sobota, 3 stycznia 2015

Parówki w szlafroczkach albo Zgrzybiali Beduini


 Nasz ostatni wytwór, hie hie... 
Dżordżyk, Jasiek, Zuźka i Umiłowana Przywódczyni zrobili se na śniadanie paróweczki, ale żeby nie było już tak grzybowo-kapustno-pierożaśnie jak przez ostatnie  2 tygodnie, to wyzawijaliśmy parówki w burnusy i kefije na głowy z ciasta francuskiego. Widziałam to gdzieś w necie jako "Parówkowych sułtanów".
Nie wiemy, dlaczego się z letka skiepścili - pewnie te szaty trzeba było posmarować białkiem, coby się nie rozwijały. No i kiedy wyjmowałam ich z piekarnika jeszcze mieli godny wygląd, wręcz tryskali optymizmem i tłuszczem z pulchnych obliczy. Niestety, po wystygnięciu zaczęli się kurczyć w oczach i w końcu wyglądali jak Idrys, Gebhr i Chamis mocno nadżarci trądem. No zobaczcie sami :-D
P.S. Zdjęcie komórką Jaśka, może i lepiej, bo kulinarnego szału nima...

15 komentarzy:

  1. heheh wygladaja przesmiesznie - w pozytywnym tego slowa znaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A na pani blogu są cudne zdjęcia, ale nijak nie mogę skomentować (coś się skiepściło jak Beduini...)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie się prezentują ;) Zdecydowanie wskazane jest zjadanie na ciepło ;)
    Gorąco pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super pomysł muszę wypróbować na mojej Julce, pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kipię z radości Marzyniu, Ty to umiesz człowiekowi tydzień ustawić!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. ale się obśmiałam!! :DD gdyby nie te turbany można by było posądzić tych gości za koneksje z egipskimi mumiami tuż po odkryciu ich w piramidzie po kilku tysiącach lat :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomysłowy, zaskakujący, ale i smaczny pomysł, gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przystojniaki nie ma co...hi, hi. Parówka to chyba najlepsza z wody. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fantastycznie opisane i choć nie cierpię parówek zjadłabym nawet te z trądem, ale może podlane z letka herbatką z "prądem"...Pozdrawiam , jesteś niezrównana Marzenko, Twoje przepisy muszą znaleźć kiedyś miejsce na półkach księgarni,ja Cię do tego gorąco namawiam i proponuję nawet pomoc w przygotowaniu książki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Urocze, kiedyś robilam podobne na Halloween

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki tym bidulkom z piekarnika wyszedł ci rewelacyjny tekst - pośmiałam się zdrowo, choc ostatnio mi nie do smiechu. Super post !!!

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(