sobota, 31 stycznia 2026

Ozdrowieniec powraca 😍

Niemal zawsze jesteśmy przekonani, że powikłania po "zwykłej" grypie - o których trąbią teraz wszystkie media - NAS na pewno nie dotkną. Ale niestety, nawet krzepkie i zahartowane (głównie w swoim mniemaniu) Rzepichy też mogą zostać powalone po infekcji zmutowanym wirusem. Na szczęście już wszystko dobrze i obyło się bez konieczności korzystania z dobrodziejstw leczenia szpitalnego.
Co ciekawe, nie ma żeńskiej formy słowa "ozdrowieniec", co mnie niepomiernie zdziwiło. Widocznie mężczyznom przysługuje w języku polskim (cyt. za SJP Doroszewskiego i słownikiem PAN) bycie "człowiekiem powracającym do zdrowia po przebyciu choroby, rekonwalescentem", natomiast kobieta po chorobie po prostu wstaje i jest zdrowa😁.
Jako że nic ciekawego w czasie choroby nie gotowałam, to wirtualnie poczęstuję moich miłych blogowych przyjaciół ciastami ze świąt: "cytrynowym puszkiem" oraz babką makową Helenki. Oba ciasta były przepyszne, babkę Helenki przełożyłam konfiturą pomarańczową, a cytrynowiec rzeczywiście był lekki jak puch i można było zjeść duży kawał nawet po misce barszczu z uszkami i stosie pierogów.
Ciasto cytrynowe upiekłam wg przepisu pani Dagmarelli (klik!), dając zamiast litra (!) śmietany trzydziestki szóstki serek mascarpone i 500 ml śmietanki trzydziestki. 
A babka Helenki to już legenda wśród ciast makowych, naprawdę warto (klik!).
Buziaki serdeczne dla wszystkich i dziękuję za wiele troskliwych pytań o zdrowie i miłych życzeń😗. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz