
2009-09-20
Pomimo, że najbardziej lubimy polską kuchnię, włoskie klimaty też u nas goszczą. Tak było i dzisiaj. W sumie rzadko gotujemy lazanię, bo wielu ludziom nie chce się bawić w obgotowywanie płatów ciasta. Ja nie gotuję ciasta przed zapiekaniem, mam taki przepis, który pozwala szybko przygotować pyszną potrawę z tafelek suszonego, surowego ciasta.
SKŁADNIKI:
Na pierwszym miejscu muszę napisać o naczyniu do zapiekania Z POKRYWĄ.
Bez tego nam lazania nie wyjdzie, chociaż nie próbowałam takiej z obgotowanego ciasta; może wtedy można zapiekać bez przykrycia.
paczka makaronu do lazanii (takie prostokątne tafelki) – mi weszło około 2/3 paczki,
ok. 70 dkg pieczarek,
30 dkg sera żółtego w kawałku (Edamski, Podlaski, Złoty Mazur– w każdym razie „topliwy”),
10-15 dkg sera żółtego w plasterkach (j.w.)
pomidory krojone w kartoniku,
2 duże cebule,
3-4 ząbki czosnku,
kostka grzybowa Knorra,
oregano i bazylia w proszku,
ew. listki świeżej bazylii na wierzch,
2 łyżki mąki pszennej,
masło i oliwa do smażenia,
sól, pieprz, vegeta, ew. chili do pomidorów.
WYKONANIE:
Pieczarki umyć, poszatkować na grubsze plasterki. Posolone smażyć na patelni bez tłuszczu, dopóki nie puszczą soku (powinno wyjść jakieś pół szklanki, chyba, że były to znane nam wszystkim pieczarko-purchawy, schłodzone w chłodni, pobielone z wierzchu, czarne w środku). Więc ten sok odlać, a do grzybów dodać 2 łyżki masła z oliwą. Usmażyć na rumiano, ale nie do stadium skwar. Pod koniec smażenia wcisnąć ząbek czosnku. Sprawdzić, czy słone, pomagować, popieprzyć.
Łyżką cedzakową wybrać te pieczarki do miseczki, a na tym tłuszczyku usmażyć drobno skrojone cebule. Prawdopodobnie będzie za mało masełka – oczywiście dołożyć; dbający o linię i czystość włoskich klimatów niech doleją oliwy.
Kiedy cebula się zeszkli (nie rumienić!) wlać sok z pieczarek, patelnię przykryć. Gotować na małym ogieńku sprawdzając, czy ma mokro.
Kostkę Knorra rozpuścić w pół litrze wody, wlać do cebuli. Dalej gotować, aż cebulka zmięknie, po czym zaciągnąć mąką rozrobioną w zimnej wodzie. Można oczywiście skorzystać z gotowego sosu grzybowego, jednak on ma inny smak, a ja chciałam, żeby było czuć tę cebulkę. Powstanie około 2,5 szklanki dość rzadkiego sosu, który doprawiamy czosnkiem, pieprzem i magą. Jeśli nam zbyt dużo odparowało – oczywiście dolać wody.
Pomidory wylać do miseczki, wcisnąć 2 ząbki czosnku, doprawić vegetą, pieprzem, chili, oregano i bazylią.
Ser w kawałku zetrzeć.
Na spód naczynia do zapiekania wylać tyle sosu, żeby pokrył dno. Położyć na to tafelki lazanii. Jeśli się nie mieszczą w całości, normalnie połamać, i tak nie będzie widać po zapieczeniu. Posypać pieczarkami i serem, przykryć nową warstwą ciasta, polać sosem (aby każdy kawałek był umoczony). Sos oczywiście będzie wciekał pod spód – nie przejmować się. I tak aż do wyczerpania pieczarek.
Ostatnią warstwę stanowią: ciasto, na to pomidory z czosnkiem, na to ciasto i resztka sosu (tylko tak pokidać, bo i tak pomidory są mokre).
I teraz do piekarnika na 180 stopni, grzanie góra i dół. Jeśli zapomnimy włączyć piekarnik, nic się nie dzieje, tu nic nie opada.
Mamy jakieś 20 minut przerwy, możemy udać się np. obejrzeć co gotuje Makłowicz (ostatnio w Islandii ciaparzył jakiegoś dorsza w soku z cytryny, ten dorsz MUSIAŁ być surowy w środku).
Po tym czasie zaglądamy do lazanii.
U mnie okazało się, że ona się nie piecze, tylko gotuje w sosie. Wobec tego uchyliłam pokrywy i tu UWAGA młode gosposie: to
niebezpieczna operacja, bo szklana pokrywa jest bardzo śliska, rozpalona, a od spodu buchnie para z potrawy.
Po 15 minutach sos odparował na tyle, że spód i boki zaczęły się rumienić. Teraz trzeba wykonać jeszcze bardziej hardkorową operację, czyli wyjąć przez grube rękawice naczynie na deskę, zdjąć całkiem pokrywę i obłożyć wierzch plasterkami sera żółtego.
Prawdopodobnie nadleci zwabiona wspaniałym zapachem hurma i czereda, więc trzeba zastawić ciałem naczynie i obiecać, że jak poczekają jeszcze 10 minut, to będą mieli na wierzchu ślicznie stopiony, lekko zrumieniony serek.
Nigdy nie daję sera od razu przy długim zapiekaniu czegokolwiek, bo zostaje z niego tylko taki skaruszek na wierzchu, a tu chodzi przecież o smakowitą, ciągnącą się warstewkę o smaku sera, a nie wyprażonej kazeiny.
Pozostaje nam tylko zapiec ten serek, co trwa nie dłużej niż 10 minut.
W sumie zapiekałam moja lazanię jakieś 3 kwadranse.
Myślę, że gdyby wyszła wciąż twardawa – makaron makaronowi nierówny – to trzeba cyknąć wody, przykryć i dodusić.
Albo robić z gotowanego ciasta, ale to wydaje mi się okrutnie pracochłonne…