czwartek, 11 lutego 2010

Pączki - czyli Mama Marzynia reaktywacja

 
No i sztoż, w żyźni krasiwyje tol'ka mamienty...
My rozpaczamy, a życie toczy się nadal.
A przecież choć raz w życiu trza sie odważyć na te pączki, chociaż MamaMamyMarzyni już ich zjeść nie może...
Jutro opis, bo jest sakrucko późno. Całuski dla wszystkich przyjaciół, ja wiernuś, tol'ka żdi!!!!

dodano 12 lutego 2010 r.
Martik przeczytał ten wstęp i powiedział, że brzmi tak jakby Mama już nigdy w życiu zjeść nie mogła ani pączka ani nic. Dlatego śpieszę wyjaśnić, że po chwilowej rozpaczy nadchodzi przecież Nowy Dzień! 
Dzisiaj wróciliśmy ze szpitala, mama dobrze znosi chemię i nadzieja niepomiernie wzrosła. Więc i ja czuję się od razu lepiej, jeszcze trzy dni musi wytrzymać i wróci na ogólną salę. Wtedy upiekę jej biszkopcika Córeczki Żuczka (tak on się teraz nazywa).
Dla wszystkich, którzy chcieliby kiedykolwiek wykonać pączki znakomite Dorotusia, które i ja uskuteczniłam, żeby rodzinkę podnieść na duchu, oto som!!!:


SKŁADNIKI (na pół porcji):
  • 0,5 kg mąki,
  • torebeczka drożdży instant Oetkera,
  • 4 łyżki cukru kryształu,
  • 250 ml letniego mleka (szklanka),
  • 3 żółtka,
  • 1 całe jajo,
  • 5 dag margaryny Bielskiej lub Kasi,
  • cukier waniliowy (pojedynczy),
  • mały kieliszek spirytusu,
  • sok z połowy cytryny,
  • szczypta soli,
  • tłuszcz do smażenia – ja wzięłam 4 kostki Planty,
  • konfitura z róży lub inna (miałam bardzo dobrą marmoladę wieloowocową z Vortumnusa, jest twarda i nie wylewa się)
  • cukier puder do posypania lub lukier (pół szklanki cukru pudru rozprowadzić z 2 - 3 łyżkami gorącej wody).
WYKONANIE:
Jajka utrzeć z cukrem, solą i cukrem waniliowym na puszystą masę (oczywiście mikserem). Mąkę przesiać, dodać do jajek, wsypać drożdże, wlać mleko, spirytus, sok i rozpuszczoną margarynę. Wymieszać łyżką, a następnie wyrabiać ręcznie albo mikserem, aż ciasto zacznie odchodzić od miski i będzie takie lśniące i gładkie. Jeśli wyrabiamy mikserem (tymi hakami do drożdżowego), to trzeba mu robić krótkie przerwy, żeby silnik się nie zatarł, no chyba że ktoś ma maszynę o mocy większej niż 450W.
Kulę ciasta nakryć ściereczką i postawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, jakieś 15-20 minut. Potem trzeba było jeszcze raz go wyrobić (chyba, żeby odgazować, ja już nie wyrabiałam i zrobiły mi się w niektórych takie duże dziurki, ale to nic nie przeszkadzało). Ciasto jest fajne, takie miękkie i elastyczne, bardzo dobrze się formuje. Rozwałkowałam go na stolnicy na gruby placek, wykrawałam moją kultową szklaneczką „75 lat gimnazjum i liceum” (jest idealna do pierogów i wszelakiego wykrawania, są jeszcze do nabycia u nas w Towarzystwie, po jedyne 2 zeta, polecam, sprzedaż wysyłkowa wchodzi w grę) i nadziewałam te placuszki marmoladą. Następnie metoda pierogową zlepiałam do kupy ciasto nad nadzieniem, toczyłam kuleczkę i na stolnicę podsypaną cienko mąką. Chwilę jeszcze wyrastały na stolnicy, aż się napuszyły.
W tym czasie nagrzałam w głębokim rondelku tłuszcz. Gdyby ktoś robił z całej porcji, to chyba trzeba mieć jeszcze więcej Planty czy dobrego smalcu, bo jednak te odrobinki mąki opadają na dno i się przypalają, mi wyszło 25 średnich pączków i to był ostatni moment – tłuszcz nadawał się tylko do wylania. H&C powiedziała, że są lepsze niż sklepowe, bo wcale nie czuć smażeliną.
Ogień pod tłuszczem musi być niewielki – pierwszy pączek był trochę niedopieczony w środku, trzeba było obniżyć temperaturę i smażyć dłużej. One muszą swobodnie pływać, mi wchodziło tylko 4 do rondelka, bo przecież musiało być odpowiednio głęboko, więc nie mogłam wziąć dużego rondla. Odsączałam je na ręczniczkach papierowych, nie wpijały tłuszczu, jednak spirytus zrobił swoje.
No cóż, są bardzo smaczne, ale baaardzo kaloryczne i ciężkostrawne. Co do kalorii, to mnię to zwisa, natomiast trzeba przyznać, że objedzenie się nimi na noc nie było dobrym pomysłem. Aha, na drugi dzień, o dziwo! były lepsze niż w środę. 
Byle do końca niedzieli, jak będzie lepiej, dam Wam znać :-)

15 komentarzy:

  1. Dobre pondrzki som smaczne bo som smaczne i dobre

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzyniu czuję wieprzowym nosem, że nie jest dobrze, a przeczucia mam fatalne. Co powiem to i tak banałem zaleci, zajrzyj do nas jak już świat się wyprostuje bo nam bardzo Ciebie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja może tylko póki co prześlę pozdrowienia i uściski...

    OdpowiedzUsuń
  4. A moje dziecię najukochańsze po wszamaniu dwóch pączków (smażyłam takie z ziemniakami, z przepisu Arabeski) oświadczyło co następuje: "No mama, to mi teraz do szczęścia brakuje tylko torta i lodów".

    P.S.: Nic mądrego powiedzieć nie umiem, więc chyba pobędę w milczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwszych słowach myslałam, że Mama Marzynia sobie coś chlapnęła wysokoprocentowego;) Blog przesmaczny;)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie;)
    Agnieszka

    www.najblizsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. no i wiedziałam, że będziesz kusić tymi pączkami o których już córka wcześniej wspominała :)) piękne i baaardzo apetyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamciu, ziomalko, 3maj się dzielnie ;) marne to pocieszenie, ale se wyobraź, że jutro zajmę się piersiami kurczęcimi wg Twojego specjalnego przepisu na romantyczną kolacyjkę - w tym przypadku Walętynkowom. Jakie to życie faceta jest ciężkie - całe pół dnia zajmowania się kurczęcimi żeby później jeden wieczór zająć się...hm...niekurczęcimi ;) Zdam relację po niedzieli (z pichcenia, pichcenia...;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pączków nie smażyłam, bo sama nie miałam sił - w domu grypa żołądkowa - synowa strasznie ją przechodzi. Zrobię coś z Twoich przepisów w niedzielę - nastawiłam się na piankę orzechową. Mamciu i Marzyniu dzięki za odwiedziny i miłe słowa - trzymam kciuki za Mamę Mamy Marzyni, niech wraca do zdrowia, pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzyniu - my z chemią też mamy bliskie spotkania ale wiem, że wszystko może wyjść na prostą, więc trzymajcie się tej drogi:)
    Dzięki za przepis na pączki, czekałam na niego:)) Teraz trzeba o śledziku pomyśleć -wtorek tuż-tuż.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymaj się Mamarzyniu ... ściskam mocno . Wiem co czujesz , bo z chorobą mamy zmagamy się pół roku . Silni bądźcie i tyle .

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę że u Ciebie walka, ale widze również że jest lepiej z czego cieszę się przeogromnie...żadne słowa nie będa własciwe oprócz tych że trzymam ogromnie kciuki za Was, Twoją Mamę:):):):)do lepszego..
    a paczki cacusne:):)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie wyrośnięte, okrąglutkie, no no...

    OdpowiedzUsuń
  13. ... a ja już nie mogę patrzeć na to wszystko... na jedzenie, słodkie itepe

    OdpowiedzUsuń
  14. PĄCZKI SUPER, MAM NADZIEJĘ ŻE WSZYSTKO WRÓCI DOI NORMY, ALE JAK JA CZYTAŁAM TEN WPIS TO MI SIĘ PRZYPOMNIAŁO JAK MÓJ TATO ODSZEDŁ OD NAS NIESPODZIEWANIE DWA MIESIĄCE TEMU,ALE PO WCZYTANIU SIĘ GŁĘBSZYM TO SIĘ TROCHĘ JAK BY MI NA DUSZY LŻEJ ZROBIŁO BO MAM NIEZBYT DOBRE DOŚWIADCZENIA ZE SZPITALEM JAK I ZARÓWNO Z TATĄ I Z MAMĄ, PRZEPRASZAM ZA TE MOJE Z WYLEWY, POZDRAWIAM Kasia M...................

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurde przepraszam cie ,ale nie spojrzałam na datę, wybacz mi z ten wcześniejszy wpis, pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(