wtorek, 6 kwietnia 2010

Babka z ajerkoniakiem



Grzebiąc w Internecie i poszukując, co mogło mi się stać, wytypowałam 4 stany chorobowe kręgosłupa, które bedo najbardziej podchodzące do moich objawów:
   Postrzał, lumbago, ischias.
   Zapalenie korzeni nerwowych.
   Rwa barkowa, rwa kulszowa, rwa udowa.
   Przepuklina krążka międzykręgowego (wypadnięcie dysku).

W każdym wypadku należy się udać do lekarza – specjalisty. Ponieważ zbliżała się Wielkanoc, udałam się oczywiście do lekarza niespecjalisty, bowiem specjalista ma zapisy dopiero na okres przed Bożym Narodzeniem.
Nafutrowana lekami przeciwbólowymi mogłam przynajmniej „derengować” H&C bez jęków bólu, więc udało nam się przygotować i przeżyć święta wielkanocne jak się należy; nawet byłam w kościele, zawieziona nieomal przed Grób przez kochaną Bratową.
Teraz siedzę przed kompem, obłożona podpórkami i odwiedzam przyjaciół.
Wspominam smak wielkanocnych potraw (ciasto skończyło się wczoraj, sałatki też, jest jeszcze trochę sosu tatarskiego, jakieś okrawki wędlin i tysiącpięćsetstodziewięćset jaj wielkości granatów odłamkowych ręcznych typu F1). Osiemdziesiąt takich jaj zakupiliśmy z tatusiem w Wielki Czwartek, zauroczeni ich świeżością i wielkością. Co czwarte miało podwójne żółtko. Teraz będziemy jedli je przez następne 2 tygodnie.
Przebojami wielkanocnego stołu były oczywiście barszcze (żurek na własnym, pszenno – żytnim, zakwasie i – co ciekawe – czerwony, bo Tato miał zawsze czerwony barszcz na Wielkanoc), sałatka z pieczonym kurczakiem, sos tatarski (a w nim prawdziwki marynowane!), sernik wiedeński (piekła siostra wg przepisu Mamy, przepyszny!), szarlotka (piekli Martik z Dziadziem) i na ozdobę mazurek (duet M&Z).
Są to potrawy od dziesiątków lat przygotowywane na te święta. Oprócz tego musi być sałatka jarzynowa tradycyjna, wędliny różnorakie, jajka ma się rozumieć i babka. Przeważnie piekę drożdżową, ale że ciężko jest miesić ciasto w pozycji na czworakach (wtedy boli najmniej), więc wybór padł na bardzo prostą, a PRZEPYSZNĄ babkę ajerkoniakową, tym bardziej, że resztę ajerkoniaku można wypić pod pretekstem niemarnowania resztek, kiedy tylu ludzi głoduje.

Przepis inspirowany przez panią Majanę, zresztą on krąży w sieci w kilku wersjach, nie sposób dociec, kto podał go pierwszy.

*150g kruchych krówek (miałam te najlepsze, z naszej „Roksany”),
*150g masła,
*120g cukru (dałam 10 dkg, krówki są bardzo słodkie i polewa też),
*4 jaja (u mnie 3 giganty),
*125 ml advocata,
*190g mąki zwykłej, pszennej,
*1 łyżeczka proszku do pieczenia,
*szczypta soli.

Piekarnik rozgrzać do 190 st. C. 
Foremkę na babkę z kominkiem(niezbyt dużą) wysmarować masłem i oprószyć mąką. Jeśli ktoś ma dużą formę, trzeba zrobić z półtorej porcji.
Krówki pokruszyć na kawałki.
Masło utrzeć z cukrem na puch. Dodawać po jednym jajku, za każdym razem dokładnie ucierając masę (oczywiście robił to mikser). Po trzecim jaju masło się zwarzyło, ale kiedy wlewałyśmy po trochę ajerkoniaku, z powrotem zrobił się puszysty krem. Mąkę z proszkiem do pieczenia i solą przesiać do osobnej miski. Dodawać stopniowo do masy, już krótko ucierając. Na koniec łyżką delikatnie wmieszać krówki.
Przelać ciasto do foremki. Piec ok. 40 min. (patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy). Studzić w foremce. Polać polewą.

W oryginale była domowa polewa toffi. My miałyśmy resztę masy od mazurka z gotowanego mleka skondensowanego oraz polewę czekoladową w proszku, którą Jurand zakupił zamiast takiej gotowej, do podgrzewania. Do tej masy kajmakowej dowaliłam więc 2 łyżki tego proszku, podgrzałam razem na płytce i polałam babkę. Wbrew obawom elegancko zastygło się na cieście, a smak czekoladowej krówki był wyczuwalny. 
Ciasto jest świetne, długo wilgotne, aromatyczne, ja swoją babeczkę piekłam w Wielki Czwartek, a jeszcze w Lany Poniedziałek zjedliśmy resztkę. 
Na marginesie mówiąc było takie dobre, że trzeba było wydzielać, kto, ile i kiedy może sobie jej ukroić.
Na zdjęciu resztki babki pozują z moją ukochaną pisanką, na której orzeł bielik niesie w szponach jajko.  Pomijając dociekania, jak mógłby to zrobić w sposób zobrazowany przez anonimową artystkę z Pogórza, strrrasznie mi się podoba ten patriotyczny motyw.


18 komentarzy:

  1. Mmmm taka babka to musi być pychotka. Nigdy nie robiłam babki z ajerkoniakiem i muszę zrobić koniecznie :)

    Zdróweczka Ci życzę Mamciu !!! Buźka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A można dużo tego ajerkoniaku dać?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja poproszę krówki z ajerkoniakiem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jadłam taką babkę w wykonaniu sąsiadki. Sama nie zdobyłam się na jej wypiekanie - a gdyby tak się nie udała? ajerkoniak lepiej wypić osobno i zakąsić tradycyjną babką piaskową ;)

    Zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę zdrowia i szybkiej wizyty u specjalisty, choćby przestało boleć - trzeba to migusiem leczyć!!
    Pyszne jedzenie i nawet pachnie z opisu ;DDD
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzyniu - toż to pyszności nad pysznościami, wolne weż i polez sobie do wypęku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Generalnie to nie przepadam za babami, no ale baba z pijaną rogacizną w zestawie to co innego;)
    P.S.: Skoro babka z krówkami już jest, to może zacznij się Marzyniu troszeczku byczyć?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie strasznie miło Marzyniu bo babka to moje ulubione ciasto nie tylko Wielkanocne:):):)Nie lubię kremówek czy tortów ale babeczkę....mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzyniu, Ty ciągle kalika? Biedaku, jedz dużo witaminy B i może się kotem obłóż po nerkach? Niech się kocina przytuli, może być cała nie sama skórka :) No co za świństwo Cię dopadło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzyniu przeczytałam i prawie posmakowałam tych wszystkich potraw na Twoim stole i postanowiłam wrócić tu za 1 lub 2 tygodnie i sobie dopiero poużywać. Teraz jestem tak poświątecznie obżarta, że nie mogę się zamęczać:):):) Powiem Ci, że lata temu piekłam swoją pierwszą drożdżową babkę i tak dodawałam do oryginalnego przepisu: jeszcze trochę cukru, jeszcze masełka, no żeby była lepsza, słodsza... Ciasto mi nie urosło, więc wsadziłam do piekarnika to co było i wyszła mi...skorupa, ale za to jaka słodka:):):) Pozdrawiam serdecznie i zdrówka Ci Marzyniu życzę, lumbago czy rwa kulszowa, to "diabelstwo"!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdrówka Marzyniu ... Niech już nie boli .
    Ale smkowitości :):):) Nie jadłam nigdy nic takiego , ale narobiłaś mi smaka :):):) Podoba mi się pomysł z krówkami :):):)

    OdpowiedzUsuń
  12. O rany ... wszystko co lubię w jednym , no w to mi graj ;)))))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć Marzynciu, wróciłem, czytam, pozdrawiam - masz tu takiego linka: http://www.przychodnia.pl/el/leki.php3?lek=1870 - zapytaj jakiegoś konowała czy to to się nadaje - jeżeli tak, bardzo polecam, na mnie zadziałało (żel) rewelacyjnie (przy mocnym stłuczeniu nadgarstka).

    OdpowiedzUsuń
  14. mam nadzieję że szybko dojdziesz do zdrówka bo tu nam smutno bez Ciebie :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Marzyniu kochanie co się dzieje - nie wiem czy wszystko z Tobą w porządku i czy to było lumbago? Martwię się o Ciebie, bo coś długo się nie odzywasz - kliknij choć słowo, życzę Ci zdrówka i przesyłam buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  16. jestem...jestem...

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Kochana Mamamarzyniu gdzieś jest?

    OdpowiedzUsuń
  18. 80 jajek??? Rany, tożto potęga!!! Kocham jajka, az sobie chyba dziś ze 2 ugotuję na twardo ;)
    Mam rzeczywiscie bloga o Liwce, zapraszam serdecznie w każdej chwili a drugiego mam jeszcze ze zdjeciami z Irandii. W sumie nic ciekawego, tylko fotki ;)
    długo cię coś nei ma, mam nadzieję, ze to nie kręgosłup cię unieruchomił. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Zalew spamu i mnie pokonał... dlatego musiałam włączyć tę uprzykrzoną weryfikację obrazkową :-(