
Te pierożki to według nas największy kulinarny przebój gminy Idrija, w której teraz mieszka Martik. Podaje się je na wszystkie uroczystości, więc już kilkakrotnie zajadaliśmy się tym przysmakiem. Muszę przyznać, że te wykonane przez młodą gospodynię z Polski WŁASNORĘCZNIE (co bezsprzecznie udowadnia powyższe zdjęcie) były równie pyszne, jak zamawiane u jakieś sławnej na cały kraj mistrzyni z Idrii. Gwoli sprawiedliwości dodam, że nasze ruskie też robią tam furorę (aczkolwiek ser trzeba przywozić z Polski), a jedna z dziewcząt nauczyła się je robić - czyli za Polaka już wyjść może💑!
Proces wytwarzanie jest trudniejszy niż "naszych" pierogów - wymiary prawilnego žlikrofa są dokładnie określone: 3 cm długości i 2 cm wysokości (wysokość mierzy się na środku), więc trzeba się nieźle nadłubać, aby zdać egzamin na Słowenkę😂. Jak widać - opłaciło się naszej córce od małego gotować z Umiłowaną Przywódczynią, chociaż jednak cieszę się, że nie wyszła za Chińczyka (wykon pierożków baozi to było dopiero wyzwanie! - patrz tu). Najczęściej serwuje się danie jako dodatek do gulaszu, co oznacza, że do 5 godzin klejenia tych maleństw jeszcze trzeba dodać ze 3 godziny na część mięsną - ale z gulaszem baranim, jak na poniższym zdjęciu, to poezja!
Zdjęcie pochodzi ze strony https://slovenia.si/this-is-slovenia/idrijski-zlikrofi/ gdzie dobrze zobrazowano także technikę wykonania. Martik nie zdążył zrobić zdjęcia talerza przy rodzinnym stole, bo biesiadnicy byli głodni i chyba nie zrozumieliby tego, co nasi mężowie pojęli już wiele lat temu ("Jeszcze nie! Jeszcze nie jedz! ZDJĘCIE NA BLOGA!!!). SKŁADNIKI (na 150 sztuk):
30 dag mąki pszennej,
2 jajka (Mama Marija mówi, że jedno jajko wystarczy na tę porcję mąki),
chluścik oleju,
letniej wody tyle, by wyrobić miękkie ciasto*.
*jeśli korzystamy z mechanicznej wałkownicy, to lepsze jest bardziej twarde ciasto.
Na nadzienie:
pół kilo ugotowanych ziemniaków,
skwareczki z mielonej słoniny,
2-3 łyżki zrumienionej cebulki,
pieprz, sól, ew. majeranek lub świeży szczypiorek.
WYKONANIE:
Zarobić miękkie, elastyczne ciasto. Przykryć je ciepłą miską i pozostawić, by z pół godziny odpoczęło, w czasie, gdy my będziemy mieszać farsz. Cienko rozwałkowane ciasto pokroić na pasy i układać na nim kuleczki nadzienia wielkości wiśni. W wyrób tych kulek należy wrobić jakiegoś nieszczęsnego Teodora - Słowenkom łatwiej, bo tam do przygotowania žlikrofi obligatoryjnie zasiadają ze trzy pokolenia (te 150 sztuk to wciągają ojciec ze stryjcem na raz**). Następnie płat ciasta składa się (roluje, zawijając brzeg pod spód) i dociska małymi palcami pomiędzy kulkami nadzienia, tworząc w ten sposób tzw. "uszy". Po odcięciu i zalepieniu każdego pierożka w górnej jego części robi się małe wgłębienie, nadając mu charakterystyczny kształt kapelusza (jak to Martik nazwał fachowo: kowadełka).
Gotować w osolonym wrzątku do miękkości ciasta, omaścić masłem lub stopionym smalcem (tym od skwarków).
Na Youtubie jest uroczy film o historii idryjskich žlikrofi - klik! Ma się rozumieć dom Martika i jej teściowie tak nie wyglądają, ale w okolicy wciąż jeszcze są baardzo stare domy. A i podobnego dziadeczka z kosą widziałam w drodze na Hudournik (a babunia zbierała siano do niesionego na plecach wielkiego kosza, plecionego z łyka - są tam w górach takie zbyry, że na nic cała cywilizacja 💖).
Więc jeśli nie wybieracie się do przepięknej Słowenii - zróbcie ją sobie chociaż na talerzu :-)
** Martusia zgłosiła dementi: na chłopa wystarczy CZTERDZIEŚCI 😆
*** I zauważcie - dziadziu ma do obiadu WINO! tam ZAWSZE jest wino do wszystkiego - gdyby ktoś chciał to nawet do śniadania. I nikt nie jest posądzany o alkoholizm (chociaż to Słowianie!), i nikt nie ma z tym problemu. Po prostu - kultura spożywania jest inna. Wino jest szanowanym Darem Bożym, danym ku RADOŚCI człowieka, a nie po to, by zapijać smutki. Tam się pije, gdy ludzie się cieszą: czasem wolnym, wykonaną pracą, darami natury, dobrym posiłkiem, przebywaniem z kochanymi osobami... Mam nadzieję, że i w Polsce kiedyś tak będzie💓