Długo mnie nie było na blogu, bo - jak to wiosną - jest bardzo dużo pracy w polu i ogrodzie. Kiedy np. sadzi się ziemniaki ręcznie (w sensie: motykami), jak nie przymierzając za "Babci Austrii", to sterana babcia małorolna nie ma już siły na szwendanie się po sieci. A tu jeszcze tyle roślin do przerobienia w smakowitości, którymi potem delektujemy się przez cały rok.
Kwitnie już róża pomarszczona i jaśminowiec, więc zachęcam do zrobienia pięknie pachnącego octu. Na surowo raczej nie da się jeść płatków jaśminowca (w przeciwieństwie do jaśminu), bo - jak słusznie zauważyła ekspertka pani Gosia Kalemba (klik!) mają gorzko-cierpki smak. Co do trwałości aromatu nie całkiem zgadzam się jednak z moją Mistrzynią, bo stary, nieatrakcyjny wizualnie jaśminowiec z ogrodu sąsiadki, pachnie tak oszałamiająco i trwale, że nawet po fermentacji octowej aromat jest piękny. A w połączeniu z różą - wprost urzekający!
W zamierzeniu miał to być ocet kosmetyczny, ale kiedy H&C wyniuchała, jak pachnie, zaczęło się podbieranie i w końcu w całości został spożyty w lemoniadach i herbatkach.
Wykonanie - jak każdego octu - jest bardzo proste. Zainteresowanych odsyłam do wskazówek w przepisie na ocet z mniszka, o tutaj 😊.








