Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 kwietnia 2023

Śledzie na zielono

Właściwie te śledzie nie są na zielono, lecz na zielonkowato, ale smak jest zacny, świeży i z taką wiosenną nutą. Nie jest to oczywiście zasługa groszku ani kiszonych ogórków, lecz sosiku, na który składają się:
gęsta, kwaśna śmietana,
majonez,
olej z pestek dyni,
zmiksowany dziki szczypiorek, gwiazdnica, koperek i czosnek niedźwiedzi,
ciut soli, pieprz i cukier do smaku. 
Same śledzie są zamarynowane w sparzonej cebuli, occie (akurat jabłkowym) i tym "bučnom olju" (bučno olje to po słoweńsku olej z pestek dyni; wyrabia go domowym sposobem szwagierka Martika. Jest prze-py-szny, orzechowy, zielony, pachnący świeżymi pestkami).
Miałam ochotę dać więcej zieleniny, aby sos był bardziej zielony, ale małżonek, który nie jest miłośnikiem "chwastów" w kuchni, zaprotestował. Dlatego sosik wyszedł zielonkowaty, ale aromat - zwłaszcza tego czosnku niedźwiedziego - był wyczuwalny i ze zwykłych śledzi zrobił ciekawą, wiosenną przekąskę😋.
 

niedziela, 8 maja 2022

Paszteciki królowej

 

Tę wytworną przekąskę wypatrzyłam na wspaniałym blogu "Szybko i smacznie" (klik!) i już wiedziałam, że gdy tylko będę miała jakąś wyjątkową okazję to spróbuję ją zrobić. Okazją były oczywiście święta oraz przyjazd córki, którą można było jak za dawnych lat "wykorzystać" 💋 (Hurma i Czereda nazywała to za dawnych lat "Wyzyskiem NSR" czyli Niewolniczej Siły Roboczej). 
Dodatkową zachętą była nazwa - to Maria Leszczyńska (moja ulubiona postać historyczna) wprowadziła takie vol-au-vent, jakie zrobiła Konhambos. Moje nie są tak naprawdę Pasztecikami Królowej (lecz wieżami z ciasta francuskiego Marzyni), ale także były pyszne :-)
Korzystałam oczywiście z gotowego ciasta - z dużego płata (jakoby z dodatkiem PRAWDZIWEGO masła) wyszło mi 13 wież. Jest z tym troszkę pitolenia się, bo aby były apetyczne, powinny być małe a wysokie. Moje nie były wysokie (dopiero po fakcie mało jednak umna mamcia kapnęła się, że wychlastanie na chybcika rozbełtanym jajkiem warstw spowodowało ich sklejenie), ale BYŁY należycie kruche i takie "na raz do paszczy", co zaprezentowała mi naocznie męska część biesiadujących. 
Nadzienie to sprawdzony krem z tuńczyka, gdyby ktoś miał życzenie, to jest tutaj. 
Warto pamiętać, aby kupując tuńczyka szukać takiego z certyfikatem MSC (zrównoważonego rybołówstwa).

środa, 24 listopada 2021

Gryczane bliny ze śledziem - coś przepysznego!

 

Właściwie to potrawa powinna się nazywać: "gryczane racuchy ze śledziem", bo wyszły dość grube i chyba ZA puszyste, ale mam nadzieję, że chociaż smak jest blinowy. No i rozpiera mnie duma, że ze wszystkich składników dania tylko śledzie są sklepowe - bioekoorganik introdukowanego chłopstwa małorolnego rządzi na Smykówkach!
SKŁADNIKI:
Ok. 15 dag mąki gryczanej (to ważne: powinna być bio - można kupić, ewentualnie upalić i zmielić w enerdowskim młynku do kawy organiczną kaszę gryczaną od eko-rolniczki z sąsiedniej wsi),
15 dag mąki pszennej (można białej z razową),
2 jajka,
jakieś 2 dag drożdży (albo ciut więcej, ile się tam na oko ukrzy z kostki),
szklanka ciepłego mleka (od Wolanki, a właściwie jej krówki😉), 
płaska łyżeczka soli,
łyżeczka cukru,
klarowane masło (też od Wolanki) do smażenia
DODATKI:
kwaśna śmietana wiadomo skąd (albo ze sklepu, byle sztywna bez skrobi i gumy guar),
sznyteczki śledziowe (albo łosoś, łohoho),
czerwona cebulka,
zieleninka (u mnie wciąż na grządce są zielone pietruszka naciowa i rzeżucha!).
WYKONANIE:
Drożdże rozrobić z cukrem i częścią mleka, wlać na przesiane z solą mąki, przysypać lekko i odstawić w ciepłe miejsce. Gdy zaczyn ruszy wbić jajka i energicznie mieszając łyżką (nie chciało mi się jakoś specjalnie wyrabiać i jak widać - z dobrym skutkiem) dolewać mleka tyle, aby powstało ciasto, jak na racuchy. Powinno wyrastać z pół godziny, aż podwoi objętość. Po powtórnym zamieszaniu znacznie opadło i ciągnęło się jak klej Konrada, ale wkładane łyżką do patelni-dołkownicy formują się (rosnąc w oczach) w kształt równiutkiego placuszka. 
Przybranie to już tylko chwila, chociaż kapiącemu śliną jak Alien na widok Ripley mężowi wydawała się wiecznością 😆
Z tej porcji wychodzi 14 blinów. Dla faceta trzeba 4, ja zadowoliłam się trzema. Odgrzewają się rewelacyjnie na parze, chociaż pan poprosił jeszcze o wychrupczenie (momencik na suchej nawet dołkownicy, ale jeszcze kapeczkę masełka nie zawadzi :-)
Koniecznie do powtórzenia!


 

sobota, 24 października 2020

Sos tuńczykowy "Rybki w stawie"

 

Ten przepis jest bardzo popularny na różnych smacznych stronach, ale funkcjonuje przede wszystkim jako sałatka. Ja zaadaptowałam ten bajerancki dizajnik na potrzeby bardzo smakowitego i naprawdę świetnie "konweniującego"  (zna się obce termina, hie hie) z mięsem sosiku rybnego. Jadłam we Włoszech mięso w rybnym sosie i było pyszne, a jeszcze lepszy jest jako dodatek do zimnych mięs (najlepiej pasuje nam do pasztetów, np. takiego, albo takiego). Na świąteczny stół (jak widać na zdjęciu) u nas to już pozycja obowiązkowa!
Więc jeśli  spodziewacie się jednak jakichś (zdrowych, daj Boże) gości na Wszystkich Świętych, to można zabłysnąć nietypowym zestawieniem i urozmaicić "zimną płytę".
SKŁADNIKI:
2 puszki tuńczyka w sosie własnym (dobrze odciśniętego z zalewy), 
3-4 żółtka z jaj (białka można wykorzystać do dekoracji np. sałatki), 
2 ząbki czosnku, 
mała cebulka,  
kilka łyżek oleju rzepakowego tłoczonego na zimno, 
łyżka soku z cytryny,  
łyżka łagodnej musztardy, 
średni słoik majonezu,
mały jogurt grecki, 
sól, biały pieprz, 
sardynki lub szprotki z ogonkami, 
zielenina udająca szuwary w stawie.
WYKONANIE:
Wszystkie składniki zmiksować (solić stopniowo, tuńczyk bywa bardzo słony). Sos nie musi być idealnie gładki. Można dodać koperku albo kaparów, ale nieco zmieni się kolor. 
Aha, i z tymi rybkami trzeba działać ostrożnie, bo się psiajuchom strasznie szybko odrywają ogonki, a bez ogonków nie bardzo wiadomo, co to sterczy z tego bagienka 😄  

czwartek, 11 czerwca 2020

Litewska sałatka z łososiem i chrzanem


Bardzo smaczna sałatka z niewielu składników. Zaskakująco pyszne jest połączenie ryby z chrzanem. Przepis znalazłam na stronie pani Komarki (klik!), od siebie dodałam tylko rzodkiewkę i koperek (ale nie musi jej być)
SKŁADNIKI:
kawałek surowego łososia - ilość ryby zależy od zasobu portfela i preferencji. I nie bierzcie czasem wędzonego - raz tak zrobiłam i zepsułam sałatkę!
3 ugotowane w osolonej wodzie ziemniaki,
3 jajka na twardo,
3 kiszone ogórki obrane ze skórki,
pęczek szczypiorku,
mały pęczek koperku,
kilka rzodkiewek, 
sok z cytryny.
Na sos:
2 łyżki majonezu i łyżka kwaśnej śmietany,
kopiata łyżka utartego chrzanu (lub oczywiście mniej - trzeba znaleźć swoje proporcje),
pieprz, 
odrobina cukru.
WYKONANIE:
Łososia usmażyć na prawie suchej patelni (ciutkę masełeczka klarowanego jednak daję, choć Komarka zaleca inaczej), doprawiwszy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Podzielić widelcem na cząstki. Pozostałe składniki pokroić w większą kostkę, szczypiorek i koperek drobno, a rzodkiewkę w półplasterki. Chrzan zetrzeć na drobnej tarce,ale nie na paciarę, tylko w drobne wiórki. Wymieszać składniki sosu, zaprawić sałatkę, gdy się nieco "przeżre" ewentualnie doprawić. 
Na powyższym wielkanocnym półmisku spoczywa z koleżanką ze Lwowa (klik!) - można mieć Wilno i Lwów na jednym talerzu (zaznaczam, że obce są mi wszelkie kresowe resentymenty - to skutek sporów H&C o wyższości śledzia nad łososiem 😋).

niedziela, 15 grudnia 2019

Szpinakowa rolada z wędzonym łososiem

Tę przekąskę znają już wszyscy, a kto nie robił - niech się nie waha! Wykonanie jest bardzo proste, wygląda efektownie i pysznie smakuje. No i można zabłysnąć przed Teściową, zaproszoną na świętowanie w Szczepana :-)
Ja piekłam na małej blaszce 22 na 22 cm i zrobiło mi się właściwie "oczko", a nie rolada, oraz - jak widać - łosoś wypłynął wraz z nieco zbyt rzadką masą. Dlatego lepiej jest zrobić nadzienie z serka kremowego bez dodatku mascarpone, bo wtedy masa jest bardziej "tęga". Co prawda smak kremu był przepyszny, ale kroiło się ciężko.
SKŁADNIKI:
Ciasto:
4 jajka,
4 kopiate łyżki mąki pszennej,
1 łyżka mąki ziemniaczanej,
45 dkg mrożonego szpinaku (tyle co w opakowaniu horteksowego, ja wzięłam swój mrożony i pewnie dlatego jest bardziej szary niż na zdjęciach z internetu),
łyżeczka proszku do pieczenia,
sól, pieprz i gałka muszkatołowa do doprawienia ciasta.
Nadzienie kremowe:
2 opakowania ulubionego serka kremowego,
świeżo starty chrzan w ilości niestawiającej oczu w słup,
plastry łososia wędzonego,
sól (uwaga, łosoś jest bardzo słony!) i biały pieprz.
WYKONANIE:
Szpinak rozmrozić (można na patelni) i dobrze odcisnąć z wody. Zmiksować na gładko. Białka ubić z solą na sztywną pianę. Żółtka wymieszać ze szpinakiem i przyprawami. Do piany delikatnie wmieszać mąkę z proszkiem i połączyć z masą szpinakową. Rozsmarować równą warstwą na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (jeśli nie jest dobrej jakości, to lepiej go natłuścić przed wylaniem masy, raz mi tak przywarł, że podarłam ciasto). Piec 13-15 minut w 180 stopniach (góra-dół, bez termoobiegu).  
Serek wymieszać z chrzanem, doprawić. Rozsmarować na wystudzonym cieście (uwaga H&C - PAPIER ZDJĄĆ!), rozłożyć plastry ryby, zwinąć i dobrze schłodzić w lodówce.
Do krojenia przyda się ostry nóż :-)

poniedziałek, 2 lipca 2018

Gołąbki z włoskiej kapusty, z kaszą orkiszową, mięsem i wędzoną rybą(!)

Gołąbki często goszczą na na naszych stołach, ale te są niezwykłe. Jak to z literackim zacięciem określiła pani Karo (której wspaniały blog: Karointhekitchen szczerze polecam): "Zjedliśmy po pierwszej porcji i wmurowało nas  w krzesła. Jeśli jeszcze nie jesteście pewni, czy dodawanie do mięsa, kapusty i pomidorów wędzonej ryby to dobry pomysł, powiem Wam jedno – po tych gołąbkach już nic nie będzie takie samo".
Niestety, góra garów do pozmywania pozostała taka sama, ale uśmiechy na twarzach biesiadników na pewno były szersze - aż się przestraszyłam, czy nie pozostanie mi w domu czereda Gwynplaine'ów :-D.
No i pierwszy raz robiłam z włoskiej, no i na pewno nie ostatni - liście miękną dużo szybciej, łatwiej je uwijać, a efekt wizualny jest bardziej spektakularny (oczywiście nie jedliśmy w żadnych tam kapuścianych miseczkach, ale zachwyciły mnie zdjęcia na blogu mentorki i też chciałam mieć piekniusio, na moją marzyniną miarę ma się rozumieć :-)).

SKŁADNIKI:
Średnia główka włoskiej kapusty,
0,5 kg mielonej łopatki lub karkówki,
2 torebki kaszy orkiszowej,
1 mała wędzona makrela (w oryginale były to sardynki, alem takowych nie zdybała w naszym geesie, od czapy zwanym przez wszystkich na wsi "Żeleźniokiem"),
2 duże cebule,
4 ząbki czosnku,
sól, pieprz do smaku,
natka pietruszki (dałam, bom stwierdziła, że będzie konweniować) i lubczyk (ten nigdy nie zawadzi, zwłaszcza, gdy słabnie uczucie do Umiłowanej Przywódczyni),
2 szklanki bulionu (jaki tam mamy zamrożony),
2 łyżki smalcu ze skwarkami z wędzonej słoniny (ma sie to zaplecze energetyczne, hie hie), ale inny tłuszczyk też bedzie.
WYKONANIE
Ugotować kaszę w osolonej wodzie na półmiękko. Cebulę zeszklić, czosnek przecisnąć. Liście z kapustki schodziły galanto, wystarczyło podciąć gruby nerw przy "głębiu", po czym sparzyć je we wrzącej wodzie - ja to robiłam po prostu w dużej patelni z pokrywą. Wymieszać łapką kaszę, mięso, cebulę, mięso z ryby, czosnek i przyprawy i nadziewać liście kapustki metodą "na krokieta" (Martik wie jak, a Zuzia może spojrzeć np. tutaj). Dno naczynia do zapiekania (najlepsza żeliwna gęsiarka, ale każde ze szczelną pokrywą się nadaje, jeśli mamy bez pokrywy, to szczelnie zatkać folią aluminiową, chociaż starajmy się jej unikać  w kuchni) namaścić tym szmalcykiem, ułożyć ciasno gołąbki (wyjdzie dwie warstwy) i zalać bulionem. Zapiekać 1,5 godziny na 180 stopniach, grzanie góra i dół, środkowa półka.
Wyserwować (ha! zna się te branżowe termina!) z sosem pomidorowym. Albo i bez, bo i tak są przepyszne! (jak przyznała nawet ciocia Zosia: worte gemby :-D

środa, 24 sierpnia 2016

Marchewki z ciasta francuskiego z musem z tuńczyka

Czasami i Marzynia mozolnie wspina się na szczyty kulinarnego Parnasu i serwuje H&C takie fikuśne przekąski, które gdzieś tam wpadły jej w oko. Wykonanie jest banalnie proste, tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość, więc nie jest to danko z gatunku: drugie śniadanie chłopów na budowie. Potrzebne jest:
- ciasto francuskie (kupne, ma się rozumieć),
- smarowanko z keczupu i łagodnej papryki w proszku,
- foremki do pieczenia rurek (o takie), 
- jakiś krem do nadzienia  (u mnie z tuńczyka, taki jak tu, ale może być jakikolwiek, który przejdzie przez szpryckę),
- no i jakiś chabłaź, imitujący natkę marchewki (może być natka marchewki :-D).
Ciasto pociąć w cienkie paski i zagonić któregoś z kuchennych pomagierów do nawijania na foremki (raczej nie Juranda, bo nawinie w postaci zbitej bołdy, lepszy ktoś o zgrabnych paluszkach). Trzeba nawijać tak, aby brzeżki pasków nachodziły na siebie. Upiec w temperaturze 200 stopni, aż się zezłocą, wystudzić. Ostrożnie ściągnąć rureczki, te nieudane zjeść na pniu (niestety, część się odwinie, a część zjedzie z formy, bo piekę je "na stojaka", żeby były okrągłe z każdej strony). Posmarować mieszaniną keczupu i papryki, napełnić kremem, wetknąć wiechetki. Et voilà! na przyjęcie gotowe!

wtorek, 15 marca 2016

Sałatka lwowska wg Magdy Gessler - idealna na wielkanocny stół!



Co prawda na podstawie powyższego zdjęcia trudno domyślić się, co to za sałatka, ale po pierwsze fotografowaliśmy stół ZANIM wataha rzuciła się do konsumpcji, a po drugie już taka „rozbabrana” nie wygląda tak ładnie (buraki ze śledziami i majonezem nie są bardzo dekoracyjne, ale smak znakomicie wynagradza wizualne niedostatki). Ta sałatka wspaniale łączy składniki, pożądane przez tradycjonalistów na wielkanocnym stole: buraczki, śledź, kwaśne ogórki, grzybki… 
Jak pisze p. Gessler: Sałatka lwowska podawana jest z sosem śmietanowo-musztardowym, który nie tylko dodaje pikanterii potrawie, ale wprowadza do niej również nutkę słodyczy. Wszystkie smaki (…) tworzą niezwykły zestaw aromatów i konsystencji. Nie do pobicia!”.

Z podanych niżej produktów wychodzi naprawdę duża porcja
Sałatka lwowska M. Gessler (podaję za autorką, przepis oryginalny jest tutaj)

  • SKŁADNIKI:
  • ·         8 filetów śledziowych w oleju,
  • ·         8 buraków,
  • ·         4 ziemniaki,
  • ·         1 seler,
  • ·         8 ogórków kiszonych,
  • ·         4 jabłka,
  • ·         4 marchewki,
  • ·         1 cebula,
  • ·         1 mały słoik marynowanych grzybków,
  • ·         1 mały słoik kaparów (nie dawałam, Martik nie lubi),
  • ·         szczypior,
  • ·         sok z cytryny.
Na sos musztardowo-śmietanowy: 
2 szklanki kwaśnej śmietany - wymieszałam pół na pół z majonezem, 
 pół słoiczka ostrej musztardy – ja zrezygnowałam z sugerowanej rosyjskiej, dałam zwykłą „saperską”, bo i tak potrawa jest charakterna,  
sól, pieprz, cukier.
WYKONANIE:
Ziemniaki, buraki, marchew i selera ugotować bez obierania. Następnie obrać i pokroić w kostkę. Ogórki i jabłka obrać i również pokroić w kostkę. Śledzie pokroić w paseczki. Cebulę posiekać. Grzyby odsączyć i również pokroić w kostkę. Pokrojone składniki - oprócz ziemniaków i śledzi - wymieszać. Na końcu dodać te ostatnie. Skropić sokiem z cytryny. Odstawić, żeby smaki "przegryzły się". Następnie śmietanę wymieszać z musztardą, doprawić solą, pieprzem i cukrem. Dodać do sałatki i delikatnie wymieszać. Na koniec posypać szczypiorem.

Albo jeszcze jajeczkiem, jak u mnie, żeby było piknie i na bogato :-D
Dodano w 2019 r.
 W tym roku na święta robiłam ją znowu, ale tym razem mam lepsze zdjęcie. Obok w zestawie jest sałatka wileńska z łososiem, no po prostu rewelka: Lwów i Wilno na jednym półmisku!

środa, 30 grudnia 2015

Śledzie w suszonych pomidorach i ajvarze i życzenia noworoczne :-)

Śledzie z tego przepisu są znakomite i można nimi zaszpanować na sylwestrowym przyjęciu (nawet Jasiek je wchłonął, co ino pieczołowicie wygrzebał cebulę, nie wiedzieć czemu...). Inspirację wzięłam od Kubeczka i Danusi; już wcześniej je obadały organoleptycznie i poleciły, więc zrobiłam :-)
I nie żałuję, to kolejna odsłona śledzi, którą wszyscy śledziożercy polubią.
Trudno podać proporcje, po prostu trzeba dostosować ilość tej pomidorowo - paprykowej marynaty do liczby i apetytów potencjalnych biesiadników, a także do ilości wysokoprocentowych trunków (zakładam, że nie szykujemy tej przekąski na kinderbal), bo do wódeczki są bardz podchodzące :-D 
Do wiadomości przeczesujących Internet w poszukiwaniu patologii w polskich rodzinach: Jasiek zapijał je herbatą.
SKŁADNIKI (ilość wg upodobania):
śledzie w typie matias,
pasta ajvar,
suszone pomidory (ja je niedbale zmiksowałam z ajvarem, tak, aby można było wyczuć kawałki),
białe cebule czosnkowe (zwykłe też oblecą),
liście laurowe,
kuleczki ziela angielskiego,
ocet winny do smaku,
brązowy cukier do smaku,
dobry olej lub oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Podaję za Bożenką:
Śledzie namoczyć w zimnej wodzie, aż będą dostatecznie słone (nie moczyłam, bo u nas wszyscy lubią charakterne smaki). Wysuszyć ręcznikiem kuchennym, pokroić w ukośne kawałki szerokości 3-4 cm.
Cebulę pokroić w szeroką kostkę.
Na patelni rozgrzać 3 łyżki oliwy, dodać cebulę, chwilę poddusić (musi pozostać jędrna), dodać ze 2 łyżki octu, jeszcze dusić z 5 minut. Dodać resztę składników, mocno podgrzać 2 minuty, skosztować czy już pyszne, potem wystudzić.
Układać w słoiku naprzemiennie ze śledziami.
Odstawić słoik ze śledziami do lodówki (za sałatę, bo znajdą i wyżrą cichcem w nocy).

Jeśli wytrzymamy, to po 24 godzinach są gotowe do jedzenia, z czasem nabierają jeszcze lepszego smaku.
*****
A na koniec życzę moim blogowym przyjaciołom i czytelnikom (może tam jacyś się zapędzą przypadkiem) wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku 2016!

poniedziałek, 12 października 2015

Śledzie w musztardzie francuskiej

Bardzo lubię śledzie. W każdej postaci, chociaż nie dane mi było skosztować tych, o których opowiadała prababcia, że trzeba je było o buta (!) z soli otrzepać i przepić wódką, żeby w ogóle weszły. W sosie musztardowym są bardzo smaczne, a ziarenka gorczycy fajnie "strzelają" na podniebieniu :-)
SKŁADNIKI:
opakowanie matiasów w oleju (a właściwie "alamatiasów", dobryńkie, nie trzeba było wcale moczyć),
duża cebula, 
mały ząbek czosnku,
musztarda francuska,
musztarda dijon,
gęsta śmietana 18%,
majonez,
oliwa,
sól, cukier, pieprz do smaku.
WYKONANIE:
Ryby pokroić w sznytki na raz do gęby podchodzące, cebulkę drobniutko posiekać i sparzyć (dobrze odcisnąć!), czosnek przecisnąć przez praskę. Umiszać sobie wg gustu te musztardy ze śmietaną, majonezem, oliwą i przyprawami (ja zrobiłam dość ostry, a więc i kwaskowy, bo chlastło mi się dużo musztardy). Bardzo spasowały jajeczka na twardo - ich łagodny smak wyśmienicie korespondował (tu Marzynia podkreśla, że zna nie tylko gwarę, hie hie hie) z rzazowatym sosikiem.
Polecamy z pełnym przekonaniem, nawet na świąteczne stoły :-D 

niedziela, 6 września 2015

Pieczone ziemniaki z serem długodojrzewającym i wędzoną rybą wg Okrasy

Myślę, że to najpyszniejsza wersja "pyr z gzikiem", jaką jadłam w życiu. Od razu, gdy obejrzałam program Okrasy, poleciałam po składniki. Najlepsze są młode ziemniaczki, ale i stara skórka upiecze się na chrupko, jeśli dokładnie posmaruje się każdy plasterek masłem. I ten ser dojrzewający robi robotę - masa serowa jest ostrzejsza w smaku, wspaniale uzupełnia się z rybą na neutralnym, ale za to chrupiącym ziemniaczku. Najlepiej jest uchycić takie stadium, kiedy pyrka jest gorąca, a ser zimny.
SKŁADNIKI:
Ziemniaki w mundurkach, podgotowane uprzednio (żeby piekarnik nie hulał godzinę),
ser biały,
jakiś  twardy ser długodojrzewający, ja miałam polski Bursztyn,
cebulki i czosnku ile kto lubi,
śmietana,
kawałki wędzonej ryby (Okrasa dawał pstrąga, ale i makrela daje radę),
sól i pieprz,
masło z olejem lub oliwą do posmarowania.
WYKONANIE:
Uwaga H&C: ziemniaki w mundurkach trzeba dobrze wyszorować szczoteczką i wyciąć wżery i grube oczka.  
Ugotować ziemniaki na półtwardo i pokroić w grube plastry. Wyszmalcować jakimś tłuszczem (stopione masełko najlepsze, tylko cyrknąć do niego kapeczkę oleju) i upiec na rumiano w piekarniku. W tzw. międzyczasie umiszać syrek (u nas się zawsze mówiło: "syrek umiszany") - biały ze startym na grubych oczkach żółtym, śmietaną, cebulką w drobną kosteczkę i przeciśniętym czosnkiem. Doprawić. Rybkę obrać ze skórki i ości i wybrać ładne kawałki. 
I robimy piramidkę taką na raz do paszczy :-D
Myślę, że ta pasta będzie też znakomita do kartofelków z ogniska.