Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2026

Sałatka kamieniarza i cynaminki

 


Zdjęcie jest z gatunku: "Zgadnij, czym jestem"***, ale Małżon tak gwałtownie domagał się konsumpcji, iż cyknęłam tylko z wierzchu. Zasadniczo jest to sałatka drwala, jednak tym ta casem sie nie ścino (że tak strawestuję mistrza Wyspiańskiego), jeno robi się przy domu kamieniarkę😆. 
Dlatego na posiłek regeneracyjny dla mego mularczyka wybrałam baaardzo treściwą sałatkę. Jest w niej pierś z kurczaka, sałata rzymska, szczypiorek, korniszony (dla rzazu jedna warstwa to ogórki-krokodylki), tarty cheddar, a na wierzchu chrupiący boczek i grzanki. Nie podpieczone, tylko podsmażone na tym tłuszczu z boczusiu, żeby było bardziej masno i żeby tyrający miał więcej mocy. 
Sosy są  w niej dwa: czosnkowy i keczupowy. Jest bardzo pyszna, ale ja zjadłam niewiele, bo napatrzyłam się na Waszych blogach na lekkie sałatki i takich mi się zachciało. Więc pewnie na niedzielę (gdzie robota, a zwłaszcza na ludzkich oczach, jest w naszej wsi zakazana ) zrobię coś bardziej wiosennego.
A na deser już wszyscy z wielką radością raczyli się cynaminkami Maminka. Moje nie są takie ładne, ale chyba równie smakowite😋 Kiedy się rozłamie rogalika, ukazują się zrolowane, cynamonowe warstwy... Zajrzyjcie tu (klik!)

*** Dziewczyny z "moich lat" - pamiętacie jeszcze ten teleturniej "Zgadnij, kim jestem"?! Jessu, teraz mi się otworzyła klapka w mózgu, że było coś takiego z 50 lat temu, ale nie pamiętam, kto prowadził. 

środa, 10 września 2025

Sałatka makaronowa "Muszelki i przegląd lodówki"😃

 

Kiedy człowiek sobie buszuje po zakoleżankowanych blogach, to właściwie zawsze ma ochotę zjeść każdą z potraw, które tam widzi. Odwiedzanie tych blogów nocą jest wręcz niebezpieczne, albowiem często kończy się to wyżeraniem czegokolwiek, aby uspokoić tęskne ssanie w żołądku. Nie zawsze jednak mogę wypróbować smakołyki, którymi raczyli się owi szczęśliwcy, bo nie mam na podorędziu składników, a wyprawa do miasta nie jest taka prosta dla człowieka zabitego dechami. Można co prawda kurcgalopkiem polecieć do gieesu (jakieś 3 kilosy), albo wysłać tam małżona (któren - w przeciwieństwie do mnie, potrafił zrobić prawo jazdy), omamionego wizją rozkosznej konsumpcji. Wiem jednak, że to nic nie da, a sklepowa, pytana o jakiś delikates, tylko wypuczy na mnie oczy😕
Ale są przepisy dające radosną pewność: mam to! Na przykład - mam makaron muszelki, bom robiła zupkę wnuczce. I mam w lodówce jakiś ser, wędlinę, a w szklarni pomidory i papryki, a u Ciotki widziałam jeszcze parę ogórków (ostatnie spaślaki, ale wciąż dobre). 
Więc zrobiłam sałatkę, do wykonu której zainspirowała mnie Monia ze "Smakołyków na diecie" (klik!). Tam można dodać dowolne lubiane składniki, ale starałam się, aby było dużo surowych warzyw. Już na etapie próbowania okazało się, że jest pyszna, i że świeże pomidory, ogórek i papryka wspaniale pasują do łagodnego makaronu. Nie dodawałam więc curry, tylko ciut czosnku suszonego, coby nie zagłuszyć wybornego smaku jarzyn z MOJEJ (no, prawie...) grządki😋 

czwartek, 21 sierpnia 2025

Buraczkowa sałatka po turecku


 Wreszcie doczekałam chwili, kiedy moje sponiewierane deszczami buraczki osiągnęły dopuszczalną do konsumpcji wielkość jaj perkoza dwuczubego😂
 Mogłam więc wypróbować przepis, znaleziony u Hajduczka (klik!) na turecką przystawkę z jogurtem. Przepis jest banalnie prosty, jedyna trudność to upieczenie buraczków (bo z pieczonych lepsza, ale i z gotowanych pyszna). Jeśli w piekarniku pieczemy coś, co nie jest np. waniliowym sufletem, to można położyć obok buraki i upieką się "przy okazji".
Hajduczek podaje takie proporcje:
2 średnie buraczki ugotowane lub upieczone, 
ząbek czosnku,
szklanka gęstego jogurtu, 
pieprz, sól, opcjonalnie – kilka kropel soku z cytryny, jeśli jogurt jest mało kwaśny,
oraz podanie na stół ze szklaneczką raki (tureckiej anyżówki).

Ponieważ sałatkę spożywali sami dorośli, więc dodałam dużo czosnku i jeszcze kumin na jogurt. Niestety, nawet nie pytałam w naszym wiejskim geesie o anyżówkę, coby mnie sklepowa śmiechem nie zabiła. 
A przystawka jest WYBORNA!
Poniżej, ku pochwale Zuzianki, zamieszczam zdjęcie jej obiadu dla Rodzinki (Jessu, że też ja się nie załapałam, ale niestety mieszkamy kawałek od siebie😩). To jest pierś z kaczki z pieczonymi brokułami i sosem wiśniowym. No ba!


piątek, 23 maja 2025

Sałatka "królewska" z selerem i ananasem

 

 Nie wiem zaiste, na czym ma polegać "królewskość" tej sałatki - może to jakieś zaszłości z lat słusznie minionych, kiedy to ananas (obok bananów) był synonimem jedzenia z bogatych sfer? 
W każdym razie dzisiaj każdy może sobie tę królewskość zafundować, bo wszystkie składniki są ogólnie dostępne, i nikt się już nie jara, że je ANANASA w sałatce 🙌
Wpis powstał na życzenie wdzięcznych biesiadników, którzy (pomijając łaszenie się do mych spracowanych rąk) tak ochoczo wyrazili gotowość do robienia takiej sałatki we własnym domowym zaciszu, iż musiałam podać im dokładne proporcje. I rzeczywiście - na przysłowiowe milionpięćsetstodziewięćset wykonów tego przysmaku - ten chyba był najlepszy 😋
 SKŁADNIKI:
- litrowy słoik selera konserwowanego (ponieważ - mimo korzystania tylko z tej firmy - NIKT mnie nie chce sponsorować, więc nie podaję nazwy. Jako usprawiedliwienie dla nich przemawia fakt, iż oprócz garstki miłych blogowych przyjaciół nikt tu nie zagląda, więc promocja jest mierna jakby...),
- po 4 plastry sera żółtego łagodnego w smaku i szynki konserwowej wieprzowej lub drobiowej z batona (uwaga Czereda: tylko nie jakiejś psiujskiej, a z dobrego fileta i każcie sobie w sklepie ukroić te plastry już "na wymiar" - tak około 5-6 milimetrów. Wiem, że sklepowe czasem sarkają, bo muszą przestawiać maszynę, ale to bardzo ułatwia późniejszą obróbkę skrawaniem),
-  mała puszka kukurydzy (i tu niestety sprawdza się tylko ta z firmy "Tańczących warzyw"),
- 1 gruby por (adres Eko-handlu, gdzie chłop ma bio pory grubości pożądanej, na priva) - taki o fi ze 4 centy (zieloną część zamrozić do rosołu),
- puszka ananasa (dobrej jakości. Ja dałam 6 plastrów, na specjalne życzenie Małżonka. Nie było za słodko),
- 5 jajek rozmiaru L (jajka były od moich kurek),
- ulubiony majonez (już tam H&C wie, o jaki chodzi - ale ONI też mnie nie sponsorują) w ilości 2-3 łyżki,
-  2 łyżki jogurtu greckiego (lub kwaśnej śmietany),
- ulubione przyprawy  - oczywiście sól, pieprz, ale także do wyboru: ciut czosnku suszonego lub ciut chrzanu  (obie wersje są dobre, bo warto dodać nieco rzazu bardzo delikatnej sałatce). Ja dodałam także ze 2 łyżki soku z cytryny, bo ten seler nie był przekwaszony (a cytryna balansuje słodycz ananasa).
 
WYKONANIE:
Selera (niemal cały słoik, niestety zostaje w słoiku około dwa palce na dnie; jeśli się doda za dużo to będzie zbyt selerowa) dobrze odcisnąć. Bołdki, powstałe po odciskaniu, pracowicie roztrzepać w misce (Myszki - jeśli go nie roztrzepiecie na pojedyncze wiórki, to potem konsumenci mogą mieć porcję z samą bołdą selera, bez innych dodatków, bo się NIE WYMIESZA!). 
Plastry szynki i sera pokroić w kostkę. 
Ananasa pokroić w sznyteczki półcentymetrowe po obwodzie i także odcisnąć. Ilość ananasa zależy od preferencji biesiadników, najlepiej "chytać smak" na końcu. 
Pora pokroić w półkrążki i sparzyć do miękkości (to ważne, aby potem degustatorzy nie wyciągali cząstek pora z zakamarków uzębienia :-D). Sparzenie polega na zalaniu pokrojonego pora wrzątkiem w miseczce; po jakichś 15 minutach należy sprawdzić, czy jest miękki - te bio wymagały ponownego zalania (ale już minimalną ilością wrzątku, coby całkiem nie pozbawić go smaku). 
Pora dodać do selera - roztrzepać. Dodać wędlinę, ananasa, pokrojone w kostkę jajka, ser i kukurydzę - i co? A jakże ! - roztrzepać! (to niestety trzeba robić ręcznie, aż składniki dokładnie się połączą). 
Jeśli ktoś (jak Małżon) - nie lubi zbyt dużo kukurydzy - to resztą udekorować wierzch (ci, co lubią, nabiorą sobie porcję z nią i wymieszają na talerzyku). 
W osobnej miseczce przygotować sos: majonez, jogurt (lub śmietanę), przyprawy. Uważać z solą, bo wiele składników już jest słonych. Wmieszać do sałatki i "chytać" smak 😆

Sałatka powinna się "przegryzać" co najmniej 2 godziny. Jeśli trzymamy ją w lodówce, to przed wydawką trzeba wyjąć na kilka kwadransów, aby się ociepliła.
 
My jedliśmy tę pyszność z chlebkiem od Uli z Prostych Potraw  (klik!) bez chia , albowiem Marzynia się wysadziła na domowy chlebek na zakwasie, któren jest zobrazowany poniżej.
Nieskromnie dodam tylko, iż Wujo (postać emblematyczna w naszej wsi, to ten od nieustającego zadziwienia, co to "dziwochy" z miasta wyczyniają) wylizał talerz 🙆



 

czwartek, 16 listopada 2023

Sałatka "Śniadanie na polanie"

 

Ta sałatka wpadła mi w oko na Smakerze. Wyglądała bardzo obiecująco, a i nazwa była nietuzinkowa. Interesująca (acz lekko - jak dla mnie - afektowana) była też zanęta autora: "To warstwowa sałatka zawierająca same wspaniałości. Klasyczne połączenie ryby i jajek skąpanych w majonezie zostało podbite za pomocą wyrazistego żółtego sera oraz pieczarek".
 
Składniki (jest ich tylko kilka i nie licząc obróbki pieczarek pracy jest niewiele):
 
  200 g tuńczyka w sosie własnym (jest taki dobry w słoiku w pewnym sklepie),

·      200 g pieczarek (w oryginale usmażonych na suchej patelni, ale oczywiście dałam masło. Dobrze, że nie smalec😆),

·      6 jajek ugotowanych na twardo,

·      150 g żółtego sera, startego na grubej tarce,

·      jakaś zielenina do dekoracji (dałam gwiazdnicę, trybulę i świeży tymianek - wszystko to rośnie w najlepsze na moich grządkach),

·      100 g ulubionego sosu majonezowego,

       1 czerwona cebula, lekko zmacerowana w odrobinie soli, cukru i octu jabłkowego (nie było w oryginale, ale dobrze, że dałam, bo potrawa byłaby zbyt łagodna w smaku),  

       garść świeżej żurawiny do dekoracji - H&C przeważnie ją kulała na skraj talerzyka, ale mnie bardzo pasował jej kwaśny, orzeźwiający akcent. 

       Wszystkie składniki przekładamy warstwami (tuńczyka posypujemy odciśniętą cebulką), smarując sosem majonezowym. Wierzch jaki jest - każdy widzi 😉

 




1

sobota, 1 kwietnia 2023

Sałatka z mniszka, gwiazdnicy i krwawnika

 

Martik zameldował ze Słowenii, że sezon na mniszka lekarskiego już się rozpoczął i u Teściów niemal codziennie jest do obiadu sałatka z tego ziółka. Ponieważ u nas rośnie wszędzie (a najlepiej w moich kwiatkach), więc wyeksterminowanego "mlecza" postanowiłam spożytkować kulinarnie. Smakowała nam w zeszłym roku wersja słoweńska (właśnie ze skwareczkami), ale czegoś mi u nich brakowało. Dodałam więc trochę posiekanej rzodkiewki i jajka na twardo. Sosik to olej z pestek dyni, ocet z bzu, sól, cukier, pieprz i suszony czosnek. 
Ponieważ (nie wiedzieć czemu) nasz mniszek jest bardziej gorzki niż ichni, więc dodałam młodziutki krwawnik (jeszcze nie drapie w gardle) oraz gwiazdnicę, która radośnie sobie rosła na grządkach przez całą zimę.  
Sałatka ma lekką goryczkę, ale jest przepyszna - soczysta, chrupiąca, pełna witamin i dobrodziejstw leczniczych. No i (oprócz rzodkiewki, bo nie mam jej jeszcze) wszystko z naszego gospodarstwa👍 
P.S. Aby zobaczyć zioła w tej kupie dodatków trzeba powiększyć zdjęcie, ale zapewniam, że są tam wszystkie trzy 😆

niedziela, 26 lutego 2023

Sałatka uzbecka z ozorkiem

 Zostałam obdarowana przez Martika ozorem cielęcym. Jeśli ktoś nie jadł nigdy rarytasu, jakim jest ozorek, ten nie wie, jak smaczne, delikatne i czyściutkie jest to mięso. W tym samym czasie Ciocia dała mi sprawionego (niech będą Jej dzięki!) kogutka, więc wiadomo, że wylądował w rosole - razem z ozorkiem i kupą warzyw. Akuracik tyle samo się gotowały do miękkości (ok. 2 godziny, bo kurak to nie była piana ze sklepu, lecz Czupurek, który od lata szalał po całym naszym dziole). Większość jęzora została pokrojona do rosołu, ale najładniejszą część postanowiłam wykorzystać do sałatki, która za mną "chodziła" od wielu lat.

Przepis  pochodzi z nieistniejącej już strony państwa Grumków i nazywa się "sałatka uzbecka". Potwory i Spółka (akurat połowa była u mnie "w gościach") natychmiast przemianowali ją na sałatkę UBECKĄ, ale pod groźbą, że nawet jej nie powąchają gdy będą szydzić, w czas zamilkli.
 
Autorzy podali oryginalną nazwę: Til va sabzavotli salat, więc oczywiście sprawdziłam w sieci, czy aby na pewno to z Uzbekistanu. I zgadza się, chociaż przepis pani Maliki (o tu, klik!) nieco różni się od poniższego. Ale tak czy siak - to jest pyszne! Smaki się świetnie uzupełniają i ta marchewka (która - dopóki nie skosztowałam - budziła moje zdziwienie) świetnie pasuje do reszty składników. Co ciekawe - nie ma w sałatce żadnych przypraw z tego regionu świata, a mimo to jest inna niż wszystkie. 
Pytanie tylko, ile razy normalny człowiek ma dostęp do cielęcego jęzorka... No chyba, że jest taszczą (słoweń.: teściową) właściciela eko-farmy z krowami...
 
Podaję przepis za Grumkami (moje zmiany na zielono):
 SKŁADNIKI: 
300 g ugotowanych i pokrojonych na kawałki ozorków, 
2 ugotowane buraczki pokrojone na kawałki (dałam swoje marynowane i dobrze, bo są lekko kwaśne), 
4 jajka, 
1 cebula pokrojona w plasterki (zamacerowana wcześniej w soli, cukrze i soku z cytryny, przelana wrzątkiem i odciśnięta),
2 ugotowane marchewki, 
łyżka oleju (łyżka majonezu), 
2 łyżki majonezu i kwaśnej śmietany (gęstego jogurtu), 
2 roztarte ząbki czosnku, 
sól do smaku (i pieprz), 
koperek (pietruszka) i rzodkiewka do ozdoby.
SPOSÓB WYKONANIA:
Rozgnieść marchewki z czosnkiem, solą i łyżką oleju (majonezu). Odstawić na 10 minut. Na talerzu wyłożyć cebulę, buraki, jajka, ozorki i marchewkę. Posolić. Pośrodku (obok) położyć sos majonezowy. Udekorować jajkami. Bezpośrednio przed podaniem wymieszać wszystkie składniki.
 

I tak oto Marzynia przeniosła rodzinkę do Taszkientu.
 

 

wtorek, 17 maja 2022

Sałatka "Słonecznik"

 

Pomysł na tę sałatkę wpadł mi w oko, gdy przeglądałam fajny blog młodego kucharza z Wilna - zachęcam do zajrzenia tam, bo pan Łukasz wszystko dokładnie opisał (klik!). Myślę, że pod "słonecznikowy" wierzch można wsadzić każdą sałatkę, która da się uformować w kopczyk. 
Oczywiście dekor wykonał Martik, albowiem Umiłowana Przywódczyni w nawale świątecznej roboty nie miała czasu bawić się w takie fiku-miku 😁
Najlepiej na płatki użyć pringlesów (takich w tubie), bo zwykłe chipsy będą zbyt kruche, no i namokną za szybko. Zresztą te także "więdną" po jednym dniu tkwienia w potrawie, więc lepiej nie dekorować tej ogromnej michy, w skrojenie której wrobiliśmy zięcia ze Słowenii (bidok zgodził się na to, bo nie zrozumiał, o co prosi go po polsku podstępna teściowa 😂)


czwartek, 11 czerwca 2020

Litewska sałatka z łososiem i chrzanem


Bardzo smaczna sałatka z niewielu składników. Zaskakująco pyszne jest połączenie ryby z chrzanem. Przepis znalazłam na stronie pani Komarki (klik!), od siebie dodałam tylko rzodkiewkę i koperek (ale nie musi jej być)
SKŁADNIKI:
kawałek surowego łososia - ilość ryby zależy od zasobu portfela i preferencji. I nie bierzcie czasem wędzonego - raz tak zrobiłam i zepsułam sałatkę!
3 ugotowane w osolonej wodzie ziemniaki,
3 jajka na twardo,
3 kiszone ogórki obrane ze skórki,
pęczek szczypiorku,
mały pęczek koperku,
kilka rzodkiewek, 
sok z cytryny.
Na sos:
2 łyżki majonezu i łyżka kwaśnej śmietany,
kopiata łyżka utartego chrzanu (lub oczywiście mniej - trzeba znaleźć swoje proporcje),
pieprz, 
odrobina cukru.
WYKONANIE:
Łososia usmażyć na prawie suchej patelni (ciutkę masełeczka klarowanego jednak daję, choć Komarka zaleca inaczej), doprawiwszy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Podzielić widelcem na cząstki. Pozostałe składniki pokroić w większą kostkę, szczypiorek i koperek drobno, a rzodkiewkę w półplasterki. Chrzan zetrzeć na drobnej tarce,ale nie na paciarę, tylko w drobne wiórki. Wymieszać składniki sosu, zaprawić sałatkę, gdy się nieco "przeżre" ewentualnie doprawić. 
Na powyższym wielkanocnym półmisku spoczywa z koleżanką ze Lwowa (klik!) - można mieć Wilno i Lwów na jednym talerzu (zaznaczam, że obce są mi wszelkie kresowe resentymenty - to skutek sporów H&C o wyższości śledzia nad łososiem 😋).

poniedziałek, 8 lipca 2019

Śródziemnomorska grillowana cukinia na zimę

Ten bardzo dobry przepis znalazłam na blogu "Ogrodnik w podróży" i ciut go zmodyfikowałam (klik!) Jest tam dokładnie opisany i zilustrowany proces wytwarzania tego "lata w Toskanii w słoiczku". Moje zdjęcie jest tragiczne wręcz, ale obiecałam koleżance, że wrzucę tę sałatkę, a gdy jest tyle roboty, to nie ma czasu się certolić z sesjami foto :-D 
Warto skorzystać z tego pomysłu, zwłaszcza, gdy cukinie już się proszą o przerób, a nie przepadamy za tradycyjnie marynowanymi.
SKŁADNIKI:  
5-6 małych cukinii,
1 główka czosnku,
2 łyżki suszonych pomidorów (warto mieć swoje),
2 łyżki zielonych oliwek bez pestek,
4 młode cebule,
pęczek świeżej bazylii (razem z łodygami),
świeże (lub suszone) zioła - pasuje oregano i rozmaryn,
olej do smażenia,
sól, pieprz
NA ZALEWĘ: 
4 szklanki wody,
4 łyżki octu balsamicznego,
3 łyżki miodu,
1/2 łyżeczki chilli,
1 łyżka soli.
WYKONANIE:
Cukinię trzeba pokroić (ze skórką) w plastry troszkę grubsze niż ogórka na mizerię. Na patelni grillowej (albo jak u mnie żeliwnej) smarowanej pędzelkiem olejem/oliwą do smażenia zrumienić te plasterki, a potem cebulę (już wrzuciłam byle jak, bo zabawa z odwracaniem cukinii mnie znużyła). Smażyłam na dość dużym ogniu, bo chciałam, aby pozostały jak najbardziej twarde (potem przecież pasteryzacja). W misce wymieszać warzywa z pozostałymi składnikami i dopóki gorące pakować do słoików i pasteryzować 20 minut (ja w piekarniku, "na sucho").
Gdy po tygodniu otworzyłam z ciekawości jeden słoiczek zjedliśmy po prostu z chlebem, taka jest dobra!



niedziela, 21 maja 2017

Bramborowa sałatka z chwastami


Tę sałatkę postanowiłam nazwać jakoś inaczej niż zwykła "sałatka ziemniaczana" (opcja "Kartoffelsalat" odpadła w przedbiegach) i padło na brambory, bo język czeski dostarcza nam wiele radości...:-). Taka zwykła ziemniaczanka to to nie jest, bo - jak widać na załączonym obrazku - jednym z głównych składników są dziko rosnące rośliny z łąki i lasu, z których kilka to po prostu chwasty.  Mieszkanie na wsi jest cudowne pod tym względem: wychodzisz o rzut beretem i masz pełno oryginalnych dodatków do sałatki, i jeszcze możesz się snobować na blogu, jaka to jesteś fit, eko, wege, hyge (?), paleo (??) i w ogóle. 
Rustici mordaces zadbają jednak, żeby się nam w głowie nie przewróciło ("Świniom do kłócaniny niesiesz?" - bom niesła w koszu, no po co baba łazi po lesie i polu z koszykiem w kwietniu?!). I słusznie, bo te chwaściki to taki bajerek dla miastowych, lepsza byłaby rzodkiewka i szczypior na wierzchu, ale H&C zjadła i chwaliła (tylko Dorunia wywaliła pokrzywę, no i potem się dowiedziałam, że krwawnik drapał w gardle :-D).
SKŁADNIKI PODSTAWOWE:
ugotowane młode ziemniaki - tak z 5 -6 sztuk,
1-2 młode cebulki,
4 kiszone ogórki,
po 1 jajku na osobę,
liście sałaty "na podściółkę",
sól, pieprz,
SOS:
jogurt naturalny,
majonez - kilka łyżek,
łyżeczka lub dwie ulubionej musztardy,
sól, pieprz, cukier, sok z cytryny,
kilka łyżek jakiegoś dobrego oleju (oliwa wg mnie nie, ma nie ten smak, ja dałam tłoczony na zimno rzepakowy)
DZIKA ZIELENINA w mojej sałatce:
rzeżucha łąkowa - o, to jest super; urwane listki dałam do środka sałatki, bo jest ostra i świetnie rzazuje te bramborki, a wiechetek jej kwiatuszków wetknęłam na środku, żeby było piekniusio,
babka jajowata - spoko, smak łagodny,
pokrzywa - nie urywa, żelazista i twardawa,
mniszek lekarski - lubię, jest gorzki i chrupie,
krwawnik - też gorzkawy, ale łechcze,
szczawik zajęczy - kwaśny, cytrynowy, no i ładny z tymi czerwonymi łodyżkami i koniczynowatym pokrojem,
zwykły szczaw - to każdy wie, jak smakuje :-),
Większość tych roślin to zioła; kto się tam cyka, że zaszkodzi, niech sprawdzi, czy wolno mu jeść. Nam nic nie było. Aha, i degustacja odbyła się 30 kwietnia - obawiam się, że wiele z tych roślin jest już "za stara" do celów kulinarnych :-(

wtorek, 15 marca 2016

Sałatka lwowska wg Magdy Gessler - idealna na wielkanocny stół!



Co prawda na podstawie powyższego zdjęcia trudno domyślić się, co to za sałatka, ale po pierwsze fotografowaliśmy stół ZANIM wataha rzuciła się do konsumpcji, a po drugie już taka „rozbabrana” nie wygląda tak ładnie (buraki ze śledziami i majonezem nie są bardzo dekoracyjne, ale smak znakomicie wynagradza wizualne niedostatki). Ta sałatka wspaniale łączy składniki, pożądane przez tradycjonalistów na wielkanocnym stole: buraczki, śledź, kwaśne ogórki, grzybki… 
Jak pisze p. Gessler: Sałatka lwowska podawana jest z sosem śmietanowo-musztardowym, który nie tylko dodaje pikanterii potrawie, ale wprowadza do niej również nutkę słodyczy. Wszystkie smaki (…) tworzą niezwykły zestaw aromatów i konsystencji. Nie do pobicia!”.

Z podanych niżej produktów wychodzi naprawdę duża porcja
Sałatka lwowska M. Gessler (podaję za autorką, przepis oryginalny jest tutaj)

  • SKŁADNIKI:
  • ·         8 filetów śledziowych w oleju,
  • ·         8 buraków,
  • ·         4 ziemniaki,
  • ·         1 seler,
  • ·         8 ogórków kiszonych,
  • ·         4 jabłka,
  • ·         4 marchewki,
  • ·         1 cebula,
  • ·         1 mały słoik marynowanych grzybków,
  • ·         1 mały słoik kaparów (nie dawałam, Martik nie lubi),
  • ·         szczypior,
  • ·         sok z cytryny.
Na sos musztardowo-śmietanowy: 
2 szklanki kwaśnej śmietany - wymieszałam pół na pół z majonezem, 
 pół słoiczka ostrej musztardy – ja zrezygnowałam z sugerowanej rosyjskiej, dałam zwykłą „saperską”, bo i tak potrawa jest charakterna,  
sól, pieprz, cukier.
WYKONANIE:
Ziemniaki, buraki, marchew i selera ugotować bez obierania. Następnie obrać i pokroić w kostkę. Ogórki i jabłka obrać i również pokroić w kostkę. Śledzie pokroić w paseczki. Cebulę posiekać. Grzyby odsączyć i również pokroić w kostkę. Pokrojone składniki - oprócz ziemniaków i śledzi - wymieszać. Na końcu dodać te ostatnie. Skropić sokiem z cytryny. Odstawić, żeby smaki "przegryzły się". Następnie śmietanę wymieszać z musztardą, doprawić solą, pieprzem i cukrem. Dodać do sałatki i delikatnie wymieszać. Na koniec posypać szczypiorem.

Albo jeszcze jajeczkiem, jak u mnie, żeby było piknie i na bogato :-D
Dodano w 2019 r.
 W tym roku na święta robiłam ją znowu, ale tym razem mam lepsze zdjęcie. Obok w zestawie jest sałatka wileńska z łososiem, no po prostu rewelka: Lwów i Wilno na jednym półmisku!