wtorek, 24 listopada 2009

Jak najlepiej suszyć pomidory

wpis z sierpnia 2009 roku
Hura! Moi idole z kulinarnych blogów mają swoje suszone pomidory, MAM I JA!
Byłam na rynku, więc zakupiłam 2 kilogramy tych małych, podłużnych i mięsistych (Lima, San Marzano albo tzw. Bawole Serca) i z duszą na ramieniu przystąpiłam do suszenia.
I wyszły tak, jak na zdjęciu, słodkie i zarazem kwaskowate, mięsiste, aromatyczne - rewelacja!

W sumie to nie jest trudne, tylko trzeba się liczyć z kosztami energii. Same pomidorki były tanie jak barszcz, no i ja zaoszczędziłam na suszeniu w piekarniku (mam elektryczny), bo wczorajszy dzień był upalny i Bozia mi wysuszył na parapecie. Chyba dlatego mają taki cudny kolor! Zważywszy jednak na cenę takich kupnych pomidorów to jestem do przodu.

SKŁADNIKI:
pomidory podłużne, o twardym miąższu i małej zawartości soku i pestek,
sól, pieprz w ziarenkach, ew. chili,
czosnek,
oliwa z oliwek.

WYKONANIE:
Pomidory umyć i osuszyć ściereczką. Przekroić na pół lub na ćwiartki (jeśli były duże), wyciąć zieloną część przy szypułce i wygrzebać palcami pestki, zasikując pół kuchni i wytrzeszczone nad pomidorem ślipia, jak jakaś czerepacha.
Układać na na kratce lub na blasze na macie silikonowej, papierze do pieczenia lub folii.
Piekarnik nastawić na 50 stopni i włączyć termoobieg (bez termoobiegu zapewne też się udadzą). Podsuszać kilka razy po 15-10 minut, aż zaczną się lekko marszczyć.
Wtedy - moim zdaniem - trzeba zdjąć z nich skórkę. Za pierwszym razem nie udało mi się ściągnąć całej, bo brzeżki już przywarły do miąższu, ale ta skórka jest twarda, więc warto przy nich podłubać. Na noc, przejęta ostrzeżeniami, że mogą się podpsuć, posoliłam je lekko i zostawiłam w otwartym piekarniku.
Rano okazało się, że dzień jest słoneczny, a mój południowy, ciemnobrązowy parapet zewnętrzny już ma chyba ze sto stopni, więc przełożyłam je na węższe blaszki i wyłożyłam na słoneczko. Podsychały jak ta lala! Mniejsze kawałki "doszły" szybciej, to je zdjęłam, a wieczorem wszystkie były już dobre.
Nie wiedziałam na początku, czy uda mi się uchwycić moment, kiedy będą już dobre, na czuja zdejmowałam je wtedy, gdy były suche, ale nie na wiór, tylko w takim stadium elastyczności jak gumowy wąż.
Układałam w słoiczku, przekładając połówkami ząbków czosnku i posypując kuleczkami pieprzu. Jednego spróbowałam i okazało się, że są lepsze, niż te kupne, bo były takie bardziej mięsiste i miały bardziej skoncentrowany, wyrazisty smak. Jednak takich w oliwie, a zwłaszcza z czosnkiem, nie można przechowywać miesiącami, chociaż wiele pań twierdzi inaczej.
W następny wtorek kupie se z 5 kilo.
P.S. uzupełnienie tych informacji o 5 lat doświadczenia tutaj :-)

1 komentarz:

  1. CzarnyPieprz (gość) 2009-08-23
    Już kupiłam i dziś suszę. Ciekawe jak mnie wyjdą - bo najtrudniej będzie znaleźć ten odpowiedni moment dosuszenia - i słoneczka też u mnie dziś brak.

    CzarnyPieprz (gość) 2009-08-26
    Melduję, że pomidory wyszły. Bardzo się cieszę bo to moje pierwsze!!

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(