Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta ucierane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta ucierane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2026

Ozdrowieniec powraca 😍

Niemal zawsze jesteśmy przekonani, że powikłania po "zwykłej" grypie - o których trąbią teraz wszystkie media - NAS na pewno nie dotkną. Ale niestety, nawet krzepkie i zahartowane (głównie w swoim mniemaniu) Rzepichy też mogą zostać powalone po infekcji zmutowanym wirusem. Na szczęście już wszystko dobrze i obyło się bez konieczności korzystania z dobrodziejstw leczenia szpitalnego.
Co ciekawe, nie ma żeńskiej formy słowa "ozdrowieniec", co mnie niepomiernie zdziwiło. Widocznie mężczyznom przysługuje w języku polskim (cyt. za SJP Doroszewskiego i słownikiem PAN) bycie "człowiekiem powracającym do zdrowia po przebyciu choroby, rekonwalescentem", natomiast kobieta po chorobie po prostu wstaje i jest zdrowa😁.
Jako że nic ciekawego w czasie choroby nie gotowałam, to wirtualnie poczęstuję moich miłych blogowych przyjaciół ciastami ze świąt: "cytrynowym puszkiem" oraz babką makową Helenki. Oba ciasta były przepyszne, babkę Helenki przełożyłam konfiturą pomarańczową, a cytrynowiec rzeczywiście był lekki jak puch i można było zjeść duży kawał nawet po misce barszczu z uszkami i stosie pierogów.
Ciasto cytrynowe upiekłam wg przepisu pani Dagmarelli (klik!), dając zamiast litra (!) śmietany trzydziestki szóstki serek mascarpone i 500 ml śmietanki trzydziestki. 
A babka Helenki to już legenda wśród ciast makowych, naprawdę warto (klik!).
Buziaki serdeczne dla wszystkich i dziękuję za wiele troskliwych pytań o zdrowie i miłych życzeń😗. 

środa, 3 kwietnia 2024

Magiczna pasta do smarowania form do wypieków

 Rewelacja! Przepis miałam już od wielu lat, o z tej strony (klik!), i naprawdę nie wiem, dlaczego dopiero na te święta przyrządziłam ten zaiste magiczny specyfik. Ciasto po prostu wyskakuje "samo" z formy. 
SKŁADNIKI:
Taka sama (np. jak u mnie: po kieliszku) ilość mąki zwykłej, masła i oleju rzepakowego.
WYKONANIE:
Masło topimy, dodajemy olej i mąkę, mieszamy - i gotowe! 
Jest dość gęsta, ale smarowna na tyle, że łatwo daje się rozprowadzić pędzelkiem silikonowym, nie trzeba się szmalcować po łokcie, jak w przypadku namaszczania formy masłem czy margaryna, dociera w każdy zakamarek. No i na powierzchni ciasta nie zostają drobinki bułki, co w przypadku ciemnych ciast (np. jak w mojej babce czekoladowej) ma znaczenie.
Pani Danusia podaje aż 12 dodatkowych zalet tego smarowidełka, warto!
P.S. Zdjęcie pasty nie jest potrzebne, ale żeby wpis nie był taki "goły", to wklejam fotkę krewetek z sałatką Jaśka. Wszystko, co na talerzu wykonał sam, budząc zrozumiałą dumę "krzesnomatki" (czyli mnie) oraz aplauz konsumentów😋👏 

 

czwartek, 26 października 2023

Ciasto marchewkowe z kremem "Maminek i S-ka"

 

Nie trzeba wielu słów: jest pyszne!
Piekłam to ciasto z przygodami. 
Najpierw nieobacznie obiecałam małżonkowi, że NA PEWNO  dzisiaj będzie znakomite ciasto marchewkowe z przepisu Maminkowego. Zadudrawszy się w ogrodzie i przy obrządku z niepokojem stwierdziłam, że jest już po 18-tej, a ja nie wiem, czy mam wszystkie składniki. A nasze wioskowe sklepy (do których i tak jest ponad 3 kilometry) wdzięcznie zwane "Strażokiem" i "Żeleźniokiem", już zamknięte... Oczywiście można jechać do miasteczka, ale to niemal 20 kilometrów. Mąż, utyrany całodziennym rżnięciem drzewa na cyrkularce, stwierdził, że "Ty sobie na pewno poradzisz!".
Sprawdziłam. Z  dziesięciu składników nie miałam siedmiu. 
To tyle w temacie rządnej gospodyni Marzyni, samozwańczo zwanej Umiłowaną Przywódczynią.
Już miałam się poddać, ale Szczwany Lis podpuścił mnie, że jutro rano będzie w mieście, to zawiózłby wnuczce... 
Wizja Małej, na próżno ssącej paluszki w oczekiwaniu na ciasto baby Mazyni, przekonała mnie do podjęcia walki. 
I wyszło! Puszyste, aromatyczne, a że akurat miałam serek mascarpone (tiaaa, mleka nie ma, ale MASCARPONE w lodówce ma) to jeszcze przełożone kremem. 
Przepis Maminka jest tutaj (klik!)
Przepis Córci Maminka - tu (klik!)
Warto sięgnąć do nich, ponieważ moja receptura różni się od oryginału. Ale zapewniam (co zresztą widać na zdjęciu, gdy się powiększy) że modyfikacje nie zaszkodziły.
SKŁADNIKI:
    - 240 ml oleju - miałam tylko resztkę w butelce w spiżarni, więc uzupełniłam stopionym masłem,

   - 30 dkg drobnego cukru - drobny cukier na wsi to jakaś nowinka "miastowych", musiałam wziąć zwykły,

   - 4 jajka,

   - 4 łyżki mleka lub wody  - mleka nie było. M. odmówił pogalopowania kilometr do Wolanki, która ma krowę, więc i ma mleko jakby też 😆. Na szczęście przepis dopuszczał wodę, bo już widziałam minę sąsiadki po wyartykułowaniu prośby o  4 łyżki mleka,

   - 18 dkg marchwi startej na drobnych oczkach  - Martik przywiózł tę słoweńską, słodziutką i soczystą,

   - 12 dkg posiekanych orzechów włoskich - nie miałam. Ale były kruszone migdały, więc dałam, bo nie wiedziałam, czy te orzechy nie spełniają jakiejś roli uzupełniającej wagowo sypkie składniki,

   - 24 dkg mąki tortowej - oczywiście żadnej tortowej nie było. Grzebanie w czeluściach szafki kuchennej nic nie dało. Poszłam więc do Banku Zbożowego (mamy go pod schodami, prezesem jest Małżonek) i wzięłam swoją zwykłą,

   - 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia - to zakrawa na żart, ale okazało się, że w ostatniej torebeczce jest ledwo jedna łyżeczka. Dałam więc dodatkowo 1,5 łyżeczki sody, a w obawie, że soda nie ruszy bez kwasu 2 łyżki wody zastąpiłam 2 łyżkami octu jabłkowego,

   - łyżeczka imbiru i łyżeczka cynamonu - zastąpiłam je przyprawą do piernika, bom nie miała mielonego imbiru.
Uff! 
Samo pieczenie to już była betka.  
Wykonanie cytuję za Maminkiem:
Cukier ucieramy z olejem. Stopniowo dodajemy żółtka i ucieramy. Dodajemy mleko i ucieramy. Dodajemy marchew, orzechy i ucieramy. Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia,imbirem, cynamonem i ucieramy. Ubijamy pianę z białek z odrobiną soli. Pianę delikatnie mieszamy z ciastem. Przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 160 st. C z termoobiegiem ok. 55 minut do "suchego patyczka" (piekłam na 170 bez termo obiegu). Ciasto można przełożyć kremem.
 
A jak smakowało naszej Matyldzi pokazuje poniższe zdjęcie. Taki widok wynagradza wszystko😚
 

 

 

niedziela, 22 października 2023

Ciasto czekoladowe z cukinią

 

To były ostatnie cukinie. Niewielkie i dość cienkie. Leżały smętnie na puściutkim zagonku, oczekując na zadziubanie przez ciotczyne kury. A jednak kurom dać szkoda, zresztą i tak grasują wszystkie po moich grządkach, bo nigdy nie wiem, które to są te dwie moje. Pomacawszy je (cukinie, nie kury, do tego etapu gospodarzenia jeszcze nie doszłam😂) stwierdziłam, że są wcale jędrne i niezagnite, więc postanowiłam upiec ciasto czekoladowe. Przepis, podpatrzony u Dorotusia (klik!) latami oczekiwał na realizację, Martik z Zięciuniem właśnie u nas gościli, a szalę przeważył chytry tekst córci, że przyjeżdża jej przyjaciółka Alutka, a ona najbardziej lubi ciasta z warzywami (?!).
I to była słuszna koncepcja, bo chociaż podejrzewałam blef Martika, to jednak Alutka orzekła, że to najlepsze ciasto czekoladowe jakie jadła. Skromnie nie zaprzeczałam i przyznałam rację pani Dorotce, która tak pisze o swoim cieście:
"Intensywnie czekoladowe (...), miękkie, sprężyste, nie takie ciężkie jak brownie. Ciężko poprzestać na jednym kawałku, a cukinii tak naprawdę wcale nie wyczujecie i nigdy byście się nie domyślili, że jest jednym z głównych składników. Dużym plusem jest fakt, że jest ono wilgotne i długo zachowuje świeżość. Trzeba przyznać, że przepis na ciasto czekoladowe z cukinią jest mistrzowski!".
 
SKŁADNIKI (leciutko zmodyfikowane, albowiem przeczytałam uwagi 643 komentatorów i wniosek, by zmniejszyć ilość oleju i kakao uznałam za słuszny):
115 g masła,
250 g drobnego cukru do wypieków,
100 ml (niecałe pół szklanki) oleju słonecznikowego lub rzepakowego,
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii,
szczypta soli,
2 duże jajka,
pół szklanki i 2 łyżki kwaśnej gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego,
300 g mąki pszennej,
1 łyżeczka sody oczyszczonej,
1 łyżeczka proszku do pieczenia (zwiększyłam ilość, bo wydawało mi się, że moje ciasto jest zbyt ciężkie),
50 g kakao,
2 szklanki startej cukinii – na tarce o dużych oczkach (około 340 g)*.
 
WYKONANIE (podaję za autorką):
"Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 
Mąkę pszenną, sól, kakao, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną – przesiać, odłożyć. Masło i cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do powstania jasnej i puszystej masy maślanej. Dodawać jajka, jedno po drugim, ucierając do całkowitego połączenia się składników po każdym dodaniu. Stopniowo wlewać olej, nie zaprzestając ucierania. Dodać wanilię i zmiksować. Do tak utartej masy dodać przesiane suche składniki, w trzech turach, na przemian z kwaśną śmietaną, mieszając szpatułką tylko do połączenia się składników, nie dłużej. (...) Na końcu dodać startą cukinię (...) i delikatnie wymieszać. Formę o średnicy 25 cm (u mnie: duża keksówka) wyłożyć papierem do pieczenia, sam spód. Wyłożyć do niej ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 160ºC, najlepiej bez termoobiegu, przez około 50 minut lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Ciasto czekoladowe z cukinią wyjąć, wystudzić. Przed podaniem polać polewą czekoladową.
* Cukinii nie obieramy, wydrążamy jedynie środek z pesteczkami (jeśli jest co wydrążać)".
 
Moja cukinia nie była drążona i były w niej drobne pestki. Zaprzęgłam bowiem do tarcia Niewolniczą Siłę Roboczą w postaci Zięcia (!), któremu zapomniałam powiedzieć, żeby wydrążył. Po zważeniu wiórków okazało się, że jest ich 331 gramów (cud!), więc nawet nie mogliśmy grzebać w cukinii, usiłując wyłowić pestki. Co ciekawe - wcale nie było ich ani czuć, ani widać!

poniedziałek, 4 lipca 2022

Bezglutenowa babka majonezowa Kasi z BezBez

 

Ten wpis jest podziękowaniem dla wspaniałej dziewczyny - Kasi z bloga "BezBez". Nazwa bloga pochodzi od gotowania bez glutenu i bez laktozy, bowiem Kasia (podobnie jak Martik) nie może ich jeść. Stworzyła więc, dokładnie i ciekawie opisała oraz pięknie sfotografowała mnóstwo niezwykle smacznych potraw. Z jej doświadczeń i życzliwości korzysta wielu cierpiących na nietolerancje pokarmowe, bo - jak świetnie ujęła to Kasia: Nawet, gdy drażnią nas jelita życie może być piękne i PYSZNE. 
Oryginalny przepis, ze wszystkimi cennymi wskazówkami jest tutaj - koniecznie zajrzyjcie klik!
Ja podaję go dokładnie za panią Katarzyną, a nasze uwagi oznaczyłam innym kolorem. Zwróćcie uwagę, jak dziewczyna dokładnie, krok po kroku, wszystko opisuje i tłumaczy - Kasiu kochana, pozdrawiamy 💖
Ciasto jest rzeczywiście bardzo smaczne. Nikt z Hurmy i Czeredy glutenowców, nawet mój Brat wychowany przecież na kuchni Mamy i Babci Broni, nie zorientował się, że nie ma tutaj zwykłej mąki ani produktów mlecznych. Babka jest długo puszysta, nie wysycha, pachnie migdałowo (u BezBez cytryną, ale my chciałyśmy udekorować migdałami) i jest godna polecenia DLA KAŻDEGO. Jedyną trudność stanowi fakt, że nie mamy standardowo w szafce tych różnych mąk, ale gdy z wizytą zapowie się "bezglutenowiec" to bez problemu można je kupić (no fakt, w gieesie na wsi nie ma, ale już w Marmaxie - czyli dawnym "Strażoku" - są😆)
 
SKŁADNIKI
½ szkl. (80 g) mąki ryżowej,
¼ szkl. (30 g) bezglutenowej mąki owsianej,
1 op. (40 g) budyniu waniliowego lub śmietankowego bez cukru,
¼ szkl. + 1 łyżka (40 g) skrobi kukurydzianej (białej, nie żółtej mąki),
⅓ szkl. + 1 łyżka (63-65 g) mąki ziemniaczanej,
1 ½ łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia,
4 jajka,
szczypta soli,
½ szkl. cukru (100-115 g, u mnie trzcinowy),
4 ½ łyżki (½ szkl., ok. 115 g) majonezu - my z Martikiem zrobiłyśmy domowy majonez,,
1-2 łyżeczki ekstraktu z cytryny - lub np. migdałowego
olej kokosowy (rafinowany, bezzapachowy) lub masło klarowane do posmarowania foremki - użyłyśmy oleju z pestek winogron,
mąka ryżowa lub bezglutenowa bułka tarta - do wysypana foremki.
 
WYKONANIE:
Teoretycznie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, ale przyznaję, że za każdym razem przygotowywałam tę babkę na jajkach i majonezie wyjętym bezpośrednio z lodówki i wszystko wychodziło wspaniale. Jeśli wyjmiesz wcześniej jajka, to majonez również ogrzej do tej samej temperatury. 
Oczywiście zapomniałam wyjąć jajka, a majonez był robiony tuż przed, więc "ciepły"- i nic się nie stało!
Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Foremkę na babkę posmaruj bardzo dokładnie wybranym tłuszczem i wysyp mąką ryżową. Zwróć uwagę, czy komin i wszystkie zagłębienia formy są dobrze pokryte, aby babka bez problemy odeszła od foremki. 
W misce wymieszaj wszystkie mąki, proszek budyniowy i proszek do pieczenia. Możesz przesiać całość dwukrotnie – teraz i przy dodawaniu do masy jajecznej. Ja zrobiłam to tylko raz, przy dodawaniu do ubitych jajek. 
Białka oddziel od żółtek. 
Białka ubij ze szczyptą soli na idealnie sztywną pianę. Powinny kilkukrotnie zwiększyć swoją objętość, a gdy odwrócisz miskę do góry dniem nic nie powinno spływać. Teraz do ubitych białek dodawaj po jednej łyżce cukru i miksuj dalej na wyższych obrotach. Gdy jedna partia cukru połączy się z białkiem, dodawaj kolejną. Piana z białek powinna się robić coraz sztywniejsza i nieco lśniąca. 
Gdy cały cukier ubiłeś z białkiem, dodawaj do masy po jednym żółtku. Dalej miksuj na większych lub średnich obrotach. 
Gdy wszystkie żółtka dodałeś do masy teraz dodawaj stopniowo majonez – po pół łyżki, partiami. 
 
Po dwóch "półłyżkach" już mnie z lekka sczyściło, więc mimo protestów oberdokładnego Martika, któren był operatorem miksera, dawałam po całej łyżce.
 
Jedną zmiksuj do połączenia składników i dodawaj kolejną. Razem z majonezem dodaj też ekstrakt z cytryny/migdałowy. 
Po dodaniu majonezu masa powinna być nadal bardzo puszysta, lśniąca, ale już nie tak sztywna jak sama piana z białek. 
Na koniec dodaj mieszankę mąk – stopniowo, po łyżce przesiewaj ją do masy jajeczno-majonezowej. Na sitku powinny zostać ci drobne okruchy – głównie po mące owsianej – nie wrzucaj ich do masy! 
 
Po skrojeniu kawałeczka wierzchu do spróbowania, okazało się, że ciasto lekko chrupie! Martik już rozpaczał: "A bo to sitko ma za duże dziury!!!", ale okazało się, że w jakiś magiczny sposób to chrupanie (pochodzące od mąki ryżowej, bo tak samo było w biszkopcie do tortu) znikło!
 
Mieszaj ciasto bardzo powoli i delikatnie szpatułką, dużą, drewnianą łyżką lub ewentualnie trzepaczką balonową, ale nie mikserem. Gdy wmieszasz jedną porcję mąki, to dopiero przesiewaj kolejną. Nie dodawaj za dużo mąki naraz. Masa będzie stopniowo opadać i gęstnieć, ale mimo wszystko postaraj się, by utrzymała jak najwięcej powietrza. 
Gotowe ciasto przelej do foremki i wstaw do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piecz BEZ termoobiegu ok. 40-50 min do tzw. suchego patyczka. 
Babka powinna być wspaniale wyrośnięta i zrumieniona na górze. Wówczas wyłącz piekarnik, uchyl drzwiczki i pozostaw ją tak na 5-10 min i dopiero wyjmij z piekarnika. Jedną z babek wyjmowałam również bezpośrednio z pieca bez wstępnego schładzania i nie opadła, ale na początku, gdy pieczesz ją pierwszy raz lepiej obchodzić się z nią ostrożniej. Gotową babkę pozostaw w foremce do całkowitego ostygnięcia.
Dopiero wtedy wyjmij ją z foremki. Najlepiej odwrócić foremkę i lekko nią postukać o blat lub deskę, żeby babka się z niej wysunęła - wtedy powinna wyjść bez problemu.
 
I tu wprowadziłam myk, wyszukany gdzieś w czeluściach Internetu. Otóż jest coś takiego jak "ciasta odwracane", które stygną "do góry nogami", więc grawitacja ich nie przyklapuje. Dlatego kupiłam sobie SPECJALNIE - drogą niestety, ale wartą swojej ceny - formę na babkę z jakiejś stalowni w Niemczech (Kruppa?!), z takim wystającym kominem. I na tym kominie, na słoiku, zawiesiłam babkę do góry nogami aż do całkowitego wystygnięcia. No bomba! Należy tylko wytrzymać psychicznie jojczenie nad uchem: "Jessu, Mameee, wypadnie, zmarnujesz tyle pracy!".
W sumie to nie miałam na bank pewności, czy nie wypadnie. Ale nie wyleciała, a puchatość wzrosła!

Ostudzoną babkę możesz udekorować, choć jest pyszna również bez żadnych dodatków.
Zamiast skrobi kukurydzianej, możesz dać drugie opakowanie budyniu o tym samym smaku lub spróbować dać innej skrobi np. z tapioki. 
Nie polecam dodawać do środka ciasta żadnych bakalii – na 99% wyjdzie Wam zakalec. 
Każdą babkę polecam piec w metalowej formie z kominem, a nie w jej silikonowym odpowiedniku. W takich foremkach ciasto wypieka się zupełnie inaczej. Metalowa forma inaczej oddaje ciepło, a wewnętrzna tuleja sprawia, że ciasto jest idealnie wypieczone i puszyste. 
 
Nic dodać, nic ująć - upiec i skonsumować!