niedziela, 19 września 2010

Klops z jajkiem i sos chrzanowy


Ooo, to też potrawa z dzieciństwa. Mama często robiła taki klopsik, i na ciepło – z sosem, i na zimno – do chleba. Miło było jeść go teraz, zamknąć oczy i poczuć się choć trochę jak 30 lat temu, przy stole w kuchni, z braciszkiem po jednej i siostrą po drugiej stronie. Nie wiem dlaczego tę potrawę robię tak rzadko, przecież ani nie jest droga, ani pracochłonna, a czeredzie smakowała bardzo.
Jeśli ma to być naprawdę smaczne, to trzeba kupić łopatkę i dać zmielić w sklepie (na naszych oczach, że tak powiem). Mięso mielone z worka odpada. Widziałam co prawda w Lidlu mielonkę, która wydawała się być czystym mięsem, miała jednak przeraźliwy kolor: taki malinowo – fioletowy, na odległość jechało podrasowaniem czymś sztucznym. Nawet w naszym miasteczku to nie problem dać sobie zmielić upatrzony kawałek; i tak było i teraz: łopatka była ładniutka, różowa, miała trochę tłuszczyku, mało błon i tego twardego łyka.
Nie bez znaczenia w tej potrawie jest także fakt, iż jaja pozwalają zmniejszyć ilość mięsa, więc to nie jest droga pieczeń. Mnie weszło 5 jajek, objętościowo to by było z pół kilo mięsa i dzięki temu 70 dekagramami wieprzowiny wypełniłam całą keksówkę. A wygląda i smakuje z tym jajeczkiem bardzo fajnie. Dodatkowo zrobiłam sos chrzanowy, taki jak Mama (a nawet, wybacz Rodzicielko!, lepszy niż tamten dawniejszy, pamiętam, że nie chciałam go jeść wtedy, Martik takoż nie chciał teraz, ale z kolei Karolci bardzo smakował).
No to jadziem, panie Zielonka!, może Martik też kiedyś będzie chciał sobie taki klopsik z dzieciństwa zapodać ;-)

SKŁADNIKI:
70 dkg łopatki wieprzowej, zmielonej,
1 biała bułka,
5 jajek na twardo,
2 jajka surowe,
1 cebula,
3-4 ząbki czosnku,
2 łyżki masła + odrobina oleju,
ulubione przyprawy – ja dałam majeranek, kminek mielony, cząber, 2 kosteczki pietruszkowe Knorra, no i oczywiście pieprz i sól (kosteczki są już słone, uwaga);
NA SOS:
2 kopiate łyżki masła,
mąki ile wchłonie roztopione masło (było chyba ze trzy łyżki),
1,5 szklanki zimnego mleka,
sól i pieprz do smaku,
3-4 łyżeczki chrzanu (ja dałam 4 czubate, ale to rzecz gustu, chrzan lubię z firmy „Polan” bo jest ostry i taki trochę jak domowy, nie muto).

WYKONANIE:
Bułkę namoczyć w ciepłej wodzie, a kiedy dobrze nasiąknie, dość niedbale odcisnąć. Dodać do mięsa, wbić dwa całe jajka. Cebulkę zezłocić na maśle z olejem, wlać razem z tłuszczem do masy mięsnej. Czosnek przecisnąć przez praskę, wkruszyć kosteczki, dodać przyprawy i sól. Niestety, kto nie ma doświadczenia, ile soli potrzeba ma dwa wyjścia:
a)                     znaleźć desperata, który spróbuje i powie, czy dość słone (u mnie zawsze był to tzw. Pan Domu, miłośnik tatarów i pożeracz niewinnych dziatek na surowo w szkole),
b)                     spróbować samej; ja – po stoczeniu krótkiej walki z podchodzącą do gardła treścią żołądkową – polizałam trochę tej surowizny i, o dziwo, nie pojechałam do Rygi.
Piekarnik nastawić na 180-190stopni, góra i dół.
Następnie trzeba dość długo wyrabiać masę, która stanie się pulchna, śliska i klejąca, nie wiem, jak to wytłumaczyć, bo oczywiście zapomniałam zmierzyć czas wyrabiania. No nie pół godziny, nieee, ale tak z pięć(?) - siedem(?) minut to chyba tak. 
Wypełnić mięsem formę keksówkę do połowy, nie ma sensu żadne tam smarowanie i obsypywanie bułką, bo z pieczeni wypłynie masę soku. Polecam silikonową foremkę, miodzio po prostu, nic się nie przyczepia, łatwo wyjąć i łatwo umyć. Następnie wcisnąć w to jajka (ile się zmieści), których czubki z samym białkiem nieco ścięliśmy. Pamiętam, że w dzieciństwie irytowało mnie to, że ZAWSZE dostaję ten fragment pieczeni, gdzie akurat nie ma jajka, albo zaczyna się dopiero skraweczek białka wielkości czubka małego palca. Więc teraz niech każdy ma żółteczko, a jak!
Pokrywamy jajka resztą mięsa, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na niecałą godzinę. Mniej więcej w połowie pieczenia zaglądamy, czy aby nie „chyta” nam za bardzo z góry, wtedy przykrywamy folią aluminiową. Jeśli mięsa było napakowane do foremki pod sam wierzch, to wrzący sok może wyciekać i przypalić nam dno piekarnika. Dlatego dobrze jest podłożyć coś pod blaszkę, aby nie musieć potem czyścić przypalonego piekarnika (masakra!) i aby nie zaczadzić chaty. Ja oczywiście lekko zaczadziłam, bo i skąd bym wiedziała, że się tak jemu stanie?
Okazało się potem, że soku było tak dużo, że trzeba było go potem po prostu odlać, chyba można go wykorzystać do sosu, ale ja chciałam mieć czysty smak chrzanowy, więc nie dodawałam. Wyjęłam pieczeń po jakichś 50 minutach, kiedy była ślicznie rumiana a zapach! hmmm, marzenie…
W międzyczasie tak zwanym zrobiłam sos. Na stopione masło wrzuciłam tyle mąki, aby powstała paciarka i zrumieniłam ją do stadium lekkiego zezłocenia (uwaga, potrzeba rondelka o grubym dnie i płytki ochronnej, bo lubi się przypalić!). Następnie zestawiłam z ognia i szybko mieszając rózgą wlewałam zimne mleko, aż powstał gładki sos gęstości ciasta naleśnikowego. Teraz trzeba ten beszamel zagotować na malutkim ogieńku, ciągle mieszając, aż bulknie parę razy. Będzie gęstniał i być może trzeba będzie dolewać po trochu mleka. Mój sos był dość gęsty. Doprawiamy solą i pieprzem, wyłączamy ogień i zaciągamy sos chrzanem, dodając wedle uznania.
Klops jedliśmy z ziemniaczkami i surówką z białej kapusty na ciepło, a na zimno z keczupem (dzieci) albo majonezem z plasterkami ogórka czy pomidora (ja). Był pyszny, soczysty i pachnący przyprawami i ciężko się zdecydować, czy lepszy jest jako danie obiadowe, czy na kanapce.

20 komentarzy:

  1. ja kiedyś robiłam podobny klop, tylko bez jajek

    OdpowiedzUsuń
  2. takie klopsy z jajkiem przypominają mi taką kuchnie internatową...a to co z obiadu można potem na kolację na chlebek...albo jako zakąske :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie rewelacja , a zwlaszcza że dodałaś sos chrzanowy :) Bardzo lubię i czasami ratuję się szybkim obiadem z jaj na twardo w sosie chrzanowym , ziemniaczków i surówki :):) Jak w przedszkolu , ale samkuje wszystkim :):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam sentyment do sosu chrzanowego jeszcze z czasów przedszkola :)) Podobnie jak do szpinaku i tranu a po nim ciemnego chlebka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zjem wszystko, coś przyrządziła;) Z wyjątkiem pizzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślałam , że to ser zółty stopiony , bo tak pieknie wygląda :):) Pycha ja bym się skusiła na duży kawałek ;))
    Rany nie mogę uwierzyć , że spotkałam drugą osobę która nie lubi pizzy .Myślałam , że ta którą znam jest wyjątkiem na skalę światową ;))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Klops bardzo lubię. Przypomniałaś mi, że dawno go nie jadłam. Muszę nadrobić zaległości.

    p/s U mnie tym desperatem jestem ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie znam klopsa z dzieciństwa. a może po prostu nie pamiętam, bo Mama podobno robiła. i ja robiłam raz jedyny i pyszny był :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hie hie... to to ja akurat potrafię robić...

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, pamiętam ci ja klopsy z jajkiem....super jedzonko. Mama robiła albo z sosem chrzanowym albo musztardowym - dzięki za przypomnienie, bo dawno takiego obiadku nie robiła. Marzyniu a mnie bardzo zainteresowała z poprzedniego posta - ryba z makaronem, takiej zapiekanki nie robiłam a wygląda bardzo apetycznie. Często natomiast robię zapiekankę - makaron z jabłkami, na słodko. Przesyłam serdeczne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piwo z suchom bułkom się nie umywa, pozdr Mamcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. z tego wszystkiego upiekłam ale bez jajka :)) pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mamciu, mam pytanie: jak długo można przechowywać domowego Baileya i w jakich warunkach?

    OdpowiedzUsuń
  14. Alleluja! Dawuś żyje!!!
    Sądząc po komencie, nadal jest na diecie bułczanej. A tak ma blisko do Mamci...

    OdpowiedzUsuń
  15. ŻUczku, napisałażemci na bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze z tydzień, jeszcze dwa, może trzy, no gUra cztery i kto wie czy się jakowaś reaktywacyja nie przytrafi, ale na razie cicho szaaa... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tez pamiętam ten przepis z przedszkola! Zawsze sie zastanawiałam jak Panie kucharki umieszczają te jajka w środku :)!! Muszę i ja upiec i to już niebawem! Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ha!
    Czyli nie wiesz, Davuniu, kiedy ciem wypuszczom z ośrodka, góra cztery tygodnie? Zleci, zleci, poczkamy!
    Całuski gorące!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wielkie dzięki za radę z obcinaniem końcówek jaj. Właśnie zachodziłam w głowę co zrobić aby teściowa końcówki nie dostała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej (i Teściowej) stronie!

      Usuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(