Kiedy szastam się po blogach kulinarnych, czasami wpadnie mi w oko coś niezwykłego; coś, co bazuje na znanej od podszewki kuchni, a jednak jest nowinką.
Tak właśnie zaskoczyły mnie azjatyckie (?!, chyba raczej powinny się wywodzić z Ameryki Południowej) długie kluski ziemniaczane, które są niczym innym, jak dobrze znanymi w naszej kuchni kluskami śląskimi, jeno ukulanymi w innej formie, i zaprawionymi sosem o "azjatyckim" posmaku.
Dokonałam wykonu tego dania ze względu na formę spasionej na ostatecznym żywicielu (wybaczcie porównanie) glisty ludzkiej, albowiem jako dziecię, w siódmej klasie, głęboko przeżyłam lekcje biologii😄.
Z ciasta na kluski śląskie (dla nowicjuszy: klik!) toczymy długie wałeczki. Nie mogą być zbyt długie, bo przy wyjmowaniu mogą się złamać, aczkolwiek mnie udało się wyjąć w jednej partii nawet takie długości aprobowalnej przez parazytologów😝. Nurzamy je w sosie, który trąci Dalekim Wschodem. Jam dała grzyby mun, ciemny sos sojowy, imbir, czosnek i szarpaną pierś kurczaka, bowiem ciężko pracujący małżonek pożądał jakowegoś mięsiwa.
Wyszło danie niezwykłe jak na członkinię Koła Gospodyń Wiejskich, ale bardzo smaczne.
Jeśli także interesowaliście się biologią w podstawówce, albo - co bardziej zrozumiałe - kuchnią azjatycką, to można zaskoczyć Rodzinkę takimi kluseczkami.
I nie baczcie na psychodeliczne zdjęcie na zielonym talerzu, bo Marzynia już tak ma😉.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz