Zdjęcie jest z gatunku: "Zgadnij, czym jestem"***, ale Małżon tak gwałtownie domagał się konsumpcji, iż cyknęłam tylko z wierzchu. Zasadniczo jest to sałatka drwala, jednak tym ta casem sie nie ścino (że tak strawestuję mistrza Wyspiańskiego), jeno robi się przy domu kamieniarkę😆.
Dlatego na posiłek regeneracyjny dla mego mularczyka wybrałam baaardzo treściwą sałatkę. Jest w niej pierś z kurczaka, sałata rzymska, szczypiorek, korniszony (dla rzazu jedna warstwa to ogórki-krokodylki), tarty cheddar, a na wierzchu chrupiący boczek i grzanki. Nie podpieczone, tylko podsmażone na tym tłuszczu z boczusiu, żeby było bardziej masno i żeby tyrający miał więcej mocy.
Sosy są w niej dwa: czosnkowy i keczupowy. Jest bardzo pyszna, ale ja zjadłam niewiele, bo napatrzyłam się na Waszych blogach na lekkie sałatki i takich mi się zachciało. Więc pewnie na niedzielę (gdzie robota, a zwłaszcza na ludzkich oczach, jest w naszej wsi zakazana ) zrobię coś bardziej wiosennego.
A na deser już wszyscy z wielką radością raczyli się cynaminkami Maminka. Moje nie są takie ładne, ale chyba równie smakowite😋 Kiedy się rozłamie rogalika, ukazują się zrolowane, cynamonowe warstwy... Zajrzyjcie tu (klik!)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz