niedziela, 27 czerwca 2010

Kotlety z sera czyli cosik jak prażony syr



Długo mnie nie było, wiem, ale pod koniec roku szkolnego belfrzy tak mają. Ja solidnie odbywam lekcje do ostatniego dzwonka, metodą kija i marchewki skutecznie skłaniając uczniów do uczestnictwa w lekcjach nawet po konferencji. 
Wykończona z lekka napięciem ostatnich tygodni postanowiłam wykonać potrawę szybką, a niezmiernie lubianą przez hurmę i czeredę, mojego Braciaszka, jego pociechy i w ogóle wszystkich, albowiem nie znam człowieka, który nie lubiłby prażonego syra.
Kiedykolwiek jestem na Słowacji ZAWSZE muszę zamówić właśnie ten prażony syr (Pieprzu mówi, że "wyprażany", może i dość). On ma tam oczywiście inny smak, niż taki robiony w domu, ale spokojnie można i samemu zrobić. 
Najlepszy, jaki jadłam wcale nie był słowacki, tylko u Dorotki w Rymanowie, w restauracji "Zacisze". Na pytanie, jakiego sera używa odpowiedziała, że każdy twardy jest dobry, a ten co mam na talerzu, to "Morski". I właśnie wczoraj miałam obiad "zaciszno - słowacki": kotlety z sera, frytki i surówka z białej kapustki. Wymiękawa.
Nie ma sensu liczyć, ile to ma kalorii. TO JEST PYSZNE i jest to najlepsze usprawiedliwienie dla nafaszerowania się tym serkiem.
A teraz do rzeczy, przepis jest banalnie prosty, ważny jest tylko myk z panierką.
Metodą prób i błędów obczaiłam, że najlepiej trzyma podwójna panierka, kładziona na ser z lekka zmiękczony, bo wyjęty z lodówki tak na pół godziny przed. 
Ja daję mąkę, rozbełtane jajo z odrobiną mleka skondensowanego (niesłodzonego, ma się rozumieć, chyba że ktoś lubi) - wtedy jest jeszcze lepiej klejące, i na końcu drobniutka tarta bułka. Obtaczanie w jaju i bułce powtarzamy, dokładnie przyklepując panierkę na plastrze. Normalnie kroję plastry na około 1,5 cm, ale teraz było amatorów wielu, więc wykroiłam cieńsze. Podobnie robi się z camembertem, co opisałam tutaj.
Jak dobrze trzyma panierka, widać na zdjęciu - kotlecika rozdęło, ale nie wyciekł. Jeśli wycieknie trochę bokiem - nie ma problemu, to też jest pyszne. Smażę na rozgrzanym oleju, po dwukrotnym przesmażeniu tłuszcz trzeba wymienić.
P.S. Sama se przychwalę, ale okrutnie podoba mi się wnętrze kotlecika na tym drugim zdjęciu, gdy się go powiększy. Mogłabym być myszą w takim serowym uniwersum (ach, jakie Marzynia zna mąąądre wyrazy!).

13 komentarzy:

  1. Tłusta tłustość, ale pyszna :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyprażany chyba ten syr? Ja też z hranilkami toto tłuściarstwo zjeść lubiłam. Teraz KUSI ale aż się boję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzyniu, Davi się zamknął, mam nadzieję, że chwilowo i się kiedyś odemknie. Miał kupę roboty i się stresował tym, że nie pisze, a potem mu się odechciało... no i tak wziął i zamknął. Ale nie na wieki wieków... a komunikat się taki pokazuje, że niby dla wybrańców. Na razie nikt nie wchodzi, musimy zaczekać, aż się paniczowi zachce :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki fajny ciągnący się ser ;)))) Lubię takie amciu ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesooosickoooo, zwisojęzorowatość dostałam - kocham ser w takowych postaciach

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiammmmmmmmmmmm! Cudownie tłuste, niezdrowe i kaloryczne. Pyszota;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Marzyniu świetny pomysł na cały obiad - mam teraz u siebie wnuczkę i wymyślam dla niej różne frykasy - na niedzielę robiłam gołąbki. No i teraz ją zaskoczę, bo ona bardzo lubi żółty ser a takiego obsmażanego jeszcze nie robiłam, a wygląda nader apetycznie. Mam nadzieję kochanie, że już jesteś wolna i sobie trochę wypoczniesz, po tym pracowitym roku szkolnym. Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Głodna jestem :) Muszę zrobić , bo mam w domu amatorów sera na różne sposoby :):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja to bym paluch wsadziła w tę dziurę i....palce lizać.!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. żyję. STOP. ser lubię. STOP. pzdr. STOP.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uf, a ja się dzisiej prażę tak jak tyn syr:)

    OdpowiedzUsuń
  12. D. dzię. za sygn. STOP STOP STOP

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(