poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Marynowana pieczona papryka wg Mysi Baranowskiej


Ta papryka to Królowa Lata w mojej komorze. No cóż, przetwory z Mysinej komory (klik!) biją moje na głowę, ale z tą papryką i ja nie byłabym ostatnia w rankingu Konserwatorów Żywności na Zimę. W suszeniu pomidorów i ajvarze też jestem niezła… Ten smakołyk robię jednak nieco inaczej niż Mysia, zmiany nie są wielkie, ale obadałam organoleptycznie, że taka mi lepiej pasuje. 
Dlaczego wytwarzam właśnie tę i tylko tę? 
Bo nie jest gotowana w zalewie, tylko pieczona w piekarniku. Bo nie ma skórki. Bo ma cudowny posmak przypieczenia, czosnku i przypraw. I zanurzona nie jest w wodzie, lecz we własnym sosie, oliwie i occie balsamicznym. Można jeść samą z kawałkiem pieczywa, jest WSPANIAŁA w sałatkach, Czeredzie najbardziej smakuje na pizzy albo z kebabem. Teraz jest sezon na paprykę – wypróbujcie! 
A dla Myszki – tradycyjne i nieustające caUski!!! SKŁADNIKI: 
2 kg papryki (ja robię tylko z czerwonej, ten kolor…), 
sok, który wycieknie z upieczonej papryki przy obieraniu (nie wylewać!!!), 
ocet balsamiczny (ilość „chytamy na czuja”), 
pół szklanki oliwy, 
po 2 ząbki czosnku na słoiczek, 
łyżka soli morskiej, 
łyżka cukru, 
ulubione przyprawy (dawałam różnie: tymianek jak Mysia, liść laurowy, chili, a nawet ziarenka kolendry – pycha!). WYKONANIE: 
paprykę umyć, obrać, wykroić to białawe ze środka i rozplaszczyć (połamie się, ale to nic, powinna być płasko rozłożona, jeżeli się opieka pod grillem, jak ja) na blasze skórką do góry. Podłożyć papier do pieczenia albo folię, bo słodki sok z papryki na stówę przywrze do blaszki. Nastawić piekarnik na opcję grill z termoobiegiem na 220 stopni. Mysia piekła normalnie i dużo dłużej, ale mnie bardziej pasuje taka jędrniejsza – co prawda w tym wariancie można opiekać tylko jedną warstwę i proces nam się wydłuża. Trzeba zjarać ją mocno – nie ma obawy, czarne bąble na skórce nie zaszkodzą, a inaczej ona nie zejdzie. 
Gorącą paprykę wkładamy do dużego gara i szczelnie przykrywamy pokrywką, po wystygnięciu obiera się dużo łatwiej. Skórujemy nad tym garnkiem, bo trzeba łapać wyciekający sok. Następnie przygotowujemy zalewę: do soku dodajemy ocet balsamiczny wg uznania (ja oczywiście na dosyć kwaśno), sól i cukier, bełtamy trzepaczką do rozpuszczenia, a potem dolewamy oliwę i utrzepujemy na taką jakby emulsję. Podgrzewamy i gorącą marynatą zalewamy papryczkę, upakowaną wraz z przyprawami i czosnkiem w wysterylizowane słoiki. Trzeba zostawić ze 2 centy od góry miejsca, soku zrobi się więcej, papryka "siądzie", a bulgocąca oliwa mogłaby rozszczelnić słoik.
Najlepiej ładować to wszystko przez taki wielki lej z szerokim otworem – odpada wtedy zabawa z wycieraniem brzeżków słoika (Teściowa mówiła zawsze, że brzeg słoika musi być idealnie suchy i czysty, zwłaszcza przy zalewie z olejem, bo inaczej nie chyci). 
Jak pasteryzować – tu już każdy ma swoją metodę. Od kilku lat stosuję metodę „na sucho”, do której przekonała mnie pani Bea, tylko nie sterylizuję w temperaturze 130., a 100. stopni, bo jednak nakrętki się niszczą, gdy jest zbyt gorąco i chyba nie ma takiej potrzeby, żeby hajczyć warzywa czy owoce aż na 130 stopniach. O wygodzie pasteryzacji na sucho – tutaj. Ja swoją paprykę zapiekam w słoiczkach 10 minut (wkładam do gorącego piekarnika na dużej blasze) i zastawiam w uchylonym na noc do wychłódnięcia, uważając, czy Potwory cichcem nie wyżerają pod płaszczykiem lunatykowania :-D
Uwaga!
Co robić, gdy z 2 kg papryki soku jest jak na lekarstwo?
Jest kilka opcji:
1. Przyłatwić sobie klimatyzowany kombinezon hutnika i upiec od razu (jak ja) 6 kg - bo jednocześnie robimy ajvar.
2. Piec paprykę w całości, odwracając ostrożnie, żeby nie wybuchła.
3. Dolać czystego soku pomidorowego (robiłam i tak).
4. Po prostu dolać przegotowanej wody.
5. Zeżreć zamarynowaną paprykę na bieżąco :-D

3 komentarze:

  1. Mamciu! Jestem z Ciebie dumna! Ten kombinezon hutnika przywdziewam również wczoraj przy gotowaniu zalewy a potem ogórasów myślałam, że odpłynę niczym woda z Wisłoka przy ty upale! :)
    A przepis? Spadł mi z nieba!! Bo od dłuższego czasu szukałam przepisu na paprykę inną niż marynowaną! Robię na stówę i na bloga wrzucę żeby się pochwalić (o ile będzie czym) a co! :D

    Ps. Mało mnie tu u Ciebie, bo jak na pisanie jeszcze chwilę znajduję to na odwiedzanie blogów już średnio... urlop się skończył, końca remonyu nie widać a słoiki czekają na zapełnienie trzymaj kciuki żeby córcia podołała! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też ją zrobię, bo marynowanej w occie nie lubię. Teraz papryka ma świetną cenę, więc nie zawaham się jej użyć. 6kg będę przerabiać pewnie przez tydzień, ale widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Cie !!!! Czy zostaniesz moją żoną?
    Biorę hurmą z czeredą, jak stoją, jak lecą (-:
    CaUski, CaUski

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(