Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 listopada 2025

Tydzień z ciastem drożdżowym, czyli kolejne pomysły na smakowite wypieki

Cały tydzień u mnie i u Martika trwał festiwal ciasta drożdżowego. Marta upiekła chałkę twarogową znalezioną na blogu Agusi (klik!), troszkę modyfikując przepis, bo używa suchych drożdży (do sklepu w Idrii ma pół godziny jazdy z alpejskiego pieca na łeb). Piecze także z produktów mlecznych bez laktozy, w Słowenii jest bardzo duży wybór, ale NIE MA TWAROGU. Zawsze kiedy jedziemy do niej, wieziemy hurtowe ilości sera białego, bowiem nasze serniki (i nie tylko) biją tam rekordy popularności, a i Martik bez kwaśnego "syrka" żyć nie może.
Oddaję głos córce:
"Chałka wyszła dokładnie tak, jak pisze Agusia - wilgotna, puszysta i pyszna :) Ja również myślę, że jeszcze lepsza byłaby z kruszonką (kwaśny twaróg sprawia, że nie jest bardzo słodka, z dżemem lub czekoladą to nie przeszkadza, ale dla mnie za mało słodka, żeby jeść z samym masłem). Ciasto mnie zaskoczyło, nigdy nie robiłam takiego (z drożdżowych najczęściej robię pizzę i paluchy). Obawiałam się, że jest zbyt płynne i klejące, ale mimo lepienia się odchodziło od miski i urosło bardzooo! W surowym cieście widoczne były jeszcze grudki sera, ale po upieczeniu nie są wyczuwalne, chociaż czuje się delikatny smak twarogu". 

Zaś paluchy z ajvarem i serem są tak smaczne, że zięć gotów jest co drugi dzień gnać po ser do miasteczka przez gaik, steczkę, mostek i rzeczkę 😆.
My z Zuzianką piekłyśmy tylko na słodko, bo okazało się, że Zuzia nie jadła jeszcze paszczaków maminkowych (klik!), a ja chciałam wypróbować rogaliki Helenki (klik!). 
Obydwa wypieki są znakomite, a paszczaki stały się wręcz kultowe, ze względu na nazwę i fakt, że wychodzą (przeważnie) sympatycznie uśmiechnięte😄.
Tym razem troszkię mi się rozdziawiły, ale za to zostały stuningowane orzechową posypką, bom se zakupiła ostatnio w idrijskim bieda-boxie dużą pakę mielonych orzechów za całe 1,05 euro. Jako że termin "Najlepiej spożyć do:" już minął, więc sypię te oriehi do wszystkiego (np. na rogaliki Helenki też). Zapas kwasu alfa-linolenowego w organizmach mamy już na dwa lata do przodu.

Oryginalny przepis na paszczaki jest u Maminka tutaj.

 


 

poniedziałek, 20 października 2025

Rolada w serowym cieście i domowa czekolada

 

Matko, jakie to jest pyszne! To ciasto serowe to genialny pomysł, ale niestety nie mogę zełgać, żem sama na niego wpadła. Zobaczyłam to cudo na blogu pani Ewy "Smaki na talerzu" (klik!) i zaciekawiło mnie, że serowa otulina jest wcześniej pieczona. A że byłam wyłączona przez parę dni z życia zewnętrznego (jak każdej jesieni atak zapalenia zatok, tak, tak, nie słuchało się mamusi 45 lat temu, czapusia szła do teczki...), więc miałam czas na kulinarne bajerki.
Mąż-zaopatrzeniowiec, sam zakatarzony, na początku nie chciał jechać do miasteczka, ale gdym mu pokazała zdjęcie rolady pani Ewy, i obiecała, że nie będzie czekał do Bożego Narodzenia, to w dyrdy poleciał😆
Poniższy przepis jest skrótem z bardzo dokładnego opisu autorki, który sobie wydrukowałam szesnastką i przymagnesowałam tradycyjnie na lodówce na wysokości oczu (wkładanie i zdejmowanie okularów rękami wymaśklanymi majonezem nie należy do przyjemności, hie, hie). Dlatego jeśli byłyby trudności ze zrozumieniem, odsyłam do przepisu-matki😍

Rolada serowa:

·         6 jajek, 300 g sera żółtego (ja dałam Złotego Mazura), 6 lekko kopiastych łyżek majonezu.

Jajka ubijamy przez kilka minut na puszystą masę. Pod koniec, cały czas ubijając, dodajemy majonez, potem starty na dużych oczkach tarki ser.

Blaszkę z wyposażenia piekarnika wykładamy papierem do pieczenia, lekko natłuszczamy go olejem (dzięki temu łatwiej będzie oddzielić ciasto od papieru). Wylewamy masę serową, wyrównujemy. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez około 15 minut (do zarumienienia).

Wyjmujemy z piekarnika i ostrożnie zwijamy w roladę, usuwając jednocześnie papier do pieczenia. Po chwili ponownie rozwijamy ciasto serowe na płasko. 

Przygotowane nadzienie wykładamy na ciasto serowe. Dość ściśle zwijamy w roladę, owijamy w papier, na którym wcześniej piekło się ciasto serowe. Ponownie wstawiamy do piekarnika (łączeniem do dołu) i pieczemy przez około 40-45 minut. Jeżeli ciasto nie będzie chciało się od papieru oddzielić, przełóż go na chwilkę (papierem do dołu) na zwilżoną ściereczkę. Następnie podważając ciasto szpatułką delikatnie oddziel je od papieru.

Nadzienie: 
Roladę można wypełnić, czym się chce. W "Smakach na talerzu" jest tych propozycji kilka (wcale się nie dziwię, że to przebój kuchni p. Ewy). W mojej jest doprawiona mielonka indycza, żurawina, orzechy włoskie i mrożony groszek (bez rozmrażania). Fajnie, kolorowo wyszło.


Deser - czekolada z orzeszkami bukowymi
Jeśli ktoś ma na dużo zapału (oraz dostęp do buczyny) to może nazbierać ze 2 garście bukowych orzeszków i pokusić się o zrobienie z nimi domowej czekolady. Właśnie teraz buki sieją orzeszkami (a nie dzieje się to każdego roku), więc warto spróbować. Bukiew ma oryginalny smak, a po uprażeniu jest jeszcze smaczniejsza. Poddanie obróbce cieplnej jest konieczne, bowiem fagina w świeżych nasionach wywołuje stan podobny do upojenia alkoholowego. Trzeba jednak zjeść ich dużo, a jak pisze moja ulubiona pani doktor Małgosia: "obieranie nasion z łupinek trwa tyle czasu, że zanim osiągnę dawkę toksyczną, to widocznie już zdążę zmetabolizować to, co zjadłam na początku". 
Dlatego pierwszą rzeczą przy robieniu tej czekolady jest posiadanie NSR-a. Kiedyś w roli Niewolniczej Siły Roboczej występowała oczywiście  Hurma i Czereda, dzisiaj jest to jeno Małżon, któren potem w nagrodę ma pierwszeństwo w konsumpcji.
Moja czekolada jest dodatkowo posypana grubą solą i suszonymi, kruszonymi płatkami róży cukrowej, żeby się już popisać na maksa oraz zniechęcić małżona do pożarcia CAŁEJ tabliczki😂😂😂.


czwartek, 21 sierpnia 2025

Buraczkowa sałatka po turecku


 Wreszcie doczekałam chwili, kiedy moje sponiewierane deszczami buraczki osiągnęły dopuszczalną do konsumpcji wielkość jaj perkoza dwuczubego😂
 Mogłam więc wypróbować przepis, znaleziony u Hajduczka (klik!) na turecką przystawkę z jogurtem. Przepis jest banalnie prosty, jedyna trudność to upieczenie buraczków (bo z pieczonych lepsza, ale i z gotowanych pyszna). Jeśli w piekarniku pieczemy coś, co nie jest np. waniliowym sufletem, to można położyć obok buraki i upieką się "przy okazji".
Hajduczek podaje takie proporcje:
2 średnie buraczki ugotowane lub upieczone, 
ząbek czosnku,
szklanka gęstego jogurtu, 
pieprz, sól, opcjonalnie – kilka kropel soku z cytryny, jeśli jogurt jest mało kwaśny,
oraz podanie na stół ze szklaneczką raki (tureckiej anyżówki).

Ponieważ sałatkę spożywali sami dorośli, więc dodałam dużo czosnku i jeszcze kumin na jogurt. Niestety, nawet nie pytałam w naszym wiejskim geesie o anyżówkę, coby mnie sklepowa śmiechem nie zabiła. 
A przystawka jest WYBORNA!
Poniżej, ku pochwale Zuzianki, zamieszczam zdjęcie jej obiadu dla Rodzinki (Jessu, że też ja się nie załapałam, ale niestety mieszkamy kawałek od siebie😩). To jest pierś z kaczki z pieczonymi brokułami i sosem wiśniowym. No ba!


wtorek, 30 stycznia 2024

Smażone empanadas i łosoś Jaśka

 

Nawet na naszej wsi, gdzie wrony zawracają, są czasami imprezy, na których podaje się nie tylko kiszkę, proziaki ze smalcem i studzieninę😂 Nie znaczy to, że na swojskie jadło nie ma już amatorów, ale i my czasami chcemy zakrzyknąć: "Ole!", sięgając na przykład po emapanadas. A sięgnąć warto - są pyszne.
Co prawda na podstawie zdjęcia powyżej ktoś może pomyśleć, że Marzynia jednak nadziała te meksykańskie pierożki kaszanką, ale jest to po prostu czarna fasola z kurczakiem, duszoną cebulką i czosnkiem.
Te empanadas są smażone w głębokim oleju. Farsz to tylko rzecz upodobań, następnym razem zrobię pewnie jarski. Ciasto jest bardzo dobre, chrupiące z wierzchu, ale bezpieczne dla uzębienia i przyjemnie pulchne pod warstwą spieczonej skórki. Podajemy z ulubionymi zimnymi sosami, żeby sobie biesiadnicy nurzali w nich przekąski😋
SKŁADNIKI CIASTA:
500 g mąki pszennej,
1 żółtko,
2 łyżki masła,
mleka ile zabierze (czyli tyle, by powstało ciasto jak na pierogi),
½ łyżeczki soli.
 
Zarobić, schłodzić w lodówce, rozwałkować na jakieś 3 milimetry, nadziewać, zlepiać, smażyć. Łatwizna😉
A dobrze usmażyć łososia, aby był soczysty a nie surowy w środku, to już nie jest tak łatwo. I tu popisał się Jasiek (młodsza odnoga Hurmy i Czeredy), który - idąc w ślady Umiłowanej Przywódczyni - gotuje dla kochanych osób. No spójrzcie sami!


środa, 12 kwietnia 2023

Śledzie na zielono

Właściwie te śledzie nie są na zielono, lecz na zielonkowato, ale smak jest zacny, świeży i z taką wiosenną nutą. Nie jest to oczywiście zasługa groszku ani kiszonych ogórków, lecz sosiku, na który składają się:
gęsta, kwaśna śmietana,
majonez,
olej z pestek dyni,
zmiksowany dziki szczypiorek, gwiazdnica, koperek i czosnek niedźwiedzi,
ciut soli, pieprz i cukier do smaku. 
Same śledzie są zamarynowane w sparzonej cebuli, occie (akurat jabłkowym) i tym "bučnom olju" (bučno olje to po słoweńsku olej z pestek dyni; wyrabia go domowym sposobem szwagierka Martika. Jest prze-py-szny, orzechowy, zielony, pachnący świeżymi pestkami).
Miałam ochotę dać więcej zieleniny, aby sos był bardziej zielony, ale małżonek, który nie jest miłośnikiem "chwastów" w kuchni, zaprotestował. Dlatego sosik wyszedł zielonkowaty, ale aromat - zwłaszcza tego czosnku niedźwiedziego - był wyczuwalny i ze zwykłych śledzi zrobił ciekawą, wiosenną przekąskę😋.
 

sobota, 14 stycznia 2023

Śniadanko dla żony

 

Nigdy nie przypuszczałabym, że na moim blogu znajdzie się także danie wykonane przez zięcia. I to w tak mistrzowskim stylu! A jednak to prawda - taką kanapeczkę, na croissancie, z pastą z awokado i rukolą, podał małżonek Martikowi na śniadanko. 
I muszę szczerze przyznać, że mnie nigdy takie ładne nie wyszły, mimo, że mam przecież swoje jajka.
 J. robił to po prostu w wirze wody zakwaszonej octem, fakt, że też ze swojskich jaj, ale bez żadnego tam kombinowania z chochelkami, woreczkami czy foremkami do poszetowania. 
A może te kurki alpejskie znoszą jakieś bardziej zwarte jajeczka?
Wzruszona objawieniem się kolejnego następcy w kuchni postanowiłam pokazać Wam to dzieło, tym bardziej, że u nas w Polsce to mąż pomaga żonie przy garach bardziej w stylu ukazanym na poniższej makatce, he he... 
Jutro rano i ja wyślę moją połówkę do kurnika!
 





piątek, 3 czerwca 2022

Galareta wieprzowa czyli studzienina

 

Pierwszy raz robiłam studzieninę na święta wielkanocne. Okazało się bowiem, że to tradycyjna potrawa świąteczna w Słowenii (a gościł u nas mój "ljubljeni zet" czyli ukochany zięć😊). Oczywiście Martik powiedział, że skoro nie możemy mu zrobić takiej galarety, jaką robi jego Mama (czyli z gotowanej tydzień, dojrzewającej, suszonej i wędzonej skamieniałej świńskiej nogi) to chociaż zróbmy wypaśną wizualnie. 
Sam przepis na mięsną galaretę jest jeszcze po mojej Mamie, ale oczywiście ani Rodzicielka, ani jej Rodzicielka czyli Babcia Bronia ani ja do tej pory nie cackałyśmy się jakoś specjalnie ze studzieniną. Nigdy nie było w niej jajek, perełek z groszku ani figlasków z marchewki, tylko samo mięsko w jarzynowym wywarze, z warstwą smalcu na wierzchu. No i ma się rozumieć nikt nie cudował z żadnymi kopcami czy tam kopułami, tylko normalnie w rondlu to zastygało, aby potem biesiadnicy mogli łatwo kroić i nabierać słuszne porcje, obficie zlewane octem (oczywiście spirytusowym😋). Nawet mój mały braciszek z lubością spożywał tę potrawę i nikomu do głowy by nie przyszło, że to może być (???) niezdrowe.
Ale teraz są inne czasy, więc - jak widać na załączonym obrazku - wysadziłyśmy się na mięsny kopiec kreta - artysty.
SKŁADNIKI:
3 nóżki wieprzowe (muszą być świeżutkie i ze "szczęśliwego" wieprzka),
przednia golonka,
4 marchewki,
2 pietruszki,
średni seler,
duża cebula opieczona jak do rosołu,
lubczyk (ja używam zamrożonych jeszcze w ubiegłe lato łodyg),
3 liście laurowe, po 6 kuleczek ziela angielskiego i czarnego pieprzu,
sól i pieprz mielony,
4 duże ząbki czosnku,
liście pietruszki, groszek i jajka na dekorek.
WYKONANIE:
Nóżki trzeba przerąbać na pół i dokładnie umyć. Razem z golonką w dużym garze zalać zimną wodą i gotować na małym ogniu ze 3 godziny. Następnie wywar posolić do smaku, dodać warzywa i przyprawy (bez czosnku). Gotować wolniutko jeszcze z godzinę. Gdyby mięso nadal było twarde to wyjąć warzywa, aby się nie rozpadły, i gotować do całkowitej miękkości.
Gdy wieprzowina sama odchodzi od kości odcedzić ją, wystudzić i obrać mięso (dawniej Mama dodawała wszystko, jak leci - razem z miękkimi chrząstkami, tłuszczykiem i skórą z golonki, ale ja już tak nie robiłam, bo H&C grymasiła). Wywar przecedzić przez gazę, aby był przezroczysty, doprawić dość czujnie solą, pieprzem i czosnkiem i odstawić do lodówki.
Kiedy galaretka zacznie tężeć posmarować nią szklaną miskę od środka (coby przylgnęły do ścianek plasterki jajka, listki, groszek i kwiatuszki z marchewki, he he...). Powkładać warstwami kawałki mięska, podlewając zimnym, gęstniejącym już samoczynnie wywarem. 
Nazajutrz zostaje już tylko problem wydobycia zastygniętej i oczywiście przywartej na mur-beton studzieniny z miski. Dlatego powinno to być  naczynie dobrze przewodzące ciepło, bo podejrzewam, że z plastikowej, niezbyt gładkiej miski musielibyśmy ją jednak wyskrobać😂. Na szczęście po wsadzeniu szklanego naczynia do gara z bardzo gorącą wodą udało się wyhopsać galaretę na duży talerz. Troszkę roztopionego rosołku wyciekło, alem sprytnie zrobiła wianuszek z reszty groszku i wyszło piekniusio.
Kochany "Zet"(Jessu, nieodmiennie kojarzy mi się to z pamiętną Mrówką) powiedział - po polsku! - że "bardzo dobre"!!!
 
 

wtorek, 17 maja 2022

Sałatka "Słonecznik"

 

Pomysł na tę sałatkę wpadł mi w oko, gdy przeglądałam fajny blog młodego kucharza z Wilna - zachęcam do zajrzenia tam, bo pan Łukasz wszystko dokładnie opisał (klik!). Myślę, że pod "słonecznikowy" wierzch można wsadzić każdą sałatkę, która da się uformować w kopczyk. 
Oczywiście dekor wykonał Martik, albowiem Umiłowana Przywódczyni w nawale świątecznej roboty nie miała czasu bawić się w takie fiku-miku 😁
Najlepiej na płatki użyć pringlesów (takich w tubie), bo zwykłe chipsy będą zbyt kruche, no i namokną za szybko. Zresztą te także "więdną" po jednym dniu tkwienia w potrawie, więc lepiej nie dekorować tej ogromnej michy, w skrojenie której wrobiliśmy zięcia ze Słowenii (bidok zgodził się na to, bo nie zrozumiał, o co prosi go po polsku podstępna teściowa 😂)


niedziela, 8 maja 2022

Paszteciki królowej

 

Tę wytworną przekąskę wypatrzyłam na wspaniałym blogu "Szybko i smacznie" (klik!) i już wiedziałam, że gdy tylko będę miała jakąś wyjątkową okazję to spróbuję ją zrobić. Okazją były oczywiście święta oraz przyjazd córki, którą można było jak za dawnych lat "wykorzystać" 💋 (Hurma i Czereda nazywała to za dawnych lat "Wyzyskiem NSR" czyli Niewolniczej Siły Roboczej). 
Dodatkową zachętą była nazwa - to Maria Leszczyńska (moja ulubiona postać historyczna) wprowadziła takie vol-au-vent, jakie zrobiła Konhambos. Moje nie są tak naprawdę Pasztecikami Królowej (lecz wieżami z ciasta francuskiego Marzyni), ale także były pyszne :-)
Korzystałam oczywiście z gotowego ciasta - z dużego płata (jakoby z dodatkiem PRAWDZIWEGO masła) wyszło mi 13 wież. Jest z tym troszkę pitolenia się, bo aby były apetyczne, powinny być małe a wysokie. Moje nie były wysokie (dopiero po fakcie mało jednak umna mamcia kapnęła się, że wychlastanie na chybcika rozbełtanym jajkiem warstw spowodowało ich sklejenie), ale BYŁY należycie kruche i takie "na raz do paszczy", co zaprezentowała mi naocznie męska część biesiadujących. 
Nadzienie to sprawdzony krem z tuńczyka, gdyby ktoś miał życzenie, to jest tutaj. 
Warto pamiętać, aby kupując tuńczyka szukać takiego z certyfikatem MSC (zrównoważonego rybołówstwa).

środa, 24 listopada 2021

Gryczane bliny ze śledziem - coś przepysznego!

 

Właściwie to potrawa powinna się nazywać: "gryczane racuchy ze śledziem", bo wyszły dość grube i chyba ZA puszyste, ale mam nadzieję, że chociaż smak jest blinowy. No i rozpiera mnie duma, że ze wszystkich składników dania tylko śledzie są sklepowe - bioekoorganik introdukowanego chłopstwa małorolnego rządzi na Smykówkach!
SKŁADNIKI:
Ok. 15 dag mąki gryczanej (to ważne: powinna być bio - można kupić, ewentualnie upalić i zmielić w enerdowskim młynku do kawy organiczną kaszę gryczaną od eko-rolniczki z sąsiedniej wsi),
15 dag mąki pszennej (można białej z razową),
2 jajka,
jakieś 2 dag drożdży (albo ciut więcej, ile się tam na oko ukrzy z kostki),
szklanka ciepłego mleka (od Wolanki, a właściwie jej krówki😉), 
płaska łyżeczka soli,
łyżeczka cukru,
klarowane masło (też od Wolanki) do smażenia
DODATKI:
kwaśna śmietana wiadomo skąd (albo ze sklepu, byle sztywna bez skrobi i gumy guar),
sznyteczki śledziowe (albo łosoś, łohoho),
czerwona cebulka,
zieleninka (u mnie wciąż na grządce są zielone pietruszka naciowa i rzeżucha!).
WYKONANIE:
Drożdże rozrobić z cukrem i częścią mleka, wlać na przesiane z solą mąki, przysypać lekko i odstawić w ciepłe miejsce. Gdy zaczyn ruszy wbić jajka i energicznie mieszając łyżką (nie chciało mi się jakoś specjalnie wyrabiać i jak widać - z dobrym skutkiem) dolewać mleka tyle, aby powstało ciasto, jak na racuchy. Powinno wyrastać z pół godziny, aż podwoi objętość. Po powtórnym zamieszaniu znacznie opadło i ciągnęło się jak klej Konrada, ale wkładane łyżką do patelni-dołkownicy formują się (rosnąc w oczach) w kształt równiutkiego placuszka. 
Przybranie to już tylko chwila, chociaż kapiącemu śliną jak Alien na widok Ripley mężowi wydawała się wiecznością 😆
Z tej porcji wychodzi 14 blinów. Dla faceta trzeba 4, ja zadowoliłam się trzema. Odgrzewają się rewelacyjnie na parze, chociaż pan poprosił jeszcze o wychrupczenie (momencik na suchej nawet dołkownicy, ale jeszcze kapeczkę masełka nie zawadzi :-)
Koniecznie do powtórzenia!


 

czwartek, 11 listopada 2021

Najboljše hrenovke v testu czyli słoweńskie parówki w drożdżowym cieście

 

Pyszne były te paszteciki... Tym razem Umiłowana Przywódczyni przyjechała na gotowe, bo zapobiegliwy Martik wykonał wcześniej jakieś 2 miliony pasztecików do czerwonego barszczyku. Wypieki były z grzybami, serem zółtym, kapustą, parówkami i te najlepsiejsze - ze słoweńskimi parówkami z serem. Te wołowe kiełbaski były dość pikantne, przez nacięcia wyzierał kremowy ser, a puszyste ciasto otulało smakowite wnętrze. Co prawda, aby spalić te kalorie trzeba hulać poleczki ze 3 godziny (to też ciekawe, że tam weselnicy najchętniej tańczą ludowiznę; polki i sztajerki trącą jednak z lekka ludową muzyką Austrii). Jestem niezwykle dumna, że wszystko, co ugotuje i upiecze moja córka, niezwykle smakuje "słoweńskiej drużinie".

SKŁADNIKI: 

·         400 g mąki pszennej, 

·         40 g świeżych drożdży,

·         3 żółtka (wyjęte odpowiednio wcześniej z lodówki,

·         100 g miękkiego masła,

·         1 łyżka cukru,

·         szklanka ciepłego mleka (lub więcej, zależy ile wchłonie mąka),

·         niepełna łyżeczka soli,

·         10 – 12 frankfurterek (no chyba, że zrobimy wypad do Słowenii i kupimy hrenovke 😉),

·         tyle paseczków żółtego sera, ale wyjdzie nam pasztecików (około 40),

·         czarnuszka, kminek lub rozmaryn do posypania (najlepsze były te z czarnuszką).

 WYKONANIE: 

Pokruszone drożdże rozetrzeć z cukrem, dodać całe mleko i 3 łyżki mąki. Wymieszać i odstawić pod przykryciem, aż mocno ruszą (uwaga, bo zaczyn w formie pianki lubi uciec!). Do misy miksera z hakiem do wyrabiania (lub do miski, w której sami będziemy ręcznie to hakować) wsypać przesianą mąkę, dodać sól.  Wlać spieniony rozczyn, wymieszać i sprawdzić, czy nie trzeba dodać jeszcze nieco mleka (cała mąka powinna być zwilżona). Dodawać pojedynczo żółtka i wyrabiać ciasto około 5 minut.

Następnie stopniowo dodawać kawałki miękkiego masła, wyrabiając jeszcze z 10 minut, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i pulchne. Włożyć do lekko natłuszczonej miski, przykryć wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę.

Parówki pociąć na kawałki (z jednej hrenovki wychodziło 4 ciuczki), z sera porobić płaskie słupki nieco krótsze od wędliny. Jeśli chcielibyśmy wziąć gotowe parówki z serem, to jak najbardziej, o ile w środku parówki nie ma wyrobu seropodobnego).

Dwukrotnie wyrośnięte ciasto wyjąć na stolnicę, wyrobić krótko, uformować kulę i rozwałkować na duży prostokąt.  Pociąć go na paski o takiej szerokości,  aby dało się owinąć nadzienie. Następnie układać na cieście parówki i ser w odstępach 3-4 centymetrowych, zwinąć ciasto w rulon i skleić brzeg, podkładając go pod spód. Pociąć paszteciki na pojedyncze „egzemplarze” i pozaklejać im końce, wpychając ciasto do środka. Jeśli robimy je bez sera, taka zabawa nie jest konieczna, ale Martusi wypłynął ser z prototypów z pieczarkami (i tak były przepyszne, zwłaszcza te przypieczone witrażyki z sera, uczepione boku bułeczki😋).

Dużą blachę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia, poukładać roladki łączeniem do dołu (zachowując odstępy, bo jeszcze urosną), posmarować mlekiem skondensowanym albo rozbełtanym jajem i posypać przyprawami. Bardzo ostrym nożem (ja to robię żyletką) naciąć leciutko wierzch bułeczki – nie musi się tego robić, ale wtedy para może nam rozsadzić przysmak od środka i ser na pewno ucieknie. A tak to wystaje apetycznie przez nacięcia i dodatkowo kusi. Odstawić do drugiego wyrośnięcia na 1/2 godziny (i nastawić piekarnik na 180 stopni, góra i dół). Piec jakieś 25 minut,  do czasu aż się zrumienią.

Można je bez obaw mrozić. Po powolnym rozmrożeniu odpieczone w piekarniku smakują jak świeże. Są niewielkie (co widać na dolnym zdjęciu) i zrobiły furorę wśród biesiadników, chociaż spotkałam jednego tubylca, który twierdził, że najlepsze są te z kwaśną kapustą (musiał mieć przodków z Polski 😆).