Niemal zawsze jesteśmy przekonani, że powikłania po "zwykłej" grypie - o których trąbią teraz wszystkie media - NAS na pewno nie dotkną. Ale niestety, nawet krzepkie i zahartowane (głównie w swoim mniemaniu) Rzepichy też mogą zostać powalone po infekcji zmutowanym wirusem. Na szczęście już wszystko dobrze i obyło się bez konieczności korzystania z dobrodziejstw leczenia szpitalnego.
Co ciekawe, nie ma żeńskiej formy słowa "ozdrowieniec", co mnie niepomiernie zdziwiło. Widocznie mężczyznom przysługuje w języku polskim (cyt. za SJP Doroszewskiego i słownikiem PAN) bycie "człowiekiem powracającym do zdrowia po przebyciu choroby, rekonwalescentem", natomiast kobieta po chorobie po prostu wstaje i jest zdrowa😁.
Jako że nic ciekawego w czasie choroby nie gotowałam, to wirtualnie poczęstuję moich miłych blogowych przyjaciół ciastami ze świąt: "cytrynowym puszkiem" oraz babką makową Helenki. Oba ciasta były przepyszne, babkę Helenki przełożyłam konfiturą pomarańczową, a cytrynowiec rzeczywiście był lekki jak puch i można było zjeść duży kawał nawet po misce barszczu z uszkami i stosie pierogów.
Ciasto cytrynowe upiekłam wg przepisu pani Dagmarelli (klik!), dając zamiast litra (!) śmietany trzydziestki szóstki serek mascarpone i 500 ml śmietanki trzydziestki.
A babka Helenki to już legenda wśród ciast makowych, naprawdę warto (klik!).
Buziaki serdeczne dla wszystkich i dziękuję za wiele troskliwych pytań o zdrowie i miłych życzeń😗.


Cieszę się bardzo, że jesteś już zdrowa, Marzyniu. Ciasta wyglądają pysznie,
OdpowiedzUsuńDziękuję Aguniu :-*
UsuńDobrze, że masz to już za sobą! Zaraza sponiewierała Ciebie okrutnie i masz rację Marzyniu - nie ma mocarzy i w konfrontacji ze zmutowaną paskudą, to ona wygrywa:)
OdpowiedzUsuńPo świętach zostały już tylko wspomnienia i nawet styczeń za nami; akurat z tego sie cieszę!
Babek makowych upiekłam kilka i teraz przerwa na jakiś czas.Ciasto cytrynowe prezentuje się bardzo zachęcająco i może kiedyś się skuszę:)
Teraz czas faworkowo - pączkowy, chociaż my zdecydowanie wolimy kudłacze:)
Marzyniu przytulam mocno!!! Buziaki gorące!!!
Maryniu, Ty również miałaś swój udział w ozdrowieniu, wspierając i doradzając, za co jeszcze raz Cię mocno całuję :-*
UsuńP.S. A są te kudłacze na blogu twoim? Bo nazwa jest za dychę!
Kudłacze są na blogu.
UsuńNajlepsze nazwy wymyślają dzieci:)
Marzyniu, martwiłam się o Ciebie i to bardzo. Teraz już jestem spokojna:)
Buziaki :-*
Już idę na Twojego bloga :-*
UsuńMam nadzieję, że się pochwalisz jak smakowały:)
UsuńU nas dziś różyczki z foremki na druciku. Piekę je tylko raz w sezonie, na urodziny:)
Buziaki:-*
Jessu, pamiętam to u Babci, taki kwiatek metalowy się rozgrzewało, maczało w cieście i "puszczało" na smalec!
UsuńP.S. A kto ma urodzinki?
Witaj Marzyniu! Cieszę się, że już jesteś zdrowa! Martwiłam się o Ciebie!
OdpowiedzUsuńA tak pięknie przygotowane ciasta są dobrym znakiem, że lepiej się czujesz.
Gorące uściski 😘
Dziękuję Moniu kochana :-*
UsuńCieszę się ogromnie, że już wszystko dobrze i obyło się bez szpitala!
OdpowiedzUsuńTwój opis rekonwalescencji i wirtualne poczęstunki są tak urocze, że aż poczułam zapach tych ciast. Cytrynowy puszek i babka Helenki brzmią obłędnie, zwłaszcza w Twojej wersji z mascarpone i konfiturą pomarańczową – same pyszności!
I zgadzam się w pełni – kobieta po chorobie po prostu wstaje i jest zdrowa. Dziękuję za uśmiech i wirtualną słodycz!
Bardzo się ucieszyłam tym komentarzem :-)
UsuńOch, to Ty też walczyłaś z grypą? Ja przechodzę teraz fazę rekonwalescencji, choć u mnie szczęśliwie obyło się chyba bez powikłań, przynajmniej na razie. Ale też twardo leżę w łóżku i prawie nic nie robię, o gotowaniu nie wspominając. Nie tylko nie gotowałam, ale też prawie nic nie jadłam. Ratowałam się kisielem żurawinowym z paczki...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gorąco, szybko wracaj do pełni zdrowia!
Matko, też podejrzewałam, że musisz chorować, bo dawno Cię nie słyszałam! Ja też nic nie mogłam jeść i ratowałam się jogurtem :-D dziękuję za życzenia!
UsuńCiasta pyszne, szczególnie pięknie udało Ci się cytrynowe. Uwielbiam takie ciacha-warstwowe z pysznym kremem! Życzę dużo zdrówka!
OdpowiedzUsuńJa od pięciu lat szczepię się przeciw grypie i odczuwam ją, jeśli już się zarażę jak delikatne przeziębienie. Polecił mi szczepienie lekarz rodzinny, bo mam taką tam chorobę przewlekłą autoimmunologiczną i w związku z tym osłabioną odporność. Długo się opierałam, ponieważ uciekam od wszelkich lekarstw, ale w tym przypadku jestem zadowolona, bo działa.
Wałeczku, wzięłam sobie receptę od lekarki (dzięki temu mam 50% taniej) i jutro jadę się szczepić :-)
UsuńMam nadzieję, że pomoże tak jak mi. Ja się szczepię pod koniec sierpnia, tuż przed rokiem szkolnym wnuków, bo trzeba nabrać odporności po szczepieniu i starcza na rok. Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko!
UsuńOj to dobrze ze dobrze. Jak to nie ma zenskiej formy??? A ozdrowienczyni? vel ozdrowianka? lub tez Marzynia - ozdrowienczynia. Mamcia - ozdrowiancia. Pozdrawiam wszystkie:))
OdpowiedzUsuńJessu, Monia, obśmiałam się jak norka :-DD. Każda propozycja mi pasi, ale chyba najlepsza ta z mamcią :-DD Buziaki :-**
UsuńWspółczuję choroby, ale najważniejsze, że już jest dobrze :) myślę, że kobiety są odporniejsze i dlatego nie ma odpowiednika ozdrowieńca, mój lekarz często mówił, że facet kładzie się i czeka, aż wyzdrowieje i żona, matka itp. będą go pielęgnować, a kobieta w czasie choroby to i obiad ugotuje i odkurzy... pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńPewnie same jesteśmy sobie winne, bo kiedy Małżon jest chory, to tak cierpi, że skaczę koło niego nawet dla swojego dobra. A pewnie wcześniej tak skakała Teściowa :-D Dzięki za miłe słowo :-*
UsuńNoooo ... w końcu jesteś!!! Jak się człek przyzwyczai do pewnych miejsc, i pewnych osób, jakoś dziwnie jest jak znikają na jakiś czas z życia (oczywiście mam tu na myśli Ciebie i Twoje posty kochana-cmok). Co do grypy, to chyba już ona taka "zwykła" nie jest. Narobiło się teraz jakiś mutacji i odmian, i dziadostwo ciężko pokonać, a jak już, to trwa to bardzo długo. Babcine i mamine metody znane w domach od lat przestały działać, a nawet i mało jaki lek daje szybki efekt. Niestety trzeba po prostu czasu na wydobrzenie, czego pewnie i TY jesteś żywym dowodem. Ale suma sumarum - najważniejsze, że dziadostwo odpuściło i czujesz się lepiej :-))) Dziękuję za skorzystanie z przepisu :-) Mnie zainteresował ten drugi, bo uwielbiam cytrynowe smaki! Zaraz biegnę poczytać! Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńHelenko, mnie też bardzo brakowało naszego grona; fajna nam się paczka dobrych ludzi zrobiła :-) A z tą grypą to masz rację, Maminek (pielęgniarka) też tak mówi, że to są już wirusy-mutanty. Buziaki!
UsuńBardzo się cieszę, że czujesz się już o wiele lepiej i wróciłaś do formy 🧡🧡
OdpowiedzUsuńPrzy tak pysznych wypiekach można już tylko zdrowieć i nabierać energii :)
Serdecznie pozdrawiam! 🤗🧡
Dziękuję Kasieńko, dobrze, że wreszcie mogę jeść, bo w tzw. międzyczasie tyleście pyszności nagotowały, że teraz będę odrabiać zaległości :-) Buźka :-*
UsuńNo, jestem, jak widzisz i ja odnowiona, na stanowisku i klikam jak się patrzy, ile wlezie. To mój pierwszy wpis w nowej odsłonie, co rusz poprawianej i zmienianej.Ciekawe czy kom się uda? Buziaki i serdeczności na cały roczek 2026.
OdpowiedzUsuńElzuniu, tak się cieszę! I witam Cię serdecznie :-* Dziękuję za życzenia i wzajemnie życzę wszystkiego, co najlepsze :-)
UsuńMarzyniu! Jestem w blogowym świecie tylko z doskoku i dopiero teraz zobaczyłam Twój komentarz z marca 2025 (co za wstyd). Jestem, żyję i tęsknię za blogowaniem i moimi blogowymi przyjaciółmi. Jakże ja się cieszę, że wciąż piszesz!!! Twój przepis na krupnik mam wydrukowany w moim przepiśniku i muszę go znowu zrobić za niedługo :) Tym czasem życzę wiele zdrowia dla ozdrowieńców i ozdrowieńczyń ;)
OdpowiedzUsuńJessu, kochan I.!!! Tak Ci dziękuję, że napisałaś, bo jesteś żywym wspomnieniem mej młodości i starej paczki :-** Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, jestem już zdrowa, ale mam masę roboty z pracą społeczną (sama chciałam :-DD). Całuję Cię serdecznie, pozdrawiam Rodzinkę (pamiętam, jak wybierałaś imię dla córki). Ale mi miło :-*
UsuńKochana Marzyniu, niestety szybko postepujacy rozwój naszej cywilizacji sprawia, ze "sily wyzsze" sa coraz lepsze równiez w mutowaniu wirusów :))
OdpowiedzUsuńCiesze sie, ze dochodzisz do zdrowia, a ciasta sobie obejrze jutro rano, teraz przed snem moglabym wpasc na pomysl, aby natychmiast upiec jakas cytrynowa chmurke, co by niewatpliwie spowodowalo jakis madry wyklad na temat jedzenia przed snem mojego "lekarza rodzinnego" :))
Sciskam i zycze duzo zdrowia
Marylko, alem się uśmiała! Mówisz, że tak dawno wyjechałaś z Polski, ale nadal piszesz nie tylko pięknie językowo, ale i lekko, i dowcipnie. Buziaki, dziękuję :-*
UsuńWszystko wygląda smakowicie!
OdpowiedzUsuńTę babkę Helenki to musisz sama wypróbować :-)
Usuń