Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 września 2025

Ciasteczka Ziarna kawy i syrop z róży

 

Trzeba przyznać, że złudzenie, iż to rozsypana kawa, jest niezwykle przekonujące. Jeśli ktoś ma ochotę - tak jak Martik, bo to ona upiekła te figlaski - pobawić się w kuchni, to podaję link do przepisu tutaj
Pani Ania pisze: "Z tej porcji ciasta wyszło mi równo 58 mini ciastek kawowych". Moja córcia poszła w wyczyn, albowiem jej kawusie nie są sugerowanej wielkości orzecha laskowego, ale niemal prawdziwego ziarna kawy. No spójrzcie sami:

Ciekawe, ile czasu je toczyła... Nie wyobrażam sobie, aby małżonek pomagał, albowiem dłonie zięcia są tak na oko trzykrotnie większe od damskich (no, może nie od moich). Niewykluczone, że zgarnął nimi te miniaturki na dwa razy do paszczy, bo były bardzo pyszne😋

Ja mam teraz mniej czasu na nowinki kulinarne, albowiem zaczął się sezon na wyrób jesiennych specyfików dla zdrowotności. Bardzo cieszy mnie syrop z róży, który przyda się zestresowanym (a tych wśród H&C nie brakuje). Od kiedy przeczytałam o badaniach Małgosi z bloga "Trochę inna cukiernia" (czyli pani doktor biochemii oraz jej koleżanek-naukowczyń), dotyczących redukcji kortyzolu przez owoce róży, to wiedziałam, że muszę zrobić jakąś miksturę, wykorzystującą te cudowne właściwości. Panie używały liofilizowanych owoców ze względu na łatwość podania, ale Małgosia zapewniła mnie, że "Chodzi o owoce, a nie ich formę".
Użyłam owoców róży pomarszczonej (Rosa rugosa), której krzewy w tym roku są u mnie obsypane owocami. Zbierałam także płatki z tego krzewu, który ma różowo-fioletowe kwiaty, i konserwowałam je w cukrze (rugosa kwitnie przez wiele miesięcy, ale pączki rozwijają się sukcesywnie, nie ma więc zbyt wiele płatków na raz). Na szczęście drugi, ogromny krzew (zwany przez nas "różą chusteczkową", bo niestety kwitnie na biało i wygląda jak pokryty zmiętymi chusteczkami higienicznymi) też ma mnóstwo owoców, więc surowca w postaci tzw. hypancjum nie brakuje. A płatki róży ślicznie ten syropek perfumują i kolorują.
Na razie testuję specyfik na wnuczce Matyldzi, której niezwykle smakuje. Nie wiem, jak u niej z redukcją kortyzolu, na razie stwierdzono wręcz niezwykłe ożywienie. Dziadek, który miał pilnować, żeby podczas leżakowania po obiedzie nie dała nogi z tapczanu, zeznał, że przez poł godziny skakała po łóżku, aż sprężyny jęczały. Dobrze, żem tego nie widziała, bo pewnie musiałabym wypić cały zapas syropu😂. 

Wyniki badań M. Kalemby-Drożdż, A. Grzywacz i A. Cierniak: https://www.researchgate.net/publication/373820295_LIOFILIZOWANE_OWOCE_ROZY_OBNIZAJA_POZIOM_KORTYZOLU_U_STUDENTOW_PO_STRESIE_EGZAMINACYJNYM 
  

 

czwartek, 5 czerwca 2025

Kruche ciastka z nasionami mniszka lekarskiego i orzechami

 
Tak, wiem - to post mocno spóźniony. Ja co prawda znajduję jeszcze dmuchawce w cienistych zakamarkach mojego Podgórza, ale pewnie u Was dawno już ostatni puch potargał wiatr...😖 
Niemniej warto zapisać ten przepis, inspirowany krakersami Małgosi Kalemby (klik!), albowiem smak ciastek nie przypomina niczego, co jedliśmy. A jednak są smaczne, niezwykle oryginalne, coś jak ciastka z chałwą słonecznikową, tylko bardziej "dzikie" i nieoczywiste. 
Najbardziej trafny był koment Małżona: "Ciekawe... Trzeszczą, ale nie zgrzytają... Ile mogę zjeść?"
Małgosia zrobiła słoną przekąskę, w pięknej żółtej barwie (bo miała jeszcze płatki mniszka). Ja musiałam ograniczyć się do mielonych nasion, a ciasto było słodkawe (zostało w zamrażarce z mazurka wielkanocnego). Dodałam także resztkę orzechów włoskich, bo już się prosiły o zjedzenie, no i troszkię pocukrowałam brązowym cukrem po wierzchu, aby złasić słodkolubną H&C.
Najwięcej zabawy było z opalaniem puchu z nasion (koniecznie zobaczcie filmik Gosi), tym bardziej, że po pierwszym, spektakularnym ognistym podmuchu, trzeba było dopalać resztę gazową opalarką, co już scedowałam na MŻ, omamiwszy go wizją przepysznych ciastek😛
To było ciekawe kulinarne doświadczenie i myślę, że już każdego roku na wiosnę Hurma i Czereda dostanie na deser jedyne, nietuzinkowe i zdrowe trzeszczące ciasteczka mniszkowe (oho! i jeszcze wierszyk mi wyszedł 😁)



  

środa, 31 lipca 2024

Słoweńskie ciasteczka "Przyjaciel domu" czyli "Domači prijatelj"

 

Zawsze, gdy jestem w Słowenii, staram się podpatrzyć coś z ich kuchni. Wiele potraw jest niezwykle smacznych i oryginalnych, ale w słodkich wypiekach (nie licząc poticy i gibanicy) to jednak my (w sensie: Polacy) wiedziemy prym🙌
Jednak warte do przeflancowania na polski grunt są rewelacyjne ciasteczka, będące ratunkiem każdej gospodyni przy niespodziewanej wizycie gości, czyli Domowi Przyjaciele. Można je przechowywać w szczelnym pudełku do miesiąca i nie ma obawy, że będą suche, niesmaczne czy nieświeże.
Mam przepis najlepszy: od mojej Swatowej - nieudziwniony, niezwykle prosty, bez sztucznych dodatków, wypróbowany sto razy nie tylko u nich (czyli wśród tubylczych górali), ale i u nas w Polsce np. na Wieczorze Słoweńskim w naszym miasteczku.  
Wypiek jest nieco podobny do włoskich cantuccini (wszak sąsiadują z Italią), ale LEPSZY, bo byłam wiele razy we Włoszech i jadłam cantucinii, i zapewniam, że tych ciasteczek Mariji nie trzeba moczyć (jak włoskich) 5 minut w winie lub (o polska zgrozo! w herbacie!), żeby móc je spożyć bez ryzyka złamania zęba/mostku/protezy (niepotrzebne skreślić)😜 
Wiem, że zdjęcie "produktu" jest niewyględne, ale stali bywalcy już znają ten talerzyk Mariji z niebieskim rantem (patrz przepis na pierogi z płuckami, gdzie posądzono mnie o zakup starych pierogów w Biedrze i sfotografowanie ich strupiałych resztek😨 - a były to po prostu ostatnie, odgrzane sztuki, które ocalały z uczty). 
Przepis zamieszczam w oryginale - jest tak prosty do "rozkminy", że nie powinno być problemu. W razie czego służę poradą😋
Marija robi z orzechami włoskimi i rodzynkami, ale każde bakalie się tam zmieszczą.
 
*** Komentarz Marylki uświadomił mi, że nie ma w przepisie wskazówek co do pieczenia. Więc temperatura 180 stopni, średnia półka, góra-dół, ok. 30 minut (do ładnego zrumienieia). Całe ciasto wylewa się na blachę (a nie w wałeczkach, jak catuccini) i nie piecze się potem "narezanych" plasterków ponownie, lecz podsusza je do stadium chrupkości z zewnątrz.



 

P.S. Na deser po deserze zdjęcie miejsca, gdzie zawsze jeździmy. Najpiękniejsza rzeka w Europie, czyli słoweńska Socza :-)
Nierealnie szmaragdowa, przeciskająca się między cudownymi górami, krystalicznie czysta. WARTO!


środa, 3 kwietnia 2024

Magiczna pasta do smarowania form do wypieków

 Rewelacja! Przepis miałam już od wielu lat, o z tej strony (klik!), i naprawdę nie wiem, dlaczego dopiero na te święta przyrządziłam ten zaiste magiczny specyfik. Ciasto po prostu wyskakuje "samo" z formy. 
SKŁADNIKI:
Taka sama (np. jak u mnie: po kieliszku) ilość mąki zwykłej, masła i oleju rzepakowego.
WYKONANIE:
Masło topimy, dodajemy olej i mąkę, mieszamy - i gotowe! 
Jest dość gęsta, ale smarowna na tyle, że łatwo daje się rozprowadzić pędzelkiem silikonowym, nie trzeba się szmalcować po łokcie, jak w przypadku namaszczania formy masłem czy margaryna, dociera w każdy zakamarek. No i na powierzchni ciasta nie zostają drobinki bułki, co w przypadku ciemnych ciast (np. jak w mojej babce czekoladowej) ma znaczenie.
Pani Danusia podaje aż 12 dodatkowych zalet tego smarowidełka, warto!
P.S. Zdjęcie pasty nie jest potrzebne, ale żeby wpis nie był taki "goły", to wklejam fotkę krewetek z sałatką Jaśka. Wszystko, co na talerzu wykonał sam, budząc zrozumiałą dumę "krzesnomatki" (czyli mnie) oraz aplauz konsumentów😋👏 

 

wtorek, 13 grudnia 2022

Pierniczki doskonałe z powidłem "szliffkowym"

 

Tym razem przepis od Marzeny, ale nie Umiłowanej Przywódczyni, lecz Marzenki z bloga Bakeholic. Jak pisze autorka, są jak alpejskie, a wzorowała się na mistrzyni z "Moich wypieków". I ja muszę przyznać, że pierniczki SĄ doskonałe. Wykonanie także, bo od lat wypiekiem ciasteczek na święta zajmuje się Martusia - ostatnio w tandemie z małżonkiem. To właśnie on pomagał nadziewać powidłami szliffkowymi (dokładnie tak to brzmiało w jego ustach, gdy dzwonili w trakcie pieczenia ze Słowenii, i teraz już przylgnęło jako nazwa własna 👏).

Pierniczki są mięciutkie od razu i długo zachowują świeżość (zwłaszcza nadziane wiadomo czym). Pochlapane czekoladą są jeszcze lepsze. Zajrzyjcie na stronę Marzenki (klik!), ona tam dokładnie opisała i zilustrowała proces wypieku. 

A ja już się cieszę, że będą czekały na nas pod alpejskimi szczytami 😍


niedziela, 13 grudnia 2020

Orzechy lineckie - bezowe ciasteczka bożonarodzeniowe, zwane także "buziaczkami"

 

To bardzo smakowita i wygodna propozycja na świąteczny wypiek. "Wygodna", bo można upiec je dużo wcześniej. Hurma i Czereda w tamtym roku, pożarłszy oczami ciasteczka w necie, stwierdziła, że trzeba upiec z podwójnej porcji. W rezultacie zostaliśmy zalani falą bezowych buziaczków i - nawet po obdarowaniu wszystkich krewnych (a nadają się na prezent) - jedliśmy je 2 tygodnie. Świetnie się przechowują, tylko trzeba dbać, by miały sucho, coby pianka nie zmiękła. 
Majtkowy róż bezików to rezultat eksperymentu Martika, której zostało troszkę czerwonego lukru od zdobienia pierniczków i wmiksowała go do bezy, żeby było jeszcze bardziej słitaśnie.

Korzystałam z przepisu z bloga "Zmysłowe smaki", ale od razu mówię, że 2 białka na bezę na tę ilość ciasta (może wałkowałam zbyt cienko?) to zdecydowanie za mało.

SKŁADNIKI:
250 g mąki pszennej (pół na pół zwykła i krupczatka),
2 żółtka,
140 g zimnego masła,
90 g cukru pudru,
skórka otarta z 1 cytryny + 2 łyżki soku.
Pianka: 
4 białka,
240 g drobnego cukru,
orzechy laskowe, włoskie, migdały, nerkowce
WYKONANIE:
Zagnieść kruche ciasto z podanych składników i schłodzić je w lodówce. Ubić białka z cukrem na bezę (robiłam wg przepisu Dorotki z "Moich wypieków), na każde ciasteczko nakładać ją łyżeczką (można i szprycką) i wetknąć orzeszka. Piekłam 15 minut w temperaturze 150 stopni, a potem jeszcze dosuszałam je z 15 minut na 100 stopniach (bo beza była "żywa"). 
Jeśli chcecie zrobić z podwójnej porcji, to musi być jakiś pomocnik, bo wykon ponad stu buziaczków może nas zniechęcić na długo do całowania 😘.


 



 

sobota, 30 listopada 2019

Ciastka śmietanowe Babci Jasi

To bardzo prosty przepis, który mam w spadku po Teściowej. Była naprawdę mistrzynią wypieków, co wtedy mogłam docenić, bo jeszcze nie miałam słodyczowego fiksum-dyrdum. Te ciastka piekła, gdy zostawała śmietana (skrzętnie zbierana z mleka od krowy i składana w słoiku) a Potwory i spółka - wyniuchawszy nadmiar - grały na babcinych uczuciach. Mnie niestety nie zostaje taki rarytas, ale nie wiem, jak to się dzieje, że w nie tak znowu wielkiej lodówce potrafi się zapodziać kubek śmietany. I przyczaiła się, gadzina, między dziesięcioma keczupami i musztardami (pokłosie ogniska strzeleckiego) a kartonami z mlekiem migdałowym sojowym, ryżowym, pszenno-buraczanym i jeszcze jakimś (Martik bezlaktozowiec). A to był duży kubek. I 18%. I ta najlepsiejsza z Trzebowniska. I tylko tydzień przeterminowana :-D
Badanie olfaktometryczne oraz okiem uzbrojonym wykazało, że jest dobra. Niemniej mój etos Matki - Polki nie pozwolił mi jej dać do zupy, więc padło na śmietanowe ciasteczka Babci Jasi.
SKŁADNIKI:
2 szklanki mąki pszennej,
kostka masła (taka 200 g),
jedno żółtko (białka nie wylewać!),
tej śmietany ile zabierze (prawie cały kubek mi wszedł, resztę wyżarła Szpagietka w nagrodę za złapanie myszy),
łyżeczka proszku do pieczenia,
szczypta soli,
gruby cukier biały i/lub brązowy,
ewentualnie jakieś ziarenka do posypania.
WYKONANIE:
Mąkę i masło rozetrzeć w palcach na mokry piach (no, prawie piach...), dodać pozostałe składniki. Ciasto sakrucko się lepi, więc trzeba je schłodzić (najlepiej w kawałkach w zamrażalniku) i - starając się nie podsypywać za dużo mąką - grubo rozwałkować i wykrawać dowolne kształty. Ja chciałam skończyć jak najszybciej, więc jechałam od szklanki. Smarować rozbełtanym białkiem i solidnie posypać cukrem (wszak nie ma go w cieście). Piec na złoto w  temperaturze 180 stopni, grzanie góra i dół, druga półka od dołu.
Są bardzo kruche, fajnie chrupie na nich cukier, a te ze słonecznikiem były chyba jeszcze lepsze :-)




 

niedziela, 6 stycznia 2019

Wszystkiego smacznego w Nowym Roku!

życzy Hurma i Czereda, wszystkim przyjaciołom i znajomym (i nieznajomym też), którzy tu zaglądają. Zwłaszcza winszujemy weny w kuchni, bo "odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy", a my to zdanie podzielamy!
Tym co nie zaglądają również życzymy wszystkiego smacznego.
P.S. Wieniec z pierników wykonał własnoręcznie Martik, któren utalentowany jest i jako inżynier wiedziała, jak go skonstruować. Niestety zdjęcie wykonała już matka, oczywiście kalkulatorem :-D
Link do oryginalnego przepisu jest tutaj

niedziela, 18 listopada 2018

Lebkuchen - tradycyjne niemieckie pierniczki

Rozmawiałam "na okienku" z koleżankami o kuchni i kiedy Ela zapytała, czy nie znamy jakiegoś fajnego przepisu na pierniczki, oczywiście nie wytrzymałam, żeby nie wciąć się z moją propozycją :-D 
A właściwie z propozycją Mistrzyni Dorotusi (o tutaj klik!), nieznacznie tylko zmodyfikowaną pod gust mojej H&C
Nie jestem miłośniczką niemieckiej kuchni (miesiąc żywienia się w stołówce Fischwerku zniechęcił mnie na całe życie), ale te pierniczki (ciasteczka?) rzeczywiście są przepyszne. Odbiegają smakiem od tradycyjnych "polskich", lecz opinia pani Dorotki, którą dosłownie cytuję, jest prawdziwa: "Podobno jedne z najlepszych na świecie. Mięciutkie, rozpływające się w ustach, z wyraźną cytrusową nutą, delikatnie ciągnące się w środku, nie wymagające długiego leżakowania".  
Poniżej zamieszczam przepis szanownej mentorki. Na niebiesko moje sugestie, którymi oczywiście nikt nie musi się kierować, ale żeby nie było, żem nie umna cukiernica :-D 
 Składniki na 30 sztuk: - lepiej od razu zróbcie z podwójnej porcji, bo potem wydzierają sobie te ostatnie, nie bacząc na świąteczne deklaracje wszechogarniającej miłości bliźniego,

·         - 250 g mąki pszennej,
·         - 85 g zmielonych migdałów - warto te migdały troszkę podprażyć,
·         - 3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej) - ja dałam 3 łyżeczki kupnej (dobra jest z Kotany i Kamisa) na podwójną porcję, nie chciałam, by zdominowała smak i zapach migdałów,
·         - 1 łyżeczka zmielonego cynamonu - jeśli ktoś lubi bardziej cynamonowo,
·         - 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
·         - 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
·         - 200 ml płynnego miodu - mój miód był wielokwiatowy,
·         - 85 g masła,
·         - pół szklanki (w sumie) drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej i cytrynowej* - i tu niestety, okazało się, że H&C NIE CHCE tego składnika i przegłosowali mnie gadziny...

 Wykonanie:
Suche składniki: mąkę, migdały, proszek, sodę, przyprawy wymieszać w misce.
W garnuszku z grubym dnem umieścić masło i miód, podgrzewać, mieszając, do roztopienia masła. Zdjąć z palnika i lekko przestudzić (mieszanka ma pozostać lekko ciepła).
Do suchych składników wlać ciepłą masę maślano - miodową, dodać kandyzowane owoce i wymieszać (można mikserem), by nie było grudek. Ciasto powinno wyjść lepiące (nie dosypywać mąki). Przykryć ściereczką i odstawić do całkowitego wystudzenia (zgęstnieje).
Po tym czasie z ciasta robić kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego (powinno Wam wyjść około 30 sztuk). Układać na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia w dużych odległościach od siebie (bardzo rosną - fakt, mnie się pozlepiały, mimo dużych odległości). Każdą kulkę spłaszczyć trochę łyżką (ponieważ ciasto bardzo się klei najlepiej maczać ręce w wodzie i wtedy formować kulki; również łyżka, którą je spłaszczamy powinna być wilgotna - maczać w ciepłej wodzie).
Piec w temperaturze 180ºC przez 15 minut (nie dłużej, bo będą zbyt kruche i twarde). Lebkuchen wyciągnięte prosto z piekarnika będą bardzo miękkie, należy poczekać 2 minuty, potem przenieść je na kratkę do wystudzenia. Później ich wierzch kruszeje, by zmięknąć znów na drugi dzień, po pokryciu lukrem.
Pani Dorotka zastrzegła także, że mogą stwardnieć nie wiedzieć czemu.  U mnie właśnie tak było, ale piekłam je tydzień przed świętami, gdy Wataha Jarzębiaka była jeszcze poza domem, więc w spokoju sobie je zmiękczyłam znanym sposobem z jabłkiem (który dokładnie jest opisany tamże). 
I - jak widać - każdego lebkuszka przyozdobiłam migdałem :-)

niedziela, 19 lutego 2017

Chrupiące serowe ciastka "na słono"

Autorka przepisu, czyli Madzia z "Wielkiej Pyszności" (kliknijcie, bo warto) zapewniała, że lepsze niźli kupny krakers i miała rację. Ciasteczka wykonał własnoręcznie Martik i onże sfotografował swoją komą (porównując ostatnie posty od razu widać, kto ma droższą komórkę, hie hie...).

SKŁADNIKI:
  • 150 g mąki zwykłej,
  • 200 g zimnego masła,
  • 150 g ostrego sera żółtego,
  • 3 ugotowane żółtka (to one robią robotę w temacie kruchości),
  • duża szczypta soli,
  • ulubione przyprawy (Martik dał trzy różne, by były trzy smaki),
  • ewentualnie na wierzch pestki słonecznika, dyni, sezamu, pokruszone orzechy - ale bez też są pyszne. Wielce pyszne.  
WYKONANIE (powtarzam za autorką):
Składniki mieszamy i wyrabiamy ciasto. Wkładamy je do lodówki, lekko rozpłaszczone na 20 minut, albo do zamrażarki na 10. Włączamy piekarnik na 180 stopni. Ciasto wyjmujemy, dzielimy na 3–4 porcje, które rozwałkowujemy w prostokąt i wykrajamy ciastka, dowolnego kształtu. Najprostsze są prostokąty nieforemne. Układamy ciastka na blaszce, na papierze do pieczenia. Jeśli mamy ziarna, to jest ten moment, żeby posmarować wierzchy ciastek białkiem i posypać ziarnami, lub ułożyć orzechy. Pieczemy około 15 minut, aż będą miały złoty kolor. W ten sam sposób traktujemy resztę ciasta. Ciastek wychodzi dość sporo, tak więc „trud” się opłaca.

Zaproszeni na imprezę koledzy - studenci Marty pochłonęli te ciastka jako pierwsze, przedkładając NAWET nad czipsy i inne składkowe trutki, więc wnosimy, że są hitem nie tylko w domu Madzi.
Matce na razie nie było dane ich skosztować, albowiem siedzi zakopana na wsi, a poza tym studia skończyła w 90 roku. 
1990 roku, dla mających wątpliwości, czy aby nie wcześniej :-D

środa, 1 lipca 2015

Słone babeczki z musem tuńczykowym

No jezdem. 
Jednak nie wyciągnęłam kopytek i dobrnęłam jakoś do końca roku szkolnego. No, ale jeśli się chce być ważnym jak ta przysłowiowa "świnia w taksówce" (te prezesury, chorążostwa, tiaaa...) to trzeba tyrać. Wdzięczne społeczeństwo obrzuci mój grób papierami, którem wyprodukowała w ilość miliona sztuk i krążą se teraz po świecie. I pomyśleć, że za komuny narzekano na biurokrację...
Ale dość już o tem - to co widzicie na zdjęciu (mistrzostwo aranżu to to nie jest) to pyszne kruche babeczki, z takim kremikiem czy też musem z tuńczyka. Jak zrobić kruche ciasto to się wie (ew. zaglądamy tu albo tu). Massa do nadziania jest banalnie prosta: najpierw miksujemy 2-3 łyżki majonezu z małą cebulką, ząbkiem czosnku i 2 żółtkami na twardo, a potem dodajemy dobrze odciśniętego z zalewy tuńczyka z puszki i biały pieprz. I blendujemy, aż się zrobi puszysty krem.
Warto upiec więcej babeczek z neutralnego w smaku ciasta, to jeszcze będzie i deser. Polecam truskawkowy curd - jest równie smaczny, co lemon curd, co ino mało atrakcyjny wizualnie (a dobra, wrzucę zdjęcie, i tak mnie nie chcą do Word Press Photo :-D)


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Wszystkim blogowym Przyjaciołom najlepsze życzenia spokojnych, zdrowych i smacznych (to NA PEWNO się spełni) świąt życzą:
Marzynia oraz Hurma i Czereda (podajemy wg starszeństwa, coby porządek we wsi był :-D): Jurand, Pasiu, Dorcia, Martik, Jasiek i Zuzianka.
P.S. Tego reniferka oraz przestrzenne choinki i gwiazdki wymajstrowałyśmy z Zulką jeszcze w Mikołaja, wg przepisu Danusi na superanckie do formowania ciasto (klik!). 
Jego mina i zwisający, napełniony świątecznymi przysmakami brzuch mówią wszystko!

środa, 20 marca 2013

Wielkanocne ciasteczka jak jajeczka

Te ciastka jak chyba żadne inne pasują na świąteczny stół. Nie dość, że wyglądają jak połówki jajek na twardo, to jeszcze są prze-pysz-ne! Kruche ciasto rozpływa się w ustach, a dodatek lemon curdu sprawia, że mimo dużej ilości lukru wcale nie są za słodkie. Naprawdę polecam!
Przepis na ciasto i inspirację "dekoru" wzięłam od mistrza Christophera, o tu (klik), tylko do ciasta dodałam 2 żółtka, no i przerobiłam okrągłą blaszaną foremkę do wycinania ciastek na jajowatą :-)
Natomiast przepis na lemon curd pochodzi z bloga pani Dorotki, jest bardzo prosty i szybki (cukru można dać mniej, jeśli ktoś chce bardzo kwaśno).
Lukier najlepiej ukręcić z cukru pudru z sokiem z cytryny aż zbieleje, no i powinien być gęsty, żeby "białko" wyszło biało.
P.S. W 2013 roku piekłam je oczywiście znowu, ale zrobiłam nieco za duże dziurki na żółtko. Mimo to wyszły cudnie i były wielką ozdobą świątecznego stołu.  
P.S. 2 (2016) Ponieważ w tym roku miałam mniej czasu, zamiast polukrować, posypałam "górę" jajeczek cukrem pudrem, grubo, przez gęste siteczko. I też wyszło ładnie, a duuużo szybciej :-)

To zdjęcie prototypów sprzed lat:
 
Tu wersja chyba z 2014
 
P.S. 3 (2017) A tutaj wersja tegoroczna, w towarzystwie jaj w sosie tatarskim :-)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Tzw. jabłuszka karmelizowane i żurawina w cieście - a jakże! - francuskiem

Tu się nie ma co rozwodzić nad przepisem, koń jaki jest każdy widzi. Jedyny problem miałam ze skarmelizowaniem tych jabłek; dobrze, że kobita w Gieesie dała mi takie twarde i kwaśne, bo nie było szarych renet. Renety by się rozlazły. Otóż cukier absolutnie nie chciał mi się rozpuścić w maśle, by utworzyć piękny karmel, mający apetycznie oblepić kawałki jabłek. Coś zrobiłam źle. Wobec tego po prostu obsmażyłam te jabłka na maśle, potem pocukrowałam brązowym (ha!) cukrem, skropiłam rumem (ha! ha!) i dodałam jeszcze żurawiny (nie haham, bo żurawina była z letka przeterminowana, ale badania organoleptyczne przekonały mnie, żeby jednak dać. I dobrze). 
Fajnie jest posmarować ciasto francukie rozbełtanym jajkiem, bo dostaje takiej błyszczącej ślichty, jako by rzekła Babcia Bronia.
Warto upiec. Są bardzo pyszne. Obawiam się jednak, że hurma i czereda już się przeżarła ciastem francuskiem, tym bardziej, że piekłam je 2 dni pod rząd. Teraz żądają krwawego mięcha i kwaśnej kapuchy! 

piątek, 7 stycznia 2011

Najlepsze ciastka czekoladowe na imprezę - nie wyglądają, a smakują (lepiej tak, niż odwrotnie)


Te ciastka Martik wypatrzył na blogu "Moje wypieki", a ponieważ są to jedne z najprostszych ciastek w świecie, więc sam je upiekł. Od tego czasu piecze je w hurtowych ilościach, ponieważ już żadna impreza (tak twierdzi Martik) nie może się bez nich obejść, a ferajna z jej paczki ma zdrowe apetyty. Te były na sylwestra.
Raz piekła nawet z potrójnej porcji, ale to już katorżnictwo, wychodzi ponad sto ciastek. 
Jak je zrobić, wszystko jest opisane tutaj.  
Oczywiście nie mamy drobnego cukru (nie wiemy do dziś, dlaczego ma być drobny, skoro z normalnym wychodzi tak samo), zamiast ekstraktu z wanilii córcia daje cukier waniliowy (nasze chamskie podniebienia i tak nie wyczuwają różnicy), a zamiast chipsów (?!) czekoladowych po prostu dość drobno pokrojoną czekoladę. 
Do pieczenia najlepsza jest mata silikonowa, to jak raz posiadamy.
A jak smakują opowie sama autorka przepisu, pani Dorotka:
Niektórzy mówią, że te ciasteczka po prostu rozpływają się w ustach. Dla mnie są to bardzo smaczne ciastka, przede wszystkim mięciutkie i nie twardniejące z godziny na godzinę. Mocno czekoladowe, proste i w sam raz na jesienne (zimowe) dłuższe już wieczory...
P.S. Zdjęcie Martik też se zrobił sam, bo (tak powiedział) jak nie wyglądają, to nie trza nic kombinować.

środa, 17 marca 2010

Martik gotuje - ciasteczka śmietanowe


Kolejny post z serii „Martik gotuje”, a raczej, jak seria została przechrzczona: „Duma Córki Polki” :)
 To ja piszę - czyli Córka Polka Marta.
W sobotę z braku innych zajęć oraz okropnego wiercenia w brzuchu za czymś dobrym (czytaj: słodkim) postanowiłam upiec coś tak dla odmiany. Ostatnio strasznie się załapałam na pieczenie. No więc postanowiłam, że będą to ciasteczka śmietanowe. Właściwie śmietanowe to tylko w nazwie one są, bo tak naprawdę to normalne kruche ciasteczka. Wieczorem miał wpaść Karol i razem miałyśmy piec (dla tych, co nie wiedzą, chodzi o moją przyjaciółkę, towarzyszkę różnych eksperymentów w kuchni, Karolę). I tu anegdota.
Stoję sobie przy stole, wałkuję ciasto i odwróciłam się, żeby zobaczyć, czy piekarnik się nagrzał. I zastanowiło mnie, czemu nie widzę wnętrza piekarnika przez szybkę? No to podeszłam, otworzyłam drzwiczki i o mało co się nie udusiłam dymem. Okazało się, że zapomniałam wyciągnąć taki kartonik, co leżał na dnie (chyba, żeby patelnie, które tam trzymamy, nie obdzierały piekarnika). No i ten kartonik się lekko sfajczył :) Ale ile było śmiechu… mama się nie śmiała, bo jej nie było…
Właściwie bardzo się nie przejęłam, tylko wywietrzyłyśmy z Karolem kuchnię i dokończyłyśmy ciastka. Co prawda cały czas musiałam pilnować, bo mi podjadała surowe ciasto. A oto przepis na ciasteczka (bajecznie prosty zresztą):

25 dag mąki,
10 dag kwaśnej śmietany,
niecała kostka masła,
szczypta soli,
cukier waniliowy,
około łyżki cukru pudru.

Wszystkie składniki połączyć na stolnicy (ja robiłam w misce) i wyrobić szybko na jednolite ciasto. Włożyć do lodówki na około 2-3 godziny. Wyjąć i rozwałkować na grubość do około 0,5 cm. Kieliszkiem od wina wycinać koła, w których małym kieliszeczkiem (my mamy kultowe po Babci Broni, każdy inny) dodatkowo wyciąć dziurkę, można też robić inne formy, jak nie ma kieliszków bo ktoś jest abstynentem :) Wstawić do nagrzanego pieca na około 15 min. w temp. ok.180-200stopni. Cały czas zaglądać, ponieważ ciastka dość szybko się pieką.
            Chciałam jeszcze opowiedzieć, co zrobiłyśmy jak ciastka się upiekły. Wpadłyśmy na pomysł (właściwie Karol wpadł), że zrobimy teledysk. I tak do rytmów naszego ulubionego zespołu czyli do Killersów (których mama ciągle przemienia na Knoppersów - nie ma to jak tolerancja) udało się nam nakręcić najśmieszniejszy teledysk, jaki można. Deska do prasowania to był keyboard, na niej garnki imitujące perkusję, rura od odkurzacza z przymocowanym mikrofonem to był statyw. Zużyłyśmy gdzieś z pół rolki taśmy klejącej, żeby to się wszystko trzymało. Aha, a przy keyboardzie był drugi mikrofon, czyli sklejony taśmą lakier do włosów z pałką do ucierania. Ooo i zapomniałam o gitarze, no bo jak rockowy zespół bez gitary? Pożyczyłyśmy sobie w tym celu patelnię. To wszystko nakręciłyśmy na kamerę w Jurkowym laptopie. Jak zgram na tego kompa zdjęcia zza kulis, to pokażę.