Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serniki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2026

Czekoladowa babka z mascarpone i lukrem marchewkowym

 

Bardzo lubię szastać się po "festiwalach" ciast przed Wielkanocą, a potem szpanować przed rodziną nowymi wypiekami. Ta babeczka nadaje się do ozdobienia świątecznego stołu, a i smak jest przedni: mocno czekoladowy, nieprzesadnie słodki, z nutką marchewki i cytryny w lukrze. Można ją polecić także ze względu na długą świeżość - spokojnie wytrzymuje pięć dni bez utraty puszystości. Polewa na wierzchu jest zrobiona z soku marchwiowego (ale jednak trzeba przecisnąć przez szmatkę, a nie na siteczku, bo u mnie widać drobinki), soku z cytryny i cukru pudru, utartych jak normalny lukier. Kwiaty ziarnopłonu raczej nie nadają się do spożycia, za to dekorują bardziej trwale, niż jadalne pierwiosnki czy forsycja. Co bardziej łapczywych biesiadników trzeba uprzedzić, że kwiatuszka nie pchamy do paszczy😏.
Przepis jest prosty i naprawdę znakomicie napisany przez panią Joannę na stronie o intrygującej nazwie Chocololo. Jak mówiła babcia Bronia: ni mom pojma, czy to chodzi o czekoladowego skręta, czekoladowy przeładunek kontenerów (pionowy!) czy filipińskiego dziadka z czekolady, albowiem przegląd od AI nie rozjaśnił mi nic w temacie "lolo"😆. Najważniejsze, że przepis jest świetny (klik!).
A jeśli ktoś jeszcze nie zdecydował się, co upiec wypaśnego i oryginalnego, to polecam sernik pistacjowy Helenki (klik!). Moją zmianą, za radą sympatycznego pana Arkadiusza Gie z bloga r'n'gkitchen, było dodanie - zamiast waniliowego - 2 torebek budyniu pistacjowego (wyczaiłam je u gościa, co je sprowadza z Niemiec, albowiem NIGDZIE w miasteczku o tym smaku nie słyszeli). Powiem Wam, że nawet najbardziej wybredny gość wyraził uznanie, aczkolwiek nie frenetyczne, bo kruszone pistacje i pesteczki z malin włażą pod. 
P.S. Pytałam Helenkę, czym kroi serniki, że są tak idealnie gładkie na przecięciu, a moje zawsze uhymolone jak sikierom (co widać na powyższym wyraźnie). I zgadnijcie, co odpowiedziała? NOŻEM, MARZYNIU :-)


piątek, 28 listopada 2025

Harataniec

 

Kiedy człowiek siedzi pięć wieczorów w ciemnościach (a właściwie od 16-tej to już leży), to choć co mu się przypomina z dzieciństwa. Kiedy zasiadałam w myślach przy stole Cioci Deli (mieszkała w Rzeszowie i jej dom słynął z "pańskiej" kuchni) wypłynął mi obraz sernika piętrowego, którego każda warstwa niosła smakową niespodziankę. Przeszukanie Internetu - gdy wreszcie stała się jasność - ujawniło, że jest ci on, a jakże, i na dodatek ma elektryzującą (Jessu, mnie się już teraz wszystko z prądem kojarzy...) nazwę: HARATANIEC. 
Musiałam upiec. 
Nie wiem, co autor nazwy miał na myśli, ale mnie już zawsze będzie się kojarzyła ze zharatanymi nerwami. Gdy bowiem wgniatałam kakao w ciemną warstwę, znowu wyłączyli prąd. Stałam w egipskich ciemnościach nad stolnicą i michą pełną ukręconej masy serowej, wpatrzona w czarną czeluść piekarnika. Elektrycznego, ma się rozumieć😁.
Na szczęście oblewający sukces opanowania blackoutu elektrycy już po 15 minutach skapnęli się, że trzeba jednak zdjąć kożuch brygadzisty z wajchy, włączającej sieć w mojej wsi. Mogłam więc dokończyć ciasto i poprosić Boga o anulowanie przynajmniej części życzeń, skierowanych do "drucików"😉.
Wbrew temu, co pisze pani Ania, nie jest to szybki sernik. Jest dużo czynności do wykonania i w sumie nie wiem, jak "mokro z nerw" (to hasełko Babci Broni) zdołałam go upiec z takim sukcesem i ku radości wymęczonej rodziny. Widocznie niebiosa wynagrodziły mi moje dobre serce, hie, hie...
Piętra w placku to: jasne kruche ciasto (ze smalcem, ma się rozumieć), konfitura wiśniowa, ciemne kruche ciasto, waniliowy ser, pianka wiśniowa (kapkę blada u mnie, bo kisiel był z tych bio) oraz jasne, chrupiące ciasto.
Przepis pani Ani jest tutaj, gdyby ktoś chciał się jednak porwać na ten wyczyn np. na święta. Warto jednak mieć jakiegoś pomocnika, no i pewność, że w trakcie nie będziemy musieli krzyczeć rozpaczliwie: "Mehr Licht!!!"

sobota, 13 lipca 2024

Sernik morelowy z twarożku Marylki

 

Jak wiadomo, babcie są po to, aby dopieszczać (nie mylić z: "rozpieszczać", bo jednak nie można psuć rodzicom etosu wychowawczego) wnuki. Ponieważ na razie mam jedną wnuczkę i nie gości u nas codziennie, więc największym beneficjentem jest dziadzio, któren z rozkoszą utylizuje desery i ciasta, coby się nie zmarnowały, gdy syta słodkości H&C wyjeżdża 🙆.
Ostatnim przebojem był sernik na zimno, ale specjalnie przygotowany na domowym twarożku. I tym razem nie tym odsączanym jogurtowym Pieseczka (klik!), ale odwarzanym marylczynym (o tutaj, klik!) ze wspaniałego bloga "Szybko i smacznie". Warto tam zaglądać po przepisy i inspiracje😗
Mój serek wyszedł kremowy, niezwykle pyszny i tłuściutki, bo zamiast jogurtu dodałam do niego śmietanę od sąsiadki, najpyszniejszą, jaka istnieje na tej planecie. No i mleko też było od jej krowy, ale można kupić i w sklepie świeże, tłuste mleko niepasteryzowane, w szklanych butelkach.
Marylka robiła aż z 4 litrów, ja z połowy porcji (no i bez soli). 
Sernik nie jest zbyt wysoki, ale wyszedł mi mocno morelowy. Na targu w Sędziszowie jakiś chłopek stał z wiadereczkiem zerwanych u siebie moreli, może nie były tak wyględne jak te z przemysłowych sadów, ale jak zanęcił: "Skosztuj pani, jakie słodkie! I nietrzepane!" tom kupiła. 
Ze wspaniałej w smaku morelowej pulpy powstały suszone marmoladki- węże, a część wzbogaciła sernik. Przepisu na sernik chyba nie trzeba wklejać - każda z moich blogowych koleżanek wie jak robić równie dobre, a może i lepsze. Gdyby namanił się tu jakiś Gość, potrzebujący wskazówek, to chętnie służę. 
P.S. Gdy już wstawiłam ten wpis powiększyłam zdjęcie, jedyne, jakie jest. Na talerzyku i na serniku są 2 czarne punkciki. O ile NA PEWNO nie są to pchły Ediego czy mojej hordy futrzaków, to już nie mogę zaręczyć, że nie są to malutkie żuczki z róż za oknem (bo Małżonek robił mi zdjęcie ciasta na parapecie!). Jeśli tak, to sam je potem zjadł, bo go skusił dekorek (cyt.: "Tak, do zdjęcia to przyozdobiłaś, a ja dostałem wcześniej bez owocków, taki goły...). Ale od tego się nie umiera😁
 

wtorek, 19 grudnia 2023

Sernik z brzoskwiniami i pianką

Sernikowy klasyk. U nas w domu nieco zapomniany, bo wyparty przez nowinki na ciasteczkowych spodach. A jednak małżonek, będąc "w gościach" tak się rozpływał nad podobnym sernikiem, a potem tak się podchlebiał, tak mył gary poza kolejką, a nawet "zalicoł się jak Wojtek Marynie (póki były kluski w kuminie, trala la😂) - żem musiała upiec. 
Korzystałam z przepisu Ani,któraGotuje (klik!) i robi to zaiste wspaniale. Placek wyszedł znakomity, to ciasto takie kruchutkie, wierzchnia warstwa chrupiąca, pianka bezowa sztywna, a brzoskwinie soczyste. Jedyne, co zmieniłabym, to warstwę serową - zrobiłam z wiaderka, jak w oryginale, i była aż za bardzo kremowa, jak w serniku na zimno z mascarpone. 
SKŁADNIKI:
na ciasto kruche (forma 20/30)
400 g mąki pszennej,
150 g masła,
3 żółtka (białka do pianki bezowej),
1 jajko,
pół szklanki cukru,
łyżeczka proszku do pieczenia,
na masę serową
1 kg twarogu mielonego np. z wiaderka,
1 budyń śmietankowy - proszek,
100 ml roztopionego masła (do 130 g),
1 żółtko (białko do pianki bezowej),
1 jajko,
pół szklanki cukru,
puszka brzoskwiń - 400 g,
na piankę bezową
4 białka,
1/2 szklanki drobnego cukru.
WYKONANIE:
Zagnieść kruche ciasto i podzielić je na dwie części w proporcji 1/3 i 2/3. Mniejszą część odłożyć do zamrażarki, większą wyłożyć spód formy, wyścielony papierem do pieczenia. Widelcem zrobić dziurki, schłodzić 20 minut. Piekarnik nagrzać do 180  stopni, podpiec spód 10 minut.
Masa serowa: ser, proszek budyniowy, roztopione masło, jedno całe jajko oraz jedno żółtko i cukier dobrze wymieszać, wylać na podpieczony kruchy spód. Na wierzch sera ułożyć pokrojone w grube plastry połówki brzoskwiń wyjęte z syropu.
Piec w 170 stopniach (góra/dół) 50 minut, po czym wyjąć i  wyłożyć na ser ubitą pianę bezową.
Piankę trzeba zacząć ubijać na 10 minut przed końcem pieczeniem sernika. 4 białka miksować zaczynając od mniejszych i stopniowo zwiększać prędkość obrotów. Pani Ania zaleca, aby nie dłużej niż 3 minuty, by nie przebić pęcherzyków powietrza. Potem zacząć dodawać po łyżce cukier, za każdym razem ubijając na najwyższych obrotach. Miało to trwać łącznie ok. 10 minut, ale już po 6-7 pianę można było kroić.
Bezę wyłożyć na podpieczoną masę serową, wyrównać. 
Zmrożoną kulę ciasta zetrzeć na grubych oczkach tarki bezpośrednio na bezę. Piec ostatnie 30 minut, w piekarniku nagrzanym do 170 stopni z grzaniem góra/dół. Po upieczeniu lekko uchylić drzwi piekarnika na 10 minut, po czym wyjąć sernik, dobrze schłodzić i dopiero wtedy kroić ostrym nożem. 
 
Pyszne wspomnienie imienin u Teściowej😍 Polecam na święta!

 

 

wtorek, 1 sierpnia 2023

Sernik "Uśmiech Prezydenta"

 

Od razu zaznaczam, że nie chodzi tu o kultowy już uśmiech pana prezydenta Dudy, ale rzeczywiście "prawdziwy" (aczkolwiek emerytowany) prezydent uśmiechnął się po przełknięciu pierwszego kęsa. A potem poprosił Martika o dokładkę💖
To, że nasze słodycze cieszą się powodzeniem w Słowenii to już chyba pisałam, ale ciasta (i cukierki "Krówki") robią wprost furorę! Zresztą nie dziwię się, bo nawet w światowym rankingu jesteśmy Królami Słodkich Wypieków. Spojrzyjcie na to:
Źródło: https://www.tasteatlas.com

Co prawda na 1. miejscu jest rosyjski miodownik, ale na punkty prowadzimy w cuglach. Słoweńcy mają w tym akurat rankingu tylko słynną kremówkę z Bledu (kremna rezina) - byłam, kosztowałam, ale uważam, że gibanica i potica są lepsze😋
Sernik ten wykonała Martusia własnymi rączkami i BEZ WSKAZÓWEK Umiłowanej Przywódczyni. Ba! nawet skompilowała kilka przepisów (w tym sernik na zimno Babci Jasi), żeby wyszło jak najsmaczniej. Tajemnicą jest oczywiście polski twaróg, dlatego też nieznający takich serników Południowcy chwalą go za oryginalny, kwaskowaty smak. Kremową teksturę zapewnia mu dodatek serka mascarpone i bitej śmietany. 
Przepis podaję za Martikiem:
 
Najpierw 1 galaretkę (tę na wierzch) rozpuszczamy w 400ml wody, żeby potem nie czekać trzy godziny, aż się zsiądzie. Rozpuszczamy także 2 ulubione galaretki w 300 ml wody. 
Robimy spód: dużą tortownicę wykładamy papierem (brzegi też przyklejamy na masło, żeby delikatna masa nie przeszła smakiem formy), blendujemy dowolne kruche ciastka z masłem (tak ze 100g na 30 dag ciastek można śmiało rozpuścić), podpiekamy i studzimy.
Przygotowujemy owoce - akurat w Alpach teraz dojrzewają maliny, ale borówki już niestety były kupne.  
3 kostki (właściwie klinki) twarogu zblendować na gładko, dodać te dwie przestudzone galaretki,  zmiksować, dodać opakowanie serka mascarpone, zmiksować.  
Osobno ubijamy śmietankę 36% z 4 łyżkami cukru pudru, dodajemy i mieszamy już delikatnie ręcznie. Wylewamy na spod, chwilkę czekamy,  aby masa lekko się ścięła, wciskamy w ser owoce i wstawiamy do lodówki. 
Kiedy „wierzchnia” galaretka jest już kisielowata,  to wykładamy ją łyżką na owoce (ja dałam najpierw ciutkę, żeby pokryło i się zastygło, i potem resztę) i chłodzimy. 
Ma pyszny smak truskawkowego danonka, ale wciąż wyczuwalną teksturę twarogu. Nie jest za słodki, idealny jako chłodny deser na upalne dni, pod starą lipą, z widokiem na Julijske Alpe



niedziela, 31 maja 2020

Serniczki na zimno z musem malinowym dla dzieciaczków

Gdyby ktoś w chwili zaćmienia kulinarnego zakupił sobie silikonowe foremki na mini babeczki z kominkiem w ilości sztuk: 6 (słownie: sześć) i już podjął decyzję, że jednak je wywali (no bo kto zarabia ciasto na SZEŚĆ babeczek?!) to niech tego jeszcze nie czyni. Bo na świętach wielkanocnych okazało się, że powyższe ciasteczka (deserki?) zrobiły furorę wśród dzieci właśnie. Pewnie to zasługa Martika, któren pieczołowicie wykonał z białej czekolady ozdoby i nawet jedną przeznaczyła dla mnie. Od razu po zjedzeniu żałowaliśmy, że nie kupiłam jednak 66 tych foremek. Nigdy nic w nich nie piekłam, ale na takie serniczki, z niespodzianką w środku, są świetne 😋
Masa serowa to po prostu serek mascarpone, ubity z małą śmietanką trzydziestką, wanilią i cukrem.  Stabilizuje się ją żelatyną (rozpuszczone i wystudzone 2 płaskie łyżeczki żelatyny trzeba najpierw zmiksować z odrobiną kremu - raz wlałam żelatynę do zimnej masy i grudek nie dało się już rozbić). Po zastygnięciu miękkie foremki dają się bez problemu zdjąć, serniczki stawiamy na herbatnikach lub pewnie lepiej okrągłych biszkoptach, a w otworki po kominkach można wpakować, co się chce. Maliny (mrożone lub świeże) polecam jednak przetrzeć. Ponieważ Martik chciał jednak efektu niespodzianki - zamaskowała malinowy środek ciemną czekoladą i figlaskami z białej.
Jureczek swoje ciastko - oczywiście to z jeżykiem - wsadził na raz do ust, przemełł i zdziwił się, że w środku były maliny. Jego odpowiedź ("Dżeeem?!") wywołała zrozumiałą frustrację u walczącej o drugą gwiazdkę Pirellego siostry. Może jednak nie trzeba było  kłaść deserku na petitku, wtedy musiałby zjeść łyżeczką 😜 

czwartek, 9 kwietnia 2020

Mazurek serowy z M&M’sami (leci w kulki!) oraz życzenia świąteczne

Może i to zdjęcie nie jest z kategorii "Król Insta" - ale kolorowo jest, baran jest (i to uśmiechnięty) i wkład pracy dekoratorki widać. Poza tym każdy wie, że nigdy nie podrasowuję naszego jedzenia, bo koń jaki jest, każdy widzi :-D
A mazurek jest fajny, bo to połączenie kultowej ozdoby stołu wielkanocnego z sernikiem. A jeśli ktoś (dzieci?) lubi m&m'sy - to już jest pełnia szczęścia.
Zainspirowała mnie kochana Ninka, która prowadzi bloga Gotuj-Sam! (naprawdę warto go spenetrować). Akurat ten jej przepis jest na innej stronie  pod nazwą, która właśnie mnie zaciekawiła - MAZUREK SEROWY - KORONKOWY (klik!). Nie wiem czemu koronkowy, ale nazwa podoba mi się bardzo :-)
Ponieważ od lat stosuję do mazurków małą formę, piekłam z połowy porcji.  Wychodzące w przeliczeniu połówki jaj "zaokrągliłam" do góry. Dodatek rodzynek storpedował Martik (nie wiedzieć czemu nie lubi).  Nie dawałam ciasta na górę - tło do kwiatuszków stanowi biała i ciemna, rozpuszczona czekolada. No i rychtyk wychodzi 9 porcji, co daje Hurmie i Czeredzie po 3 na twarz (Matka nie partycypuje, bo słodycz dekoracji by ją zabiła) przez 3 dni świętowania 😋
To zdjęcie robocze wklejam, żeby było widać, jak się "śkli" 😀

🐣
Życzę wszystkim moim blogowym przyjaciołom spokojnych świąt. Bez myślenia o drobnoustrojach. Ze zdrowymi bliskimi. Z pysznym jedzeniem, po którym będziecie wzmocnieni fizycznie i skrzepieni na duchu. Z refleksją o cudzie zmartwychwstającego życia. 
P.S. Tak. Dobrze widzicie, to się stało. Po jedenastu latach prowadzenia bloga, w połowie pisania posta, Marzynia odkryła opcję "Wstaw znaki specjalne" 😂

sobota, 8 grudnia 2018

Świąteczny sernik z kardamonem na piernikowym spodzie

Przepis pochodzi z pięknego bloga pani Asi "Popołudnie w kuchni" (klik!). Piekłyśmy go z Martkiem w tamtym roku na święta i potwierdzamy: jest baaardzo kremowy i bardzo pyszny. Asia twierdzi, że najlepszy - trudno orzec, bo trzeba by było upiec dwa na raz (o, z tym w duecie!) i degustować symultanicznie. Aromat kardamonu nam zawsze kojarzy się z Bożym Narodzeniem (zresztą trudno, żeby nie, skoro używam tej przyprawy raz w roku, właśnie wtedy :-D), więc z dziesiątków przepisów wybrałyśmy właśnie ten. Niestety, Czereda nie lubi skórki pomarańczowej, więc na wierzch córuś zrobiła lukier (nie wiedzieć, po co). Umiłowana Przywódczyni siedziała w tym czasie  chyba w jakichś pierogach i nie dopatrzyła - no i lukier wyszedł cosik cieniuśki... Nic to jednak nie zaszkodziło i serniczek został pożarty jako pierwszy, tym bardziej, że był z połowy porcji.
Aha, i na spodzie były pokruszone pierniki, coby było już na maksa świątecznie.

sobota, 17 lutego 2018

Sernik na zimno na ksylitolu i herbatnikach

To ciasto (deser?) nazywało się za komuny "Domek Baby Jagi" i czasami bywało na naszym stole, przeważnie w wersji białej i bez polewy czekoladowej (kakao rzadko można było zdobyć, a cukier na lukier tak). Co prawda miało formę pięciościanu i trójkątny przekrój (o tu np. jest klasyczna wersja), bo moje jako żywo żadnego "domku" nie przypomina. Chociaż nie, taki kwadraciak z lat 70 -tych, taki z płaskim dachem, to w sumie podobny jest. 
Do wykonu tego ciasta zmusiło mnie smędzenie H&C, zredukowanej w tygodniu do jednego przedstawiciela watahy, więc gdy On prosi o coś, to prosi mnie 100% petentów. No i jak tu odmówić?  Niestety, pan od jakichś 3 miesięcy nie je (wogle!) cukru, co ja przyjęłam z entuzjazmem, bo myślałam, że już całkowicie umyję ręce od pieczenia (na weekendzie piecze Martik). Ale nie... słodkiego się dalej chce, tylko ma być ZDROWE słodkie! No to coś tam stulam i zachwalam, że zdrowiusieńkie, wprost lecznicze!
Na marginesie mówiąc to ciasto jest bardzo smaczne. Robi się błyskawicznie i szybko można je jeść, gdy tylko herbatniki zmiękną. Robiłam je po prostu blenderem, bo nie mam miksera, a nie chciało mi się borykać z robotem.
SKŁADNIKI:
- 0,5 kg sera białego,
- kostka masła (200 g.),
- szklanka ksylitolu,
- esencja migdałowa do smaku,
- rodzynki - dobrze umyte w gorącej wodzie i skropione rumem,
- duża paczka herbatników "Petit Beurre" (oczywiście jest w nich cukier, ale jakoś pan nie umarł w konwulsjach),
- tabliczka gorzkiej czekolady (to był "Wawel", idealnie zastygła i bardzo chrupała, co do cukru w niej to patrz wyżej),

- prostokątna forma, może być nawet pudełko
WYKONANIE:
Masło zmiksować z ksylitolem (ja po prostu nożami ręcznego blendera), aż będzie puszyste. Dodać ser, zmiksowany takoż (w innym naczyniu) i dobrze wymieszać. Dodać rodzynki i aromat jaki nam pasuje, akurat miałam migdałowy. Herbatnikami wyłożyć formę, wcale nie musi być starannie, smarować kremem serowym i tak warstwa po warstwie, aż do dachu, którym oczywiście mają być ciastka. Czekoladę połamać, rozpuścić w kąpieli wodnej z łyżeczką masła i pokryć nią jak papą płaski w tym przypadku dach domku (jeśli w ogóle odczuwamy jeszcze potrzebę samooszustwa, że to Chatka Baby Jagi). Już po godzinie było miękkie, świetnie się kroiło i zostało pożarte w błogim poczuciu dbania o zdrowie.
P.S. Ciocia i Ania się nie kapły, że to na petitkach, ale Teściowa, jako wytrawna znawczyni, już mogłaby :-)

 

wtorek, 3 maja 2011

Najsmaczniejszy sernik w świecie


Tak, to jest prawdziwe ODKRYCIE KULINARNE. Nie myliły się panie, na których blogach znalazłam przepisy na sernik na śmietanie. Jestem im gorąco wdzięczna, że zachęciły mnie do zrobienia tego ciasta w sumie dość nietypową metodą, w każdym razie u nas nikt tak serników nie piekł. 
Cóż, nic mądrzejszego nie napiszę niż One, więc oddaję głos pani Tilinarze:
„Jeśli można przeżyć przy stole prawdziwe szczęście, to właśnie tamten obiad taki był. Wreszcie stworzyłam sernik o konsystencji idealnej, a mój wymarzony i wyczekany wypiek stał się niespodzianką dla jubilatki, zwieńczeniem wspaniałego rodzinnego obiadu. Lubię wspominać tamto popołudnie. To jeszcze nie koniec moich sernikowych nauk, ale z pewnością to kamień milowy w mych serowych poszukiwaniach.
To naprawdę jeden z najlepszych serników, jakie kiedykolwiek jadłam. Piekłam go już wielokrotnie, a dopiero teraz udało mi się zrobić mu zdjęcia, to już mówi samo za siebie :). Jeśli ktoś z Was nie piekł nigdy sernika na śmietanie, zachęcam do podjęcia tego wysiłku w tym kierunku :). Czystym sumieniem, twierdzę, że jest REWELACYJNY !!! i u mnie dostał szóstkę z dużym plusem”.

SKŁADNIKI (wszystkie powinny mieć temperaturę pokojową; u mnie nie miały, bo se zapomniałam...):

- 800 g sera białego do serników z wiadereczka (ha! odkryłam wreszcie mielony twaróg doskonały, do tej pory piekłam z „Piątnicy”, też jest znakomity, ale ten od nas, z Trzebowniska*** jest najlepsiejszy; my na Pogórzu robimy pod tradycyjny smak, więc ten ser jest kwaśny i czuć, że wypiek jest z twarogu, a nie z bezpciowego maskarpone na ten przykład),
- tyle samo, ile sera gęstej, kwaśnej śmietany 18% (również Trzebownisko, ma się rozumieć),
- 2 łyżki stopionego, wystudzonego masła (dałam Lurpak, bo chciałam mieć wypaśnie, ale Trzebownisko i tu się sprawdzi - to musi być PRAWDZIWE masło),
- ¾ szklanki cukru (normalnie, kryształu, niestety nie z Trzebowniska, bo tego jak raz nie produkują, he he he; ta szklanka to taka zwykła, standardowa, jak z „Podkarpackiej”),
- 4 duże jaja (miałam „od baby”),
- 1 łyżka z małą górką mąki pszennej (Stoisław) i jedna łyżka mąki ziemniaczanej (???, chyba nie Trzebownisko?...),
- cukier wanilinowy podwójny - albo inny aromat (najlepiej naturalny), jak ktoś lubi, może być ta kardamonowa przyprawa do serników, albo aromat migdałowy, albo cytryna,
- szczypta soli (czyli tyle, ile w ściśniętych palcach)

NA SPÓD:
W sumie można piec bez spodu, ale sernik jest delikatny i może być problem z porcjowaniem, więc jednak dałam niezawodny spód ciasteczkowy. Jeśli masła da się tylko tyle, by się zlepiły ciastka i migdały, to nie jest za tłusty. Kto chce, może upiec na kruchym spodzie, lub jakimkolwiek wypróbowanym:
- pół paczki ciasteczek Digestive czekoladowych,
- pół paczki albo cała migdałów tartych (albo kupić gotowe, albo zetrzeć w młynku do bakalii klik!, mam ten przydaś na stanie),
- masła stopionego tyle, żeby zlepiło się to do kupy.

WYKONANIE:
SPÓD:
Ciasteczka zmiażdżyć (Martik to robił pałką do ucierania, w miseczce) na piasek. Dodać starte migdały, połączyć z masłem do stadium wilgotnego piasku (takiego jak na babkę). 
Wylepić dno tortownicy (moja ma 23 cm) i podpiec w piekarniku przez 10-15 minut (180 stopni, góra i dół), aż się lekko zarumieni i zacznie pachnieć. Podpiekany spód jest lepszy i nie namaka tak prędko. Poza tym te migdały nabierają fajnego aromatu.
Aha, tortownicę trzeba zabezpieczyć folią alu od spodu; od kiedy wyciekające masło czy ser zapaskudziły mi piekarnik, zawsze tak robię, wystarczy od spodu obwinąć i zagiąć na brzegi.
Piekarnik przestawić na 160 stopni. Trzeba to zrobić zaraz po wyjęciu spodu, bo piecyk nie zdąży wystygnąć, a ma się piec właśnie w takiej niskiej temperaturze.
Kiedy spód stygnie (musi być zimny, więc trzeba odczekać z masą serową, bo robi się ją bardzo szybko) zabieramy się za ser.
MASA SEROWA:
Ser połączyć łyżką ze śmietaną, poczekać chwilę, aż nią namoknie. Następnie na najniższych obrotach (to ważne, nie wolno go zbyt napowietrzać! Dla mnie to zupełne novum, zawsze myślałam, że puszystość sernika zależy od puszystości masy, a tu nie, wot siurpryza!) wymieszać ser ze śmietaną, z cukrami i solą. Teraz wyłączyć mikser i dalej działamy już trzepaczką balonową (ho ho, ale Marzynia zna termina specjalistyczne!).
Wmieszujemy delikatnie masło. Jajka bełtamy tą rózgą, ale nie na piankę, tylko do niedbałego połączenia białka z żółtkiem i wmieszujemy delikatnie do sera. Na koniec dodajemy mąki i bełtamy, aby masa zabrała mąkę.
Sprawdzamy, czy piekarnik ma te 160 stopni. Wlewamy masę do tortownicy na podpieczony spód (będzie bardzo rzadka, ale nic to, tak ma być!). Ustawiamy na środkowej półce piekarnika, grzanie góra i dół.
Pieczemy godzinę, nie zrażając się, że ciasto będzie w środku „żywe” i trzęsące się jak galareta. Gdyby „chytało” z wierzchu (jak u mnie) przykrywamy papierem do pieczenia.
Po godzinie wyłączamy piekarnik i jeszcze pół godziny trzymamy w nim sernik, uchylając drzwiczki.
Następnie wyciągamy na deskę i czekamy, aż chwilę przestygnie. W trakcie stygnięcia prawdopodobnie zacznie pękać – trzeba wtedy delikatnie obkroić nożem od brzegów tortownicy, żeby nie ciągnęło kurczącej się masy.
Gdy całkiem wystygnie w temperaturze pokojowej, należy odpiąć obręcz tortownicy (panie tego nie zalecają, ale moja tortownica zostawiłaby blaszany posmak; od spodu izolują ciasteczka, ale zapach rantu przeszedłby przez noc w lodówce do sera). Dlatego też należy sernik trzymać w lodówce w przykrywanym pojemniku na ciasto, bo przecież mamy tam wsadzone inne rzeczy, które "silnie woniajut" a nie chcielibyśmy ciasta o zapachu salcesonu od Fiołka. 
Na drugi dzień stężały w zimnie sernik można dekorować dowolnie. Ja dałam polewę czekoladową i posypałam prażonymi płatkami migdałów. To nie był dobry pomysł, bo one z czasem w lodówce namokły i nie chrupały, tylko zrobiły się gumiaste. Dobrze, że chociaż wyglądały, następnym razem posypię wiórkami czekolady startymi na grubej tarce.
No, a potem już się tylko delektujemy. Nie jest za słodki, więc nawet takie dziwolągi jak ja mogą jeść bez szczękościsku. Nie jest wcale mazisty, starałam się to pokazać na zdjęciu, ma konsystencję sernika, tylko wyjątkowo kremowego i puszystego.
To naprawdę kamień milowy w sernikowych poszukiwaniach.
*** Ten twaróg dzisiaj się nazywa "Hanusi" i jest z firmy Mlekovita, która przejęła Trzebownisko :-( 
I ma bardzo dobry skład - żadnych sztuczności! 
*** Jedna z pań w komentarzach dodała, że pyszny wyszedł jej także na Presidencie, jeno trzeba nieco więcej cukru :-)

sobota, 2 października 2010

Sernik z masą krówkową




Jurand wrócił z robót!
Nie były to na szczęście roboty przymusowe w ramach resocjalizacji, lecz legalne zbieranie jabłek w angielskich sadach. Mimo to w domu był witany jak cudem ocalony katorżnik. Owszem, było w jego miejsce pożeraczy wielu, ale nikt z nich nie jest tak „żyrny” jak mój syniu i nikt nie jest tak wdzięcznym opasem.
Już w progu zabił go zapach zasmażanej kapustki, parujących ziemniaczków z cebulką i koperkiem oraz gulaszu z serc (do którego domieszane było oczywiście serce matki…). A dzisiaj ma pierożki i sernik na orzechowym spodzie z krówkową polewą.
Dobrze, że nie zrobiłam szarlotki, bo powiedział, że na jabłka nie popatrzy jeszcze ze 2 miesiące. Nawet przy myciu szyi omija jabłko Adama. Dlatego jest serniczek :-)

SKŁADNIKI (na tortownicę 23 cm):
wiadereczko sera mielonego na serniki „Piątnicy”,
7 jajek,
pół kostki masła,
niepełna szklanka cukru,
szczypta soli,
ulubiony aromat (ja dałam waniliowy, w formie cukru),
1 budyń śmietankowy bez cukru,
na spód:
szklanka siekanych lub grubo zmielonych orzechów włoskich (ja utłukłam w moździerzu, to jest taki solidny poniemiecki, w nim można kamienie tłuc),
mała paczka pokruszonych herbatników, np. petitków,
łyżka cukru pudru,
3 łyżki stopionego masła (żeby to skleić do kupy);
na wierzch:
puszka słodzonego mleka skondensowanego (gotowanego ok. 2,5 godziny pod wodą, wiecie już jak) lub kupnej masy krówkowej.
WYKONANIE:
Jak zrobić masę serową, opisałam dokładnie tutaj. To jeszcze prostsze niż w serniku Grażynki, bo twaróg wiaderkowy jest już zmielony. 
Na spód trzeba wymieszać wszystkie składniki i wysypać tym tortownicę. Trzeba koniecznie zabezpieczyć formę folią, tłuszcz z orzechów lubi wyciekać. Piec tak jak w przepisie Grażyny. Nie zapomnijcie włączyć piekarnika wcześniej! 
Gotowe, wystudzone ciasto posmarować masą (uwaga, jest przeraźliwie słodka, ale też i pyszna, zwłaszcza taka gotowana z mleka w puszce).
Sernik jest kremowy, ale nie piankowaty. Orzechy na spodzie gdzieniegdzie chrupią, na wierzchu kleiście ciągnie się roztopiona krówka. Nawet ja, choć nie lubię słodyczy, dałam się skusić. 
W końcu mus było Jerzykowi pomóc, inaczej MUSIAŁBY przyjechać na sygnale wetryniarz z trokarem.

środa, 16 czerwca 2010

Sernik szafranowy bez szafranu



Dobryńki, nie ma dwóch zdań. Puszysty i lekki, u mnie baaardzo lekki, bo zapomniałam dodać masła. Nie miałam też szafranu, więc dodałam cukier waniliowy i ciut aromatu śmietankowego (i dobrze zrobiłam). 
Nie za słodki (ja nie przepadam za słodyczami, więc dla mnie był spoko, jednak H&C chciała lukier na wierzchu, to ukręciłam na chybcika z cukru pudru i odrobiny gorącej wody). A przede wszystkim szybki do przygotowania.
Oczywiście nie ustrzegłam się błędów, niemniej teraz będę piekła serniki częściej, w najróżniejszych wariantach smakowych, bo moja awersja do twarogu wiaderkowego okazała się niesłusznie wpojona przez Mamę.
Wiadomo, gdy robi się to ciasto, najbardziej pracochłonne i czasochłonne jest przygotowanie sera. Dwukrotnie mielony maże się niemiłosiernie, są duże straty (owszem, np. moja Teściowa potrafi wydobyć każdy miligram sera z czeluści maszynki, nawet pióro indycze jest w robocie, ale u mnie stopień wkurzenia po przepuszczeniu twarogu przez maszynkę przeważnie jest taki, że ląduje ona w zlewie i czeka na zastraszonego karami cielesnymi Martika). Moja Mama na sernik wiedeński to przecierała ser przez SITO (katorga!). Uparcie jednak twierdziła, ze wiaderkowy to badziewie i że porządna gospodyni się nie hańbi erzacami. 
Więc kiedy się zhańbiłam okazało się, że wiedza Mamy pewnie dotyczyła dawniejszych czasów. 
Twaróg gotowy do wypieków z Piątnicy jest pyszny!

Przepis pochodzi z blogu "Kwestia smaku", choć został przeze mnie nieco zmodyfikowany. Nie piekłam kruchego spodu, tylko zrobiłam taki ciasteczkowy, z Lu-Petitków w czekoladzie. Niestety, nie zamknęłam szafy na klucz, więc hurma i czereda zeżarła jedną z dwóch paczek, dlatego spód jest taki cienki.
SKŁADNIKI:
na spód:
- 2 paczki Lu-petitków w czekoladzie,
- 10 dkg roztopionego masła;
na masę serową:
- 35 dkg słodzonego mleka skondensowanego z puszki (większe pół puszki),
- 1 kg twarogu sernikowego w wiaderku (np. z Piątnicy, to akurat jest wiadereczko),

- 10 dkg (pół kostki) masła, roztopionego i ostudzonego (właśnie zapomniałam dodać, ale i tak był bardzo dobry), 
- 6 jajek, oddzielnie żółtka i białka
,
- cukier waniliowy,
- ewentualnie aromat śmietankowy,
- 1 budyń śmietankowy bez cukru.

WYKONANIE:

Herbatniki utłukłam w misce tłuczkiem od moździerza (czekoladą do dołu). Okruchy połączyłam ze stopionym masłem, powstało rzeczywiście coś jakby mokry piasek i tym wysypałam tortownicę z odpinanym bokiem (moja ma 23 cm, wyszedł dość wysoki). Troszkę przygniotłam ten piach do dna - nie bardzo chciał się przylepić - i wstawiłam do lodówki.
Po czym zajęłam się masą serową. Ciekawiło mnie, jak wyjdzie z tym mlekiem skondensowanym. Wyszło.
Najwygodniej mieć mikser z obrotową misą. Nastawiamy na najmniejsze obroty, miksujemy wiertakami jak do piany, zakładamy też tę wkładkę przemieszującą. 
Żółtka wrzucamy do misy i ucieramy przez około 5 minut, dosypując cukier waniliowy. Dolewamy mleko. Cały czas miksując dodajemy po łyżce masę serową. Wlewamy wystudzone masło i parę kropel aromatu. Na koniec wsypujemy budyń (nie było tego w przepisie, ale w serniku waniliowym Grażynki był, więc dodałam z nawyku). Białka ubić na pianę (nie bardzo sztywną! - tak podano w oryginale - nie wiem dlaczego, ale się ucieszyłam, bo musiałam z powodu zajętego miksera ubić ją trzepaczką) i za pomocą łopatki lub dużej łyżki delikatnie połączyć pianę z masą serową. Mama mnie nauczyła, że to się robi metodą wygarniania spod spodu sera i wykładania go na pianę, aż się połączą.
Masę wyłożyć na upieczony spód i wstawić do piekarnika. Aha, pod tortownicę warto podłożyć folię aluminiową, założoną na jej boki, bo wycieka to masło ze spodu. 
Potem nie czuć, że ten spód jest ciasteczkowy, smakuje jak na kruchym cieście, a robota praktycznie żadna.
Piekarnik nastawić na 170 stopni (góra i dół, 2 półka od dołu). Piec przez 20 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec sernik przez dalsze 30 minut. Powinno się przykryć tortownicę kawałkiem folii aluminiowej lub papieru do pieczenia, kiedy zauważymy, że "chyta" powierzchnię - ja tego nie zrobiłam i musiałam nieco ściąć brzegi. 
Wyłączyć piekarnik i studzić sernik przy uchylonych za pomocą wsuniętej drewnianej łyżki drzwiczkach przez około 1 godzinę (pisało, żeby nie uchylać piekarnika, ale nie lubię przepieczonych serników).
Potem ciasto postawić na kratce i całkowicie ostudzić, zdjąć obręcz i włożyć bez przykrycia do lodówki (usunąwszy wcześniej - ma się rozumieć - wędzoną rybę i pastę czosnkową). 
Przed podaniem można polukrować. 
Sernik powinien być gotowy po około 2 - 3 godzinach schładzania, ale i tak najlepszy jest na 2 dzień po przygotowaniu (to potwierdzam, o ile wytrzyma do jutra...) 
P.S. Chciałam zrobić zdjęcie tak, jak te mistrzynie fotografują swoje serniki. Wyszedł mi dziób lodołamacza :-)





sobota, 21 listopada 2009

Waniliowy sernik Grażynki

2009-04-26
Ten sernik jest kremowy, a jednocześnie nie przypomina serowej pianki (chociaż Tata podejrzewał, że w ogóle nie jest pieczony). Jak dla mnie, to najlepszy sernik po wiedeńskim Mamy (uwaga, dopisano: najlepsiejszy jest sernik o ten!), dzieci za nim przepadają. Poza tym jest on wspaniałą bazą:
– można go aromatyzować olejkiem migdałowym zamiast wanilii i dodać podprażane płatki migdałów,
- dodać likieru kokosowego i posypać kokosem,
- wmieszać grubo tartą gorzką czekoladę,
- dodać rozpuszczonej w odrobinie wody kawy instant (wtedy wychodzi coś a la cappuccino),
- dosypać otartą z cytryny skórkę i sok cytrynowy – no po prostu co kto lubi, on wszystko przyjmie.
Także sprawa spodu pod sernik jest otwarta:
można go piec na spodzie orzechowym (patrz: mazurek orzechowy Zuzanki), na spodzie z ciasteczek kruszonych, na cienkim kruchym cieście itp., chociaż ja najlepiej lubię po prostu SAM SER.

Proporcje są na tortownicę 22-23 cm, ale piekłam go także na standardowej, prostokątnej blasze – wtedy trzeba wziąć półtorej porcji.
SKŁADNIKI:
1 kg sera białego półtłustego (nie ma większego znaczenia, z jakiej firmy: piekłam i z Jasienicy, i z Garwolina, i z Trzebowniska), 7-8 jajek (jeśli są duże, wystarczy 7), 1,5 szklanki cukru kryształu (można mniej, będzie mniej słodki), 0,5 kostki masła (ale piekłam też na margarynie i - sorry - nie czułam większej różnicy, w smaku przynajmniej), 1 budyń śmietankowy bez cukru, 1 łyżeczka proszku do pieczenia (z małym czubkiem), cukier waniliowy (ja daję dwa – wtedy mniej cukru zwykłego, albo dodaję parę kropel esencji waniliowej),
Ser zmielić raz przez maszynkę, przez średnie (tak, tak, to nie ma być muto) sitko.
Zanim zaczniecie robić masę serową – włączyć na piekarnik!!! (na 160-170%, na grzanie góra i dół, druga półka od dołu).
Masło stopić, odstawić do wystudzenia (nie do lodówki, bo zastygnie z powrotem).
Tortownicę wysmarować cienko margaryną. Miałam kiedyś taki tłuszcz w sprayu do ciast, to było świetne rozwiązanie, niestety, zniknął z naszego małego miasteczka, bo panie podchodziły do niego nieufnie.
Jaja ubić z cukrem i cukrem waniliowym (oczywiście mikserem, tymi wielofunkcyjnymi wiertakami) aż zbieleją i podwoją objętość. Dodawać po łyżce sera i miksować, aż powstanie gładka masa. W tym momencie należy zdwoić uwagę, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że domownicy wyżrą serowy kremik palcami z miski.
Budyń i proszek do pieczenia przesiać do masy, zamieszać, wlać tłuszcz, jeszcze raz krótko zmiksować aż do połączenia składników.
Piec około godziny, patrząc przez szybkę, co się dzieje. BARDZO WAŻNE: sernik ma być koloru jasnej słomy, nie wolno go przepiec! On się będzie wydawał „żywy”, nawet może i nie do końca „zsiadnięty” na środku, ale tak ma być. Jeśli łapałby zbyt szybko rumieniec, trzeba zmniejszyć temperaturę o 10 stopni i przykryć go folią, pomaga też przełączenie na grzanie samego dołu. Wierzch może delikatnie spękać, ale to nic. Powierzchnia prawdopodobnie będzie nierówna, ale wyrówna się w lodówce.

Po godzinie wyłączyć piekarnik, otworzyć drzwiczki i nieco go wysunąć, żeby nie przeżył szoku termicznego od razu. Po 10 minutach wyjąć na deskę, a gdy wystygnie na parę godzin do lodówki (ja daję na całą noc, bohatersko powstrzymując wyjącą z łakomstwa rodzinę). Na pewno opadnie – chyba nie istnieją „nieopadające” serniki. Jeśli ma iść na stół teściowej, to można delikatnie wyrównać wierzch i polać czekoladą :-D



piątek, 20 listopada 2009

Sernik wiedeński

2009-04-18 Sernik wiedeński – król serników

Sernik jest jednym z ulubionych ciast Polaków, dlatego jest setki przepisów na najróżniejsze z nich. Jednak królem wszystkich serników jest ciasto, które piecze moja Mama. Przepis „wykradł” Dziadziu z tajnego zeszytu babci Myszki, ale babcia się nie gniewała, bo nie ma już sił sama piec to pracochłonne ciasto. Ten sernik jest drogi i jest przy nim dużo pracy, początkujące kucharki nie dadzą rady, ja też się na niego nie porywam. Poza tym jest miła świadomość, że przyjdzie się do Mamy na święta i na pewno zostanie się poczęstowanym tym „serowym tortem”, jak określiła to jedna z pań, treściwym, ciężkim, a jednocześnie rozpływającym się w ustach.
Przepis podaję zgodnie z notatkami mistrzyni (moje dopiski w nawiasach kwadratowych):

Składniki:
1,5 kg sera białego (na dużą tortownicę) – [nie może być mokry, lepiej „Jasienica” niż „Trzebownisko”],
3/4 kostki masła, jeżeli ser jest półtłusty, przy chudym cała kostka,
40 dkg cukru pudru (jedna zgrzewka),
10 jaj dużych, jeśli małe 11-12,
łyżeczka proszku do pieczenia,
cukier waniliowy,
otarta skórka z cytryny lub 10 kropelek zapachu cytrynowego,
2-3 łyżki mąki krupczatki.

Zaczynamy od kupienia dobrego sera z twardego bloku, broń Boże nie lara, a już Boże zachowaj z wiadereczka [czyli gotowy, przemielony a la homo]. Ser przemleć przez drobne sitko makowe. Mają spadać luźne kitki (takie knoteczki). Jaja, cukier i masło utrzeć mikserem do białości, dodawać stopniowo ser, aż powstanie kremowa masa. Wziąć odpowiednio dużą miskę i uważać, aby najpierw tymi żółtkami i masłem zmoczyć cukier, w przeciwnym wypadku będziemy młynarkami w zapylonej na biało kuchni. Po utarciu delikatnie zapodać proszek, cukier waniliowy i krupczatkę oraz sztywno ubitą pianę. Jeśli ser był troszkę mokrzejszy dać 3 łyżki krupczatki. Trzeba palcem skosztować, gdy mało słodkie (bo czasem ser jest kwaśniejszy), to do piany dodać cukru grysiku (nie zapomnieć o odrobinie soli do piany, lepiej się ubije i doda kroplę smaku). Tortownice wysmarować i wyścielić folią aluminiową. Piec ok. 1 godz. w temperaturze 180 st., ale uwaga - po 40 minutach podkręcić na 200. Skórka po upieczeniu ma być ciemna, wtedy jest gwarancja, że spód także jest upieczony. Nie przejmować się, że opadnie, potem się wyrówna i zaleje polewą. Nie ruszać z piekarnika, aż wystygnie.
Polewa
1/4 margaryny (koniecznie zwykłej),
czubata łyżka cukru,
czubata łyżka kakao,
2 płaskie [he,he] łyżki wody.
Składniki wymieszać i grzać nad palnikiem, najlepiej w rondelku z długim "ogonem", aż woda odparuje. Nie wolno tego zagotować!
Ciasto polać polewą, a kroić najlepiej na drugi dzień. Smacznego!