Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 listopada 2025

Dwa pomysły na ciasta, które zaskoczą gości 😋

Od paru dni gości u mnie Zuzianka, więc gotujemy i pieczemy razem, jak za dawnych lat😊 Jeśli ma się taką pomoc, to można się pobawić w różne bajeranckie "fiku-miki". Wypichciłyśmy wiele smakowitych dań i może komuś spodoba się pomysł na naprawdę pyszną, a bardzo szybką roladę z gotowego ciasta francuskiego z jabłkami, cynamonem i orzechową posypką. Albo na deser "Kolorowe bąbelki" z tapioką.
Inspiracją do rolady był przepis z jutuba, któren się mi wyświetlił nęcąco z boku przy słuchaniu muzyki. Link jest tutaj klik!
Oko Marzyni wyłapało, że rolada wygląda jakoś niezwykle i rzeczywiście - bajerek polega na nacięciu zwiniętego ciasta (zwykłymi nożyczkami!) pod skosem tak, by ukazało się nadzienie. Moje sznyteczki nie są wywinięte, jak w oryginale, bo ciasto było jakieś lelawe, ale i tak efekt jest świetny. 
Natomiast piankę z tapioką zobaczyłam u Helenki o tutaj (klik!). Jej deser jest niezwykle elegancki, ale my z Zulajdą narobiłyśmy tyle bąbelków w dziwnych kolorach, że w rezultacie wyszło coś na kształt składanego warstwowo skrzeku Obcych z planety Magna Płaza. 
Jednak młodsza część Hurmy i Czeredy (na czele z Matyldzią) była zachwycona, a konsumpcja tej pianki jest ciekawym doznaniem. Tapiokowe kuleczki mają zaskakującą konsystencję i fajnie się prezentują w śmietankowym kremie (w oryginale jest to jogurtowiec, ale wytłumaczyłyśmy sobie, że w listopadzie powinno się dostarczać organizmowi więcej kalorii 😂).
 

niedziela, 8 maja 2022

Paszteciki królowej

 

Tę wytworną przekąskę wypatrzyłam na wspaniałym blogu "Szybko i smacznie" (klik!) i już wiedziałam, że gdy tylko będę miała jakąś wyjątkową okazję to spróbuję ją zrobić. Okazją były oczywiście święta oraz przyjazd córki, którą można było jak za dawnych lat "wykorzystać" 💋 (Hurma i Czereda nazywała to za dawnych lat "Wyzyskiem NSR" czyli Niewolniczej Siły Roboczej). 
Dodatkową zachętą była nazwa - to Maria Leszczyńska (moja ulubiona postać historyczna) wprowadziła takie vol-au-vent, jakie zrobiła Konhambos. Moje nie są tak naprawdę Pasztecikami Królowej (lecz wieżami z ciasta francuskiego Marzyni), ale także były pyszne :-)
Korzystałam oczywiście z gotowego ciasta - z dużego płata (jakoby z dodatkiem PRAWDZIWEGO masła) wyszło mi 13 wież. Jest z tym troszkę pitolenia się, bo aby były apetyczne, powinny być małe a wysokie. Moje nie były wysokie (dopiero po fakcie mało jednak umna mamcia kapnęła się, że wychlastanie na chybcika rozbełtanym jajkiem warstw spowodowało ich sklejenie), ale BYŁY należycie kruche i takie "na raz do paszczy", co zaprezentowała mi naocznie męska część biesiadujących. 
Nadzienie to sprawdzony krem z tuńczyka, gdyby ktoś miał życzenie, to jest tutaj. 
Warto pamiętać, aby kupując tuńczyka szukać takiego z certyfikatem MSC (zrównoważonego rybołówstwa).

środa, 24 sierpnia 2016

Marchewki z ciasta francuskiego z musem z tuńczyka

Czasami i Marzynia mozolnie wspina się na szczyty kulinarnego Parnasu i serwuje H&C takie fikuśne przekąski, które gdzieś tam wpadły jej w oko. Wykonanie jest banalnie proste, tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość, więc nie jest to danko z gatunku: drugie śniadanie chłopów na budowie. Potrzebne jest:
- ciasto francuskie (kupne, ma się rozumieć),
- smarowanko z keczupu i łagodnej papryki w proszku,
- foremki do pieczenia rurek (o takie), 
- jakiś krem do nadzienia  (u mnie z tuńczyka, taki jak tu, ale może być jakikolwiek, który przejdzie przez szpryckę),
- no i jakiś chabłaź, imitujący natkę marchewki (może być natka marchewki :-D).
Ciasto pociąć w cienkie paski i zagonić któregoś z kuchennych pomagierów do nawijania na foremki (raczej nie Juranda, bo nawinie w postaci zbitej bołdy, lepszy ktoś o zgrabnych paluszkach). Trzeba nawijać tak, aby brzeżki pasków nachodziły na siebie. Upiec w temperaturze 200 stopni, aż się zezłocą, wystudzić. Ostrożnie ściągnąć rureczki, te nieudane zjeść na pniu (niestety, część się odwinie, a część zjedzie z formy, bo piekę je "na stojaka", żeby były okrągłe z każdej strony). Posmarować mieszaniną keczupu i papryki, napełnić kremem, wetknąć wiechetki. Et voilà! na przyjęcie gotowe!

niedziela, 12 kwietnia 2015

Tarta Szpinakowy Słonecznik



Trudno, żeby taki słonecznik ze szpinakiem nie wpadł w oko, gdy się łazi po blogach. I jest to świetna okazja, aby zaszpanować zapraszając na przykład koleżanki :-D
H&C stwierdziła, że idę w efekciarstwo, ale w czasie degustacji przyznali, pomrukując z zadowolenia, że jest to jednak pyszne małe co nieco...
No i roboty z tym niewiele, bo kupiłam gotowe ciasto francuskie. Płatki słonecznika odrywają się, co pozwala zaoszczędzić na myciu naczyń, bo każdy sobie urwie kawałek do łapki. A środek, kopiato wypełniony naszym ulubionym nadzieniem, przypada oczywiście Matce Kreatorce. 
Co i jak robić, opisała dokładnie pani Marghe, o tutaj
Ja korzystałam z ciasta francuskiego XXL, które po złożeniu akuracik dało kwadrat o symetralnej boku (hie, hie, ale Marzynia zna uczone termina!) równej mojemu dużemu talerzowi, więc tylko przyłożyłam i obkroiłam prawie bez strat ciasta. 
Nadzienie jest z przesmażonego mielonego szpinaku wymieszanego z serem feta, czosnkiem, pieprzem i gałką muszkatołową (ostrożnie z solą), bez żadnego jajka. Rozbełtanym z mlekiem jajkiem posmarowałam tylko ciasto przed krojeniem. 
Troszkę bawienia się jest z odwracaniem płatków, bo ciasto mięknie, dlatego trzeba to robić dość szybko i pamiętać o odwracaniu w jedną stronę. Nie ma sensu wyznaczać punktów przecinania, jak u pani Marghe, po prostu kroi się „na godzinę 12, 15, 18 i 22”,  a potem na pół i znów na pół i wychodzi rychtyk 16 płatków. 
I jeszcze jedna uwaga: trzeba od razu robić to na pergaminie na blaszce, na której tarta będzie pieczona, bo potem bardzo ciężko ją przenieść. 

sobota, 5 stycznia 2013

Łosoś w cieście francuskim z brokułem i pieczarkami

To danie wygląda rzeczywiście światowo. Zainspirował mnie Christopher, który niedawno umieścił taką przekąskę na swoim blogu, ale w sieci jest mnóstwo takich przepisów. Najważniejsza jest niezwykła szybkość, z jaką można to przygotować i zabłysnąć przed gośćmi, bo i smak jest wyśmienity. Na przyjęcia karnawałowe w sam raz! (tu Martik się ześmiał, żebym nie kitowała, bo u nas nie ma PRZYJĘĆ KARNAWAŁOWYCH, ale ludzie chyba mają, nie?!)

SKŁADNIKI: (ciężko powiedzieć, po ile czego, każdy sobie sam decyduje, ile i jakich dodatków napakuje do tego ciasta. Polecam jednak to zestawienie :-))
opakowanie ciasta francuskiego (rolka z Biedronki), 
łosoś wędzony (nie trzeba dużo),
kilka usmażonych, doprawionych pieczarek, 
kilka pomidorów suszonych,
różyczki z brokułów, zblanszowane w osolonej wodzie,
pieprz,
ulubione zioła (dałam nieco czosnku suszonego, rozmaryn i lubczyk).
WYKONANIE:
Piekarnik nastawić na 200 stopni, góra i dół.
Ciasto rozwinąć z rolki i z obu krótszych boków dekoracyjnie pociąć radełkiem do ciastek w wąskie paski, zostawiając na środku miejsce do nałożenia nadzienia. Dobrze jest robić to od razu na macie do pieczenia czy tam papierze czy w formie, bo odpada potem przenoszenie lelawego, topiącego się ciasta.
Na środku ułożyć łososia, posypać pieprzem i rozmarynem (nie solić, ryba była słona jak diabli), na to pieczarki, brokuły i pomidory, czosnek i lubczyk. Zawinąć, zakładając paski ukośnie na siebie, na przemian, jak na zdjęciu. 

Aha, nie zakładać ściśle, żeby para ze środka nie rozdęła ciasta, tylko zostawić takie szparki.
Wierzch zawijańca posmarować rozbełtanym z mlekiem żółtkiem.
Piec, aż się ładnie zrumieni.
Było to bardz dobryńkie, co ino mało (cytat ze: "Skondensowane myśli BB").

niedziela, 1 kwietnia 2012

Tzw. jabłuszka karmelizowane i żurawina w cieście - a jakże! - francuskiem

Tu się nie ma co rozwodzić nad przepisem, koń jaki jest każdy widzi. Jedyny problem miałam ze skarmelizowaniem tych jabłek; dobrze, że kobita w Gieesie dała mi takie twarde i kwaśne, bo nie było szarych renet. Renety by się rozlazły. Otóż cukier absolutnie nie chciał mi się rozpuścić w maśle, by utworzyć piękny karmel, mający apetycznie oblepić kawałki jabłek. Coś zrobiłam źle. Wobec tego po prostu obsmażyłam te jabłka na maśle, potem pocukrowałam brązowym (ha!) cukrem, skropiłam rumem (ha! ha!) i dodałam jeszcze żurawiny (nie haham, bo żurawina była z letka przeterminowana, ale badania organoleptyczne przekonały mnie, żeby jednak dać. I dobrze). 
Fajnie jest posmarować ciasto francukie rozbełtanym jajkiem, bo dostaje takiej błyszczącej ślichty, jako by rzekła Babcia Bronia.
Warto upiec. Są bardzo pyszne. Obawiam się jednak, że hurma i czereda już się przeżarła ciastem francuskiem, tym bardziej, że piekłam je 2 dni pod rząd. Teraz żądają krwawego mięcha i kwaśnej kapuchy! 

sobota, 17 marca 2012

Tarta z łososiem, brokułem i gorgonzolą na francuskim cieście


Raz na 2 tygodnie jestem w „Biedronce”. Posiadam bowiem w tej kultowej sieci, w spadku po Tacie (który zmusił mnie wreszcie do posiadania komórki wciskając swoją starą pod karą wydziedziczenia) telefon komórkowy. Jest nas dwoje takich w naszym miasteczku, co daje mi miłe poczucie uczestnictwa w elitarnym bractwie. Poza tym nie dostaję żadnego spamu, mam wszędzie zasięg (nawet na poligonie w Górach Słonnych! wszyscy tam latają z komórkami po szczytach, a Marzynia nonszalancko: pyk klapeczkę i: hel-loouuu!? Jurand?! Mama dzwonią!!) no i mało telefonię, bo nie chce mi się chodzić kupować doładowania do sklepu. 
Ale czasem trzeba. I wtedy robię zakupy w „Biedronce”.
Po doświadczeniach z zapiekanką na cieście francuskim zakupiłam od razu hurtową jego ilość (cena: 2,99). Łażąc po sklepie, a właściwie przedzierając się przez tabuny „ludzi z gór” pchających wózki wyładowane ulepnymi napojami (Jessu, co tych ludzi tak strasznie suszy?) wypatrzyłam parę produktów do następnej tarty. Ser gorgonzola lub gorgonzolopodobny, nie wiem, moje plebejskie podniebienie i tak nie było w stanie poczuć różnicy, łososia w kawałku wędzonego i jeszcze wzięłam brokuła do tego. I umyślałam se to zapiec na tymże francuskiem cieście.
I to znowu była dobra koncepcja, co może potwierdzić hurma i czereda w składzie rozszerzonym.
SKŁADNIKI:
Opakowanie chłodzonego ciasta francuskiego,
Kawałek łososia wędzonego,
Sznytek sera Gorgonzola,
Mały brokuł,
Czosnek granulowany, pieprz.
WYKONANIE:
Brokuła ugotować na półtwardo w osolonej, ocukrzonej lekko i ciut zakwaszonej wodzie. To trwa w sumie chwileczkę, ja swojego przegotowałam i zapomniałam przykwasić ciutkę wodę, więc stracił kolor. A może to przez tę sól w wodzie? (dobrze, że nie nóż…) – jak sądzicie?
Ser podzielić na kawałki, ja to robiłam palcami, babrając się smakowicie, nie wiem w sumie, JAK powinna smakować jakaś „markowa” gorgonzola, ta była bardzo smaczna! Gdy odpakowałam tego biedronkowego łososia z kartonika, letko się spietrałam: no tak, był za tani, żeby być dobry, mam teraz jakieś rybie zwłoki w trumience (troszkę tak to wyglądało). Odkroiłam kawałeczek, próbuję: pycha!
Ciasto rozścieliłam na blasze. Niestety, wzięłam zwykłą blaszkę blaszanną, co było błędem, bo ciasto się mnie przylepiło do blaszki okrutnie, już sobie przyrzekłam, że wszystkie stare formy pozamieniam na silikonowe. Bez jakiegoś pietyzmu poukładałam te składniki na cieście i do pieca na 200 stopni, góra i dół, druga półka od dołu. 
W połowie pieczenia, gdy go już ładnie chyciło, okazało się, że wierzch tarty wybuliło jak balon. Przez szczelną warstwę sera nie miała gdzie ujść para. Wysunęłam, zrobiłam dziurkę (natychmiast ser podpłynął w ten otwór i przylepił tartę do blachy), posypałam pieprzem i czosnkiem granulowanym. Zastanawiałam się nad innymi przyprawami, ale nie wiedziałam, jakie będą pasować, poza tym smak sera i ryby był tak intensywny i pyszny, że pomyślałam, iż tam już nic nie trzeba. 
Pachniało na całej klatce. Idący do Martika Pasiu wszedł ze słowami: „Ale zapach! Modliłem się, żeby to było TU!”.
Ledwo oddarłam łopatką tartę od blachy, już jej nie było. Słuchać było tylko ciamkanie H&C. do zdjęcia został mi mało reprezentacyjny kawałek. Tym razem na zdjęciu nie ma nogi Pasiuni, przez co fotka traci (patrz tu). Aparat też nie ten, ale połączenie smaku – właśnie TO!

piątek, 9 marca 2012

Tarta na francuskim spodzie (kupnym, kupnym...)


Pierwszy raz robiłam na słono na francuskim cieście. Letko z duszą na ramieniu, czy mi się nie zmarnują w sumie wypaśne składniki, jak się nie da zjeść. Dało się zjeść i to jak! 
To żółte to jajko się troszkie bełtło. Co jest pod spodem, to napiszę po południu oraz zdradzę (bez inwigilacji) jak mi się udało zrobić, żeby ona tak chrupała. I proszę nie sarkać, że spalona po wierszchu, bo się odrapało i nie było nic a nic czuć!
No to uzupełniam wpis:
Ciasto kupiłam w "Biedronce". Lepsze niż w Lidlu. Oczywiście najlepsze byłoby zrobione samodzielnie, ale jakoś nigdy mnie nie brało na to, pamiętam bowiem, ile wysiłku kosztowało takie ciasto moją Mamę. Poza tym aż tak ambitną kucharką nie jestem. 
Po doświadczeniach z ciastem na słodko wiem, że przeszkadzał mi fakt, iż przy dużej ilości wilgotnego nadzienia spód ciasta namakał i wydawał mi się wręcz niedopieczony. A tu chciałam błysnąć, bo się gościowanie zapowiadało. Nie wiedziałam, czy można potraktować tartę na francuskim tak, jak na kruchym. 
Można. 
Najpierw nadzienie: szpinak dobrze odcisnęłam i przesmażyłam na maśle z czosnkiem. To już każdy robi pod swój smak. Dałam nieco więcej soli, bo ciasto jest neutralne w smaku i nie chciałam, by się słoność zgubiła. Następnie przyjrzałam się zakupionym (w "Biedro", a jakże) pomidorkom czereśniowym. 
Miały skórę jak na byku.
Niby kraj pochodzenia: Włochy, ale przecież Italia to nie Ekwador, żeby ZAWSZE tam było lato, więc i te muszą być z cieplarni o tej porze. Dodatkowo po przekrojeniu wylewało się z nich mnóstwo soku. I myśl: a nuż się zadławi tą skórą? Więc podwójne sparzenie i dawaj obierać pracowicie ze skórki. Obrałam i to była dobra koncepcja.
Foremkę silikonową wyłożyłam ciastem, ale został kawałek (bo forma jest kwadratowa). Więc z tych odciętych paseczków zrobiłam sześć pól, bo myślałam, że wejdzie mi w nie sześć jajek (nie weszło). 
Następnie na spód podściółka ze szpinaku i te oskórowane pomidorki, odsączone na sicie. Posypałam ziołami i do pieca na 200 stopni, góra i dół, druga półka od dołu, żeby dobrze brało spód.
Niestety, dość długo się piekło, już boczki ślicznie rumiane, a te italiańce twarde i twarde, jakbym co dopiero wsadziła. No w końcu ich troszkie zmiękczyło, więc wyjęłam formę (uwaga, silikonowa się giba!), wbiłam tam jajka, posoliłam, popieprzyłam, ułożyłam obok jajek ser mozzarella i ziołami jeszcze po wierzchu, ale bez szaleństwa, żeby nie zabić smaku wiejskich jajek i szpinaku.
Owszem, zanim jajka się ścięły - idealnie tak, jak lubimy, do stadium mollet - to chyciło brzeżki, ale potem ostrym nożem się skrobnęło, a tarta była superancko upieczona od spodu!
Teraz będę często ją robić, bo pracy przy tym niewiele (pomidory już kupię pelati) i można wypróbować różne nadzienia. 
Ta kombinacja: szpinak, pomidory, jajka i ser jest prze-pysz-na, polecam!

poniedziałek, 22 lutego 2010

Francuskie rurki z kremem

 
  

Wczoraj wypróbowałyśmy z Martikiem i Anią Kseniową ciasto francuskie z Biedronki. Fakt, jest smaczne, ale jednak to z Lidla jest o tyle lepsze, że ma bardziej zwartą strukturę, nie lepi się tak do rąk i łatwiej z niego formować wypieki. Niemniej i tu poradziłyśmy sobie, trzeba tylko piec te rurki „na stojaka” i nadziewać bardzo ostrożnie – doradzam zrobienie rzadszego kremu, niż my, bo zapychała się nam strzykawka tortowa. Niepotrzebnie chyba dodałam trochę żelatyny do masy, bez niej i tak się nie wyleje, a łatwiej będzie „nabijać” rurki. Jeżeli ktoś posiada profesjonalną strzykawę do mas, to pewnie ona poradzi sobie nawet z gęstym kremem, ja niestety, wiedziona oszczędnością, kupiłam plastikowy szajs za piątkę i miałyśmy erupcje kremu oraz gruntowne sprzątanie kuchni, ze szczególnym uwzględnieniem lampy :-)
SKŁADNIKI:
opakowanie ciasta francuskiego chłodzonego; mrożone trzeba najpierw odmrozić (tak myślę),
mała, 250 ml, śmietanka 30% lub 36%,
mały serek mascarpone** lub serek tzw. homogenizowany,
cukier puder – wg upodobań, ja dałam 3 płaskie łyżki,
 1 cukier waniliowy,
2 zagęstniki do bitej śmietany dr Oetkera,
foremki do rurek.
WYKONANIE:
Przygotować krem: śmietankę ubić z odrobiną soli, cukrami, pod koniec ubijania dodać zagęstniki. Aha, śmietankę trzeba maksymalnie schłodzić, nawet w zamrażalniku przez 15-20 minut, żeby nie wyszło nam masło. Potem wmiskować serek do uzyskania jednorodnego kremu.
Piekarnik nagrzać do 220 stopni, góra i dół. Potrzebna jest wysoka temperatura, coby ciasto nie spłynęło z rurek.
Ciasto lekko podwałkować (można ciut posypać mąką) i pociąć na pasy szerokości półtora centymetra. Akuracik pas przez szerokość ciasta pasuje na foremki. Foremki oblepiać ciastem „na zakładkę”, widać to na zdjęciu. Ustawić na blaszce, zapiec na lekko rumiano. Ostudzone rurki nadziewać kremem.
Napełnione rurki, z racji ich pogrubionego kształtu,  wzbudziły u młodzieży śmieszne skojarzenia. Ja tam się niczego nie dopatrzyłam (zresztą skojarzenia to przekleństwo). Wszelkie podobieństwo do osób i wydarzeń jest czysto przypadkowe i nie ponosimy za nie odpowiedzialności.
** Serek mascarpone jest bezpciowy. Ma smak zagęszczonej śmietanki, więc krem wyszedł typu: śmietana w śmietanie. Następnym razem na pewno wezmę polski serek homo, przynajmniej będzie bardziej wyrazisty w smaku. 

środa, 10 lutego 2010

Orzechowa pianka zapiekana we francuskim cieście

 
  

Tu Martik.
Piszę na chybcika, bo mama smaży pączki na jutro i chcę jak najszybciej się do nich dobrać :) Więc…
Pianka taka sama jak do tarty (patrz tu). Ciasto francuskie Mama miała z Lidla (który, jak wiadomo, ceni jakość - patrz tu), ale to jak raz był trafiony zakup.
Zapiekałyśmy to w kokilkach takich jak do kremu brulee. Wyszło pycha!
Ja sama zjadłam chyba najwięcej, bo strasznie mi podpasowała ta pianka.
Robi się szybko, żadna filozofia.
Ok, ja kończę, bo pączki chyba już są i musze wygrać wyścig z Jurkiem do kuchni.

niedziela, 31 stycznia 2010

Ciasteczka (prawie) w 5 minut – nie licząc wyprawy do Lidla

 
  
-->
Nowoczesność w domu i zagrodzie objęła i nasze miasteczko. Mamy już nie tylko „Biedronkę”, ale i Lidla. Huczne otwarcie było ponad rok temu, ale mnie nie ruszyły ani pączki po 30 groszy, ani niby to rewelacyjna chemia gospodarcza. Ponieważ jednak owa świątyńka konsumpcji położona jest obok cmentarza (tiaaa, najpierw myślisz o niebie, a potem o chlebie), więc i my z Ewunią trafiłyśmy tam w końcu.
Oko padło mi na gotowe ciasto francuskie, nie mrożone, ale takie już wprost gotowe na blachę. Kosztowało 2,99, co nas letko zniechęciło - przecież w cieście francuskim jest kupę masła, pytanie: na czym oni to robili, skoro jest takie tanie? Oględziny wykazały jednak, że ma kremowy kolor, więc chyba nie zarabiali tego na przepracowanym smarze. Kupiłyśmy.
Leżało z 10 dni w lodówce, zanim wczoraj, we wzmocnionym składzie (ja, Martik i Karola) przystąpiłyśmy do wypieków.
Najpierw przeczytałam dwa razy Internet, aby wybrać potencjalnie najlepsze przepisy. Nasz wybór padł na fińskie (???) ciasteczka o niewymawialnej nazwie, coś jak „jutrututu” oraz dużo bardziej sympatycznie brzmiące studzienki dżemowe.
Rozwinięcie ciasta i badania organoleptyczne wypadły pomyślnie. Długi prostokąt plastycznej masy ładnie pachniał i był idealnie gładziutki. Dziewczynki wycinały foremkami studzienki (chciały serduszka i kwiatuszki), a ja pracowicie robiłam te fińskie-francuskie cudeńka.
Co z tego wyszło, przeczytajcie sami.
SKŁADNIKI:
opakowanie gotowego ciasta francuskiego,
1 jajko,
dżem lub konfitura,
gruby cukier do posypania (np. brązowy),
ew. cukier puder do oprószenia fińczyków,
papier lub mata do pieczenia.
WYKONANIE:
Piekarnik nastawić na 200-210 stopni, grzanie góra i dół, trzecia półka od góry.
Ciasto rozwinąć, odkleić papier (był zamoknięty), przełożyć na papier do pieczenia. Foremkami wycinać jedno ciasto pełne, a jedno z dziurką. Oryginalne studzienki pani Marchewki miały otwory wycinane kieliszkami, ja akurat jestem szczęśliwą posiadaczką foremek, z których każda ma małą siostrzyczkę właśnie dla takich celów. Oczywiście te wycięte maluchy też upiekłyśmy, posypując grubym cukrem.
Jajko rozbełtać, posmarować od spodu to ciastko z dziurką. Nakładać na pełne. W środek położyć kupeczkę dżemu lub konfitury. Ja nakładałam dżem już na upieczone ciasteczko, dlatego studzienki nie były takie głębokie, ale za to ładniejsze.
Tą zabawą spokojnie mogą zająć się nawet małe dzieci. Natomiast wycinanie tych fińczyków jest już trudniejsze, ale pani Iza pokazała to dość dokładnie. Od siebie dodam, że trzeba nacinać kwadraciki w miarę blisko brzegu i prawie tak, aby nacięcia się stykały, wtedy wyjdą ładne płatki tego kwiatuszka. W środku dobrze docisnąć palcem i położyć co się chce: np. dżem, jakiś owoc z konfitury, migdał albo orzech. Ja dałam te wiśnie mrożone (już niby odmrożone i dobrze osączone, a jednak puściły sok w trakcie pieczenia i ciasto się zafarbowało).
Piecze się to błyskawicznie, na czuja. Kiedy zajrzałyśmy przez szybkę, okazało się, że ciastka wyglądają jak kolonia mini-alienów: każde ciasteczko wyginało się, drgało konwulsyjnie albo tak jakby oddychało w szybkim tempie – widok był tak niepokojący, że stałyśmy chwilę patrząc, jak ciasto- larwy robią w piekarniku wygibasy. Potem się uspokoiły, a po wystygnięciu już ładnie okrzepły.
W smaku są naprawdę dobre, delikatne i bardzo kruche.
 
 
Szkoda, że takie mrozy i nie ma Zuzanki, ale by się dziecina cieszyła. Gdy przyjedzie do mnie na służbę na feriach, to na pewno kupię jeszcze takie ciasto i zaszalejemy.