piątek, 1 stycznia 2010

Brioche na semolinie


W porywie włoskich nastrojów zakupiłam kiedyś mąkę zwaną semoliną. Przedświąteczne sprzątanie szafek ujawniło, że jej ważność kończy się wraz z końcem roku, a żem jest rządna i skrzętna gospodyni, co dom wesołym czyni, więc zamiast wywalić te semoline, postanowiłam coś z niej upiec. 
W czasie przeszukiwania netu wyrzuciło mi tysiąc przepisów, ale od razu zachwyciły mnie: „brioche na semolinie!”. Natychmiast zawołałam Juranda: Synuniu, synuniu, w kuchni będziesz miał brioszki, brioszki ci mamusia upiecze, nie kupi, nie!, UPIECZE!”.  
Stary natychmiast zajarzył, ale zanim zdążył zapytać, czy mam coś z głową, powiedziałam, że nie z czekoladą, tylko z semoliną (czym ich zatkałam) no i nie ciągnął mi się żaden pasek od szlafroka. Poza tym na zebranie Ligi Wolności wybieram się dopiero w poniedziałek. 
Przepis jest z bloga pani Majany ("Majanowe pieczenie")


Tradycyjnie dodaję do przepisu pani Majany swoje światłe dopiski (na kolorowo), dzięki czemu szczęśliwi posiadacze semoliny (Davi, Riverman i Tami na pewno mają) mogą sobie te bułeczki upiec. Roboty nie ma wcale, są bardzo smaczne, takie trochę inne, bo ta mąka jest jak drobny grysiczek albo grubsza krupczatka, więc to nie jest jedwabiste ciasto, tylko takie jakby sypkie. Mają chrupiącą skóreczkę i puszyste wnętrze. Zdjęcie jest od Rodziców, bo tylko u nich zachował się odratowany z pogromu kawałeczek.

Składniki:
*400 g  mąki z pszenicy twardej durum czyli w Polsce będzie to miałka semolina, [nasypałam na oko mniejsze pół torebki]
*szczypta soli,
*30 g cukru [oczywiście nie ważyłam, zresztą mam zepsutą wagę, więc dałam kopiatą łyżkę]
*125 g mleka [lałam z kartonu tyle, żeby się zarobiło takie średnie ciasto]
*ekstrakt waniliowy [???, dałam trochę cukru wanilinowego]
*40 g masła [stopiłam 2 łyżki stołowe, nie lubię jałowego ciasta]
*1 jajko [dałam jajko i żółtko, bo mi zostało od białka do smarowania wierzchu]
*10 g świeżych drożdży [u mnie torebeczka suszonych Oetkera, kurde, to chyba nie jest już ten sam przepis…]
*Cukier gruby do posypania [miałam, miałam KULTOWY TRZCINOWY DEMERARA!, posypałam se takim samym, jak te wszystkie panie, mistrzynie wszechświata w wypiekach i blogach!!!]
Wykonanie:
Wyrobić ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. Ja robiłam ręcznie, ale można w maszynie do chleba [ja zarobiłam łapką, po czym resztę roboty odwalił mikser].
Zostawić do wyrośnięcia przez mniej więcej godzinę. Ciasto musi powiększyć objętość [no tyle to trwało, postawiłam na kaloryferze]
Odgazować [??? no comments]
Podzielić na 7 części i ukształtować z nich kulki, które należy włożyć do foremki uprzednio wysmarowanej masłem (u mnie tortownica o średnicy 23cm) [wsadziłam kuleczki - u mnie 6 – do foremki keksówki. Niczym nie smarowałam, bo jest silikonowa]
Odstawić do wyrośnięcia na około 45 minut. Po tym czasie posmarować mlekiem i obsypać grubym cukrem (u mnie trzcinowy demerara) [ja posmarowałam białkiem z jajka z ciutką mleka i posypałam se, a jakże, tym cukrem]
Piec 45 min wkładając do zimnego piekarnika na temperaturę 120° [to ja też tak zrobiłam, ale mi się szybciej upiekły].
Albo do nagrzanego na 180 ° i piec wtedy mniej więcej 25 min. [tak nie zrobiłam]
Smacznego:) [Smacznego :-)]

9 komentarzy:

  1. No, no. Semolina i u mnie stoi zawsze (z aktualną datą ważności) :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, mąkę mam ale Twoja nazwa to z kosmosu dla mnie jakaś:):)
    smaczniście wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ba, u mię to rzadna potrawa bez salmonelliny obejźć sie nie obendzie!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To wyrzej to pisałem ja, Jażombek, jagby kto pytał ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tami, odpal sobie tego linka do "Dnia świra", to zrozumiesz, dlaczego rodzina się zaszła, usłyszawszy o brioszkach.
    http://www.youtube.com/watch?v=OJLoZ-Vl3OA

    OdpowiedzUsuń
  6. Davi, Jażąbku jeden :))) A Twoja salmonellina chociaż z aktualną datą ważności?

    OdpowiedzUsuń
  7. No pewnie, "numer partii: 19880630", to chyba aktułalna, nie?

    OdpowiedzUsuń
  8. ..a poza tym pisze "należy spożyć przed:", to rozumiem, że jak sporzyję "przed" to wszystko fpożo, nie?

    OdpowiedzUsuń
  9. Davi, to znaczy, że należy spożyć przed ewentualnym spożyciem. Czyli najpierw zjesz to, co se upieczesz, a potem dopiero spożyjesz.

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(