Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podroby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podroby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2023

Sałatka uzbecka z ozorkiem

 Zostałam obdarowana przez Martika ozorem cielęcym. Jeśli ktoś nie jadł nigdy rarytasu, jakim jest ozorek, ten nie wie, jak smaczne, delikatne i czyściutkie jest to mięso. W tym samym czasie Ciocia dała mi sprawionego (niech będą Jej dzięki!) kogutka, więc wiadomo, że wylądował w rosole - razem z ozorkiem i kupą warzyw. Akuracik tyle samo się gotowały do miękkości (ok. 2 godziny, bo kurak to nie była piana ze sklepu, lecz Czupurek, który od lata szalał po całym naszym dziole). Większość jęzora została pokrojona do rosołu, ale najładniejszą część postanowiłam wykorzystać do sałatki, która za mną "chodziła" od wielu lat.

Przepis  pochodzi z nieistniejącej już strony państwa Grumków i nazywa się "sałatka uzbecka". Potwory i Spółka (akurat połowa była u mnie "w gościach") natychmiast przemianowali ją na sałatkę UBECKĄ, ale pod groźbą, że nawet jej nie powąchają gdy będą szydzić, w czas zamilkli.
 
Autorzy podali oryginalną nazwę: Til va sabzavotli salat, więc oczywiście sprawdziłam w sieci, czy aby na pewno to z Uzbekistanu. I zgadza się, chociaż przepis pani Maliki (o tu, klik!) nieco różni się od poniższego. Ale tak czy siak - to jest pyszne! Smaki się świetnie uzupełniają i ta marchewka (która - dopóki nie skosztowałam - budziła moje zdziwienie) świetnie pasuje do reszty składników. Co ciekawe - nie ma w sałatce żadnych przypraw z tego regionu świata, a mimo to jest inna niż wszystkie. 
Pytanie tylko, ile razy normalny człowiek ma dostęp do cielęcego jęzorka... No chyba, że jest taszczą (słoweń.: teściową) właściciela eko-farmy z krowami...
 
Podaję przepis za Grumkami (moje zmiany na zielono):
 SKŁADNIKI: 
300 g ugotowanych i pokrojonych na kawałki ozorków, 
2 ugotowane buraczki pokrojone na kawałki (dałam swoje marynowane i dobrze, bo są lekko kwaśne), 
4 jajka, 
1 cebula pokrojona w plasterki (zamacerowana wcześniej w soli, cukrze i soku z cytryny, przelana wrzątkiem i odciśnięta),
2 ugotowane marchewki, 
łyżka oleju (łyżka majonezu), 
2 łyżki majonezu i kwaśnej śmietany (gęstego jogurtu), 
2 roztarte ząbki czosnku, 
sól do smaku (i pieprz), 
koperek (pietruszka) i rzodkiewka do ozdoby.
SPOSÓB WYKONANIA:
Rozgnieść marchewki z czosnkiem, solą i łyżką oleju (majonezu). Odstawić na 10 minut. Na talerzu wyłożyć cebulę, buraki, jajka, ozorki i marchewkę. Posolić. Pośrodku (obok) położyć sos majonezowy. Udekorować jajkami. Bezpośrednio przed podaniem wymieszać wszystkie składniki.
 

I tak oto Marzynia przeniosła rodzinkę do Taszkientu.
 

 

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Pierogi z płuckami

Pierogi z płuckami to legendarna potrawa w naszej rodzinie. Hurma i Czereda znała ją tylko z moich opowiadań, albowiem NIGDY w czasach postkomunistycznych nie udało mi się kupić świeżych płucek. Raz natknęłam się na "letkie" (określenie mojej prababci, która była niedościgłą mistrzynią w ich wyrobie) w jakimś sklepie, ale były koloru sinego, więc nie odważyłam się na ich zakup. Rozumiem, że dla wielu ludzi potrawa jest nie do przełknięcia, ale dla mnie był to przysmak, na który czekało się miesiącami. Babcia Monika miała informatora w "Taniej jatce" (autentyk! tak nazywało się okienko z boku rzeźni, w którym można było za grosze kupić np. właśnie podroby) i kiedy dawał cynk, że będą wołowe letkie, to już wiedziałam, że będę z Babcią lepić pierogi z letkiem.
I pewnie smaki dzieciństwa nie powróciłyby, gdyby nie Martik w Słowenii. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że kazała sobie odłożyć płucka z byczka i z cielęcia, albowiem teściowie chcieli jak zwykle dać je psu (!), a ona też chciałaby się dowiedzieć, co to za mecyje. A ponieważ jechaliśmy w odwiedziny z kuzynką Marysią oraz Zuzianką, która też się napaliła na nie, więc postanowiłam wykorzystać fakt, że nie zabraknie Niewolniczej Siły Roboczej i obiecałam, że zrobimy.
Hyr poszedł po całych Alpach, że przyjechali z Polski i będą robić coś niezwykłego do jedzenia. W biesiadzie uczestniczyli Teściowie, stryku, drugi stryku z synem, zięć i nasza piątka.
To był wieeelki sukces! Fakt, że surowiec był pierwszoklaśny - w końcu to ekologiczna, certyfikowana farma. Umna córeczka kazał sobie także odłożyć ozory (podobno nawet masarz wywalił oczy, że TO TEŻ jemy), więc następny wyjazd znowu przeniesie mnie do krainy dzieciństwa i kultowych ozorków w szarym sosie 😋 
SKŁADNIKI:
  • płucka cielęce lub/i wołowe - przepraszam, ale nie potrafię podać proporcji. To była góra letkiego wielkości Triglava, którem gotowałam w pożyczonych od teściowej dwóch największych garach,
  • ziele angielskie, liść bobkowy, sól i pieprz w kuleczkach do gotowania,
  • przysmażona na dużej ilości masła cebulka; czosnek, majeranek i pieprz do doprawienia farszu,
  • gotowane ziemniaki, potrzebne do sklejenia nadzienia (tego nie czuć w smaku, bo daje się ich niewiele, ale Babcia tak robiła, bo lepienie rozsypującej się mielonki to katorga),
  • i znowu dużo rumianej cebulki do omaszczenia.
WYKONANIE:
Od razu uprzedzam - płucka gotują się strasznie długo, a powinny być mięciutkie, aby nie wyszły nam pierogi nadziane zmielonymi gumkami-recepturkami. Kiedy widelec będzie lekko wchodził w letkie, mielimy je w maszynce na średnich oczkach, wyciąwszy co grubsze "rury". 
I tu okazało się, że Martik nie ma maszynki do mięsa, a teściowie mają tylko taką olbrzymią przemysłową z dziurami o fi dwuzłotówek, w której wyrabiają coś na kształt salami, kamieniejącego potem przez lata w piwnicy. Kochany Ojciec przypomniał sobie jednak, że w starym domu (data na odrzwiach: 1832) jest taka żeliwna maszynka po prababce, odgrzebał ją, wyczyścił i naostrzył noże. O dziwo, była zdumiewająco podobna do mojej maszynki po BB - widocznie na całe Austro-Węgry był jakiś jeden maszynkowy monopolista 😆
Razem z płuckami mielimy ziemniaki, wlewamy masło z cebulką i czujnie doprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i majerankiem. Wyrabiamy dokładnie i lepimy duże pierogi (żadne tam fiku-miku z literatkami, my jechałyśmy szklanką od piwa, a i tak zeszło chyba z dwie godziny roboty czterech kobitek). Nie odważyłam się gotować na indukcyjnej kuchence Marty (Jessu, to jakaś męka! - raz wyjąc gotuje wodę kłębem, a potem zdycha i ledwo mruga), więc zaniosłyśmy ten milion pierogów na górę, na cudowną, opalaną drzewem, ogromną angielkę Gospodyni. Teściowa, oszacowawszy wprawnym okiem ilość pierożków, od razu poleciała po rondel wielkości młyńskiego koła, w którym gotuje przetwory w słoikach. Biesiadnicy z widelcami (starsi, nie wiedzieć czemu - z łyżkami) w rękach już czekali. Maściliśmy rumianym masłem z cebulką, przegryzaliśmy sałatką z mniszka lekarskiego i popijaliśmy winem.
Ostatnie sztuki, których nie zdołaliśmy już wepchnąć w siebie (a widoczne na zdjęciu, już nieco obeschnięte), zjadł sąsiad Silvio. Podobno zagonił się niby przypadkiem pożyczyć osełkę czy cóś tam.
Najlepszą rekomendacją uczty niech będzie oświadczenie naszego Zięcia, że są to najlepsze z polskich pierogów, jakie jadł 😍

 

 

piątek, 30 czerwca 2017

Pierogi z wątróbką


Po obejrzeniu tego zdjęcia Hurma i Czereda stwierdziła, że zrobił je praojciec Adam swoim kalkulatorem (wystruganym z drzewa figowego) w chwili, gdy odpoczywający Pan przebudził się ósmego dnia i stwierdził, że stworzy jeszcze pierogi z wątróbką. Po czym Pan oświetlił swe dzieło (jak na obrazie Blake'a), a Adam cyknął fotkę :-D
Takie pierożki są przepyszne. Wiem, wiem, jest niewielu wielbicieli wątróbki, ale wielu pieromaniaków, więc może warto się przekonać do wątroby w ten sposób?
CIASTO:
1 kilo mąki pszennej (np. Lubella),
 1 jajko,
ze 2 łyżki oleju,
gorąca woda ile zabierze,
 ja nie solę ciasta, tylko wodę, tak ze 2 kopiate łyżki soli na 4 litry wody.
Jak zrobić ciasto bardzo dokładnie opisałam tutaj.

FARSZ:
10 kurzych wątróbek,
2 duże cebule,
olej do smażenia,
sól, maga, 
pieprz czosnkowy (albo pieprz i suszony czosnek),
duża patelnia z grubym dnem.
Podroby szybko przepłukać na sitku.
Cebule skroić w grube pióra, wrzucić na rozgrzany olej, zeszklić. Odsunąć cebulkę na brzegi patelni, na środek wrzucić wątróbki, podkręcić ogień, podsmażyć aż zmienią kolor. Wtedy odwrócić je „na plecki” i przykryć patelnię dużą pokrywką. Zmniejszyć ogień, smażyć do momentu odparowania soku, który z nich wycieknie. Posolić, znowu odwrócić, pomagować, posypać pieprzem czosnkowym  i dalej smażyć (już odkryte) do pożądanego stopnia zrumienienia
Następnie trzeba całą zawartość patelni zmielić w maszynce. Jeśli robimy niewielką ilość pierogów, to można to zrobić dużo szybciej w blenderze, no i odpada mycie maszynki. Same pierogi robi się szybko, bo farsz jest "wdzięczny" do klejenia.
Gotujemy z minutę, dwie po wypłynięciu, maścimy cebulką zrumienioną na maśle.

wtorek, 11 października 2016

Gulasz z żołądków drobiowych

To jest kulinarny debiut blogowy kolejnego członka Hurmy i Czeredy czyli Dorci. Złapała bakcyla, a poza tym Jurand i Dorcia już są "na swoim", więc Umiłowana Przywódczyni Marzynia nie będzie już najjaśniejszą gwiazdą na kulinarnym niebie syna :-D
Wszyscy z Watahy lubią tę potrawę, a jakimś cudem nie było jej na blogu. Przebywająca u dzieci "w gościach" Mamcia wydarła więc Jurandowi, ukokoszonemu na wersalce w pozycji półleżącej jak Neron, michę gulaszu, i na tejże wersalce (bał się stracić michę z oczu) zrobiła zdjęcie komórką. 
To jest najlepsiejsze zestawienie: kasza, żołądki w pysznym sosiku cebulowym z marchewką i kiszony ogórek!
Wykonanie jest banalnie proste, a potrawa bardzo tania, dla młodych na dorobku idealna - oczywiście o ile ktoś nie grymasi, że to podroby.
Na kilogram kurzych żołądków trzeba 2 duże cebule w grubą kostkę, 2 marchewki w talarkach, ulubione przyprawy (koniecznie liść laurowy i majeranek), 2 ząbki czosnku, olej do smażenia, łyżka mąki do zaciągnięcia (sos i tak jest dość gęsty od umasowanej cebuli). Cebuli nie rumienić, tylko zeszklić, a z żołądków nie ma sensu wykrawać środkowej błony, ona się po odpowiednio dłuuugim (niestety) czasie zrobi mięciutka. No chyba, że natrafimy na fragmenty tej żółtej wyściółki żołądkowej, no to trza, ale już sobie Dorcia obadała, gdzie sprzedają czyściutkie kurskie pewniaki. I wtedy tylko hopsa! na pół i do gara na cebulkę, podlewać wodą i po około 1,5 - 2 godzinach można podawać Hurmie, Czeredzie i teściowej, czekającym z łyżkami w łapach.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Żydowski kawior

W Dzień Judaizmu w naszym miasteczku od lat przygotowujemy imprezy związane z Żydami mieszkającymi tu przed wojną. Przy okazji muszą być przekąski, więc wspólnie z młodzieżą i Stowarzyszeniem Kobiet Wiejskich pichcimy żydowskie przysmaki. Właśnie ten (no i dla lubiących na słodko kugiel z migdałami) okazał się największym przebojem i wszedł także do mojej kuchni, chociażem nie starozakonna. Żydzi z Galicji podawali ten "kawior" w dzień szabatu, a ja np. na Wielkanoc. Jest to rodzaj pasty lub delikatnego pasztetu, pysznie smakującego na pszennym pieczywie.
SKŁADNIKI:
50 dekagramów wątróbki drobiowej,
3-4 jajka na twardo,
duża cebula,
2 ząbki czosnku,

2 łyżki masła,
olej do smażenia (ale jeszcze lepiej gęsi smalec),
sól, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
Wątróbkę usmażyć na oleju, nie może być krwista. Posolić dopiero pod koniec smażenia. Cebulkę skroić, lekko zezłocić na maśle. Wątrobę, jajka, cebulę razem z masłem i zmiażdżonym czosnkiem zmielić w maszynce (przez grube sitko) i doprawić na pikantnie. Kto nie przepada za wyrazistym smakiem czosnku, może go wcześniej zeszklić razem z cebulą.

Ponieważ  kolor mielonej wątróbki jest taki jakiś brudnoszary, najlepiej ugnieść go w natłuszczonej miseczce, a potem ten kopczyk wysmarować majonezem i udekorować wedle gustu :-)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Gulasz z serc drobiowych

Hurma i Czereda powiedziała, żebym wsadziła to zdjęcie na sam koniec i uprzedziła co wrażliwszych czytelników bloga, że będą sceny drastyczne. I rzeczywiście, zasugerowana przez ich robaczywe myśli (Martik jeszcze w wieku dojrzewania, ale chłopakom się dziwię) TEŻ dojrzałam, że ten gulasz wygląda jak z horroru o szalonym mohelu. Ale nie da się zaprzeczyć, że jest to jedna z ulubionych potraw z podrobów w naszym domu i gdyby nie fakt, że każde serduszko trzeba „ogłowić”, to robiłabym go dużo częściej. No i jest bardzo tani, za 7 zł. miałam 8 porcji!

SKŁADNIKI:

Kilogram serc kurzych,
2 duże cebule,
masło z olejem do obsmażenia,
bulion drobiowy do podlewania (ja dałam bulionetkę Knorra),
sól, pieprz, lubczyk, ciutka suszonego czosnku,
pół kubka małej kwaśnej śmietany (12% lub 18%),
2 płaskie łyżki mąki.
WYKONANIE:

Serca odpłukać, odcedzić. Niestety, każdemu trzeba odciąć końcówkę, w której są zakończenia żył i jakieś takie farfocle (nie dociekajmy…). 
dopisano: ulegając sugestiom koleżanek blogowych doszłam do wniosku, że jeśli komuś nie przeszkadza widok tych naczyń krwionośnych wychodzących z serca, to rzeczywiście nie ma sensu ich wycinać. Straty surowca są dużo mniejsze i roboty o wiele mniej :-)
Następnie rozgrzewamy na dużej patelni lub w garnku (jeśli się do tego nadaje) masło z olejem i obsmażamy podroby. Dodajemy cebulę, może być byle jak zesiekana, i tak się rozpadnie. Smażymy do lekkiego zrumienienia cebuli, podlewamy rosołkiem i dusimy do miękkości (no, trochę to trwa). Pod koniec duszenia solimy i przyprawiamy. Mąkę bełtamy ze śmietaną (lepiej się rozrabia w tłuściejszej) i zaciągamy sosik.

Nasze ulubione zestawienie to z kaszą jęczmienną i korniszonami. Nie sposób się oderwać od michy!

wtorek, 24 lipca 2012

Placki z wątróbki







Już dawno za mną chodził ten przepis. Baaardzo lubię wątróbkę i słabo rozumiem, jak ktoś może jej nie lubić (przepraszam wszystkich, którzy mają wątróbkową traumę z dzieciństwa...). 
Ale kto w dzieciństwie należał do bandy pod wezwaniem: „Hurma i Czereda”, to go rodzice nauczyli, co jest zjadliwe, a co nie (notabene: a co nie jest zjadliwe?!).
Te placuszki smakują pysznie, robią się w try-miga i jeszcze wyglądają. 
I jeszcze mają żelazo czy cóś, co tam wątróbka posiada.
I są bardzo ekonomiczne: z 30 dkg wątróbki drobiowej było 10 placków, przy czym do nakarmienia średnio głodnego człowieka wystarczy 4 placki. Znaczy się: można nakarmić: siebie, syna, zięcia i jeszcze dla dochodzącego miłego wystarcza na tzw. gośćca.
Więc nie wahajcie się, róbcie, to jest pyszne!
W przepisie, który był moją inspiracją pani Ewa podała tę przekąskę z sosem czosnkowym i pomidorami. I to był strzał w dziesiątkę! Nie wiem dlaczego, ale rzeczywiście: najlepsiejsze są z czosnkiem, sosem jogurtowo-majonezowym, pomidorem i koperkiem.

SKŁADNIKI (u mnie tylko na 10 placków, więc od razu radzę podwoić porcję):
30 dkg wątróbki drobiowej,
½ cebuli,
1 jajko,
łyżka śmietany 18%,
sól, pieprz i Delikat Knorra do smaku,
dwie szczypty czosnku suszonego,
po szczypcie lubczyku i suszonego koperku,
mąki semoliny (lub zwykłej pszennej, to chyba nie ma znaczenia, tę semolinę tylko dlatego upchałam, że mi zbywa, chociaż własności higroskopijne semolina ma większe, niż zwykła mąka),
olej do smażenia,
sos czosnkowy wg ulubionego przepisu, radzę wymieszać jogurt grecki z majonezem,
plastry pomidora.

WYKONANIE:
Surową wątróbkę oczyścić z żyłek i tych farfocli, co się ciągną w postaci takich błonek.
I tu dygresja: jeżeli robimy dla większej ilości osób i mamy duży blender czy Malakser, to może rzeczywiście trzeba rozważyć opcję mielenia w maszynce czy miksowania na większą skalę; ja miałam w perspektywie głównie „obadanie” tego przepisu, więc wzięłam tylko mój kultowy blenderek stojący i wszystko mi się zmieściło.
Pokroić mięsko w kawałki wielkości znaczka pocztowego (myślę, że Treskilling Yellow będzie w sam raz podchodzący, jakieś 2,5 miliona dolców i można miareczkować), wrzucić połowę do blendera. Dla ręcznie krojących nie cykać się, tylko drobno polecieć i wrzucić do miseczki, myślę, że i tak się usmażą i może nawet będą smaczniejsze. 
Dla maszynistów i tak moje wskazówki się nie przydadzą, wiedzą, co mają robić.
Dodać drobno pokrojone pół cebuli, posolić, popierzyć, cyknąć Delikata. Wkroić resztę wątróbki, dodać przyprawy. Wbić jajko.
I w gaz: zmiksować do stadium połączenia składników, ale nie totalnego muta dla niemowląt i bezzębnych, tylko żeby było widać, że to nie jest z buraka, tylko z wątróbki.
Następnie dodawać mąkę (semolinę) po łyżce, uważając, aby konsystencja ciasta zrobiła się jak na placki ziemniaczane – jako żywo, właśnie taką konsystencję ta paćka mieć powinna.
W międzyczasie zrobić sos czosnkowy.
Na patelni rozgrzać olej. Placuszki nakładają się bez żadnych problemów – ciasto przypomina czerwonawe ciasto na placki ziemniaczane, jednak mniej się rozpływa na patelni. Placuszki smażą się zwarte, nic się nie rozjeżdża na boki i nie łamie przy przekładaniu.
Smażymy na rumiano, odsączamy na papierowym ręczniczku. Kiedy kapeczkię ostygną, nakładamy hojną łychę sosu i na wierzch (koniecznie!) plaster pomidora. Posolić letko i ugarnirować koperkiem.
Rewelka! Można błysnąć, a przynajmniej zadziwić Teściową.

niedziela, 22 listopada 2009

Smażone nereczki


2009-06-24
W naszym domu często jada się podroby. Nie rozumiem uprzedzeń do tego gatunku mięsa, praktycznie wszystkie są znakomite, z każdego kawałka można w warunkach domowych zrobić pyszne danie. Nie robiłam w życiu tylko flaczków, ale kusi mnie , żeby spróbować, są przecież w sprzedaży całkiem nieźle wyglądające już oczyszczone i pakowane próżniowo „flacze półprodukty”.
Dzisiaj czas na nereczki – dobrze zrobione to pyszne danie.
Na osobę trzeba liczyć po półtorej cielęcej nerki (na mężczyznę dwie).
Do tego będą potrzebne 2 duże cebule, masło, olej, sól, pieprz, maga, szczypta sproszkowanego czosnku i mleko do moczenia.

Nerki dobrze wypłukać, zalać wieczorem mlekiem i wstawić do lodówki. Mleko idealnie wyciąga zapach, ale i chłonie go z zewnątrz bardzo szybko, dlatego nie stawia się w lodówce, gdzie leży np. kiełbasa, odkrytego mleka.
Wymoczone nereczki przekroić w poprzek i wzdłuż na 4 części, sparzyć wrzątkiem (wlać do miski w której leżą, przemieszać, ewentualnie czynność powtórzyć, jeśli nie wszystkie zmieniły kolor). Teraz można je kroić (wrzątek odlać, he he he) i tu trzeba się zaopatrzyć w ostry, kończysty nóż. Ja nie lubię pozostawiać takiej twardej, białej błony, więc trzeba ją wyciąć ze środka, ewentualnie, kiedy stracimy już cierpliwość i parę palców – obkroić mięso od błony. Kształt kawałeczków nerki chyba nie ma znaczenia, ja najczęściej kroję w plasterki, a po serii walk z błoną w takie ciuczki.
Kiedy mamy już czyste mięsko, topimy na dużej patelni masło z olejem (pół na pół) i kroimy cebulę w grube pióra. Kiedy cebula się zeszkli, odsuwamy ją na boki, podkręcamy ogień i wrzucamy nerki. Jeśli nie mamy dużej patelni, to trzeba nereczki przesmażyć osobno, one wydzielają masę soku w trakcie gotowania i trzeba dość długo czekać, zanim ten sos odparuje i mięso się przyrumieni. W tym czasie cebula by się nam rozgotowała i ciężko byłoby ją zrumienić na koniec. Ja nie odlewam tego soku, ponieważ on się naturalnie zagęszcza i pysznie smakuje, ale wielka powierzchnia mojej patelni powoduje, ze woda szybko odparowuje, zanim cebula na bokach się rozlezie (ach, ja już rymy nieświadomie składam…).
Gdy nereczki zaczynają się smażyć, dodajemy sól, magujemy, pieprzymy i posypujemy lekko czosnkiem. Rumienimy do pożądanego stadium. Przepyszne z bułeczką!

sobota, 21 listopada 2009

Wątróbka smażona

2009-04-29
Dzisiaj na stołówce były racuchy. Obiektywnie smaczne, ale „moi” stwierdzili, że to nie jest danie obiadowe, tylko deser. Rzeczywiście, praktycznie nigdy nie gotuję słodkich drugich dań, więc dorobiłam domownikom wątróbkę. Przepis jest oczywiście banalnie prosty, ale mi najbardziej smakuje właśnie MOJA wątróbka.
Składniki:
4-6 kurzych wątróbek,
2 duże cebule,
olej do smażenia,
sól, maga, pieprz czosnkowy,
duża patelnia z grubym dnem.
Podroby szybko przepłukać na sitku.
Cebule skroić w grube pióra, wrzucić na rozgrzany olej, zeszklić. Odsunąć cebulkę na brzegi patelni, na środek wrzucić wątróbki, podkręcić ogień, podsmażyć aż zmienią kolor. Wtedy odwrócić je „na plecki” i przykryć patelnię dużą pokrywką. Zmniejszyć ogień, smażyć do momentu odparowania soku, który z nich wycieknie. Posolić, znowu odwrócić, pomagować, posypać pieprzem czosnkowym (Kamis) i dalej smażyć (już odkryte) do pożądanego stopnia zrumienienia.
Taka wątróbka jest miękka w środku, apetycznie zrumieniona z wierzchu, a cebulka też jest i miękka i rumiana. Zresztą widać na zdjęciu… Najlepsza z białą bułką i ogórkiem kiszonym.