Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta kruche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta kruche. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2025

Kruche ciastka z nasionami mniszka lekarskiego i orzechami

 
Tak, wiem - to post mocno spóźniony. Ja co prawda znajduję jeszcze dmuchawce w cienistych zakamarkach mojego Podgórza, ale pewnie u Was dawno już ostatni puch potargał wiatr...😖 
Niemniej warto zapisać ten przepis, inspirowany krakersami Małgosi Kalemby (klik!), albowiem smak ciastek nie przypomina niczego, co jedliśmy. A jednak są smaczne, niezwykle oryginalne, coś jak ciastka z chałwą słonecznikową, tylko bardziej "dzikie" i nieoczywiste. 
Najbardziej trafny był koment Małżona: "Ciekawe... Trzeszczą, ale nie zgrzytają... Ile mogę zjeść?"
Małgosia zrobiła słoną przekąskę, w pięknej żółtej barwie (bo miała jeszcze płatki mniszka). Ja musiałam ograniczyć się do mielonych nasion, a ciasto było słodkawe (zostało w zamrażarce z mazurka wielkanocnego). Dodałam także resztkę orzechów włoskich, bo już się prosiły o zjedzenie, no i troszkię pocukrowałam brązowym cukrem po wierzchu, aby złasić słodkolubną H&C.
Najwięcej zabawy było z opalaniem puchu z nasion (koniecznie zobaczcie filmik Gosi), tym bardziej, że po pierwszym, spektakularnym ognistym podmuchu, trzeba było dopalać resztę gazową opalarką, co już scedowałam na MŻ, omamiwszy go wizją przepysznych ciastek😛
To było ciekawe kulinarne doświadczenie i myślę, że już każdego roku na wiosnę Hurma i Czereda dostanie na deser jedyne, nietuzinkowe i zdrowe trzeszczące ciasteczka mniszkowe (oho! i jeszcze wierszyk mi wyszedł 😁)



  

środa, 19 lutego 2025

"Szarlotka pod chmurką" czyli "Zwał piany i śmietany"😆

Na emerytkę, prowadzącą zimą gnuśne życie na wsi, też przychodzą takowe termina, iż musi wystąpić z pełną pompą i popisać się jakimś wybornym, a NOWYM ciastem. Szybka akcja wywiadowcza ujawniła, iż szacowny Gość najbardziej lubi szarlotki, więc Marzynia zrobiła krytyczny przegląd zasobów w starym zeszycie z przepisami. A tam zakładki: 
- ulubione dietetyczne Małżonka,
- gnyce szybkie, 
- gnyce dla Dzieciaków, 
- Mama „Kurs Gotowania Praktyczna Pani” (z sześćdziesiątego ósmego), 
- Babcia Bronia (bez kursu, za to sprzed wojny chyba), 
- Wielkanoc, Boże Narodzenie.

U blogowych koleżanek (np. tutaj i tutaj) najbardziej smakowicie wyglądały szarlotki z bezowymi piankami, ale że gdzieś w sieci podziwiałam niedawno ciasto nie tylko z bezą, ale jeszcze z bitą śmietaną, więc postanowiłam się wysadzić na takie cudo. Niestety, nie zapisałam przepisu, ale żem umna i z zadęciem na kreatywność, więc wypichciłam jabłecznik, który – mam nadzieję - oszołomił biesiadników nie tylko ilością kalorii, ale i smakiem.

SKŁADNIKI:
- wypróbowane ciasto kruche, takie, w którym „zmieści się” 5 żółtek (bo bezę zrobiłam z 5 białek, żeby było na bogato),

- co najmniej 1,5 kg jabłek (szara reneta), ewentualnie nieco dosłodzonych, gdy bardzo kwaśne,

- 660 ml śmietanki 30% (bo małżonek kupił 2 kubki po 330 ml) + ekstrakt z wanilii + cztery łyżki cukru pudru (można pewnie i więcej, ale beza jest bardzo słodka)+1,5 łyżki żelatyny rozpuszczonej w paru łyżkach gorącej wody,

- białka z jaj, do których idzie po 50 gram cukru na każde białko (w rozmiarze L, czyli standardowe jajo marzyninych kur) oraz łyżka octu, łyżka mąki ziemniaczanej i szczypta soli.

WYKONANIE:
Najpierw trzeba zrobić bezę i piec ją w 110-120 stopniach przez godzinę (jeszcze będzie nieco „żywa”, ale potem dosuszymy w gorącym piekarniku po upieczeniu kruchego spodu). 
Zrobić ciasto i podzielić je na 2 części. W jedną część wrobić kakao, a drugą wylepić blaszkę, wstawić do lodówki. 
Jabłka zetrzeć na grubej tarce, poddusić, by odparowały, dosmaczyć cynamonem i ew. cukrem. Mimo, że było ich ok. 1,5 kg to i tak warstwa jabłek była według mnie za cienka. Przestudzone jabłka wyłożyć na spód, a na nie utoczone z ciemnego ciasta wałeczki. Piec ok. 40-45 minut w 180 stopniach. 
Kiedy ciasto stygło, dosuszałam w piekarniku bezę, rozpuściłam i wystudziłam żelatynę, a potem ubiłam śmietanę z cukrem i wanilią. Trzeba działać szybko, bo ledwo żelatyna podstygła, już zaczęła lekko gęstnieć, więc absolutnie nie można wlać jej do śmietany, lecz dodać do żelatyny kilka jej łyżek, zmiksować i dopiero dodać do reszty masy. 
Tężejącą śmietankę wyłożyć na ciasto. Na to blat bezowy i do lodówki na całą noc. 

Zalecam postawienie ultimatum domowej Hurmie i Czeredzie, że jeżeli rano odkryjemy uszczerbaną bezę i ślady dłubania palcami w bitej śmietanie, to nie zostaną dopuszczeni do zasadniczej konsumpcji😂


niedziela, 21 kwietnia 2024

Jabłka z budyniem pod kruszonką. I mała zagadka 😻

 

Bardzo szybkie i bardzo proste "coś dobrego". Tak zasmakowało H&C, że ostatnio najczęściej gości u nas do kawy. Przepis znalazłam u Edytki (o tutaj: klik!) - dziękuję💏.
Uprościłam go maksymalnie, bo jabłek już nie uprażam, tylko normalnie kroję szare renety na spód naczynia żaroodpornego, pokrywam ugotowanym budyniem (w różnych smakach, chociaż wg mnie najlepszy waniliowy) i posypuję niedbale roztartą kruszonką (niecała szklanka mąki, pół szklanki zwykłego cukru, pół kostki masła, szczypta soli). Zanim kruszonka się zrumieni (190 stopni, środkowa półka, grzanie góra i dół) to jabłuszka się umasują elegancko.
W lodówce deser tężeje i można go normalnie porcjować jak ciasto, chociaż małżonka przyłapałam, jak wyżera jeszcze gorący łyżką (!).
Ten budyń tak jakby "izoluje" warstwę ciasta od owoców i myślę, że sprawdzi się przy bardziej soczystym rabarbarze czy np. truskawkach, bo wcześniej, gdy próbowałam robić  crumble, to zawsze kruszonka mi zamakała od soku😐
A teraz zagadka:
Jeżeli nasz pies Edi waży 18 kg, to ile może ważyć jeden z naszych kotów, zwany oficjalnie Manulem, a potocznie Spaślakiem lub wprost Wieprzkiem? 
I nie myślcie, że to myśmy go tak zapaśli: śledztwo wykazało, że najpierw (i rano, i wieczorem) leciał do mieszkającej naprzeciwko Cioci na posiłek, a potem ociężałym kurcgalopkiem do nas. 

 

wtorek, 21 marca 2023

Tarta z kremem adwokatowym, bitą śmietaną i migdałami

 

W czasie ostatniej wizyty u córki w Słowenii mój roztomiły Zięć  siedząc przy zwykłej kolacji nagle odezwał się (po polsku!):
- A będzie teraz upieczone to ciasto z czekoladą?
Zatkało mnie. Ojca też, ale tylko na chwilę, ponieważ natychmiast podchwycił temat i załkał:
- No właśnie, obiecałyście na święta jakąś tartę z kremem czekoladowym i JEJ NIE BYŁO! 
Zdławiwszy chęć uprzytomnienia mężowi, że było jakieś milionpięćsetstodziewięćset innych słodkości, rozpłynęłam się nad polszczyzną ślubnego Martika (ten człowiek nauczył się - ze słuchu! - tak mówić po polsku, że już nic nie można powiedzieć przy nim licząc na barierę językową. Gdy skrytykowałam ryczący wyciąg, jaki mają w kuchni, zięciu, niby pogrążony w skrolowaniu, skomentował flegmatycznie: Tak, to jest ładne, ale niepraktyczne).
Cóż było robić, kobyłka wciąż tkwiła "u płota", bo rzeczywiście obiecałam.  Biała czekolada, śmietanka kremówka i (lekko tylko nadpity przez matkę pod pretekstem testowania, czy dobry) adwokat czekały w lodówce od świąt. Brakowało nam tylko mascarpone, ale okazał się wcale niepotrzebny. Ciasto jest przepyszne, lekkie, delikatne, ten krem rozpływa się na podniebieniu, a nutka alkoholu daje dodatkowy smaczek. Najlepsze mocno schłodzone. No i robi się bardzo szybko, zwłaszcza, gdy ma się tak zręcznego pomagiera, jak Martik.
Przepis pochodzi ze strony pani Dorotki "Moje wypieki" (oryginał tu: klik!)
 
SKŁADNIKI:
ciasto:
- 130 g masła,
- pół łyżeczki soli,
- 35 ml mleka, 
- 175 g mąki pszennej, 
- pół łyżeczki cukru pudru, 
- 1 żółtko.
Zagnieść kruche ciasto, schłodzić w lodówce. Wylepić ciastem formę na tartę, ponakłuwać gęsto widelcem i upiec spód (Martusia miała trochę mniejszą blaszkę niż moja - spód wyszedł nieco grubszy, ale ciasto jest bardzo kruche i smaczne, więc to nie problem). Piekłyśmy jakieś 20-25 minut na 200 stopniach, aż się ładnie zrumienił.
krem:
- 2 tabliczki białej czekolady (w przepisie było 150 gramów, ale ta wedlowska ma - nie wiedzieć czemu - 80 gramów, więc dałyśmy już całe dwie),
-  200 ml adwokatu (adwokata?!) - tutaj także jest różnica w stosunku do oryginału, bo stwierdziłyśmy organoleptycznie, że jest to słabiutki trunek, więc podwoiłyśmy dawkę,
-  200 ml ubitej śmietanki kremówki.
Ta czekolada jest masakrycznie słodka, więc cukru już nie dawałyśmy. Po roztopieniu i schłodzeniu zmiksowałyśmy ją z adwokatem (był bardzo gęsty i krem wyszedł sztywny, mimo braku mascarpone), po czym już delikatnie wmieszałyśmy ubitą  śmietankę. Mimo, że była bez laktozy i miała tylko 30% tłuszczu, to można było ją kroić nożem - trzeba przyznać, że wyroby mleczne są w Słowenii znakomite (czekolada i likier były z Polski - pod względem słodyczy i napitków bijemy ich na głowę). 
wykończenie:
- na spód: pół słoika dżemu z dzikiej róży (pani Dorota zaleca czarną porzeczkę, ale nie wiem, czy ten z róży nie lepszy - on nie jest z płatków, tylko z owoców, kwaskowaty i leciutko tylko trącący różą; konfitura z płatków zabiłaby ów pożądany adwokatowy smaczek😁),
- na krem: 300 ml śmietanki, ubitej tylko z niewielką ilością cukru z prawdziwą wanilią,
- na wierzch: prażone, chrupiące płatki migdałowe.
 
Można sobie wyobrazić radość naszych "połowiców" przy degustacji 💏.




 

środa, 2 listopada 2022

Szarlotka razowa z jabłkami zza miedzy

 

Kiedy pomyślę, że jeszcze nie tak dawno mieszkałam w mieście, w bloku (!), i mogłam tylko nieśmiało pomarzyć o własnych produktach - nie mogę uwierzyć, że teraz po mąkę bio idę "do kumory", po jajka do kurnika, a po owoce do sadu (naszego lub sąsiada :-D). Jabłek jest w tym roku taki urodzaj, że moglibyśmy śmiało otworzyć dobrze prosperującą filię P******u (mój Tato pracował tam chwilę za komuny, ale mimo zanęty w postaci winkowego deputatu zwolnił się po tym, jak nakrył baby z produkcji, grzejące wyjęte z gumiaków i odwinięte z onuc nogi w kadzi z ciepłym zacierem) i wytwarzać hektolitry niezapomnianego jabola.
Co prawda swoich antonówek miałam tylko 5 na młodziutkim drzewku, ale u kochanej sąsiadki jest jakiś nołnejmowy szczep, który raz na 5-6 lat ocyka się ze starczego snu i  zawala ją tonami owoców znakomitych do szarlotki. Więc NIE MOGŁAM nie piec jabłeczników na tysiąc sposobów, a że razowego nie ma na blogu, więc wrzucam moim następczyniom "kupamięci"💖.
 
SKŁADNIKI (na średnią formę):
2,5 szklanki pszennej mąki (w tym połowę razowej),
pół kostki masła,
1/3 kostki margaryny (tak, właśnie tego wyklętego tłuszczu - na samym maśle ciasto razowe jest - wg mnie - dużo twardsze),
1 jajko + 1 żółtko,
4-5 łyżek cukru trzcinowego (zależy, jak słodkie są jabłka),
cukier z wanilią lub wanilinowy,
szczypta soli,
do jabłek cynamon.
WYKONANIE:
Zarobić kruche ciasto i połowę włożyć do lodówki, a połowę do zamrażarki (uwaga, Jasiek! gdyby czasem ciebie naszło na wykon kruchego pod nieobecność Umiłowanej Przywódczyni, to pamiętaj o owinięciu bołdek ciasta. Albo przynajmniej nie kładź na półce obok wędzonki). Przed pieczeniem nagrzać piekarnik do 180 stopni, góra i dół. Schłodzoną połową ciasta wylepić formę (nie trzeba jej smarować, nie przywiera). Nawet nie trzeba go wałkować, jest plastyczne i szybko to idzie, no chyba, że ktoś (Martik inżynier perfekcjonista??) będzie się certolić godzinę, by uzyskać idealnie równą, 2,5 milimetrową taflę, bo tyle mu wyszło po przeliczeniu masy na fi formy. No to wtedy tłuszcz z ciasta może się zacząć topić od ciepłych łapek. Mrożenia łapek nie polecam 😂
Spód ponakłuwać widelcem i podpiec na lekko rumiano. Jabłka skroić w cienkie plasterki, posypać cynamonem, a jak bardzo kwaśne to można i cukrem potrzepać, na wierzch zetrzeć na grubej tarce zmrożoną resztę ciasta i piec do ładnego zrumienienia.
W Słowenii mają specyfik, któren się nazywa "Jabolko". Myślę, że kusztyczek jabolka do tej jabłczaneczki będzie pasował 😊


 

wtorek, 19 lipca 2022

Rolowana tarta z cukinią

 Tarty zawsze się udają, czego by tam człowiek na to kruche ciasto nie wpakował. Ale jeśli chcemy skłonić H&C do zjedzenia warzyw, to można się zabawić w rolowanie. Takie ciasta były bardzo popularne parę lat temu i Matce się to przypomniało, kiedy stała nad grządka pełną mniej lub bardziej spasionej cukinii. Kiedy odzew na hasło "CO dzisiaj na obiad?" znowu zabrzmiał: "Coś z cukinią!" to już wiedziałam, że trzeba tak kręcić, aby zachęcić😄.
Przepis na kruche ciasto każdy zna. Należy je wcześniej podpiec, aby nadmiernie nie rozmiękło przez wylane na wierzch nadzienie. Ponieważ domownicy, ochwaceni od jedzenia cukinii, stanowczo zaprotestowali przed wypełnieniem nią całego ciasta, więc tylko w środku jest "różyczka" z cienko pociętej marchewki oraz zielonego i żółtego kabaczka. Reszta "faszeru" to 2 jajka ubełtane z serem żółtym, śmietaną, ulubionymi przyprawami, czosnkiem i skrawkami słoweńskiego przysmaku, zwanego bulą. Ta bula to skamieniały, suszony baleron, potwornie słony (autentycznie, sól krystalizuje się na nim jak na ścianach w Wieliczce), ale jednocześnie niezwykle aromatyczny i pyszny, bo z domowych, szczęśliwych świń z farmy Martika. 
Oczywiście, kto nie ma swatów ze Słowenii, wyrabiających bulę (czyli jakieś 99,9% polskich gospodyń) ten użyje dowolnej wędliny. Albo i nie, bo i tak będzie pyszne😋.
 
Dodano 20 lipca:
Ktokolwiek tu zajrzy, niech wejdzie w link podany w komentarzu Konhambos. No jest na czym oko zawiesić, cudeńko!


 



niedziela, 21 lutego 2021

Szarlotka z bezą - klasyka gatunku

 

Wiem, wiem, każdy umie taką upiec, ale wstawiam Martikowi "kupamięci" - w końcu ten blog to po prostu książka kucharska dla Hurmy i Czeredy :-)
Przepis na kruche ciasto każdy ma swój najlepszy, wypróbowany. Akurat w tym placku jest to (nawet Danusia je pochwaliła :-):
- 1 szklanka mąki tortowej + do podsypania,
- 1 i 1/4 szklanki mąki krupczatki,
- 20 dkg masła (można po połowie z margaryną- tak, tak, tłuszcze trans, ale jest naprawdę bardziej sypkie z margaryną. My jeszcze żyjemy),
- 3 żółtka,
- 2 łyżki cukru pudru,
- łyżka kwaśnej śmietany,
- szczypta soli,
- płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
- garstka tartej bułki do posypania pod jabłka.
Nadzienie:
- szare renety (wg uznania, ciasto "uniesie" nawet grubą warstwę),
- cynamon, 
- 3 białka + 150 g drobnego cukru na bezę.
Piekarnik na 180 stopni, góra i dół, druga półka od dołu.
WYKONANIE:
Zagnieść kruche ciasto, schłodzić w lodówce (bez chłodzenia też będzie, ale w czasie, gdy bawimy się z jabłkami, to niech se tam poleży, przynajmniej H&C nie będzie podskubywać na surowo :-D)
Jabłka pokroić w grube plastry, dobre renety i tak będą miękkie. Posypać cynamonem, ew. kardamonem, orzeszkami, pistacjami i czym kto chce. Parmezanem nie tą razą.
Wylepić ciastem formę, nakłuć widelcem, posypać lekko tartą bułką (uwaga Martik! W słoweńskich gieesach też może być spleśniała bułka tarta! jak nie masz - nie musi być, też wyjdzie).
Wyłożyć jabłka i podpiec jakieś 25-30 minut do stadium jasnego zrumienienia ciasta (tu przydaje się szklana forma). 
W tym czasie wrobić kogoś (Janeza?! albo może lepiej Tinkarę) w ubijanie białek, tylko żeby nie wsypali od razu całego cukru. Zmniejszyć temperaturę do 150 stopni. Na podpieczone ciasto wyłożyć bezę, zrobić łyżką takie jakby fale i zapiec aż do zrumienienia pianki (jeszcze z 15 minut). 
Uważać, bo czubki bezy lubią się przyfajczyć, ale i tak będzie pyszna. 
Na zdjęciu poniżej Anonimowy Członek Watahy Jarzębiaka w walce o resztę placka💑


niedziela, 13 grudnia 2020

Orzechy lineckie - bezowe ciasteczka bożonarodzeniowe, zwane także "buziaczkami"

 

To bardzo smakowita i wygodna propozycja na świąteczny wypiek. "Wygodna", bo można upiec je dużo wcześniej. Hurma i Czereda w tamtym roku, pożarłszy oczami ciasteczka w necie, stwierdziła, że trzeba upiec z podwójnej porcji. W rezultacie zostaliśmy zalani falą bezowych buziaczków i - nawet po obdarowaniu wszystkich krewnych (a nadają się na prezent) - jedliśmy je 2 tygodnie. Świetnie się przechowują, tylko trzeba dbać, by miały sucho, coby pianka nie zmiękła. 
Majtkowy róż bezików to rezultat eksperymentu Martika, której zostało troszkę czerwonego lukru od zdobienia pierniczków i wmiksowała go do bezy, żeby było jeszcze bardziej słitaśnie.

Korzystałam z przepisu z bloga "Zmysłowe smaki", ale od razu mówię, że 2 białka na bezę na tę ilość ciasta (może wałkowałam zbyt cienko?) to zdecydowanie za mało.

SKŁADNIKI:
250 g mąki pszennej (pół na pół zwykła i krupczatka),
2 żółtka,
140 g zimnego masła,
90 g cukru pudru,
skórka otarta z 1 cytryny + 2 łyżki soku.
Pianka: 
4 białka,
240 g drobnego cukru,
orzechy laskowe, włoskie, migdały, nerkowce
WYKONANIE:
Zagnieść kruche ciasto z podanych składników i schłodzić je w lodówce. Ubić białka z cukrem na bezę (robiłam wg przepisu Dorotki z "Moich wypieków), na każde ciasteczko nakładać ją łyżeczką (można i szprycką) i wetknąć orzeszka. Piekłam 15 minut w temperaturze 150 stopni, a potem jeszcze dosuszałam je z 15 minut na 100 stopniach (bo beza była "żywa"). 
Jeśli chcecie zrobić z podwójnej porcji, to musi być jakiś pomocnik, bo wykon ponad stu buziaczków może nas zniechęcić na długo do całowania 😘.