Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarty i kisze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarty i kisze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2023

Tarta z kremem adwokatowym, bitą śmietaną i migdałami

 

W czasie ostatniej wizyty u córki w Słowenii mój roztomiły Zięć  siedząc przy zwykłej kolacji nagle odezwał się (po polsku!):
- A będzie teraz upieczone to ciasto z czekoladą?
Zatkało mnie. Ojca też, ale tylko na chwilę, ponieważ natychmiast podchwycił temat i załkał:
- No właśnie, obiecałyście na święta jakąś tartę z kremem czekoladowym i JEJ NIE BYŁO! 
Zdławiwszy chęć uprzytomnienia mężowi, że było jakieś milionpięćsetstodziewięćset innych słodkości, rozpłynęłam się nad polszczyzną ślubnego Martika (ten człowiek nauczył się - ze słuchu! - tak mówić po polsku, że już nic nie można powiedzieć przy nim licząc na barierę językową. Gdy skrytykowałam ryczący wyciąg, jaki mają w kuchni, zięciu, niby pogrążony w skrolowaniu, skomentował flegmatycznie: Tak, to jest ładne, ale niepraktyczne).
Cóż było robić, kobyłka wciąż tkwiła "u płota", bo rzeczywiście obiecałam.  Biała czekolada, śmietanka kremówka i (lekko tylko nadpity przez matkę pod pretekstem testowania, czy dobry) adwokat czekały w lodówce od świąt. Brakowało nam tylko mascarpone, ale okazał się wcale niepotrzebny. Ciasto jest przepyszne, lekkie, delikatne, ten krem rozpływa się na podniebieniu, a nutka alkoholu daje dodatkowy smaczek. Najlepsze mocno schłodzone. No i robi się bardzo szybko, zwłaszcza, gdy ma się tak zręcznego pomagiera, jak Martik.
Przepis pochodzi ze strony pani Dorotki "Moje wypieki" (oryginał tu: klik!)
 
SKŁADNIKI:
ciasto:
- 130 g masła,
- pół łyżeczki soli,
- 35 ml mleka, 
- 175 g mąki pszennej, 
- pół łyżeczki cukru pudru, 
- 1 żółtko.
Zagnieść kruche ciasto, schłodzić w lodówce. Wylepić ciastem formę na tartę, ponakłuwać gęsto widelcem i upiec spód (Martusia miała trochę mniejszą blaszkę niż moja - spód wyszedł nieco grubszy, ale ciasto jest bardzo kruche i smaczne, więc to nie problem). Piekłyśmy jakieś 20-25 minut na 200 stopniach, aż się ładnie zrumienił.
krem:
- 2 tabliczki białej czekolady (w przepisie było 150 gramów, ale ta wedlowska ma - nie wiedzieć czemu - 80 gramów, więc dałyśmy już całe dwie),
-  200 ml adwokatu (adwokata?!) - tutaj także jest różnica w stosunku do oryginału, bo stwierdziłyśmy organoleptycznie, że jest to słabiutki trunek, więc podwoiłyśmy dawkę,
-  200 ml ubitej śmietanki kremówki.
Ta czekolada jest masakrycznie słodka, więc cukru już nie dawałyśmy. Po roztopieniu i schłodzeniu zmiksowałyśmy ją z adwokatem (był bardzo gęsty i krem wyszedł sztywny, mimo braku mascarpone), po czym już delikatnie wmieszałyśmy ubitą  śmietankę. Mimo, że była bez laktozy i miała tylko 30% tłuszczu, to można było ją kroić nożem - trzeba przyznać, że wyroby mleczne są w Słowenii znakomite (czekolada i likier były z Polski - pod względem słodyczy i napitków bijemy ich na głowę). 
wykończenie:
- na spód: pół słoika dżemu z dzikiej róży (pani Dorota zaleca czarną porzeczkę, ale nie wiem, czy ten z róży nie lepszy - on nie jest z płatków, tylko z owoców, kwaskowaty i leciutko tylko trącący różą; konfitura z płatków zabiłaby ów pożądany adwokatowy smaczek😁),
- na krem: 300 ml śmietanki, ubitej tylko z niewielką ilością cukru z prawdziwą wanilią,
- na wierzch: prażone, chrupiące płatki migdałowe.
 
Można sobie wyobrazić radość naszych "połowiców" przy degustacji 💏.




 

wtorek, 19 lipca 2022

Rolowana tarta z cukinią

 Tarty zawsze się udają, czego by tam człowiek na to kruche ciasto nie wpakował. Ale jeśli chcemy skłonić H&C do zjedzenia warzyw, to można się zabawić w rolowanie. Takie ciasta były bardzo popularne parę lat temu i Matce się to przypomniało, kiedy stała nad grządka pełną mniej lub bardziej spasionej cukinii. Kiedy odzew na hasło "CO dzisiaj na obiad?" znowu zabrzmiał: "Coś z cukinią!" to już wiedziałam, że trzeba tak kręcić, aby zachęcić😄.
Przepis na kruche ciasto każdy zna. Należy je wcześniej podpiec, aby nadmiernie nie rozmiękło przez wylane na wierzch nadzienie. Ponieważ domownicy, ochwaceni od jedzenia cukinii, stanowczo zaprotestowali przed wypełnieniem nią całego ciasta, więc tylko w środku jest "różyczka" z cienko pociętej marchewki oraz zielonego i żółtego kabaczka. Reszta "faszeru" to 2 jajka ubełtane z serem żółtym, śmietaną, ulubionymi przyprawami, czosnkiem i skrawkami słoweńskiego przysmaku, zwanego bulą. Ta bula to skamieniały, suszony baleron, potwornie słony (autentycznie, sól krystalizuje się na nim jak na ścianach w Wieliczce), ale jednocześnie niezwykle aromatyczny i pyszny, bo z domowych, szczęśliwych świń z farmy Martika. 
Oczywiście, kto nie ma swatów ze Słowenii, wyrabiających bulę (czyli jakieś 99,9% polskich gospodyń) ten użyje dowolnej wędliny. Albo i nie, bo i tak będzie pyszne😋.
 
Dodano 20 lipca:
Ktokolwiek tu zajrzy, niech wejdzie w link podany w komentarzu Konhambos. No jest na czym oko zawiesić, cudeńko!


 



niedziela, 12 kwietnia 2015

Tarta Szpinakowy Słonecznik



Trudno, żeby taki słonecznik ze szpinakiem nie wpadł w oko, gdy się łazi po blogach. I jest to świetna okazja, aby zaszpanować zapraszając na przykład koleżanki :-D
H&C stwierdziła, że idę w efekciarstwo, ale w czasie degustacji przyznali, pomrukując z zadowolenia, że jest to jednak pyszne małe co nieco...
No i roboty z tym niewiele, bo kupiłam gotowe ciasto francuskie. Płatki słonecznika odrywają się, co pozwala zaoszczędzić na myciu naczyń, bo każdy sobie urwie kawałek do łapki. A środek, kopiato wypełniony naszym ulubionym nadzieniem, przypada oczywiście Matce Kreatorce. 
Co i jak robić, opisała dokładnie pani Marghe, o tutaj
Ja korzystałam z ciasta francuskiego XXL, które po złożeniu akuracik dało kwadrat o symetralnej boku (hie, hie, ale Marzynia zna uczone termina!) równej mojemu dużemu talerzowi, więc tylko przyłożyłam i obkroiłam prawie bez strat ciasta. 
Nadzienie jest z przesmażonego mielonego szpinaku wymieszanego z serem feta, czosnkiem, pieprzem i gałką muszkatołową (ostrożnie z solą), bez żadnego jajka. Rozbełtanym z mlekiem jajkiem posmarowałam tylko ciasto przed krojeniem. 
Troszkę bawienia się jest z odwracaniem płatków, bo ciasto mięknie, dlatego trzeba to robić dość szybko i pamiętać o odwracaniu w jedną stronę. Nie ma sensu wyznaczać punktów przecinania, jak u pani Marghe, po prostu kroi się „na godzinę 12, 15, 18 i 22”,  a potem na pół i znów na pół i wychodzi rychtyk 16 płatków. 
I jeszcze jedna uwaga: trzeba od razu robić to na pergaminie na blaszce, na której tarta będzie pieczona, bo potem bardzo ciężko ją przenieść. 

piątek, 1 sierpnia 2014

Tarta "Warzywny Ogródek"

W przepisie tym nie ma nic niezwykłego. Każda z nas umie zrobić kruche ciasto i poukładać na nim młode warzywa. Mogę pochwalić się tylko sposobem, który w swym móżdżku Pomysłowej Dobromiry rozkminiłam: jak postawić na sztorc kalafiora i brokuła (bo marchewka jak widać poleguje). Aha, i jeszcze na spodzie są plasterki grillowanej cukinii, którem najpierw pracowicie kroiła obierakiem do warzyw (dwie godziny obróbki skrawaniem ;-) a potem w pocie czoła, w 40 stopniach w kuchni, zgrillowałam, by stwierdzić, że przybrały postać smętnych i wiotkich wkładek do starych tenisówek. I takiż miały kolor. Więc tę cukinię wewaliłam na spód podpieczonego ciasta (przepis na słone kruche np. tutaj) i zalałam mieszaniną sporządzoną z kubka kwaśnej śmietany, 3 rozbełtanych jajek i 25 dekagramów startej mozzarelli (tej tańszej, z bloku, na bufalę mnie nie stać, ale i ta pseudo daje radę). 

Następnie znowuż się zapieka, aż massa serowa się zetnie. 
W gorącą masę wtykamy, co chcemy - stoi galanto! - i jeszcze raz siup do pieca na 190 stopni, aż się warzywka zapieką. Oczywiście były podgotowane niemal na miękko (uwaga, brokuły gotują się najszybciej, jeśli gotujemy razem z kalafiorem zalecam zabawę z podbierakiem :-D)
No to buźka baaardzo letnia!
Marzynia

piątek, 20 czerwca 2014

Tarta z truskawkami i gorącą pianką




Niestety, jest to jedyne zdjęcie tego przepysznego ciasta, bo akurat nikt z lepszą komórką się nie namanił, zanim Hurma i Czereda nie pożarła go na pniu. Dosłownie trzeba było Jurandowi wydzierać formę, a ryczał przy tym niemal jak Jurand ze Spychowa miotający Krzyżakami. 
Ta tarta (zwłaszcza na tym zdjęciu) nie wygląda tak apetycznie, jak setki innych ciast z truskawkami, od których roi się teraz na blogach. A jednak ośmielę się właśnie ją polecić. 
A przypomniała mi o tym przepisie pani Iza z bloga „Apetyt na ogród”. 27 lat nie jadłam tego placka i wspomnienia napłynęły taką falą, że od razu przeniosłam się do tamtego lata, kiedy to moja śp. Teściowa częstowała mnie tym zapomnianym już dzisiaj ciastem. A Iza też ma ten przepis z zeszytu swojej Teściowej. 
Raz nawet podjęłam próbę odtworzenia go, ale zrobiłam błąd i wyszło coś zupełnie innego, chociaż tyż dobryńkie (można podglądnąć)
 Ciasto kruche zrobiłam wg swojego przepisu (jest dobre, nawet Danusia go pochwaliła, o tu!), tylko dałam 4 żółtka, bo potrzebowałam 4 białek na piankę. 
Ciasto trzeba zupełnie upiec (na rumiano, nie podpiec), zanim nałoży się piankę z pokrojonymi truskawkami, bo sok będzie wyciekał i nie upiekłoby się dobrze. I zapewniam, że nic a nic to nie przeszkadza. No i do piany dodałam sok z połowy cytryny i 1 łyżeczkę mąki ziemniaczanej, bo jednak musi być słodka i bezowata. I zapiekałam ją w temperaturze 150 stopni, bo zaczęło mi za szybko chwytać, a potem dosuszałam z termoobiegiem. Najsmaczniejsza wg mnie na ciepło.
Myślę, że najlepszą rekomendacją jest fakt, że nawet ja zjadłam 2 kawałki, co ze zdumieniem obserwowała H&C, komentując „no jak to, to JESZCZE  I MAMA do podziału?! Przecież nie lubisz słodyczy!” :-D

Dodano w 2019 r:
Tutaj jest zdjęcie robocze tej tarty z lotu ptaka. Zapewniam - to jedno z najlepszych ciast z truskawkami, a nietypowe! 


sobota, 1 czerwca 2013

Tarta z karmelizowaną czerwoną cebulą i bryndzą

Bardzo smaczna, nie ma co powiedzieć. Połączenie słodkawej cebuli z wyrazistym smakiem bryndzy jest za dychę. Nikt nie sarkał, wszyscy się rzucili na tę kolacyjkę. Powinnam była zrobić z podwójnej porcji :-)
SKŁADNIKI:
słone kruche ciasto, w ilości pasującej do formy (nie podaję przepisu, można se znaleźć w linkach),
kilo cebuli czerwonej,
2 łyżeczki brązowego cukru,
4-5 łyżek octu balsamicznego z czerwonego wina,
sól,
olej z pestek winogron do smażenia (oliwa wydawała mi się zbyt aromatyczna),
2 kostki bryndzy (niestety, nie sprawdziłam, po ile dekagramów miały, ale chyba po 10),
mała śmietana, 
pieprz,ulubione zioła - dałam lubczyk, tymianek i rozmaryn.
WYKONANIE:
Cebulę skroić w pióra. Kilogram wydaje się dużo, ale ona się bardzo kurczy. Smażyć na małym ogieńku, w rondlu albo na patelni z grubym dnem. Kiedy straci wodę, posolić i lekko popieprzyć, dalej smażyć, uważając, by się nie przyrumieniła za szybko. Mnie zeszło chyba z pół godziny. Dodać ocet, smażyć ciągle mieszając do odparowania. Pocukrować i cały czas mieszając skarmelizować.
Na podpieczony spód wyłożyć cebulę, a na nią wybełtany ze śmietaną i przyprawami ser. Zapiec i wołać swoją Hurmę i Czeredę, o ile już nie sterczą w kuchni, kapiąc śliną na linoleum.

sobota, 19 maja 2012

Tarta z fetą, szpinakiem, jajkami i ziarenkami

Trzeba ją zrobić koniecznie. Jest pyszna i sycąca. Ziarenka słonecznika i rzeżucha na wierszchu stanowią fajne urozmaicenie. Chociaż nie ma tu grama mięsa towarzycho było bardzo zadowolone, a że Hurma była w składzie rozszerzonym (o Kamaję i Pasia), więc badanie było na próbce reprezentatywnej. 
Wykonanie, jak w przypadku wszystkich tart jest banalnie proste.

Ciasto kruche już umie zrobić każdy. Gdyby nie umiał, odsyłam do linków z boku (ciasta kruche, te na słono) – najczęściej ciasto, które ma być bazą do jakiegoś słonego nadzienia piekę pół na pół z krupczatką. Ilość ciasta zależy od wielkości formy – do mojej szklanej wchodzi jakieś półtorej szklanki mąki na cienką warstwę i po szklance na nieco grubsze ciasto. Jeżeli zrobi się wg przepisu z żółtkami i śmietaną, zawsze jest pyszne, chociaż nie ortodoksyjnie kruche, bo „pomagają” tu nieco śmietana i ciutka proszku.

Zagniecione szybko ciasto wkładamy do lodówki. 
Na marginesie mówiąc - piekłam już z ciasta mocno schłodzonego , krótko chłodzonego i w ogóle wręcz ciepłego, i dużej różnicy nie było. Nie wiem, co z tym chłodzeniem, no może to długo oziębione było bardziej kruche, ale mam niejakie podejrzenia, że robi się to siłą przyzwyczajenia.

Więc gdy ciasto się chłodzi robimy nadzienie. 

Potrzeba: pół woreczka szpinaku, opakowanie sera feta (jakby feta), 4 ząbki czosnku, 4 jajka, 20 dkg sera żółtego lub mozzarelli, łuskany słonecznik, przyprawy.

Szpinak rozmrozić (ja go normalnie wewalam do garnka i na ogień), odcisnąć, posiekać, jeżeli ma długie ogonki (Hortex) i przesmażyć na maśle. Tym razem miałam szpinak brykiet czy cóś, lekko się zdziwiłam, gdy po rozmrożeniu otrzymałam papkę. W smaku jednak był dobry, a rzeczywiście jest bardziej ekonomiczny, bo zawartość szpinaku w szpinaku jest większa. Nie wygląda jednak zbyt apetycznie, coś jak koszmar z ochronki w latach 50-tych.

Szpinak trzeba mocno doprawić pieprzem i czosnkiem. Wymieszać z fetą i wtedy sprawdzić słoność, ewentualnie doknorrować Delikatem.

Włączyć piekarnik góra i dół, 200 stopni.

W tym czasie wylepić formę schłodzonym uprzednio ciastem, ponakłuwać gęsto i ewentualnie wstawić do lodówki, dopóki się piekarnik nie nagrzeje. 
Zawsze mnie dziwi fakt, dlaczego niektórzy kupują jakieś kulki ceramiczne do wysypywania na kruche ciasto w czasie pieczenia, by było równe. Albo podobnież można obciążać fasolą (?!). W życiu tak nie robiłam, zawsze nakłuwałam, najwyżej troszkie się wybuliło, ale jakie to może mieć znaczenie, gdy na wierzch kładziemy nadzienie?! (uwaga, znowu rym! Dodaję do: „Marzynia, myśli wybrane”).


Podpiekamy ciasto na złoty kolor. Następnie wykładamy paciarę szpinakowo – serową i wygrzebujemy w niej cztery dołki. W te dołki wbijamy jajka, solimy i pieprzymy. Zapiekamy, aż jajka się zetną lekko. W naszym przypadku wyglądało to tak:


Wtedy ostrożnie wyciągamy tartę (uwaga, śliskie i strrrasznie gorące), odganiamy zwabioną zapachem i jęczącą Hurmę i Czeredę, po czym posypujemy serem żółtym (mozzarellą) i ziarenkami słonecznika. Zapiekamy, aż ser się roztopi, a słonecznik lekko przyrumieni.

Można posypać jeszcze ulubionymi ziołami, ja dałam rzeżuchę, bo akurat miałam.
Naprawdę była warta grzechu!




sobota, 17 marca 2012

Tarta z łososiem, brokułem i gorgonzolą na francuskim cieście


Raz na 2 tygodnie jestem w „Biedronce”. Posiadam bowiem w tej kultowej sieci, w spadku po Tacie (który zmusił mnie wreszcie do posiadania komórki wciskając swoją starą pod karą wydziedziczenia) telefon komórkowy. Jest nas dwoje takich w naszym miasteczku, co daje mi miłe poczucie uczestnictwa w elitarnym bractwie. Poza tym nie dostaję żadnego spamu, mam wszędzie zasięg (nawet na poligonie w Górach Słonnych! wszyscy tam latają z komórkami po szczytach, a Marzynia nonszalancko: pyk klapeczkę i: hel-loouuu!? Jurand?! Mama dzwonią!!) no i mało telefonię, bo nie chce mi się chodzić kupować doładowania do sklepu. 
Ale czasem trzeba. I wtedy robię zakupy w „Biedronce”.
Po doświadczeniach z zapiekanką na cieście francuskim zakupiłam od razu hurtową jego ilość (cena: 2,99). Łażąc po sklepie, a właściwie przedzierając się przez tabuny „ludzi z gór” pchających wózki wyładowane ulepnymi napojami (Jessu, co tych ludzi tak strasznie suszy?) wypatrzyłam parę produktów do następnej tarty. Ser gorgonzola lub gorgonzolopodobny, nie wiem, moje plebejskie podniebienie i tak nie było w stanie poczuć różnicy, łososia w kawałku wędzonego i jeszcze wzięłam brokuła do tego. I umyślałam se to zapiec na tymże francuskiem cieście.
I to znowu była dobra koncepcja, co może potwierdzić hurma i czereda w składzie rozszerzonym.
SKŁADNIKI:
Opakowanie chłodzonego ciasta francuskiego,
Kawałek łososia wędzonego,
Sznytek sera Gorgonzola,
Mały brokuł,
Czosnek granulowany, pieprz.
WYKONANIE:
Brokuła ugotować na półtwardo w osolonej, ocukrzonej lekko i ciut zakwaszonej wodzie. To trwa w sumie chwileczkę, ja swojego przegotowałam i zapomniałam przykwasić ciutkę wodę, więc stracił kolor. A może to przez tę sól w wodzie? (dobrze, że nie nóż…) – jak sądzicie?
Ser podzielić na kawałki, ja to robiłam palcami, babrając się smakowicie, nie wiem w sumie, JAK powinna smakować jakaś „markowa” gorgonzola, ta była bardzo smaczna! Gdy odpakowałam tego biedronkowego łososia z kartonika, letko się spietrałam: no tak, był za tani, żeby być dobry, mam teraz jakieś rybie zwłoki w trumience (troszkę tak to wyglądało). Odkroiłam kawałeczek, próbuję: pycha!
Ciasto rozścieliłam na blasze. Niestety, wzięłam zwykłą blaszkę blaszanną, co było błędem, bo ciasto się mnie przylepiło do blaszki okrutnie, już sobie przyrzekłam, że wszystkie stare formy pozamieniam na silikonowe. Bez jakiegoś pietyzmu poukładałam te składniki na cieście i do pieca na 200 stopni, góra i dół, druga półka od dołu. 
W połowie pieczenia, gdy go już ładnie chyciło, okazało się, że wierzch tarty wybuliło jak balon. Przez szczelną warstwę sera nie miała gdzie ujść para. Wysunęłam, zrobiłam dziurkę (natychmiast ser podpłynął w ten otwór i przylepił tartę do blachy), posypałam pieprzem i czosnkiem granulowanym. Zastanawiałam się nad innymi przyprawami, ale nie wiedziałam, jakie będą pasować, poza tym smak sera i ryby był tak intensywny i pyszny, że pomyślałam, iż tam już nic nie trzeba. 
Pachniało na całej klatce. Idący do Martika Pasiu wszedł ze słowami: „Ale zapach! Modliłem się, żeby to było TU!”.
Ledwo oddarłam łopatką tartę od blachy, już jej nie było. Słuchać było tylko ciamkanie H&C. do zdjęcia został mi mało reprezentacyjny kawałek. Tym razem na zdjęciu nie ma nogi Pasiuni, przez co fotka traci (patrz tu). Aparat też nie ten, ale połączenie smaku – właśnie TO!

piątek, 9 marca 2012

Tarta na francuskim spodzie (kupnym, kupnym...)


Pierwszy raz robiłam na słono na francuskim cieście. Letko z duszą na ramieniu, czy mi się nie zmarnują w sumie wypaśne składniki, jak się nie da zjeść. Dało się zjeść i to jak! 
To żółte to jajko się troszkie bełtło. Co jest pod spodem, to napiszę po południu oraz zdradzę (bez inwigilacji) jak mi się udało zrobić, żeby ona tak chrupała. I proszę nie sarkać, że spalona po wierszchu, bo się odrapało i nie było nic a nic czuć!
No to uzupełniam wpis:
Ciasto kupiłam w "Biedronce". Lepsze niż w Lidlu. Oczywiście najlepsze byłoby zrobione samodzielnie, ale jakoś nigdy mnie nie brało na to, pamiętam bowiem, ile wysiłku kosztowało takie ciasto moją Mamę. Poza tym aż tak ambitną kucharką nie jestem. 
Po doświadczeniach z ciastem na słodko wiem, że przeszkadzał mi fakt, iż przy dużej ilości wilgotnego nadzienia spód ciasta namakał i wydawał mi się wręcz niedopieczony. A tu chciałam błysnąć, bo się gościowanie zapowiadało. Nie wiedziałam, czy można potraktować tartę na francuskim tak, jak na kruchym. 
Można. 
Najpierw nadzienie: szpinak dobrze odcisnęłam i przesmażyłam na maśle z czosnkiem. To już każdy robi pod swój smak. Dałam nieco więcej soli, bo ciasto jest neutralne w smaku i nie chciałam, by się słoność zgubiła. Następnie przyjrzałam się zakupionym (w "Biedro", a jakże) pomidorkom czereśniowym. 
Miały skórę jak na byku.
Niby kraj pochodzenia: Włochy, ale przecież Italia to nie Ekwador, żeby ZAWSZE tam było lato, więc i te muszą być z cieplarni o tej porze. Dodatkowo po przekrojeniu wylewało się z nich mnóstwo soku. I myśl: a nuż się zadławi tą skórą? Więc podwójne sparzenie i dawaj obierać pracowicie ze skórki. Obrałam i to była dobra koncepcja.
Foremkę silikonową wyłożyłam ciastem, ale został kawałek (bo forma jest kwadratowa). Więc z tych odciętych paseczków zrobiłam sześć pól, bo myślałam, że wejdzie mi w nie sześć jajek (nie weszło). 
Następnie na spód podściółka ze szpinaku i te oskórowane pomidorki, odsączone na sicie. Posypałam ziołami i do pieca na 200 stopni, góra i dół, druga półka od dołu, żeby dobrze brało spód.
Niestety, dość długo się piekło, już boczki ślicznie rumiane, a te italiańce twarde i twarde, jakbym co dopiero wsadziła. No w końcu ich troszkie zmiękczyło, więc wyjęłam formę (uwaga, silikonowa się giba!), wbiłam tam jajka, posoliłam, popieprzyłam, ułożyłam obok jajek ser mozzarella i ziołami jeszcze po wierzchu, ale bez szaleństwa, żeby nie zabić smaku wiejskich jajek i szpinaku.
Owszem, zanim jajka się ścięły - idealnie tak, jak lubimy, do stadium mollet - to chyciło brzeżki, ale potem ostrym nożem się skrobnęło, a tarta była superancko upieczona od spodu!
Teraz będę często ją robić, bo pracy przy tym niewiele (pomidory już kupię pelati) i można wypróbować różne nadzienia. 
Ta kombinacja: szpinak, pomidory, jajka i ser jest prze-pysz-na, polecam!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Tarta z truskawkami i pianką



Tarta jest najzwyklejsza w świecie - kruche ciasto, podpieczone, a na wierzchu pianka z ubitych czterech białek ze szczyptą soli i trzema łyżkami cukru pudru.  Ponieważ szkoda mi było wyrzucić te cztery żółtka, co zostały, domieszałam je do ubitej piany. W rezultacie truskawki utopiły się w czymś w rodzaju omlecika biszkoptowego i to jest mój nowatorski wkład w tartą ideę. 
Poza tym okrutnie spodobały mi sie kratery, jakie powstały po wybuleniu piany ponad owoce.
Nie muszę dodawać, że na tym zakończyła się moja przygoda z tartą, bo ani nie lubię omletów na słodko, ani truskawek (Jessu, ale mię Wszechmogący skarał, to jakaś choroba z tą awersją do słodyczy, niedługo z owoców będę już jadła tylko niedojrzałe kiwi, cytryny i grejfruty oraz te pastewne banany, co idą na paszę).
Hurma i czereda zakrzyknęła: "Tak trzymać, Matka! Odpada jedna gęba do podziału!" 

niedziela, 31 października 2010

Tarta ze szpinakiem i białym serem oraz tarta z szynką i pieczarkami - bo Jurand osiągnął wagę wyjściową więc gotujemy lżej!


Jurand odzyskał już stracone kilogramy obywatela i wreszcie nasycił się polską kuchnią. Co prawda na Wszystkich Świętych mają polewkę serowo - czosnkową, bigos od Ewuni i szarlotkę, ale dzisiaj jedliśmy zdecydowanie lżej. 
Mam takie fajoskie naczynka do zapiekania, więc wypichciłam w nich tarty. Jerzyk boczato spojrzał się na szpinak, dlatego zrobiłam w dwóch smakach: szpinakowo - serowym i pieczarkowo - szynkowym. Potem się oczywiście okazało, że szpinakowa lepsza, ale ta z pieczarkami tyż dobryńka. 
Ciasto kruche każdy umie zrobić (dziewczynki moje umieją już w ciemno, więc nie muszę podawać szczegółów, a w końcu dla nich jest ten blog).  To akurat piekłam na samej krupczatce (mąki 2 razy tyle, co margaryny "Bielskiej", sól, 1 żółtko, łyżka śmietany kwaśnej, ewentualnie ciutkę zimnej wody) i podpiekłam na złotawo w ok. 200 stopniach. 

Szpinak trzeba rozmrozić i dobrze odcisnąć, po czym usmażyć na masełku aż zmięknie, wymieszać z serem białym (takim zwykłym), dodać sól, dużo pieprzu i dużo czosnku. Pieczarki podsmażyć, szynkę (suchą) pokroić w kosteczkę. Wyłożyć to na podpieczone spody i zalać 3 jajami rozbełtanymi z połową małego kubka osolonej śmietany. Posypać żółtym serem, piec, aż masa jajeczno - śmietanowa się zetnie (oczywiście zapomniałam spojrzeć, ile to trwało, ale to widać, zresztą bez problemu można otworzyć piekarnik i ostrożnie sprawdzić). 
Jedliśmy i na ciepło, i resztkę teraz na kolację na zimno. No pycha. Martik powiedział, że połączenie sera białego i szpinaku jest fantastyczne i nawet się nie spodziewał, że tak mu zasmakuje. 
P.S. Byliśmy dzisiaj w szpitalu odwiedzić Teścia. Akurat trafiliśmy na obiad. Niestety, nie możemy mu przemycać jedzenia, bo ma ścisłą dietę. Już kiedy kobita podała mu talerz, wiedziałam, że nie zje. Ponieważ ojciec nie jest typem Demostenesa, więc wyraził to, co myśli o tym żarciu, jak sam Leonidas:
łyżka zupy i: "lura!",
kęs kurczaka: "trowa!" 
Bidny łociec...

sobota, 6 lutego 2010

Tarta orzechowa - Martik gotuje

 

Nasza babcia jest chora i Mama nie ma czasu na pisanie, więc teraz ja na kilka dni przejmuję pałeczkę (a właściwie kuchenną pałkę).
Razem z Karolą upiekłyśmy tartę z orzechami, bo to jest najprostsze ciasto (nie licząc wycinanek z ciasta francuskiego, a propos: kupiłyśmy nowe, tym razem z „Biedronki”, bo tu podobno jedna pani polecała).
Z orzechów włoskich możemy robić różne różności, bo dzięki hojności naszej drugiej babci mamy mnóstwo pysznych orzeszków.
A więc do rzeczy:
SKŁADNIKI:
Ciasto:
szklanka mąki pszennej,
szklanka mąki krupczatki,
prawie cała kostka margaryny Kasi lub Bielskiej (można dać pół na pół z masłem),
3 żółtka,
kopiata łyżka cukru pudru,
śmietany zwykłej, 12% lub 18% - ile zabierze ciasto (1-2 łyżki),
płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
szczypta soli.
Nadzienie:
3 białka,
3 szklanki orzechów włoskich,
3 lub 4 łyżki cukru pudru (myśmy dały 3 i po wierzchu sypałyśmy jeszcze brązowym cukrem trzcinowym, mimo to nie było bardzo słodkie, kto lubi słodziutko, powinien dać 4 łyżki cukru pudru),
cukier wanilinowy (pojedyncza porcja),
gruby cukier do posypania po wierzchu (Mama ma taki „Demerara” i mówi, że warto go kupić).
WYKONANIE:
Mąkę wymieszać z cukrem, solą i proszkiem w misce, dodać pokrojony na kawałki tłuszcz. Czubkami palców zarabiać tę mąkę z margaryną tak, aby powstało coś jakby kruszonka. Wtedy dodać 2 żółtka i łyżkę śmietany, starać się to skleić do kupy, jeśli jest za suche to dodać trochę śmietany. Nie wyrabiać tego długo, bo się topi od rąk. Taką kulę ciasta włożyć z tą miską do lodówki.
Potem można zabrać się za nadzienie: orzechy zemleć w maszynce do bakalii, to jest taka jakby obrotowa tareczka. Jeśli ktoś tego nie ma (mama mówi, że to też się przydaje), to można w zemleć w maszynce do mięsa, ale wtedy trwa to dłużej i potem nikt nie chce myć naczyń. Ubić mikserem na sztywno pianę z białek, najpierw dodając odrobinę soli, a jak jest już trochę wysztywniona, to dodawać po trochu cukier. Kiedy piana w misce odwróconej do góry dnem nie wylatuje, to można domieszać orzechy (Karola patrzyła ze strachem, kiedy obracałam te miskę, ale robiłam to wolno). Zmielone orzechy się domieszuje łyżką, delikatnie, żeby piana za bardzo nie opadła. Acha, i lepiej ich dodawać po pół szklanki, żeby się nie okazało, że jest ich za dużo w stosunku do piany. Jak jest za dużo, to trzeba jeszcze „dobić” pianę z jednego jajka.
Ciasto kruche pieczemy w piekarniku na 200 stopniach gorąca (trzeba go włączyć wcześniej, aby był nagrzany)..
Po co najmniej pół godzinie leżakowania ciasta wyciągamy go z lodówki, odkrawamy kawałek na paseczki na wierchu, a resztę rozwałkowujemy na podsypanym mąką blacie. Wyklejamy ciastem formę do tarty albo tortownice, robiąc taki brzeżek. Pozostałe ciasto wałkujemy i wykrawamy nożem lub (jak my) radełkiem karbowanym paseczki na ozdobny wierzch. Ciasto nakłuwamy widelcem i podpiekamy na bladożółty kolor. Następnie, gdy trochę przestygnie, nakładamy masę na wierzch i układamy paseczki ciasta. Smarujemy tym żółtkiem, co pozostało, tę krateczkę i posypujemy grubym cukrem. Pieczemy, aż ciasto się zarumieni.