Nie wiem, czy to danie można nazwać "meksykańskim". Może wsad i składniki na dekor, aczkolwiek H&C, obejrzawszy efekt finalny, stwierdziła, że "to krase jak ruska wyszywanka" (przy czym "krasy" u nas na wsi nie znaczy "piękny", lecz oczowyłupnie kolorowy😂).
Najważniejsze, że smakowało i było bardzo syte!
Naleśniki są z mąki kukurydzianej, która zalegała w czeluściach szafki i trzeba było ją jakoś przetworzyć. Szukając przepisu (jako żywo jeszcze nie robiłam z takiej mąki), wpadłam na bloga "Lekki brzusio". Było setki innych, ale "lekki brzusio" mnie urzekł nazwą, no i też chciałam mieć lekkość w żywocie.
SKŁADNIKI na ciasto:
- szklanka mąki kukurydzianej,
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej,
- 3 małe jajka (bałam się, że się rozpadną bez glutenu),
- duża szczypta soli,
- mąki pół na pół z wodą, ile zabierze.
SKŁADNIKI na nadzienie:
- wołowe mięso mielone,
- cebula, czosnek,
- pulpa pomidorowa,
- rozgnieciona czerwona fasola,
- kukurydza z puszki,
- ulubiona przyprawa meksykańska,
- świeży tymianek,
- sól, pieprz.
WYKONANIE:
Zmiksować składniki ciasta, usmażyć naleśniki. Mnie wyszło 7, ale jeden został zjedzony na próbę.
Usmażyć mięso z cebulą, dodać pozostałe składniki tak, by powstał farsz. Placki ciasta przekładać nadzieniem. Jeśli ktoś nie zważa na ciężar brzusia może posypać tartym serem😃. Zapiekać pod przykryciem, aż zacznie pachnieć. Na wydawce polać sosem czosnkowym i dowolnie udekorować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz