajmniej nam, nawet keczup dopiero nieśmiało trafiał na pierwsze zapiekanki-deszczki (stąd moje zamiłowanie do musztardy). Kuchnia węgierska wydawała mi się taka smaczna, pachnąca papryką, pomidorami, pikantna no i te nazwy…

Gdy 15 lat później zobaczyłam w księgarni książkę Roberta Makłowicza „C.K. Kuchnia” (wspaniała, gorąco polecam!) potrawy kuchni węgierskiej zaczęły gościć w naszych domach. Mama i Tato zagustowali szczególnie w gulaszu szegedyńskim, a my w naleśnikach Gundela, bo corocznie dostaję od Teściowej wspaniałe, słodziutkie orzechy. Ale rok temu byłam w Budapeszcie i tam zachwyciłam się paprykarzem z kury. Co prawda, o prawdziwą kurę ciężko, ale wersja z kurczakiem też jest przepyszna.
Jest to nowe, nieoklepane spojrzenie na drób, i jak mawiał doktor Jan Krystian Niegłowicz – nic tak nie poprawia humoru jak gorący paprykarz (i nawet nie trzeba mieszkać w Skiroławkach).
Przepis pochodzi właśnie z „C.K. Kuchni”.

SKŁADNIKI:
1 kurczak lub młoda kura lub… – i tu dygresja: 
pierwszy raz robiłam właśnie z całego kurczaka, ale on ma tylko jedną pierś i 2 pary kończyn, niestety, nie ma kurczaków-awatarów Wisznu czy Kali i kończyny się cudownie nie mnożą. Towarzycho sarkało: „a dlaczego JA mam tę część od zadka?! a JA mam nieumięśniony grzbiet!" (kurczaki na pakernie!), więc od tego czasu robię tylko z piersi i udek, chociaż sos traci na smaku;
… lub 2 udka i 2 piersi,
2 duże cebule,
2 czerwone papryki,
pomidory całe lub krojone z kartonika czy puszki, ew. 3-4 dojrzałe świeże, bez skórki,
czerwona papryka w proszku lub w paście (mama podzieliła się ze mną węgierską w tubce, tylko uwaga na oznaczenia: csmege to łagodna, csipos to bardzo ostra!),
2 łyżki kwaśnej śmietany do zaciągnięcia sosu,
3-4 ząbki czosnku,
ze 2 łyżki natki pietruszki,
vegeta, pieprz, chili, szczypta cukru,
dobry smalec do smażenia - tak, tak, musi być smalec, na maśle czy oleju to już nie to, ja miałam „Wyborny Rodzinny” (rodzinny??!!) z jakiejś firmy Agro-Top i był bardzo dobry.

WYKONANIE:
Najpierw trzeba pozbawić skórki papryki. Można oczywiście skroić ze skórką, ale ona nie zmięknie i będzie nam się szwendać po sosie i włazić między zęby. Robi się to tak:
Papryki myjemy, patroszymy i kroimy na takie części, żeby się dały rozpłaszczyć.
Wstawiamy do piekarnika skórką do góry i pieczemy dopóty, dopóki skórka się nie pomarszczy i miejscami nie sczernieje. Ja to robię na opcji: grill, 180 stopni, druga półka od góry.
Gorącą paprykę ładujemy do grubego woreczka (np. na mrożonki) lub zawijamy szczelnie w folię alu. Gdy wystygnie, skórka łatwo schodzi. Wtedy kroimy ja w drobną kosteczkę.
Piersi oczyścić z farfocli i kostek, podzielić na 4 części (pewnie wyjdzie więcej, bo poharatane kawałki mięsa od spodu same się oddzielą), nóżki podzielić w kolanach. Trzeba sobie trafić w zgięcie stawu kolanowego, ewentualnie dać mężowi, aby popisał się siłą i rozdarł kurze udko na pół. Mieszkający w Teksasie mogą zamówić tego gościa z piłą mechaniczną.
Mięso zalać wrzątkiem i zagotować, odcedzić, zdjąć skórę (chyba że ktoś lubi) i natrzeć vegetą. Zostawić co najmniej na godzinę, żeby nasłoniało.
Porcje kurczaka obsmażyć na 2 łyżkach smalcu (u mnie były kopiate, Makłowicz też zaznaczał, że nie wierzy w cholesterol) na lekko rumiano, przełożyć do gara o grubym dnie. Cebulkę drobno posiekać, ja jej dałam raz kopa w moim kultowym blenderku i wyszła superancko! Zeszklić ją na tym smalcu i razem z tłuszczem wlać do gara. Dodać pomidory i dusić jakieś 15 minut.
Następnie dodać pokrojoną paprykę, podlać wodą w razie konieczności, ew. dosolić. Gdy mięso będzie już prawie zupełnie miękkie, a sos zgęstnieje, dodać natkę, wdusić czosnek, dopieprzyć, doczilować (gdy ktoś lubi ostrzejsze, ale nie przesadzać, to nie ma być danie ostre), dodać cukier i paprykę w proszku lub paście tyle, ile ktoś lubi.
Mój paprykarz nie jest taki bardzo paprykowy (powinien być bardziej czerwony), bo dzieci wolą mniej intensywny smak, ale nie powinno się jej żałować.
Na końcu zaciągnąć sos zahartowaną śmietaną.
Danie powinno chwilę postać przed podaniem, żeby „dojrzało”. U mnie nie było to możliwe, bo co chwilę ktoś wchodził do kuchni i jęczał: „NO juuuuż?”.

1 komentarz:

  1. dnosfera 2009-08-27
    widze tu swietnie danie lepiej wygladaja niz u Maklwicza :) pozdrawiam

    żuczek (gość) 2009-08-27
    O! Widzę światełko w tunelu:) Ale na temat: otóż mam problem. Problem wielki jak olbrzymia góra, zupełnie jak u bohatera ulubionych książeczek mojego dziecka. Rzecz w tym, że muszę upiec ciasto. Dla tegoż dziecka, będącego niestety alergikiem. Znalazłam już nawet odpowiedni przepis- tylko mąka ziemniaczana, jaja i ani śladu mleka. Ba! Udało mi się (a raczej NIE udało) go wypróbować- tam, gdzie nie było zakalca, to smakowało nawet całkiem, całkiem. A teraz się głupio zastanawiam, czy:
    1. Ciasto wkłada się do piekarnika najpierw, czy dopiero jak się piekarnik nagrzeje do określonej temperatury.
    2. Ciasto się wyjmuje z piekarnika od razu, czy dopiero jak trochę ostygnie?
    3. I skąd się, do licha, biorą zakalce?
    Jakieś rady? Pozdrawiam.

    mamamarzynia 2009-08-28
    No to wyrosłam na eksperta ;-)
    dzięki za zaufanie, postaram się coś doradzić, chociaż jestem lepsza w gotowaniu niż pieczeniu.
    Po pierwsze: ciasto ZAWSZE wkładamy do nagrzanego piekarnika (dopóki nie zgaśnie to światełko, jeśli masz kuchnię elektryczną i nastawiłaś na daną temperaturę - najczęściej jest to 180 stopni). Nie spotkałam jeszcze przepisu, żeby było do zimnego. Jeśli jest to kuchenka z gazowym piekarnikiem, to wkładasz wtedy, gdy wskaźnik temperatury zatrzyma się na stopniach podanych w przepisie i już nie przyrasta. I MUSI SIĘ piekarnik nastawić wcześniej, przed przystąpieniem do robienia ciasta, bo się okaże, że masz ciasto gotowe, a piekarnik dalej za słabo nagrzany. Jeśli masz zepsuty wskaźnik temperatury w piekarniku (co się często zdarza) to trzeba "na czuja", spytaj mamy albo babci, one wiedzą, albo sąsiadki z doświadczeniem. Jeśli nie ma nikogo takiego w pobliżu, to 180 stopni to będzie gdzieś w okolicach połowy możliwego do przekręcenia zasięgu pokrętła.
    Po drugie: jeśli jest to ciasto ucierane (np. mikserem) to się go ostrożnie wyjmuje od razu, chyba, że przepis mówi inaczej. Może wyślij mi ten przepis? W piekarniku stygną (przy otwartych drzwiczkach) serniki, ja wszystkie inne ciasta wyciągam delikatnie na deseczkę i stygną na wolnym powietrzu.
    Po trzecie: zakalce biorą się albo z za niskiej temperatury piekarnika, albo ze zbyt długiego ucierania (właśnie takie jak na mufinki albo na zwykłe ucierane, tam się nie wierci długo, ot wystarczy połączyć składniki, nawet dość niedbale). Jeśli to jest biszkopt, to z kolei trzeba długo miksować, żeby było napowietrzone. Drożdżowego chyba nie piekłaś, to jeszcze inna inszość.
    Najlepiej wyślij mi ten przepis, a ja coś doradzę :-)
    Pozdrawiam serdecznie - Marzena

    Mama Marzeny (gość) 2009-08-28
    Witam!
    Jestem już doświadczoną gospodynią, która nie ma termometru, a ma gaz. Jeśli potrzebuje Pani szczegółowych wskazówek, chętnie udzielę na konkretny temat. Inne jest ciasto lane (ukręcane), inne zarabiane. Najlepiej proszę przysłać ten przepis, a coś poradzimy.
    Pozdrawiam - Mama Niuni

    żuczek (gość) 2009-08-28
    No tak. Ja najpierw zrobiłam ciasto, a potem dopiero włączałam piekarnik :( Przepis wyślę, jak znajdę ciut więcej czasu. To jest coś w rodzaju babki, tyle, że na mące ziemniaczanej i bez mleka. Dziękuję za radę. Może jeszcze coś z tego będzie:)

    mamaNiuni (gość) 2009-08-29
    Dodam:
    wszystko jak wyżej, ale jeszcze taka rada: trzeba po 15 minutach spojrzeć, czy nie za szybko (lub za wolno rośnie i się rumieni. Po tym czasie ciasto powinno zacząć rosnąć i zarumieniać się od brzegów formy (blaszki). Wtedy gaz albo w górę, albo w dół.
    Zakalec powstaje głównie dlatego, że jest za duża temperatura od góry: wierzchnia warstwa się przypieka, a środek nie zdąży. A to ma być dłużej, ale równomiernie
    Pozdrawiam, na pewno się uda

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(