niedziela, 17 marca 2013

Żeberka w kiszonej kapuście czyli pochwała niespiesznego duszenia 3


Mam nadzieję, że to już ostatnia przed latem potrawa typu: obiad drwala rąbiącego tajgę w styczniu pod Wierchojańskiem. Na razie każde spojrzenie za okno podaje w wątpliwość moje nadzieje, ale z drugiej strony tak kaloryczna i solidnie leżąca w brzuszku potrawa nie smakowałaby w lipcu. 
Każda rzecz ma swój czas jak twierdzi mędrzec Kohelet (he, he, czytuje się do poduszki) i zaręczam – ta potrawa nie jest to marność nad marnościami, lecz worta jezd każdy gemby (mędrzec Babcia Bronia).
No i to niespieszne duszenie w żeliwnej gęsiarce…

SKŁADNIKI:
2 kilogramy dobrej kapusty kiszonej,
2 kilogramy żeberek,
2 duże cebule,
pół litra bulionu grzybowego (dałam z kostki Knorra),
2 łyżki masła i olej,
smalec (tak, właśnie SMALEC!) do obsmażenia żeberek,
sól, pieprz, majeranek, liście laurowe, kminek, cebula, czosnek, lubczyk do żeberek,
sól, pieprz, kminek, liście laurowe i ziele angielskie do kapusty.

WYKON:
Żeberka kilka godziny wcześniej zamarynować w oleju z ciutką octu balsamicznego, pieprzem, solą, liśćmi laurowymi, czosnkiem i cebulą. Nie dodawać jeszcze majeranku i kminku, bo się przypalą w czasie obsmażania.
Cebule pokroić, zezłościć na maśle z olejem. Dodać kapuchę (jeśli jest bardzo kwaśna można odcisnąć, my uwielbiamy kwasową - świeżo kiszona z Charsznicy jest idealna), dodać przyprawy, chwilę poddusić razem.
W tym czasie żeberka, podzielone na zgrabne porcje, obsmażyć na rumiano na smalcu, obsypać ulubionymi przyprawami.
Do żeliwnego naczynia z pokrywą wyłożyć połowę kapusty, zalać bulionem, ułożyć żeberka, na nie wyłożyć resztę kapusty, by łonem wilgotnem je okryła.
Przykryć i dusić 2 godziny w 150 stopniach, środkowa półka, grzanie góra i dół.
Po konsumpcji można iść odśnieżać trasę Rzeszów – Krosno.

6 komentarzy:

  1. Bo jak powiedziałaś a... I co, i co , i co?
    Buziaki. Ale co to muszę wiedzieć!

    OdpowiedzUsuń
  2. WYKON mnie rozłożył na łopatki :))) Natomiast zezłoszczona cebula niemniej :) Ale łono wilgotne - po prostu oplułam se komputer!!! To będzie cosik w sam raz dla Tygrysa,tylko ze ciągle piekarnika jeszcze nie mam!!! A dałoby się to dusić na gazie? Na jakimś małym ogniu, hę?
    Ja mieszkałam w mieście i tylko raz, jak bombę podłożyli, to zajęcia odwołali :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy tej dłuuugiej zimie i tej ilości śniegu do przewalenia - taki obiad jest konieczny.

    OdpowiedzUsuń
  4. niezły "wykon" ;D
    gdy za oknem takie zwały śniegu z każdej strony to ani się o sałacie nie chce myśleć tylko tak ja w przepisie powyżej konkretne mięcho z konkretną kapuchą! ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Danie wyszło wspaniałe- mąż się tak zajadał, że aż mu się uszy trzęsły! Przepis podebrały też koleżanki i są równie zachwycone co ja . Pozdrawiam Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo mi miło, to są sposoby Babci Broni z brańdury (bratrura, w Galicji tak się mówi na piekarnik). W brańdurze nigdy nie było tak wysokiej temperatury jak w piecu chlebowym dlatego tam się raczej tak dusiło niż piekło i dlatego potrawa wychodzi taka pyszna :-)

      Usuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(