niedziela, 16 listopada 2025
Dwa pomysły na ciasta, które zaskoczą gości 😋
poniedziałek, 9 grudnia 2024
Tęczowa kostka czyli kolorowy chapsik dla wnuczki
sobota, 13 lipca 2024
Sernik morelowy z twarożku Marylki
niedziela, 30 czerwca 2024
Torcik naleśnikowy z serkiem labneh
poniedziałek, 11 marca 2024
Paszczaki Maminka
piątek, 13 października 2023
Pulpety Elizki Seniorki 😍
niedziela, 20 listopada 2022
Marmoladki z jabłek
sobota, 1 października 2022
Domowy sok Kubuś na zimę
Niemal cały wrzesień spędziłam u Martika w Słowenii. Gros czasu poświęciłyśmy na "ogarnianie" jej warzywniaka. Mając jeszcze w oczach nędzne zaiste, zrodzone w suchych mękach tegorocznego lata MOJE plony, doznałam szoku. W Alpach, powyżej tysiąca (!) metrów, na dnie niewielkiej niecki, gdzie utrzymuje się trochę gleby, na podłożu przypominającym drobny koci żwirek wyrosły jarzyny, mogące stawać do konkursu "Warzywni giganci 2022".
piątek, 8 kwietnia 2022
Jajka faszerowane "Pszczółki"
Nie da się ukryć - są i efektowne, i smaczne 😋 Warto zadać sobie trochę trudu przy ich przygotowaniu zwłaszcza, gdy przy świątecznym stole zasiądą dzieci. Najlepiej mieć oczywiście pomocnika takiego, jak ja miałam (czyli złotorękiego Martika - estetę), ale w sumie nie są to jakieś szczyty kulinarnego Parnasu. Pomysł nie jest nasz, lecz Danusi z bloga "Co mi w duszy gra" (klik!), zmieniłyśmy tylko nadzienie z wątróbkowego na tuńczykowe, a każdy może nafaszerować jajeczka według upodobań.
Jadalna "pszczoła" jaka jest, każdy widzi. Danusia użyła zielonych i czarnych oliwek, ale Marta stwierdziła, że pomarańczowe pomidorki koktajlowe + czarne oliwki będą lepiej imitować owadzi korpusik. Skrzydełka to przycięte plasterki ogórka, czułki - szczypiorek. Narcyz w środku nie jest jadalny, ale jest tak ładny, że można wybaczyć ten dekorek 😊
niedziela, 30 stycznia 2022
Placuszki bananowo-owsiane (bez glutenu) - Martik gotuje
Takie (i inne wypaśne) śniadania robi
Martik małżonkowi – wróżę długie i udane pożycie💘 (w emotce powinien być właściwie żołądek przebity strzałą Amora, ale nie ma w zestawie :-D)
Córka w mailu do mnie zastrzegła, że tekst wymaga przeredagowania, ale nie wydaje mi się, aby tutaj było coś do poprawki. Cytuję więc za autorką:
„Te placki zna już chyba każdy, ale jeśli nie - to podaję przepis. Są banalne w wykonaniu, szybkie, fit, bez glutenu i laktozy, pożywne i zapewniają energię na długo. Świetny pomysł na sycące śniadanie dla dzieci. Potrzebujemy jedynie 3 składników:
- dojrzałe banany (u mnie 2),
- jajka (u mnie 3 średnie),
- płatki owsiane ("większe pół" szklanki), ale miałam tylko mąkę owsianą i też wyszło dobrze, a może nawet lepiej.
Wszystkie składniki blendujemy w blenderku. Nakładamy łyżką na olej małe placuszki i smażymy do zrumienienia (ja w wersji fit smażyłam na oleju kokosowym, ale można i na maśle). Podawać z ulubionymi owocami (u nas mango i borówki), syropem, orzechami, jak kto chce...Wyszło ok. 10 puchatych placków (nie wiedzieć czemu zrobiły się puchate, chociaż żadnego proszku czy sody w nich nie było).
Banany, jajka i płatki owsiane to połączenie zapewniające energię na cały poranek, dzięki dojrzałym bananom nie trzeba dodawać cukru, robi się je dużo szybciej niż zwykłe naleśniki czy omlety, więc to placki idealne :) Nawet mąż, który szedł do pracy (w lesie!) bardzo chwalił, a więc jak widać chłopy mogą jeść nie tylko jajka na bekonie.
Zdjęcie tylko takie, bo znikają w tempie błyskawicznym - to były ostatnie sztuki uratowane przed pożarciem.
środa, 15 grudnia 2021
Racuchy Babci Broni
niedziela, 31 maja 2020
Serniczki na zimno z musem malinowym dla dzieciaczków
Masa serowa to po prostu serek mascarpone, ubity z małą śmietanką trzydziestką, wanilią i cukrem. Stabilizuje się ją żelatyną (rozpuszczone i wystudzone 2 płaskie łyżeczki żelatyny trzeba najpierw zmiksować z odrobiną kremu - raz wlałam żelatynę do zimnej masy i grudek nie dało się już rozbić). Po zastygnięciu miękkie foremki dają się bez problemu zdjąć, serniczki stawiamy na herbatnikach lub pewnie lepiej okrągłych biszkoptach, a w otworki po kominkach można wpakować, co się chce. Maliny (mrożone lub świeże) polecam jednak przetrzeć. Ponieważ Martik chciał jednak efektu niespodzianki - zamaskowała malinowy środek ciemną czekoladą i figlaskami z białej.
Jureczek swoje ciastko - oczywiście to z jeżykiem - wsadził na raz do ust, przemełł i zdziwił się, że w środku były maliny. Jego odpowiedź ("Dżeeem?!") wywołała zrozumiałą frustrację u walczącej o drugą gwiazdkę Pirellego siostry. Może jednak nie trzeba było kłaść deserku na petitku, wtedy musiałby zjeść łyżeczką 😜
czwartek, 20 czerwca 2019
Tort truskawkowy z kremem z serka mascarpone i bitej śmietany
Dzisiaj mamy już swoje owoce, nietknięte chemią i zamierzamy jutro (bo też święto) powtórzyć tę pyszną pyszność. Ciasto jest wspaniałe, bardzo delikatne i lekkie!
SKŁADNIKI:
Na ciasto:
6 jajek (osobno żółtka i białka),
6 łyżek z lekką górką mąki (5 pszennej tortowej i 1 ziemniaczanej),
6 płaskich łyżek cukru pudru,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
szczypta soli
Na krem:
500 g serka mascarpone (dwa z Piątnicy),
400 g śmietanki 30% (też Piątnica, oni mają opakowania po 400 g.),
3-4 łyżki cukru pudru,
ekstrakt waniliowy (albo ziarenka z jednej laski wanilii).
WYKONANIE:
Panię z białek ubić na sztywno (ale nie do stadium waty cukrowej) z cukrem i solą. Domieszać już trzepaczką, delikatnie, rozbełtane żółtka i mąki z proszkiem. Można też sposobem mojej Mamy: przesiać mąkę na piankę i łopatką tak jakby podbierać masę z dołu i wykładać na górę, dopóki obie ingrediencje się nie zmieszają. Wylać do wyłożonej papierem na dnie (boków nie smarować!) tortownicy i piec do złotego koloru (jakieś 30 minut) w temperaturze 170 stopni. Studzić w tortownicy.
Wykonanie kremu jest banalnie proste. Zimny serek i zimną kremówkę pakujemy do miski, ubijamy na najniższych obrotach dodając stopniowo cukier i aromat, na koniec dajemy im więcej gazu, dopóki nie zesztywnieją. Jeśli ciasto ma być dłużej przechowywane to chyba nie obejdzie się bez zagęstnika albo żelatyny, ale gdy H&C już napiera, kapiąc śliną jak wilkołaki, to krem utrzyma owoce :-)
Aha, i te truskawki nie były stabilizowane żadną galaretką, co się często praktykuje, bo Martik nie lubi. Wytrzymały do wielkiego poniedziałku (od soboty).
sobota, 26 stycznia 2019
Marchewkowe mufinki Zuzi
Nasza Zulajda rozwija kulinarne skrzydła ku uciesze swojej Rodzinki (a przede wszystkim Jaśka, który sam się nieźle zapowiadał, ale skoro jest siostra...). Kiedy wysłała mi zdjęcia tego, co akurat zrobiła, MUSIAŁAM zamieścić ten przepis, bo urzekły mnie:
a) jej zapał do pieczenia ciast (te mufiny wytworzyła w ilościach wystarczający nie tylko dla Watahy Jarzębiaka, ale i dla całej dzielni, a podobno są pyszne,
b) kompilacja przepisu z dwóch jakichś różnych (patrz zdjęcia),
c) wiersz na początku, akurat tematycznie podchodzący, bo zasypało nas jak w 1979 roku (ach, nie było wtedy szkoły przez 2 tygodnie!),
d) no i BEZCENNY dopisek o marchewce!
A kto chciałby sobie przypomnieć małą Zuzię już 10 lat temu gotującą z ciocią (czyli mua), to tu jest link. Polecam zajrzeć :-D
środa, 14 marca 2018
Ptasie mleczko
Za pomocą miksera robi się to błyskawicznie, przydają się także babcinowe półlitroczki (w blaszanych kubkach galaretka, wstawiona do zimnej wody w zlewie, błyskawicznie stygnie, więc śliniący się już małżonek nie musi długo czekać).
SKŁADNIKI:
- 0,5 litra śmietanki 30%,
- kubek jogurtu typu greckiego,
- 2 różnokolorowe galaretki (troszkę chemii nie zawadzi hie hie..., gdy ktoś bardzo uważa, to można zrobić białe, na samej żelatynie lub agarze),
- 2 łyżeczki ksylitolu (albo cukru pudru, mój Pan jednak pożera słodkości z mniejszymi wyrzutami sumienia, gdy nie są dosładzane sacharozą, a jeszcze nie dotarło do niego, że taki cukier jest przecież w kupnej galaretce :-D),
- mała paczka petitków (też nie są konieczne, ale fajnie się kroi na porcje. Nie czytać składu!)
WYKONANIE:
Galaretki rozpuścić w niepełnych szklankach wrzątku, w osobnych garnuszkach ma się rozumieć. Jeśli zależy nam na szybkości, to wstawić do zimnej wody, tylko nie iść gadać z ciotką, bo zastaniemy je zastygnięte na beton (w takim przypadku ostrożnie podgrzać, rozpuściły się z powrotem i nic im nie było). Ubić śmietankę, dosłodzić, wymieszać z jogurtem na gładko. Gdy mamy złe doświadczenia z ubijaniem, można zajrzeć tu (klik!). Podzielić masę na pół i zanim wlejemy galaretkę, to najpierw trzeba wmiksować do garnuszka ze dwie łyżki tej ubitej śmietany (zapobiega to powstawaniu grudek, raz tak zepsułyśmy z Martikiem krem żelatyną - potrafi zastygać błyskawicznie w zetknięciu z zimną śmietanką). Jakieś prostokątne naczynie wyłożyć herbatnikami, wylać pierwszą warstwę, zastudzić (krzepnie szybko), potem drugi kolor i na wierzch znowu ciastka. Jeśli nie chce wyleźć z pojemnika (oczywiście NIGDY nie chce), to podgrzać od spodu w gorącej wodzie, delikatnie wyłożyć na deseczkę, a potem hopsa! odwrócić.
I zawołać na Hurmę i Czeredę, że ptaki już wydojone :-)
piątek, 19 lutego 2016
Wesołe śniadanie Hurmy i Czeredy
Dopiero gdy na ferie przyjechał młodszy zastęp H&C, czyli Jasiek i Zuźka, zmobilizowaliśmy się do jakiejś bardziej kreatywnej kuchni (tiritonga i parura muszą iść w odstawkę :-D)
To jest plon porannej sesji z Dżonym i Zuńką. Jak zawsze w takich wypadkach namanił się też Jurand, wiedziony szóstym zmysłem, że u Matki będą jakoweś wypasy (Martik był poza lokalem - znowu potem będzie kwasiła, że myśmy się obżerali, a ona się nie załapała...) . Oczywiście żadne z nich nie jest niejadkiem i nawet gdy byli mali nie musiałam się uciekać do takich "chłytów", żeby zjedli śniadanie. Ale może ktoś się zainspiruje?
Trzeba tylko uważać, żeby małe dziecko nie widziało, co potem należy uczynić z pasażerami autka - Wataha Jarzębiaka miała dużo radości, kiedy zezłomowałam limuzyny, a pasażerom wydłubałam oczy (pieprz) i wrzuciłam do wrzątku :-/
W takim wypadku lepiej działać na ugotowanych paróweczkach.
P.S. Pomysł oczywiście nie jest mój, tylkom gdzieś doślipła w sieci, ale nie pomnę gdzie :-)
sobota, 3 stycznia 2015
Parówki w szlafroczkach albo Zgrzybiali Beduini
Nasz ostatni wytwór, hie hie...
Dżordżyk, Jasiek, Zuźka i Umiłowana Przywódczyni zrobili se na śniadanie paróweczki, ale żeby nie było już tak grzybowo-kapustno-pierożaśnie jak przez ostatnie 2 tygodnie, to wyzawijaliśmy parówki w burnusy i kefije na głowy z ciasta francuskiego. Widziałam to gdzieś w necie jako "Parówkowych sułtanów".
Nie wiemy, dlaczego się z letka skiepścili - pewnie te szaty trzeba było posmarować białkiem, coby się nie rozwijały. No i kiedy wyjmowałam ich z piekarnika jeszcze mieli godny wygląd, wręcz tryskali optymizmem i tłuszczem z pulchnych obliczy. Niestety, po wystygnięciu zaczęli się kurczyć w oczach i w końcu wyglądali jak Idrys, Gebhr i Chamis mocno nadżarci trądem. No zobaczcie sami :-D
P.S. Zdjęcie komórką Jaśka, może i lepiej, bo kulinarnego szału nima...





























